Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Najbardziej kuriozalne i makabryczne śmierci wielkich podróżników

Wśród odkrywców, którzy rozstali się ze światem w brutalny sposób był między innymi James Cook.

fot.Johann Zoffany/domen publiczna Wśród odkrywców, którzy rozstali się ze światem w brutalny sposób był między innymi James Cook.

Wyprawy w nieznane zawsze wiązały się z wielkim ryzykiem. Podczas ekspedycji badawczych śmierć czyhała na każdym kroku. Losy podróżników, którym nie udało się wrócić, często budziły grozę. A czasem… wydawały się z gruntu bezsensowne.

Sir John Franklin (1786-1847) był wielką sławą swojej epoki. Badał Australię, okolice Spitsbergenu oraz tereny dzisiejszej Kanady. Dzięki jego ekspedycjom poznaliśmy chociażby przebieg arktycznych wybrzeży Ameryki. Za swoje zasługi otrzymał tytuł szlachecki oraz stanowisko gubernatora Tasmanii. W końcu znudził się jednak obowiązkami kolonialnego zarządcy i mimo zaawansowanego wieku objął dowództwo nad kolejną wyprawą polarną. Tym razem miał się dowiedzieć, czy istnieje tak zwane Przejście Północno-Zachodnie, czyli północna droga wodna łącząca Oceany Atlantycki i Spokojny.

Jak zginął Franklin?

Statki „Erebus” i „Terror”, którymi dowodził, wypłynęły w 1845 roku z Portsmouth w Anglii i popłynęły na północ. Ostatni raz widziano je niedaleko zachodniego wybrzeża Grenlandii. Potem słuch o Franklinie zaginął. Ponieważ jednak podobne ekspedycje trwały zwykle kilka lat – po to zresztą zabierały ze sobą spore ilości zapasów – początkowo nikt nie przejął się tym zniknięciem.

Poszukiwania rozpoczęto dopiero w 1848 roku. Organizowała je Admiralicja, a wraz z nią żona zaginionego i wiele innych osób prywatnych. Głos w sprawie zabierał między innymi Charles Dickens. Za odnalezienie załogi wyznaczono nagrodę. W efekcie w latach 1848-1889 na ratunek wypłynęło około 40 tak zwanych „ekspedycji franklinowskich”. Niektóre same zakończyły się katastrofami, pochłaniając w sumie więcej ofiar, niż pierwotna wyprawa.

Wygłodniali członkowie wyprawy admirała Johna Franklina zjadali się nawzajem.

fot.domena publiczna Wygłodniali członkowie wyprawy admirała Johna Franklina zjadali się nawzajem.

W końcu udało się jednak odnaleźć szczątki kilku członków zaginionej załogi na Wyspie Króla Williama, wchodzącej w skład Archipelagu Arktycznego. Nieco światła na losy ludzi Franklina rzuciły też rozmowy z zamieszkującymi ją Inuitami. Prawdziwie elektryzująca wiadomość dotarła do brytyjskiej opinii publicznej w 1854 roku. Wygłodniała załoga statków „Erebus” i „Terror” posunęła się podobno do kanibalizmu! W prasie rozpętała się wówczas wielka burza — było nie do pomyślenia, żeby obywatele brytyjscy mogli zrobić coś podobnego.

Ustalono, że okręty sir Johna utknęły gdzieś przy północnych brzegach wyspy. Tam w 1847 roku zmarł dowódca wyprawy. Spekulowano, że pozostali przy życiu podróżnicy porzucili statki i zginęli w kolejnych miesiącach, próbując przedostać się na południe.

W pełni zagadkę zaginionej ekspedycji rozwiązano dopiero współcześnie. W latach 80. i 90. XX wieku odnaleziono szczątki kolejnych członków załogi i gruntownie je zbadano. Kości żeglarzy były rozwleczone na powierzchni, co wskazuje na to, że nigdy ich nie pochowano. Zgadza się to z XIX-wiecznymi opowieściami tubylców, że ludzie Franklina „upadali i umierali w czasie marszu”. Co więcej, znalezione kości rzeczywiście nosiły ślady kanibalizmu. Znajdowały się na nich nacięcia wykonane najprawdopodobniej nożem. Wiele wskazuje również na to, że gotowano je, aby wydobyć szpik.

