Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

„Psina nikomu nie powie”. Zoofilia w przedwojennej Polsce [18+]

Kobieta z psem rasy chart syberyjski. Fotografia z katowickiej wystawy psów z roku 1935

Kobieta z psem rasy chart syberyjski. Fotografia z katowickiej wystawy psów z roku 1935

Wpływowy przedwojenny seksuolog przekonywał, że lepiej, aby kretyni „spółkowali z kozami”, niż z kobietami. Psychoanalityk specjalizujący się w zaburzeniach dziecięcych dopowiadał, że zoofilia „zachodzi stosunkowo często wśród młodzieży wiejskiej”.

Bieszczady to nie była Warszawa. Zamiast kasiarzy napadających na banki i fabryki po wioskach grasowały bandy wyrostków, kradnących bieliznę i jajka. Zamiast gangów, zbierających haracz od straganiarzy, byli kłusownicy i złodzieje ryb. Także przestępczość seksualna przyjmowała zupełnie inne oblicze niż w wielkim mieście. I dla przodownika K., pełniącego służbę policyjną w powiecie turczańskim, była to nie lada zagwozdka.

Funkcjonariusz dobrze wiedział, z jakiego paragrafu ścigać gospodarzy kradnących drewno albo zbyt krewkich młodzieniaszków, okładających się rydlami po głowach podczas suto zakrapianych wiejskich potańcówek. Co jednak miał zrobić z… gwałcicielami kóz?

Skrupulatnie wertował kodeksy, poszukując przepisu, który pozwoliłby mu przyskrzynić szczególnie występnego sodomitę. Był przekonany, że odpowiedni artykuł musi istnieć. I że po prostu on nie jest w stanie go namierzyć. Wreszcie nie wytrzymał. Późnym latem 1933 roku sklecił list do redakcji „Gazety Policji Państwowej. Na Posterunku”. Ze szczegółami opisał w nim przypadek niejakiego M.M. Człowiek ten:

(…) Dopuścił się kilkakrotnie czynu nierządnego, mianowicie raz jeden przyłapany został przez własną matkę na spółkowaniu z krową w porze nocnej w oborze. Następnie widziany był przez sąsiada, jak spółkował w chlewie ze świnią. Wreszcie po raz trzeci wykryty był na spółkowaniu w stodole z suką.

Wypas bydła na polach w Wiśle. Fotografia z 1933 roku

Wypas bydła na polach w Wiśle. Fotografia z 1933 roku

Co począć? – dopytywał zdesperowany policjant. Odpowiedź była krótka. Nic. Bo jak stwierdził redaktor W. Skrobecki: „Nierząd przeciwny naturze, polegający na spółkowaniu ze zwierzętami (…) nie jest karany i jest czynem zasadniczo obojętnym z punktu widzenia polskiego kodeksu karnego”.

„Taż klacz, z którą bezecny uczynek był”. Historia podejścia do zoofilii w Polsce

Dezorientację turczańskiego przodownika łatwo zrozumieć. Zniesienie karalności zoofilii było krokiem zupełnie świeżym. Jeszcze rok wcześniej w Małopolsce Wschodniej obowiązywał stary austriacki kodeks. W jego świetle za „nierząd przeciw naturze, to jest ze zwierzętami” można było trafić do ciężkiego więzienia nawet na 5 lat. Ciężkiego, a więc takiego, w którym obowiązywał ścisły post, dla więźniów przeznaczano tylko „twarde łoża” lub trzymano ich całymi tygodniami w izolatkach. Także dawne przepisy niemieckie – egzekwowane przez całe lata dwudzieste w województwach zachodnich – surowo karały zoofilię.

Zmiana nie była w żadnym razie dziełem przypadku. O zniesienie sankcji za stosunki ze zwierzętami walczyło wielu wpływowych jurystów. W tym gronie znalazł się chociażby wileński profesor prawa Stefan Glaser.

