Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Lisy pustyni rzadko dożywają starości. Samobójcy w służbie Jego Królewskiej Mości

„Haselden” – kpt. John Haselden w stroju beduińskim

Nałogowo kłamali, mówili w kilku językach, a opalenizna stanowiła element kamuflażu. Nie dowodzili wielkimi armiami, rzadko stawali do otwartych pojedynków potężnych dywizji, za to często w pojedynkę przemierzali setki kilometrów pustyni. Nie tylko Erwin Rommel zasłużył na przydomek „lisa pustyni”. 

Chociaż jeszcze w czasie kampanii w Afryce podczas II wojny Erwin Rommel był jednogłośnie okrzyknięty „Lisem Pustyni”, przydomek ten równie dobrze mógłby przypaść w udziale kilku brytyjskim żołnierzom. Dzisiaj pamięta o nich jedynie długa i niema lista Kawalerów Military Cross.

„Lis” w stroju Araba

Trudno nie oddać feldmarszałkowi tego, co „feldmarszałkowskie”, jednak w działaniach na pierwszej linii daleko było Erwinowi Rommlowi do beduińskiego z pozoru kapitana Korpusu Wywiadu i Kierownictwa Operacji Specjalnych. John Edward Haselden wychowywał się w Egipcie, chociaż rodzina nigdy nie pozwalała mu zapomnieć o jego brytyjskich korzeniach. Nie był on jednak typowym dżentelmenem pijącym codziennie o 5.00 popołudniu herbatę, a wszystko za sprawą „wybuchowej mieszanki” płynącej w jego krwi. Matką Haseldena była włoska piękność, Maria Ester Cazzani, po której miał odziedziczyć przede wszystkim ciemną karnację – tak istotną podczas jego działalności w wywiadzie. Znał przynajmniej dwa arabskie dialekty, a oprócz nich biegle posługiwał się francuskim, niemieckim i włoskim. Z czasem podjął nawet próbę poznania jednego z języków słowiańskich (głównie za sprawą polsko-włoskiej małżonki – Nadii Szymonski-Lubicz). Wśród brytyjskich żołnierzy walczących w Afryce Haselden bardzo szybko stał się postacią legendarną.

Artykuł powstał głównie w oparciu o wydaną właśnie książkę ‚SAS. Komandosi Jego Królewskiej Mości’ Wydawnictwa Poznańskiego.

Przyznawano mu niejednokrotnie przydomek „Lawrence’a II wojny światowej”, co zresztą nie odbiegało zbytnio od zajęcia, którym parał się bohater I wojny. Jego umiejętności zjednywania sobie plemion arabskich pozwalały prowadzić działalność wywiadowczą zapuszczając się głęboko na terytorium wroga, gdzie po kilku tygodniach odbierany był przez patrole LRDG. Do legendy przeszedł z pewnością jego wypas owiec na włoskim lotnisku. „Arab”, nieniepokojony przez nikogo, kilka godzin chodził między samolotami nieprzyjaciela wsłuchując się w coraz głośniej podnoszony śmiech włoskich żołnierzy, którzy raczej podejrzewali go o zgubienie kóz, niż sporządzanie notatek dla brytyjskiego wywiadu. W listopadzie 1941 roku zlecono mu „polowanie” na prawdziwego „Lisa Pustyni” – Erwina Rommla. Haselden miał go namierzyć w rezydencji w Beda Littoria. Beduiński as wywiadu „odebrał” wówczas z plaży Chescem el-Kelb (Libia) oddział dowodzony przez podpułkownika Goeggreya Keyesa i przeprowadził komandosów za liniami wroga niemalże pod same drzwi rezydencji feldmarszałka. Chociaż operacja „Flipper” zakończyła się totalną klęską (głównie przez fakt, że Rommla nawet nie było tej nocy w Afryce), Haselden został doceniony Krzyżem Wojskowym za wielotygodniową służbę głęboko na terytorium opanowanym przez wroga (pokonał prawie 160 km pieszo po pustyni).

“Buck” – kpt. Henry Cecil Buck podczas postoju patrol LRDG

Czy wiesz, że ...

...nie wszyscy wierzą, że Hitler i Ewa Braun zginęli w berlińskim bunkrze? Niektórzy uważają, że mogli  wydostać się z oblężonego miasta tajnym tunelem. Następnie wsiedli na pokład samolotu, który zawiózł ich do Danii. Dalej, już na pokładzie łodzi podwodnej, przedostali się do Ameryki Południowej, ulubionej przez nazistów części świata.

...as pancerny w szeregach 1. Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, podporucznik Mark Weissenberg, zginął w bardzo niefortunnym wypadku? Podczas nocnego natarcia na Bydgoszcz usiadł na błotniku, aby pomagać w kierowaniu czołgiem. Zmęczony zasnął i osunął się pod gąsienice.

...wielu brytyjskich pilotów służących z Polakami podczas II wojny światowej twierdziło, że dotrzymanie naszym lotnikom kroku w piciu było pewnego rodzaju nobilitacją? Gdy Johnny Kent, dowódca Dywizjonu 303, wytrzymał nocną imprezę i jeszcze odprowadził jednego z Polaków do łóżka, znacząco wzrosła jego reputacja.

...w jednym z domów w Oszmianie czerwonoarmiści w 1939 roku spożyli właścicielce cały zapas kremu Nivea? Smarowali nim chleb, sądząc być może, że był to smalec ze specjalnymi dodatkami smakowymi.

Komentarze (2)

  1. Anonim Odpowiedz

    Jest sporo błędów merytorycznych, np. „Sikh” i „Zulu” nie były łodziami desantowymi, a nauczycielami.

  2. MR Odpowiedz

    Racja! Przyznaję się do błędu – „Sikh” i „Zulu” były niszczycielami (nie wiem czemu to przeoczyłem).

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.