Więcej o dokonaniach naszego wielkiego odkrywcy przeczytacie w książce autorstwa Macieja Klósaka i Dariusza Skonieczeki pod tytułem "Stefan Szolc-Rogoziński. Zapomniany odkrywca Czarnego Lądu" (Szara godzina 2018).

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się książka autorstwa Macieja Klósaka i Dariusza Skonieczeki pod tytułem „Stefan Szolc-Rogoziński. Zapomniany odkrywca Czarnego Lądu” (Szara godzina 2018).

Analiza tkanek wykazała z kolei, że załoga wcześniej poważnie zatruła się ołowiem. Źródłem skażenia mogły być puszki z jedzeniem albo nowatorski system destylujący wodę na okrętach. A ponieważ objawami tak silnego zatrucia są omamy, konwulsje, drażliwość, a nawet śpiączka, bez wątpienia mogło się ono przyczynić do fiaska misji. Wraki pechowych statków zlokalizowano w 2014 i 2016 roku.

Co nie udało się Franklinowi, powiodło się jego następcom. Ekspedycje ratunkowe znacznie poszerzyły wiedzę o Archipelagu Arktycznym. Udało się też potwierdzić istnienie Przejścia Północno-Zachodniego. W 1850 roku zrobił to Robert McClure.

Zabici przez tubylców

Nie tylko surowe warunki nieznanych krain prowadziły do śmierci badających je śmiałków. Bardzo często zagrożeniem byli niestety także rdzenni mieszkańcy odwiedzanych lądów.

Ich ofiarą padł między innymi Ferdynand Magellan. Był on pierwszym żeglarzem w historii, który podjął się opłynięcia kuli ziemskiej. Otrzymał w tym celu od króla Karola I Habsburga pięć statków. W 1519 roku wyruszył na zachód, mając nadzieję na powrót od strony wschodniej. Wyprawa zakończyła się sukcesem, choć do Hiszpanii wróciła pod innym dowództwem i tylko na jednym okręcie. Hipoteza, że Ziemię da się opłynąć, okazała się słuszna. Poznano też w przybliżeniu jej rozmiary.

XVI-wieczna rycina przedstawiająca śmierć Magellana.

XVI-wieczna rycina przedstawiająca śmierć Magellana.

Magellan doprowadził swoich ludzi aż do Filipin. W kwietniu 1521 roku dotarł w okolice Cebu. Próbował tam handlować z tubylcami, a nawet nawracać ich na chrześcijaństwo. Poległ wraz z kilkoma członkami swojej załogi w potyczce na małej wysepce Mactan. „Rozpoznawszy kapitana, tak wielu rzuciło się na niego, że dwukrotnie strącili mu hełm, ale on stał dzielnie jak przystało na dobrego rycerza” — relacjonował uczestnik ekspedycji, Antonio Pigafetta. I opisywał:

[…] Kapitan próbował wyciągnąć miecz, ale zrobił to jedynie do połowy, ponieważ raniono go w rękę bambusową włócznią. Gdy tubylcy to zobaczyli, rzucili się na niego. Jeden zranił go w lewą nogę długim nożem podobnym do szabli, ale większym. Kapitan upadł na twarz, a przeciwnicy rzucili się na niego z żelaznymi i bambusowymi włóczniami i nożami.

Poświęcenie przywódcy wyprawy umożliwiło ewakuację pozostałej części załogi. „Kiedy go ranili, on kilka razy odwracał głowę, żeby sprawdzić, czy już jesteśmy w łodziach” — wspominał Pigafetta. Jak pisał, załoga próbowała potem odkupić ciało kapitana, ale mieszkańcy Mactan nie zgodzili się go oddać. „Odrzekli, że nie zwróciliby go za wszystkie bogactwa świata i że planowali zatrzymać go na pamiątkę” —  referował.