„Od osób niepoczytalnych pod względem życia płciowego niepodobna wymagać, by się oparły chorobliwemu popędowi paraliżującemu ich wolę. Nie są one w stanie zaspokajać swego popędu płciowego w sposób obcy ich naturze. Musieliby popęd ten całkowicie stłumić, a to, jak badania wykazały, jest rzeczą niemożliwą” – uświadamiał w roku 1925 członków komisji kodyfikacyjnej. Uderzył w ton, który w pracach nad polskim kodeksem już wielokrotnie okazywał się wyjątkowo skuteczny. Stwierdził, że dotychczasowe przepisy pachną średniowieczem.

W opinii Glasera sodomię karano nie tyle z uwagi na dobro publiczne, ile raczej na skutek przywiązania do archaicznych przesądów. Dawniej ludzie wierzyli, że stosunek ze zwierzęciem grozi urodzeniem zdeformowanej bestii. Dziecka obdarzonego kopytami, ogonem, a może nawet diabelskimi rogami. Taka perspektywa zmuszała do absolutnej surowości. I rzeczywiście jeszcze w drugiej połowie XVIII stulecia polskie władze sądowe traktowały przypadki sodomii ze skrupulatnością godną inkwizytorów. Gdy w 1763 roku niejaki Błażej Kaczkowski spod Brzeska w Małopolsce zgwałcił klacz, postanowiono, że „taż klacz, z którą bezecny uczynek był” ma zostać „spalona na stosie drzew”. Wszystko po to, by „jakie monstrum [się] z niej nie pokazało”.

W międzyczasie biologia zrobiła jednak olbrzymie postępy. Wprawdzie wciąż zdarzały się przypadki zbiorowej histerii na skutek narodzin niepełnosprawnych dzieci (w 1920 roku mieszkańcy Krakowa uwierzyli, że na miejscowej porodówce przyszedł na świat… diabeł wcielony), naukowcy wiedzieli jednak lepiej. I zależało im na wysłaniu do społeczeństwa jasnego sygnału. Może zresztą aż nazbyt jasnego.

Prezentacja polskich koni krwi arabskiej. Fotografia z 1937 roku

Prezentacja polskich koni krwi arabskiej. Fotografia z 1937 roku

„Ludzie chorzy, w stosunku do których nie należy stosować kar”. Polski kodeks a seks ze zwierzętami

Komisja kodyfikacyjna poparła pogląd Glasera. Wpływowy biegły sądowy Wiktor Grzywo-Dąbrowski był przekonany, że podjęto decyzję nie dość, że nowoczesną, to jeszcze ze wszech miar słuszną. Prawodawcy przyjęli, że osobnicy wykorzystujący zwierzęta są nie tyle przestępcami, co raczej „ludźmi chorymi, w stosunku do których nie należy stosować kar, a myśleć raczej o interwencji lekarskiej”.

Grzywo-Dąbrowski do pewnego stopnia z pewnością miał rację. Zmiany w kodeksie były zresztą o tyle ważne, że wraz z przepisami o zoofilii usunięto też karalność aktów homoseksualnych. Zarówno ustawa austriacka, jak i niemiecka stawiały znak równości między stosunkami ze zwierzętami oraz z ludźmi tej samej płci. Jedne i drugie uznawano za karygodny „nierząd przeciwko naturze”. Po roku 1932 co najwyżej zalecano dobrowolne leczenie homoseksualistów. Zmiana na plus była niewątpliwa. Jak w wielu innych przypadkach wylano jednak dziecko z kąpielą.

Kodeks nie zawierał żadnych przepisów karzących znęcanie się nad zwierzętami. Nie ordynowano też obowiązkowej hospitalizacji amatorów seksu z trzodą. Z dnia na dzień zoofilia zupełnie przestała interesować policję i prokuraturę. Zajmowano się nią tylko w przypadku, gdy była uprawiana publicznie lub w obecności dzieci. Inaczej nawet śmierć maltretowanych zwierząt nie przyciągała uwagi władz. Polska stała się oficjalnie krajem bez zoofilii. I tylko psychiatrzy oraz seksuolodzy przypominali, że między postulowanym stanem rzeczy a rzeczywistością rozciąga się prawdziwa przepaść.

