Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

„Czerwony najazd”. Jak wyglądały pierwsze dni pod sowiecką okupacją?

fot.materiały wydawcy Co dokładnie wydarzyło się 17 września?

Uzasadnienie radzieckiej inwazji na Polskę zadziwiło nawet Josepha Goebbelsa. Jak Polacy dowiedzieli się o agresji? Czy żołnierze Armii Czerwonej pasowali do propagandowego wizerunku?

„Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami”

W niedzielę 17 września około godziny 2.15 w nocy czasu moskiewskiego, w gmachu polskiej ambasady, przy ulicy Spiridinowka 30 w Moskwie rozległ się dźwięk telefonu. Dzwoniono z sekretariatu zastępcy ludowego komisarza spraw zagranicznych Władimira Potiomkina z prośbą o pilne przybycie na godzinę 3.00 do Narkomindiełu, czyli Ministerstwa Spraw Zagranicznych Związku Sowieckiego, ambasadora RP Wacława Grzybowskiego. Miano mu wręczyć ważne oświadczenie rządu sowieckiego. Polski dyplomata spodziewał się złych wiadomości: „Myślałem że pod takim czy innym pretekstem nastąpi wypowiedzenie naszego paktu o nieagresji. To co mnie czekało było daleko gorsze”.
Zastępca Mołotowa odczytał polskiemu ambasadorowi uzgodnioną z Niemcami kłamliwą w treści i pełną hipokryzji notę:

Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską. […]
Rząd Sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazała wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd Sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy, i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji.

Mocno zdenerwowany ambasador Wacław Grzybowski w tej tragicznej sytuacji zachował się z godnością i rozwagą, jak na wytrawnego dyplomatę przystało. Kategorycznie odmówił przyjęcia dokumentu, zarzucając mu jawną sprzeczność z faktami oraz argumentację niezgodną z prawem stosowanym w cywilizowanym świecie. Nie zawahał się również nazwać działań podjętych przez Armię Czerwoną mianem agresji.

fot.materiały wydawcy Radziecka agresja na Polskę była efektem paktu Ribbentrop-Mołotow

Potiomkina zaskoczyło tak nieprzejednane stanowisko polskiego dyplomaty. Na różne sposoby starał się skłonić go do przyjęcia dokumentu. Pod pozorem konsultacji z Mołotowem przerwał spotkanie i nakazał dostarczyć notę przez gońca za pokwitowaniem do budynku ambasady RP. Zreferował również swoją rozmowę z Grzybowskim przełożonemu. Po wznowieniu spotkania Potiomkin uciekł się do groźby. Oznajmił polskiemu ambasadorowi, iż z racji tego, że Moskwa nie uznaje istnienia państwa polskiego, to automatycznie on sam i jego współpracownicy utracili immunitet dyplomatyczny i stanowią wyłącznie grupę osób posiadających co prawda polskie obywatelstwo, ale podlegających sowieckiemu prawodawstwu ze wszystkimi tego konsekwencjami. W odpowiedzi Wacław Grzybowski oświadczył, że złoży formalny protest na ręce dziekana korpusu dyplomatycznego i zażąda wiz umożliwiających opuszczenie terytorium Związku Sowieckiego. Pikanterii całej tej sprawie dodawał fakt, że funkcję dziekana pełnił Friedrich-Werner von der Schulenburg!

Artykuł stanowi fragment nowej książki Dariusza Kalińskiego Czerwony najazd

Potiomkin nic nie wskórał. Wacław Grzybowski opuścił jego gabinet około 4.30. Zgodził się jedynie powiadomić o fakcie sowieckiej agresji polski rząd. Po powrocie do ambasady zastał tam jednak ową nieszczęsną notę, dostarczoną przez posłańca. Polecił więc odwieźć ją z powrotem, a gdy odmówiono jej przyjęcia, naklejono znaczki i skorzystano z sowieckiej poczty! Wcześniej jednak dyskretnie rozpieczętowano przesyłkę i skopiowano treść noty. Tak na wszelki wypadek, gdyby Sowietom przyszło jednak do głowy użyć innych motywów uzasadniających agresję na Polskę. Grzybowski niezwłocznie wysłał również depeszę informującą o spodziewanej rychłej napaści Armii Czerwonej do swojego szefa ministra Józefa Becka. W kolejnej depeszy przekazano treść sowieckiego dokumentu.
Do wiadomości publicznej oficjalne powody wkroczenia Armii Czerwonej do Polski podano 17 września w radiowym przemówieniu Wiaczesława Mołotowa. Bezczelne kłamstwa tak grubymi nićmi szyte zadziwiły nawet ministra propagandy Trzeciej Rzeszy Josepha Goebbelsa, który w swoim dzienniku zanotował:

Moskwa […] wkroczy do Polski na całej długości granicy, aby wziąć pod ochronę swoje mniejszości [narodowe]. Uczyni tak przy zachowaniu swojej neutralności i dlatego, że państwo polskie już nie istnieje. Uzasadnienie jest bardzo oryginalne, ale sam fakt to dla nas dar losu.