W podobnych okolicznościach życie stracił James Cook (1728-1779). Pływał on po wielu morzach i badał różne rejony, poszukując między innymi, jak później sir John Franklin, Przejścia Północno-Zachodniego. Kierował też trzema wyprawami dookoła świata — i właśnie podczas trzeciej z nich zginął.

"Śmierć kapitana Jamesa Cooka". Obraz George'a Cartera.

fot.domena publiczna „Śmierć kapitana Jamesa Cooka”. Obraz George’a Cartera.

Pod koniec 1778 roku brytyjski podróżnik wylądował na Hawajach. Początkowo utrzymywał dobre relacje z tubylcami. W lutym 1779 roku, chcąc odzyskać skradzioną łódź, zdecydował się jednak… porwać władcę wyspy. Doprowadziło to do potyczki, w której zabito Cooka i kilku jego ludzi. Jak na ironię kapitan zginął na skutek pchnięcia nożem, który sam wcześniej podarował tubylcom…

Wbrew legendzie Cook nie został jednak zjedzony. Ciało kapitana poćwiartowano i upieczono, ale zrobiono to, aby wydobyć kości, które uważano za nośnik mocy człowieka. Ocalałe szczątki — fragmenty nóg, rąk i czaszki, skalp i dłonie — po kilku dniach zostały oddane załodze i pochowane w morzu.

„Załatwiwszy tę sprawę w przyjacielski sposób, kupiliśmy świnie i owoce chlebowca od tubylców, którzy odtąd wchodzili na pokład bez żadnego strachu” — odnotował członek załogi William Ellis. Wkrótce po pogrzebie Cooka jego ludzie opuścili Hawaje, żegnani wylewnie przez tamtejszych mieszkańców. „Wypłynęliśmy z zatoki — pisał Ellis — jednak nie bez licznych westchnień, że zostawiamy za sobą szczątki naszego pechowego dowódcy”.

Paryskie katastrofy

W czasie wypraw na odkrywców czekało mnóstwo niebezpieczeństw. Niektórym jednak udało się ich wszystkich uniknąć… tylko po to, żeby zginąć niemal zupełnie przypadkowo, blisko domu.

Tak stało się w przypadku polskiego podróżnika, Stefana Szolca-Rogozińskiego (1861-1896), którego beletryzowana biografia właśnie trafiła na księgarskie półki.  Ten przedsiębiorczy Polak był wybitnie zdolny. Studiując, zdał wszystkie egzaminy w dwukrotnie krótszym czasie niż inni studenci. Jako 22-latek zorganizował natomiast wyprawę badawczą do Afryki Równikowej. Zajął się zwłaszcza wybrzeżem i interiorem Kamerunu.

Stefan Szolca-Rogoziński bez szwanku wyszedł z wyprawy do Afryki, ale spotkanie z paryskim omnibusem skończyło się dla niego tragicznie.

fot.domena publiczna Stefan Szolca-Rogoziński bez szwanku wyszedł z wyprawy do Afryki, ale spotkanie z paryskim omnibusem skończyło się dla niego tragicznie.

Wydawało się, że nic nie zatrzyma jego wspaniałej kariery. Zmarł jednak przedwcześnie, w dodatku bynajmniej nie na febrę czy wskutek ataku słonia, ale… w Paryżu, dokąd pojechał, aby zorganizować kolejne wyprawy. W stolicy Francji wpadł pod koła omnibusu. Miał zaledwie 35 lat.

Podobny los spotkał Jules’a Dumont d’Urville’a (1790-1842). Francuski odkrywca przez wiele lat pływał po Pacyfiku. Opłynął kulę ziemską, badał Oceanię, dwukrotnie dotarł na Antarktydę. Sporządzał mapy i prowadził badania etnograficzne. To on zakupił dla Francji słynną Wenus z Milo. Niestrudzony podróżnik zmarł jednak nie na antypodach, ale w czasie wycieczki z rodziną.