Wystawa psów w Krakowie. Bernardyn z właścicielem. Fotografia z 1935 roku

Wystawa psów w Krakowie. Bernardyn z właścicielem. Fotografia z 1935 roku

Sodomizm prawdziwy czy okazyjny? Przedwojenni eksperci o zoofilii

Kanut Tangey, autor broszurki Zboczenia płciowe w świetle nauki, wydanej w języku polskim w roku 1912, definiował sodomię jako „zaspokajanie żądzy przy pomocy stosunku ze zwierzętami”. W jego opinii stanowiła ona „najbrutalniejszy rodzaj zboczenia płciowego”. Tangey uspokajał jednak czytelników, że dewiacja ta zdarza się tylko na skutek „rozstroju psychicznego lub ostatecznej umysłowej tępości”.

Inni specjaliści nie podzielali jego optymizmu. W książce Zboczenia płciowe a małżeństwo, wydanej w 1928 roku przez znanego wenerologa i zwolennika eugeniki, Leona Wernica, można znaleźć przestrogę przed ludźmi „nie ujawniającymi niczym na zewnątrz swojej słabości”. Z pozoru normalnymi, a jednak – oddającymi się aktom bestializmu.

Na temat zwrócił uwagę także popularny łódzki lekarz Paweł Klinger. Celebryta przedwojennej seksuologii sprzeciwiał się wrzucaniu wszystkich zoofilów do jednego worka. Za przejaw prawdziwej, klinicznej zoofilii uznawał on wyłącznie przypadki „gdzie widok pięknej klaczy, czy też rasowego psa, zwłaszcza charta, działa podniecająco na zmysły człowieka, nie odczuwającego do normalnego obiektu żadnego pociągu płciowego”. Podkreślał, że tacy dewianci zdarzają się „nader rzadko”.

Najciemniejsze zakamarki ludzkiej natury w książce Kamila Janickiego "Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić". Kup z rabatem w naszej księgarni.

Najciemniejsze zakamarki ludzkiej natury w książce Kamila Janickiego „Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić”.

Z jego doświadczenia wynikało, że bez porównania częściej można napotkać „sodomizm okazyjny”:

Tak, na przykład, samotny pastuch w górach, dopuszczający się tego zboczenia wskutek braku normalnego obiektu – będzie przypadkowym sodomitą. Lub powiedzmy, parobek wiejski, dopuszczający się tego aktu w stajni przy płciowym podrażnieniu.

Bezpieczne nie były klacze, krowy, kozy, ani nawet cielęta. Zdarzały się też ataki na ptactwo domowe: kury, gęsi. Rzadziej, ale jednak, wspominano o przypadkach maltretowania psów i kotów. Krakowski biegły sądowy Leon Wachholz zetknął się z 16-letnim gwałcicielem, który nie tylko zniewolił kobietę, ale też „dopuścił się nierządu z suką”. Z kolei Encyklopedia wiedzy seksualnej z 1937 roku wspomina o „przypadkach pederastii z psem, który spełniał rolę czynną”.

„Parobcy o niskim poziomie etycznym”. Rozpowszechnienie zoofilii w przedwojennej Polsce

Wpływowy psycholog Albert Dryjski stwierdził w roku 1934, że wszystko to „zachodzi stosunkowo często wśród młodzieży wiejskiej”. Także Stefan Glaser był zdania, że „czynów tych dopuszcza się zazwyczaj ludność wiejska, parobcy o niskim poziomie etycznym”.

Mechaniczne dojenie krów w warszawskiej mleczarni. Fotografia przedwojenna

Mechaniczne dojenie krów w warszawskiej mleczarni. Fotografia przedwojenna

Skala zjawiska nie mogła być mała. O sodomii pisano nawet jako o jednej z przyczyn impotencji. Najwidoczniej więc do polskich klinik zgłaszali się pacjenci, których organy odmówiły posłuszeństwa, po tym jak właściciel zamiast z kobietą wszedł w bliską komitywę z owcą czy maciorą.