Artykuł stanowi fragment nowej książki Dariusza Kalińskiego Czerwony najazd

Tymczasem w polskiej ambasadzie, z uwagi na spodziewane pogwałcenie jej eksterytorialności, rozpoczęło się gorączkowe niszczenie tajnych dokumentów i szyfrów. Zgodnie z poleceniem ministra Becka ambasador Grzybowski rozpoczął również starania o ewakuację personelu polskich placówek dyplomatycznych – oprócz ambasady w Moskwie przedstawicielstwa Rzeczypospolitej w ZSRS obejmowały konsulaty w Mińsku, Kijowie i Leningradzie. Sowieci czynili mu w tym szereg przeszkód, nie przesądzając wcale o możliwości wyjazdu. Co więcej, pod adresem Polaków rzucano zawoalowane groźby. Jak wspominał płk Stefan Brzeszczyński:

[…] konsulaty nasze zostały właściwie internowane w swych gmachach, odmówiono im sprzedaży biletów kolejowych do Moskwy, a naszym woźnym i służbie agenci GPU niedwuznacznie dawali do zrozumienia, że jeżeli wyjedziemy z Moskwy, to co najwyżej do „koncłagieru”.

Polscy dyplomaci ostatecznie opuścili ZSRS 10 października 1939 roku dzięki staraniom von der Schulenburga, który kilkakrotnie interweniował w ich sprawie w sowieckim MSZ. Poczucie zawodowej solidarności i przywiązanie do dyplomatycznych konwenansów miało widocznie dla niego większe znaczenie niż wojna między obu krajami. Tym bardziej trzeba docenić jego starania, biorąc pod uwagę, że ambasadorowie Francji i Wielkiej Brytanii właściwie nic nie zrobili w tym względzie.

„Nędza coraz bardziej zagląda do mieszkań ludzkich”

Polacy nie skrywali swojej niechęci do okupantów. Wspominali ich brak manier, agresywne zachowanie i brutalność zwłaszcza w stosunku do „polskich panów”. Niektórzy porównywali wejście Armii Czerwonej do wschodniej Polski z inwazją szarańczy, gdy wygłodzeni bolszewicy najpierw zaczęli rabować, a potem wykupywać w kresowych sklepach co tylko się dało. Swoim wyglądem, sposobem bycia, ogólną inteligencją i jakąś taką życiową niezaradnością krasnoarmiejcy bardziej budzili powszechną pogardę, lekceważenie i politowanie niż strach i szacunek, jakich należałoby oczekiwać w stosunku do żołnierzy zwycięskiej bądź co bądź armii.

Na propagandowych plakatach z okresu agresji na Polskę czerwonoarmiści prezentowani są jako pewni siebie, doskonale umundurowani i uzbrojeni żołnierze, często w otoczeniu nowoczesnej techniki wojskowej, witający mocnym uściskiem biednego, nędznie odzianego ukraińskiego bądź białoruskiego chłopa czy robotnika. Rzeczywistość znacznie jednak odbiegała od sztucznie kreowanego wizerunku „wyzwolicieli”. W relacjach z Kresów najczęściej przewijają się obrazy przedstawiające wygłodzonych, brudnych żołnierzy sowieckich, często o wyraźnie azjatyckich rysach twarzy, w podartym bądź połatanym mundurze z karabinem przewieszonym przez ramię na sznurku. Warto przytoczyć niektóre z nich.

fot.materiały wydawcy

„Każdy radziecki żołnierz wręcz śmierdział z daleka”

Wanda Woźniak z Dubna tak zapamiętała widzianych po raz pierwszy czerwonoarmistów i uczucia, jakie wówczas towarzyszyły wielu Polakom:

Pamiętam dobrze ten dzień i te wojska sowieckie, te skośne oczy. Żołnierze jechali wozami ciągnionymi przez małe koniki. Uprząż powiązana sznurkami. Ubrani byle jak. Dużo skośnookich. Na plecach jakieś worki, podarte obuwie. Sprzęt wojskowy również ciągnęły małe konie. Widać było, że ludzie i konie są głodni. Każde przydrożne drzewo owocowe zostało natychmiast ogołocone z owoców, a przydrożne ogrody z warzyw. Jedli surowe warzywa i zbierali do worków – plecaków powiązanych sznurkami. Odnosiło się wrażenie, że nigdy niczego nie widzieli i zawsze byli głodni. Nędzne i biedne wojsko. Nikt z Polaków nie wychodził na ulicę. Obserwowano sytuację z ukrycia. Bano się ich, wyglądali strasznie.