W 1842 roku d’Urville i jego bliscy pojechali do Wersalu, by wziąć udział w uroczystościach ku czci króla Ludwika Filipa i pospacerować po parku. W drodze powrotnej, w którą wyruszyli pociągiem, doszło do tragedii. Katastrofa, która wydarzyła się w Meudon pod Paryżem, była pierwszym tak poważnym wypadkiem kolejowym w historii. Zginęło w niej co najmniej kilkadziesiąt osób. Większość ofiar pozostała niezidentyfikowana. Ciało słynnego badacza udało się rozpoznać po kształcie czaszki.

Inspiracja:

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się beletryzowana biografia Stefana Szolca-Rogozińskiego autorstwa Macieja Klósaka i Dariusza Skonieczeki pod tytułem Stefan Szolc-Rogoziński. Zapomniany odkrywca Czarnego Lądu, Szara godzina 2018.

Bibliografia:

  1. John Norman Leonard Baker, Odkrycia i wyprawy geograficzne, PWN 1959.
  2. William Battersby, Identification of the Probable Source of the Lead Poisoning Observed in Members of the Franklin Expedition, „Journal of the Hakluyt Society” 09.2008.
  3. William Ellis, An Authentic Narrative of a Voyage Performed By Captain Cook And Captain Clerke, In His Majesty’s Ships Resolution and Discovery During the Years 1776, 1777, 1778, 1779 and 1780, t. II, London 1784.
  4. Historia odkryć geograficznych. Odkrywcy i badacze Ziemi, red. Józef Staszewski, PWN 1963.
  5. Anne Keenleyside, Margaret Bertulli, Henry C. Fricke, The Final Days of Franklin Expedition: New Skeletal Evidence, „Arctic. The Arctic Institute of North America”, t. 50, nr 1 (03.1997).
  6. Simon Mays, Owen Beattie, Evidence for Endstage Cannibalism on Sir John Franklin’s Last Expedition to the Arctic, 1845, „International Journal of Osteoarchaeology”, t. 26, nr 5 (09-10.2016).
  7. Antonio Pigafetta, Magellans Voyage Around The World, t. 1, Cleveland 1906.
  8. Tadeusz Słabczyński, Wielcy odkrywcy i podróżnicy. Słownik, WSiP 1995.
  9. Wacław Słabczyński, Polscy podróżnicy i odkrywcy, PWN 1988.

Czy wiesz, że ...

...Napoleon Bonaparte przywrócił we Francji niewolnictwo? Zostało ono zniesione przez jakobinów w 1794 roku. Już osiem lat później Napoleon kilkoma dekretami powstrzymał wprowadzanie tych ustaleń w życie przynajmniej w części francuskich kolonii.

...za konstrukcję wodociągu między podnóżem Wawelu a zamkiem odpowiadał Jan z Dobruszki? Określano go w źródłach mianem ”magister cannalium” czy „rurmistrzem”. Do jego obowiązków należało również utrzymanie wszystkich instalacji kanalizacyjnych w dobrym stanie.

...najsłynniejszy diament świata, Koh-i-noor, wcale nie spodobał się Brytyjczykom, gdy zobaczyli go po raz pierwszy na wystawie w 1851 roku? Zanim uzyskał nowy szlif, dziennikarze pisali, że „jest w tym kamieniu coś odpychającego, bo im bardziej się go podświetla, tym mniej jest skłonny do pokazywania swojej wspaniałości”. 

Komentarze (2)

  1. Jarek Odpowiedz

    „Wygłodniała statków „Erebus” i „Terror” posunęła się podobno do kanibalizmu!”

    Gdzieś znikła załoga.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Szanowny Panie Jarku, chyba była naprawdę wygłodniała, aż sama siebie zjadła ;) Oczywiście już została przywrócona w odpowiednim miejscu. Dziękujemy i pozdrawiamy :)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.