Jeśli coś budziło wątpliwości, to stopień psychicznego rozstroju sodomitów. Klinger połowę zoofilów uznawał za „zwyrodnialców, przeważnie idiotów i umysłowo niedorozwiniętych”. Podkreślał, że „z sodomizmem bardzo często łączy się sadyzm w znacznym stopniu, albowiem mniejsze zwierzęta giną wskutek tego aktu (ptactwo), lub też in coitu zostają zarżnięte”. Mimo to miał dla delikwentów maltretujących seksualnie zwierzęta… sporo wyrozumiałości. Jak stwierdził:

Z punktu widzenia eugenicznego stokroć jest lepiej, jeśli jakiś idiota i półgłówek spółkuje z kozą, niż [gdyby] miał to robić z kobietą, płodząc takich jak i [on] sam matołków.

Trzecia droga – leczenie, edukacja, sterylizacja? – nie przychodziła Klingerowi do głowy. Po prostu cierpienia zwierząt dla ludzi międzywojnia niewiele znaczyły. Obojętny na ich los był także Stanisław Kurkiewicz: autor najszerzej zakrojonych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych badań seksuologicznych całej tej epoki. Podobnie jak inni specjaliści twierdził on, że zoofilia występuje wyjątkowo często wśród pasterzy czy też po prostu – ludności wiejskiej. Posunął się nawet do stwierdzenia, że w wybranych przypadkach można znaleźć dla niej… „logiczne usprawiedliwienie”.

Szkoła tresury psów w Katowicach. Fotografia z 1937 roku

Szkoła tresury psów w Katowicach. Fotografia z 1937 roku

Rozumiał na przykład, że mężczyźni ze zbyt dużymi „zwisakami” wykazują tendencję do „płcenia z krową, klaczą”. Z kolei osobnicy niewystarczająco obdarzeni przez naturę mieli rzekomo dobry powód, by krzywdzić „kurę lub inną ptaków samicę”.

Ogółem sodomia u mężczyzn Kurkiewicza nie szokowała. Na kartach Szczegółowego odróżnienia czynności płciowych, wydanego w roku 1906, uznał ją za typową „zastępczynę”, a więc „uciechę płciową zastępczą”. „Upodobanie do sodomstwa wyrabia się najczęściej przez wstrzemięźliwość koniecznościową, w tym razie kutą na rozumowaniu, że psina ani kocina nikomu nie powie” – snuł swoje przemyślenia.

Szacował, że w aż „pięciu na sześć wypadków” prawdziwym bodźcem, pchającym mężczyznę do występku, jest „brak kobiety, z którąby był popełnił płcenie”. Panie nie mogły liczyć na podobną pobłażliwość. Kurkiewicz doszedł wręcz do wniosku, że chorobliwa zoofilia jest… typowo damską przypadłością. To już jednak temat na odrębny artykuł.

***

Sprawy, o których wstydzimy się mówić. I oblicze przedwojennej Polski, o którym milczą podręczniki. Przestępczość seksualna, dewiacje, chorobliwa pruderia i bezkarność sprawców. Poznaj jak naprawdę wyglądały czasy naszych pradziadków. Epoka milczenia.

Bibliografia:

Artykuł powstał w oparciu o literaturę i materiały zebrane przez autora podczas prac nad książką „Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić”. Poniżej literatura wykorzystana przy pracy nad tekstem:

  1. J.N. Bossowski, Prawo karne i proces karny wszystkich dzielnic  red., Fiszer i Majewski, Poznań 1925.
  2. A. Dryjski, Zagadnienia seksualizmu dziecka i młodzieży szkolnej. Biologja, psychologja, pedagogika, Nasza Księgarnia, Warszawa 1934.
  3. S. Glaser, Przestępstwa przeciwko moralności. XIII. Nierząd przeciwny naturze, „Gazeta Administracji i Policji Państwowej”, nr 35 (1925).
  4. W. Grzywo-Dąbrowski, Przestępstwa w związku z zaspokajaniem popędu płciowego, Rolnicza Drukarnia i Księgarnia Nakładowa, Poznań 1936.
  5. S. Higier, Niemoc płciowa i bezpłodność u mężczyzn, Wydawnictwo Lekarskie „Eskulap”, Warszawa 1934.
  6. S. Higier, Sodomia [w:] Encyklopedia wiedzy seksualnej, t. III, oprac. M. Marcuse, oprac. wyd. pol. S. Higier, Wydawnictwo Lekarskie „Eskulap”, Warszawa 1937.
  7. P. Klinger, Vita sexualis. Prawda o życiu płciowem człowieka, Księgarnia Karola Neumillera, Łodź 1935.
  8. Kodeks Karny Rzeszy Niemieckiej z dnia 15 maja 1871 r. z późniejszymi zmianami i uzupełnieniami po rok 1918 wraz z ustawą wprowadczą do kodeksu karnego dla związku północno-niemieckiego (Rzeszy Niemieckiej) z dnia 31 maja 1870 r. Przekład urzędowy departamentu sprawiedliwości ministerstwa b. dzielnicy pruskiej, Spółka Pedagogiczna, Poznań 1920.
  9. S. Kurkiewicz, Z docieków (studyów) nad życiem płciowem. Luźne osnowy (tematy), t. II: Szczegółowe odróżnienie czynności płciowych, nakł. autora, Kraków 1906.
  10. M. Lipska-Toumi, Prawo polskie wobec zjawiska prostytucji w latach 1918-1939, Wydawnictwo KUL, Lublin 2014.
  11. W. Makowski, Kodeks Karny 1932. Komentarz, wyd. 2, Księgarnia Hoesicka, Warszawa 1933.
  12. T. Rzepa, R. Żaba, Leon Wernic jako zwolennik i propagator eugeniki, „Postępy Psychiatrii i Neurologii”, nr 22 (2013).
  13. W. Skrobecki, Odpowiedzi redakcji, „Gazeta Policji Państwowej. Na Posterunku”, nr 39 (1933).
  14. K. Tangey, Zboczenia płciowe w świetle nauki. Na podstawie badań teologji indyjskiej E. Lamairesse’a i pism Krafft-Ebing’a, J. Guyot’a i P. Garnier’a, E. Bartels, Weissensee 1912.
  15. Ustawa karna z dnia 27. maja 1852 r. l. 117 dpp. z uwzględnieniem wszelkich zmieniających ją ustaw austriackich i polskich, oprac. J.W. Willaume, M. Bodyński, Księgarnia Nakładowa, Lwów 1929.
  16. L. Wachholz, O zgwałceniu (na podstawie 102 przypadków), Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1909.
  17. L. Wernic, Zboczenia płciowe a małżeństwo, Polskie Towarzystwo Eugeniczne/Biblioteka Polska, Warszawa 1928.

Sprawdź, gdzie kupić „Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić”:

Czy wiesz, że ...

...pewna amerykańska kucharka była prawdziwie zabójczą kobietą. Choć sama zdrowa jak rydz, była nosicielką tyfusu. Przenosiła się z domu do domu, zatrudniając się jako kucharka. Niedługo po tym, jak poczęstowała swoich pracodawców swoimi pysznymi potrawami, zaczynali umierać ludzie.

...nie dla wszystkich moment zakończenia II wojny światowej okazał się radosny? 9 maja 1945 roku ruszył kolejny transport na wschód, wiozący na Kołymę grupę polskich jeńców.

...akcja dezinformacyjna przeprowadzona przez bolszewików po zamordowaniu Mikołaja II i jego rodziny była tak skuteczna, że matka cara, Maria Fiodorowna, jeszcze 10 lat później wierzyła, że jej syn żyje.

Komentarze (26)

  1. steveminion Odpowiedz

    Czy którakolwiek osób ze zdjęć ma coś wspólnego z zoofilią? Jeśli nie to po ch… są w tym tekście? Chcielibyście aby zdjęcie waszej babci czy dziadka „reklamowało” zoofilię?