W nieco innym tonie opisuje czerwonoarmistów Aleksander Szmiel ze wsi Dumaryszki niedaleko Brasławia. Jak wspomina, ich widok wzbudził w nim raczej rozbawienie niż obawę:

Sztywne jak manekiny siedziały postacie żołnierzy. Ubrane były w brudne, czarne, pikowane waciaki. Materiał, z którego były uszyte, przypominał zasmoloną kołdrę, rzuconą na podściółkę do budy dla psa. Przerzucona przez ramię parciana torba, z jakimi zwykle chodzili po wsiach żebracy, brudna zielona furażerka oraz trzymany w ręku karabin z długim ostrym bagnetem składały się na umundurowanie i uzbrojenie tych dziwacznych wojaków.

Dalej Aleksander Szmiel czyni ciekawe obserwacje dotyczące sposobu zachowania sowieckich żołnierzy. Oficerowie często używali różnych zwrotów grzecznościowych w stylu „proszę bardzo” i wyrażali się w samych superlatywach o sowieckim ustroju i jego cywilizacyjnych zdobyczach. Ponadto ochoczo roztaczali przed wszystkimi zainteresowanymi wizje nowej, wspaniałej przyszłości krajów i narodów pod egidą Związku Sowieckiego. Natomiast szeregowi żołnierze okazali się kompletnymi „mrukami”. Wyglądali na mocno wystraszonych i unikali odpowiedzi na wszelkie pytania ze strony ciekawskich, odsyłając do dowódcy lub wręcz chowając się przed co bardziej wścibskimi mieszkańcami Dumaryszek. W ten sposób krasnoarmiejcy, przynajmniej w Dumaryszkach, starali się realizować zalecenia oficerów politycznych, którzy nakazywali traktować ludność cywilną podbitego kraju w sposób uprzejmy, ściśle przestrzegać dyscypliny i reagować na wszelkiego rodzaju niesubordynację. Oczywiście, jak wynika to z poprzedniego rozdziału, w innych częściach okupowanej Polski zazwyczaj pozostawało to w sferze pobożnych życzeń.

Artykuł stanowi fragment nowej książki Dariusza Kalińskiego Czerwony najazd

Warto jeszcze przytoczyć opis czerwonoarmistów wkraczających do stolicy polskiej nafty – Borysławia. Zachował się on we wspomnieniach Adama Żarskiego, który pisze:

Wywarli oni na mnie i na moich kolegach wrażenie niesamowicie negatywne w porównaniu z wojskiem polskim i niemieckim. Żołnierze radzieccy byli źle ubrani, niejednokrotnie buty ich (kierzowyje sapohi) były powiązane drutami lub sznurkami z uwagi na odrywające się podeszwy. Kiedyś czarne cholewki, dziś zabłocone, świadczyły o tym, że dawno nie były czyszczone pastą. Kufajki i gimnastiorki (wierzchnie zielone koszule ze stojącym kołnierzem) nierzadko miały przetarte na łokciach rękawy. Wszystko to było bardzo brudne. Każdy radziecki żołnierz wręcz śmierdział z daleka. Później dowiedzieliśmy się, że smarowali się jakąś mazią przeciwko wszom i innym insektom. Żołnierze twierdzili, że maść ta była bardzo skuteczna.

fot.materiały wydawcy Jak wyglądała rzeczywistość w okupowanej Polsce?


W wielu przypadkach do karabinów zamiast pasów skórzanych lub przynajmniej parcianych przywiązane były zwyczajne sznurki, które służyły jako naramienniki. Pasy przy spodniach Rosjanie mieli parciane, a wierzchnie koszule nosili „luzem” lub czasami przepasane pasami parcianymi. Pod gimnastiorkami w większości przypadków nosili podkoszulki (majki). Z braku podkoszulek niektórzy żołnierze nakładali gimnastiorki na gołe ciało, w zimie zaś watowane kurtki (kufajki – watowanki). Na głowach mieli ciepłe czapki z nausznikami. W lecie oficerowie nosili zwyczajne czapki wojskowe z dużym, wysokim i szerokim rondem oraz małym, twardym, czarnym, błyszczącym daszkiem. Natomiast zwyczajni szeregowi żołnierze nosili furażerki. Czapki z niebieskimi otokami odróżniały służby milicyjne NKWD.
Żołnierze chodzili zawsze głodni i kiedy nie było oficera w pobliżu, pytali nas, gdzie można by zdobyć coś do jedzenia. Natychmiast po zajęciu Borysławia przez Armię Czerwoną żołnierze wraz z ludnością tubylczą (Ukraińcami) zaczęli rozbijać zamknięte sklepy spożywcze i z innymi drogimi towarami, które przeważnie były własnością bogatych i średnio zamożnych Żydów. Niszczyli również sklepy i magazyny polskich właścicieli. […]

Dalej Żarski opisuje zwyczaje czerwonoarmistów i ich zamiłowanie do mocnych trunków:

Napoje alkoholowe, w tym również denaturat, żołnierze ładowali do samochodów ciężarowych, czołgów i pojazdów opancerzonych. Zaraz dawali wyraz swemu zadowoleniu, bo mieli co zjeść i wypić, więc głośno śpiewali, tańczyli i przygrywali na bałałajkach. Żołnierze pili nie tylko wódkę i denaturat, ale nawet wodę kolońską zrabowaną w drogeriach. Do wody kolońskiej dolewali zwyczajną wodę pitną i napój ten przybierał zupełnie biały kolor. […]Zazwyczaj szeregowi żołnierze lubili z nami rozmawiać, gdy nie było w pobliżu oficera. Można wtedy było z nimi swobodnie pogwarzyć i pośmiać się. Dowiedzieliśmy się od nich, jak żyją ludzie w Związku Radzieckim, jak pracują w kołchozach i co to są w ogóle kołchozy i sowchozy, i za co oni tak kochają batiuszkę Stalina (ojca Stalina). Istotnie, mieli dla niego kult wprost bałwochwalczy. Prości szeregowi żołnierze bardzo chętnie z nami szczerze rozmawiali, ale panicznie bali się swoich politruków, czyli oficerów politycznych, którzy mieli ogromne uprawnienia. Mogli żołnierza zupełnie zniszczyć, wsadzić do więzienia lub zesłać na Syberię. Oficer polityczny mógł zaszkodzić nie tylko żołnierzowi, który w jego przekonaniu zawinił, ale również całej jego rodzinie. Żołnierze radzieccy nazywali politruków sobakami (psami). Ostrzegali nas, żeby z nimi w ogóle nie rozmawiać, bo to są bardzo źli ludzie…

O ile niski stopień higieny czerwonoarmistów można zrzucić na karb długotrwałych marszów i uczestnictwa w działaniach wojennych, o tyle niedostatki zaopatrzenia i liche umundurowanie świadczą zdecydowanie o fatalnej kondycji sowieckich służb kwatermistrzowskich. Żarski poruszył w swych wspomnieniach wątek dotyczący nałogów. Bojcy nie tylko tęgo pili, ale również słynęli z zamiłowania do tytoniu. Palili zdobyczne papierosy oraz najpodlejszego gatunku substytut tytoniu: tzw. kryszkę, czyli grubo posiekane łodygi tytoniu. Zdarzało się, że dla nadania sobie powagi skręcona w bibułce kryszka lub papieros umieszczane były w lufce, a funkcje tę mogły pełnić różne przedmioty. Pewnego polskiego sklepikarza w Białymstoku nieco zaszokowało, gdy czerwonoarmista zakupił w jego drogerii kilka gruszek do robienia lewatywy, odłączył bakelitową rurkę od gumowej gruszki i z widocznym zadowoleniem wsadził ją sobie do ust.

We wspomnieniach jest jeszcze jeden ciekawy wątek dotyczący stosunku zwykłych żołnierzy do oficerów politycznych. Istnieją inne relacje również świadczące o tym, że czerwonoarmiści czuli się zdecydowanie bardziej swobodnie i potrafili się otworzyć przed rozmówcą, kiedy nie było ich w pobliżu. Gdy pewien Polak z Brześcia natknął się pod miastem na zepsuty sowiecki czołg i zapytał jednego z członków załogi, jak wygląda życie w Związku Sowieckim, ten odszedł na stronę, rozejrzał się dookoła i odrzekł półgłosem: „i żit’ nie budiesz i umieret’ nie dadut”.
Polaków dziwił również brak podstawowej wiedzy technicznej wśród okupantów, co wydawało się dość kuriozalne, zważywszy na wysoki stopień zmechanizowania Armii Czerwonej. W Przemyślu pewien czerwonoarmista zakupił ręczną maszynkę do mięsa, szedł ulicą, kręcąc korbą, i dziwił się, że urządzenie nie wydaje z siebie muzyki. Karolina Lanckorońska wspominała zaś taką sytuację ze Lwowa:

W mojej obecności oficer kupował grzechotkę. Przykładał ją do ucha towarzyszowi, a gdy grzechotała, podskakiwali obaj wśród okrzyków radości. Wreszcie ją nabyli i wyszli uszczęśliwieni. Osłupiały właściciel sklepu po chwili milczenia zwrócił się do mnie i zapytał bezradnie: „Jakże to będzie, proszę pani? Przecież to są oficerowie”.

 

Artykuł stanowi fragment książki Dariusza Kalińskiego „Czerwony najazd. Prawda o tym, jak Rosjanie wbili nam nóż w plecy we wrześniu 1939 roku”, która właśnie ukazała się na rynku:

Komentarze (19)

  1. Micha Odpowiedz

    “Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia”
    Ale się pomylili. Rząd Polski przejawiał oznaki, razem z głównodowodzącym spieprzali na Zaleszczyki

    • Śmieszka Odpowiedz

      Też uważam, że powinni ponieść karę, ale pamiętajmy, że kampania wrześniowa skończyła się tak sromotną klęską przez „gwarancje” dane Polsce przez aliantów. Wojsko było rozlokowane nie w celu obrony, a jak najszybszego starcia z wrogiem, co miało automatycznie wywołać reakcję Francji i WB, a skutkowało oddaniem kraju na tacy. Osobiście nie chce mi się wierzyć, że Niemcy poszliby na tą wojnę bez wiedzy, że nie zostaną zaatakowane przez Francję i WB. Gdyby Polska wiedziała, że jest pionkiem w grze przeciwko komunistom, to miałaby szanse odeprzeć atak Niemców, a ZSRR pewnie zalałoby Europę.

    • Anonim Odpowiedz

      A co mieli się dać wsadzić do obozów hitlerowcom lub sowietom? Według prawa międzynarodowego gwarantowało to ciągłość państwa i rządu baranie. Do szkoły powtarzać historię , no chyba ,że jesteś ruskim trollem?

    • juniors Odpowiedz

      Az sie wypowiem :)

      Otóż zgodnie z archiwami dokumentów które są u nas w kraju a od niedawna odtajnione w Rosji wynika to samo. Rząd Polski dogadywał się z Hitlerem. Raport ambasadora Polski w Niemczech Józefa Lipskiego do Józefa Becka jest wymowny. A przekaz z dokumentu który posiadamy my jest prawie identyczny z tym co odtajnili Rosjanie. Podejrzewam że oba są oryginalne. Trzeba przyjąć na klate współwine za przyczynienie się do wybuchu IIWŚ i tyle. Ile można kłamać i zrzucać wszystko na innych… Polityka rządu naszego będąca bardzo agresywną oraz nie wiedzieć czemu bardzo niejasna doprowadziła do podpisania paktu między ZSRR a Hitlerem a w konsekwencji do wybuchu IIWŚ. Wcześniej Stalin zwracał uwagę i Polsce i Anglikom. Mówił że będzie problem i żeby Churchill ogarnął Hitlera. Gdy to nie przyniosło skutku Stalin jako ten najważniejszy w ZSRR zaczął myśleć o sobie i swoim państwie tak by wyjść na tym najlepiej. Zupełnie inaczej zachował się rząd Polski. Doskonale wiedzieli że nikt nam nie pomoże. Ani Anglia ani Francja. Wiedzieli bo podpisali dokumenty. Tam nie ma zapisu ze w przypadku inwazji Niemiec na Polskę z automatu Anglia i Francja wyślą swoje wojsko by te walczyło jak za swój kraj. Miała być pomoc w dostawach broni amunicji itd itp pod warunkiem że Polska zmieni swój Rząd. Nie zmieniła :) Chwilę później Anglia cofnęła pożyczkę dla Polski co już było jasnym sygnałem ze nie ma co liczyć na sojuszników. Mimo to był jeszcze czas uniknięcia tego co uniknione nie zostało. Zamiast próbować… Agresywnie odprawiliśmy Hitlera gdy chciał aneksji Gdańska. I to właśnie tu jest cały początek pasm niepowodzeń.

      Muszę również wspomnieć pewna istotna i ważna rzecz. Otóż błędem jest twierdzenie ze wojska Niemieckie były nieporównywalnie lepiej wyposażone od Armii Polskiej. Tak nie było. Większość patrzy na rok 1939 przez pryzmat Wehrmachtu z 1944 roku… Jednak w 1939 roku czyli na początku wojny gdy Niemcy nas zaatakowali Armia Polska nie odbiegała od Niemieckiej jakoś szczególnie. Piechur Niemiecki uzbrojony był dokładnie tak samo jak Polski. Piechota była podstawą wojsk… Ponad 85% transportu armii niemieckiej odbywała się trakcją konną… A niemieckie czołgi to nie były tygrysy i pantery a czołgi panzer 1 i panzer 2 ze śladowa ilością panzer 3… A więc polskie czołgi 7TP mogły swobodnie podjąć walkę. Na początku wojny jedynie w powietrzu panowal wróg. Miażdżył wręcz. Aczkolwiek dobrze użyta flota mogła trochę krwi napsuć niemieckim lotnikom… Problem Polskiego Wojska to przede wszystkim złe zdefiniowanie przeciwnika. Wszystko opierało się na przypuszczeniach iż atak nadejdzie ze Wschodu. Przez 20 lat Polska przygotowywała się na inwazje ze wschodu. Składy mobilizacyjne odsunięte były ile się dało od granicy radzieckiej i bardzo szybko zostały opanowane przez Niemców, a umocnienia na granicy niemieckiej zaczęto budować wiosną 1939 i były dalekie od ukończenia. Do tego dochodzi idiotyczny plan obrony, złe dowodzenie, archaiczna łączność, której z resztą po pierwszym dniu wcale nie było. Totalny bałagan skutkujący tym, że największą skuteczność WP osiągało w walkach bratobójczych i nie potrafiło zmontować żadnej sensownej akcji. Jedyna mocna sprawa to magiczna wiara w sojuszników… Choć naczelny wódz z elita doskonale wiedzieli że pomocy nie będzie – sądząc po tempie w jakim opuścili kraj…