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Szanowny komentatorze, każde zdjęcie jest podpisane – czy to jako obraz w wystawy psów czy mleczarni czy szkoły tresury. Ponadto zdjęcia te nie „reklamują” zoofilii, ale są częścią standardowej fotoedycji artykułu. Pozdrawiam.

      • rechot historii Odpowiedz

        Dodawanie przypadkowych fotografii nie jest chyba stadardowym sposobem fotoedycji. Tak rozumując można by w ramach „standardowej fotoedycji” ozdobić ten artykuł zdjęciami popularnych celebrytów. Związek ilustracji z treścią byłby podobny. Ciekawostka też by była ale obawiam się że nie historyczna. Ciekawa byłaby wysokość odszkodowań jakich dochodziliby prawnicy osób których wizerunki wykorzystano do takiej fotoedycji. Ciekawe jest czy ktoś ze spadkobierców osób przedstawionych w fotoedycji tego artykułu wystąpi o ochronę ich wizerunku a może zrobią to obrońcy praw zwierząt których wizerunki wykorzystano?

      • steveminion Odpowiedz

        Szanowny członku redakcji, przykro mi, że nie rozumiesz w czym problem…
        Czy w przypadku tekstu dotyczącego zoofilii współcześnie także dałbyś zdjęcia przypadkowych osób w ramach „fotoedycji”? A może jeszcze prościej, czy chciałbyś aby Twoja twarz przyozdabiała tekst o zoofilii czy np. pedofilii w ramach „standardowej fotoedycji”?
        Teraz zrozumiałeś?

      • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

        Szanowni Państwo, zdjęcia znajdują się w domenie publicznej i nie ilustrują zoofili. Nigdzie pod zdjęciem nie ma podpisu w stylu: „ci państwo/ta pani/ten pan uprawiali zoofilię”, ale ilustrują ogólne kontakty ludzko-zwierzęce w latach, których dotyczy artykuł. Pozdrawiam.

        • steveminion

          Pani z pierwszego zdjęcia, gdyby jeszcze żyła, pewnie nie miałaby nic przeciwko temu, że jest twarzą tekstu o zoofili. Wyjaśnienie „zdjęcie jest w domenie publicznej” na pewno by ją przekonało…
          Poza CC istnieje jeszcze coś takiego jak zwykła przyzwoitość.
          Piłsudski też ma kilka zdjęć z psami. Proponuję uwieszenie go w tym tekście (oczywiście na pierwszym miejscu) na zasadzie „standardowej fotoedycji”, może wtedy zrozumiecie na czym polega wasz błąd.

      • 1 Odpowiedz

        Również tak uważam. Zyczę redakcji, żeby ktoś z krewnych przedstawionych osób, dotarł przypadkiem do tego artykułu. Osobiście, pomimo ‚domeny publicznej’, zrobiłbym taką burzę, że w życiu byście się nie wypłacili. TROCHĘ HONORU ludzie i zwykłej uczciwości. Żeby wsze zdjęcia były kiedyś pod takim samym art nt pedofilii.

  2. Nasz publicysta | Anna Chłądzyńska Odpowiedz

    „Kodeks nie zawierał żadnych przepisów karzących znęcanie się nad zwierzętami.” Niestety, po raz kolejny unaoczniana jest prawda o Kodeksie Karnym II RP. Przepisy były de facto martwe, ale pozwalały zamieść sprawę pod dywan.

  3. Bn Odpowiedz

    Myślałem ze autor cierpi tylko na jedną OBSESJĘ: nienawiści do II RP, widzę że ma też inna, kozia czy krowia d…..
    Czekamy na rewelacje o powszechnej zoofilii w kręgach sankcji i kleru…. To musi być kompleks pochodzenia, typuje środowiska ubekow milicyjno wojskowe

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Szanowny komentatorze, zachęcam do lektury całej „Epoki milczenia”, bo jak widać zagadnienia kompleksów oraz psychoanalizy są Panu bliskie. Tam na pewno znajdzie Pan więcej w tym temacie i może już nie trzeba będzie „typować”, a będzie można „pseudo-naukowo określać”. Pozdrawiam serdecznie :)

  4. K.J Odpowiedz

    Fascynująca jest ta mania redaktora Janickiego. Seks i tylko seks. Jeszcze chyba tylko nekrofili nie znalazł przed wojną.