      Jedyny w historii naszego świata rząd który uciekl z kraju dwie doby po rozpoczęciu wojny za granicę i nigdy nie powrócił… Zamiast pomników powinni stawiać szubienice i wieszać za dezercje czy chocby PW w którym to ginęły dzieciaki… Na rozkaz jakiegoś buca ukrywającego się w Anglii Rumunii czy Bog raczy wiedzieć. Wysyłać dzieci bez broni do walki z żołnierzami uzbrojonymi po zęby wyszkolonymi i w przewadze liczebnej… Wstyd i hańba. Za wszystkie inne rozkazy które wręcz specjalnie zostały wydane tak by pomoc w rozbiciu WP. Wstrzymywanie oddziałow poza obwodem nawet gdy dowódcy armii próbowali wymusić rozkaz pozwalający im na wkroczenie do walki. Kierowanie oddziałow zupełnie w inne miejsca ich przeznaczenia. I tak na czołgi kawalerie konne. Zaś czołgi w miejsca nalotow… Itd Itp. Armia Poznań która była silna grupa z dobrym wyposażeniem sama prosiła naczelnego wodza o możliwość włączenia się do walki i wysłanie ich na pomoc armii która nie radziła sobie z odparciem ataku armii Niemieckiej przy granicy. Wódz oczywiście po swojemu zrobił. Bo z Rumunii widział wszystko… Wstrzymał armię poznań w obwodzie tak długo ze Niemcy rozbili i armię która broniła nas jako pierwsza (juz nie pamiętam która) następnie armię poznań na strzelcach podhalańskich kończąc… Niezrozumiałe rozkazy dla ORP orła i ogólnie całej marynarki… No jest tego wiele. Tymczasem robi się z nich bohaterów narodu… Szok. Na koniec dodam że zabawnym jest twierdzenie iż dobil nas Związek Radziecki. ZSRR juz nie miało kogo dobijać. Od 3.09. Do 17.09 jest dwa tygodnie. Po tym czasie Wehrmacht był praktycznie na wschodniej granicy Polski…
      A chwilę wcześniej tacy byliśmy do bicia. U boku Nuemca najechaliśmy Czechosłowacje. Zabierając im kawałek terenu…
      Wstyd.

      jerzyjj
      09:00 15.05.2020 | 5
      ===== DO RUSOFOBÓW I PISOMATOŁÓW !!! ===== CZY TEMU LIPSKIEMU TEŻ HOŁD ???!!! JAK TO BYŁO Z TĄ WOJNĄ ???!!! PUTIN: ,,,, mam dokument w postaci raportu ambasadora Polski w Niemczech Józefa Lipskiego dla ministra spraw zagranicznych Józefa Becka z 20 września 1938 roku. Przeprowadził on rozmowę z Hitlerem i tak pisze o tym swemu zwierzchnikowi: „W dalszej części rozmowy kanclerz Niemiec ustawicznie podkreślał, że Polska jest pierwszorzędnym czynnikiem, chroniącym Europę przed Rosją”. Jak mówił Putin, w trakcie rozmowy „Hitler proponował przesiedlić Żydów z państw europejskich na początek do Afryki. Ale nie tyle przesiedlić, co wysłać na wymarcie. Wiemy, co działo się w koloniach w roku 1938”. Zdaniem rosyjskiego przywódcy, redagując swój raport Lipski najwyraźniej liczył na aprobatę Becka, skoro napisał: „Odpowiedziałem (Hitlerowi), że jeśli do tego dojdzie, jeśli znajdzie to swoje rozwiązanie, postawimy mu w Warszawie przepiękny pomnik”. Co to w ogóle za ludzie, którzy prowadzą z Hitlerem takie rozmowy? To właśnie oni, pod wpływem swych egoistycznych, znacznie przerośniętych ambicji, podporządkowali SWÓJ NARÓD, NARÓD POLSKI, (=== TAK JAK OBECNIE PISOMATOŁY KROWOPASOM ===) wojennej machinie Niemiec i, co więcej, przyczynili się w sumie do tego, że rozpoczęła się druga wojna światowa – stwierdził Putin. Na wtorkowym spotkaniu kierownictwa Dumy Państwowej z Putinem Wołodin oświadczył, że dzięki prezydentowi „wielu z nas dowiedziało się o sprawach sprzed 80 lat, gdy Polska była faktycznie w zmowie z faszystowskimi Niemcami”, a nawet on sam i jego koledzy „którzy zajmują się polityką, wiele czytają, usłyszeli o tym po raz pierwszy”. Władzom Polski wypadałoby wystąpić z przeprosinami. Przez cały czas starały się to przemilczeć, zrzucić winę na innych. Jest to (przeproszenie) sprawą honoru. Jeśli nie mają archiwów, bardzo prosimy, by zapoznali się z tymi materiałami – dodał Wołodin. Według dostępnego od wielu lat w polskich publikacjach historycznych raportu Lipskiego z rozmowy z Hitlerem w Berchtesgaden 20 września 1938 roku, przywódca III Rzeszy „bardzo silnie podkreślał, iż Polska jest pierwszorzędnym czynnikiem zabezpieczającym Europę przed Rosją” i ujawnił, że „przyświeca mu myśl załatwienia w drodze emigracji do kolonii w porozumieniu z Polską, Węgrami, może i Rumunią, zagadnienia żydowskiego.” Jak raportował Lipski: „w tym punkcie mu odpowiedziałem, że jeśli znajdzie solucję, postawimy mu pomnik w Warszawie. ” W reakcji na przemówienie Putina polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odrzuciło zawarte w nim tezy, w tym uznanie za przyczynę II wojny światowej nie paktu Ribbentrop-Mołotow, lecz porozumienia monachijskiego z 1938 roku i wykorzystania go przez Polskę do realizacji własnych roszczeń terytorialnych wobec Czechosłowacji. INTERNAUTA Donna Dreary: ,,Lipski , niestety to powiedział.. Ciekawa jestem , czy później ( po wojnie ) TO ODSZCZEKĄŁ??? !!! Ten ,,patriota” zmarł w USA w 1958 – bo tam uciekł jak wszyscy,którzy mieli coś na sumieniu.” „”

  2. Śmieszka Odpowiedz

    Co się stało, to się nie odstanie. Myślę, że obiektywnie rzecz biorąc, to prawdziwy cud, że Polska istnieje. Czasem spotykam się w internecie z opiniami trolli, że oni woleliby żyć w Niemczech (może mieli na myśli umrzeć w Niemczech?), co świadczy o tym, że Polacy nie traktują poważnie odpowiedzialności za utrzymanie tego stanu, poprzez adekwatną edukację swoich obywateli.

    • Prawda historyczna Odpowiedz

      Nóż w plecy.? Buhahahaha ale się uśmiałem 17 września to Polska była już rozje….jak gnój po polu. Trzeba było posłuchać ZSRR, który od 33r chciał budować koalicję przeciwko Niemcom jednak zachód specjalnie zwlekał aby ich pupilek Adolf najpierw uderzył na wschód na ZSRR mimo wszystko ZSRR pokonał Nazistów i uratował cały świat od nazizmu a nas Polaków uratował od pieca i całkowitej zagłady. Jednak widać że obecnie w Polsce wiele osób zwiedzanych płatną propagandą żałuję że nie przeniósł się kominem do Króla Polskiego, który ze swą starą panuje nad nami, nami polakami

      • Anonim Odpowiedz

        Pokojowo nastawiony „ZSRR budował koalicję przeciwko Niemcom od 33 roku” – atakując Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię, Rumunię, i Finlandię. I wszystko to we współpracy z pupilkiem Stalinka Hitlerkiem. Wania żaden Polak nie napisze tego rzeczownika małą literą.

        • Prawda historyczna

          Takie są fakty Helmut, ZSRR miało prawo się bronić tak jak każde inne państwo. Wasz Adolf był od początku wychodowany przez zachód i Kościół w celu zniszczenia ZSRR właśnie o tym świadczą te uniki na liczne prośby Rosjan ZSRR musiało tworzyć strefę buforowa i jak się później okazało mieli 100% racji. Dziwne że Polacy tak bardzo liżą Rowa pseudo aliantów skoro przez nich zginęło 6 mil polaków i czy się to komuś podoba czy nie my Polacy żyjemy tylko dzięki kochanemu STALINKOWI i kierowanej przez niego niezwyciężonej Armii Czerwonej i nie zakłamie tego żadna wasza trolowo nazistowską propaganda

  3. Prawda historyczna Odpowiedz

    Neonazistowski Troll znów kleci bajeczki o tym że ktoś powiedział że tamten powiedział że inny mu powiedział, czy w tej książce również jak w poprzedniej te niedobre kacapy srają do garnków i jedzą tawot? bo że wszyscy smierdzieli to już wiemy dawaj gościu podopisuj jeszcze bo to coś za słabe jak na twój poziom choroby rusofobicznej, dawaj dawaj bo jeszcze inni cię pobiją ostatnio nawet słyszałem w tv że w 45r to nas wyzwolili Amerykanie dawaj dawaj dawaj trzeba wpisać się w trendy i zarobić