  5. anka Odpowiedz

    a o chasydach nic, a pełno było ich w Polsce przedwojennej, to i zoofilia musiał kwitnąć, chyba że autor o krewnych nie wspomina

  6. jason Odpowiedz

    Drodzy czytelnicy odoszę wrażenie,że portal ten zmierza w bardzo lewym kierunku i jego głównym przesłaniem staje się ukazywanie polskiego społeczeństwa jako zacofanego,prostego. Kulturę polską sprowadza sie w zasadzie do jej braku. Ludzi zasłużonych Polsce stara się ośmieszyć,czyny i zasługi ich zminimalizować. Co kieruje autorami tych tekstów,albo kto im za to płaci. Wystarczy przyjżeć się ich życiorysom i tego z jakimi wydawnictwami,redakcjami są powiązani a odpowiedź nasuwa się sama. Jest to kolejny portal,który na początku przyciąga czytelników z prawej strony po czym zaczyna ich urabiać na lewo-NIE DAJMY SIĘ-Pozdrawiam potrafiących myśleć samodzielnie

    • sss Odpowiedz

      Daj spokój, czy jak ja napiszę coś o Marsie, to oznacza, że jestem marksistą? Pewnie w Twoim pojęciu szczytem dumy jest nie przeczytać kapitału Marksa, a już najwyższą chlubą jest nieznajomość jęz. rosyjskiego… Człowiek napisał o zoofilii w II RP i co w tym złego? – jasne Ty byś pewnie udawał że dewiacji nie było, a w II RP to wszyscy święci byli. Czy to Ci się podoba czy nie dewiacje seksualne były, są i będą i dotyczy to każdego kraju, możesz jedynie udawać, że temat nie istnieje

      • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

        Szanowny sss, bardzo dziękujemy za te słowa i cieszymy się, że mamy Czytelników, którzy podchodzą z dystansem do historii, co pozwala na większy obiektywizm. Oczywiście rozumiemy, że niektórym trudne treści się nie podobają, ale to nie znaczy, że nie trzeba o nich mówić. Zachęcam do lektury całej „Epoki milczenia” każdego, kto uważa, że przestępczość seksualna w II RP to tylko „wymysł i obsesja Autora”. Niestety nie… Pozdrawiam serdecznie.

  7. K.J Odpowiedz

    Muszę powiedzieć no shit Sherlock, pan Janicki ma swoje upodobania i widać czerpie przyjemność z pisania na jeden temat. Polecam nie wchodzić.

  8. Artek Odpowiedz

    Ludzie… Skąd w Was tyle jadu?Sam tytuł magazynu Ciekawostki Historyczne wskazuje nam ,że będą w nim poruszane ciekawe i najczęściej nieznane lub mało znane tematy.Dlaczego tak wielu z nas dostaje białej gorączki czytając np tego typu artykuły? To jest też część naszej historii ,część brudna i obrzydliwa sama w sobie,ale takie rzeczy miały i do dziś mają miejsce na całym świecie. Więcej dystansu życzę wszystkim,a dla członków Redakcji podziękowania za kawał dobrej roboty !

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi komentatorze, bardzo dziękujemy za zabranie głosu w dyskusji i miłe słowa. Cieszymy się, że mamy takich czytelników i zachęcamy do częstego nas odwiedzania i komentowania. Pozdrawiamy serdecznie :)

  9. Anonim Odpowiedz

    Ostatnio przeglądałam ten portal po długiej przerwie i mając trochę wiedzy na temat historii zaczynam się szczerze zastanawiać czy autor nie jest w stanie, czy może nie chce pisać o czymkolwiek nie związanym z erotyką. Ja rozumiem, że przeróżne dewiacje seksualne mogą być interesujące, ale ile można czytać, w zasadzie o tym samym?

Odpowiedz na „Anna DziadzioAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.