  4. Atanazy Pustelnik Odpowiedz

    Moja śp. mama często wspominała jak to do wsi pod Radzyniem Podlaskim, gdzie mieszkała, weszli sowieci (miała wówczas 11 lat). Pierwsze jednostki były uzbrojone w nieliczne czołgi oraz pojazdy pancerne i ciężarówki i… I były doskonale wyposażone, umundurowane na „tip-top”, jak na jednostki frontowe przystało. 19 letni kapitan (tak młodzi oficerowie to oczywisty efekt czystek w armii 1937- 8 roku), który został zakwaterowany w domu gdzie mieszkali moi dziadkowie, był świetnie wykształcony (był studentem jakiejś leningradzkiej uczelni) i miał doskonałe maniery. Mieli oni ponadto nadmiar żywności, której politrucy używali na zachętę aby organizować tzw. „pogadanki”, gdzie oczywiście roztaczali wizje komunistycznej powszechnej szczęśliwości – „sowieckiego raju”, jaka, jaki teraz w Polsce zapanuje. Byli jednak krótko. Zaraz po nich przyszli rzeczywiście żołnierze o rysach azjatyckich, którzy twierdzili, że są z Uzbekistanu. Byli bardzo marnie wyposażeni (czasami na sznurkach mieli tylko drewniane atrapy karabinów), praktycznie nie posiadali normalnego obuwia. Co ciekawe żaden nawet z tych azjatyckich sowietów, nie dał się akurat tutaj zapamiętać jako skrajnie nadużywający alkoholu. Skarżyli się oni natomiast, że są notorycznie okradani przez swych podoficerów i oficerów. Ogólnie to, fakt, unikali kontaktów z miejscową ludnością. Dwóch z nich ukradło jabłka z księżego sadu za co zostali rozstrzelani dla przykładu – co było szokiem dla okolicznych mieszkańców i jest pamiętane jako absurdalne okrucieństwo do dzisiaj… Choć ogólnie sowietów wspominano dobrze.
    Niestety opuścili oni okolice Radzynia w wyniku korekt stref okupacyjnych. Wkraczający (po raz drugi – pierwszy raz byli już w II połowie września) pijani „w trupa” Niemcy, wjeżdżający pełną prędkością motocyklami, już pierwszego dnia urządzili sobie strzelanie do kur, psów i kotów (później oczywiście było tylko gorzej)… I tak oto wyglądało przynoszenie – wkraczanie wyższej zachodniej kultury w miejsce tej „niższej” bo azjatyckiej, w wykonaniu niemieckim przez „rasę panów”, do mojej rodzinnej wsi…

    • Michał Odpowiedz

      Mieszkam w Wielkopolsce, dziadek opowiadał że niemcy byli lepsi i bardziej ludzcy od ruskich, a wysiedlona babcia na wschód mówiła zupełnie odwrotnie. Myślę że wpływ na to mogły mieć zabory, miejsca które kiedyś były niemieckie, oni traktowali lepiej. Tak samo jak ruscy, przecież jeszcze 20 kilka lat temu to było „ich”

  5. Lestek Odpowiedz

    Co i tak nie zmienia faktu że klęska odbyła się na nasze życzenie. W ciągu dwudziestu lat zaprzepascilismy możliwość zbudowania solidnych podstaw gospodarczych prze utopienie Państwa w korupcji, złodziejstwo i polityce prowadzonej rodem z karteli mafijnych. Tchorzostwo sztabu i ucieczka władz dopełnił dzieła destrukcji tkanki narodu w 39 roku.

  6. Anonim Odpowiedz

    Ta cała nagonka na Ruskich,kacapów czy teraz sovietów nie podoba mi się. To zachód nas wystawił do wiatru a teraz wykorzystują nas Amerykanie. Ta cała Solidarność i odsyskanie ‚wolności” to przede wszystkim akcja słuzb zachodnich. Fałszowanie histoii jest teraz tak, jak było za komuny. Niemców liżemy w tyłek za to, że ludzi kominami puszczali a na ruskich szczujnia. gwałcili, mordowali, kradli i pili tylko nie wiem kiedy zdążyło ich tu zginąć kilkaset tysięcy prawie milion podejrzewam bo dane zaniżali. Słabo z tą naszą moralnością historyczną.

    • Felix Odpowiedz

      Widzisz kolego, zabierasz głos a nawet nie zadałeś sobie trudu, żeby przeczytać tekst. A dotyczy on okresu gdy Niemcy do spółki z Sowietami dokonali agresji na Polskę i tym samym wywołali drugą wojnę światową. Historię zaklamtwano przez 45 lat poprzedniego ustroju, bo nie wolno było o tym pisać. Teraz mamy szanse opowiedzieć jak było naprawdę a ty uważasz to za propagandę, bo kłóci ci się to z własnymi wyobrażeniami albo z wpojonymi przez poprzedni system „faktami”.

Odpowiedz na „MichaAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.