Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Bastiony desperatów. Gdzie żołnierze Hitlera bronili się do ostatniej kropli krwi?

Niemiecki czołg Panzer IV w zimie 1943 roku na terenie ZSRR. Wojska III Rzeszy nie były przygotowane na warunki panujące zimą na wschodzie, co też przyczyniło się do porażki.

fot.Bundesarchiv/Vennemann, Wolfgang/CC-BY-SA 3.0 Niemiecki czołg Panzer IV w zimie 1943 roku na terenie ZSRR. Wojska III Rzeszy nie były przygotowane na warunki panujące zimą na wschodzie, co też przyczyniło się do porażki.

II wojna światowa nie zakończyła się ani 8, ani 9 maja 1945 roku. Mimo podpisania formalnych porozumień, regularne walki z Wehrmachtem trwały nadal. Jak długo i dlaczego?

Gottlob Bidermann nie był nikim szczególnym, miał jednak tego pecha, że w 1941 roku wraz ze 132 Dywizją Piechoty Wehrmachtu ruszył na Wschód. „Nie służył w elitarnej jednostce, ale w anonimowych formacjach, których kolejne numery przypominają pozycje w książce telefonicznej” – stwierdził dosadnie Dennis Showalter, autor wstępu do jego wspomnień.

Nie oznacza to jednak, by była to dywizja nieistotna. Bidermann wraz z resztą formacji uczestniczył np. w 1942 roku w półrocznym oblężeniu Sewastopola – krwawej jatce, w której zginęło sto tysięcy jego kompanów. W ostatniej fazie walk bił się w okolicach Leningradu, ostatecznie zaś ze zdziesiątkowaną dywizją wylądował w Kurlandii. A Kurlandia wylądowała w kotle.

Katyń podnosi morale

„Rozkaz dowódcy Grupy Armii »Północ« zabraniał używania określenia »kurlandzki kocioł«. Krążyły wręcz słuchy, choć według mojej wiedzy nigdy nic podobnego nie miało miejsca, iż każdy żołnierz, który będzie mówić o beznadziejności naszego położenia w »kotle«, zostanie postawiony przed plutonem egzekucyjnym. Od czasu unicestwienia 6 Armii pod Stalingradem, słowo »kocioł« nabrało złowieszczego znaczenia, zwiastując nieuchronną, niemożliwą do uniknięcia katastrofę.

Niemieccy uchodźcy podczas przeprawy przez Morze Bałtyckie. W 1945 z kotła kurlandzkiego cywilów ewakuowano drogą morską.

fot.Bundesarchiv /CC-BY-SA 3.0 Niemieccy uchodźcy podczas przeprawy przez Morze Bałtyckie. W 1945 z kotła kurlandzkiego cywilów ewakuowano drogą morską.

Jednakże opublikowanie takiego rozkazu, nawet wśród najbardziej optymistycznie nastawionych, którzy wciąż jeszcze czepiali się nadziei na ostateczne zwycięstwo, teraz obudziło świadomość kompletnej beznadziejności naszej sytuacji. Pomimo tego, trzeba jednak podkreślić, że wola walki z Sowietami i duch bojowy żołnierzy w Kurlandii pozostały niezłomne” – wspominał Bidermann i nie kłamał.

Położenie niemieckich oddziałów było wówczas istotnie beznadziejne. Od jesieni 1944 roku oddziały niemieckie były tu szczelnie otoczone przez wojska Armii Czerwonej, które usiłowały zdobyć ten stosunkowo niewielki obszar w kilku dużych ofensywach. Z dość niejasnych powodów Hitler nie wydał zgody na ewakuację, choć strategicznie kampania kurlandzka nie wiązała aż takich sił przeciwnika, by mogło mieć to realny wpływ na powstrzymanie impetu przeciwnika na głównym teatrze wojny.

„Tak rozpoczęło się wielkie umieranie w Kurlandii” – skomentował uczestnik walk Hans Schäufler. Ale miał też rację Bidermann, pisząc o wyjątkowo w tym rejonie silnym morale Niemców. Mimo przytłaczających sił rosyjskich i ich nieograniczonych praktycznie możliwościach uzupełniania sprzętu i ludzi, wojska Wehrmachtu stawiały nieustanny i skuteczny opór. Raporty na ten temat wysyłane w przeddzień oficjalnej kapitulacji Niemiec są jednoznaczne. Dla przykładu:

3.04.45: W Kurlandii liczne ataki Sowietów na północny zachód od Doblen nie przynoszą pożądanego sukcesu.

4.04.45: Na północny zachód od Doblen dochodzi do załamania się ataku Sowietow

5.04.45: W Kurlandii ponowne ataki Sowietów na północny zachód od Doblen nie przynoszą sukcesu.

Artykuł został zainspirowany książką Gottloba Herberta Bidermanna W śmiertelnym boju. Pamiętniki niemieckiego żołnierza z frontu wschodniego.

Artykuł został zainspirowany książką Gottloba Herberta Bidermanna     „W śmiertelnym boju. Pamiętniki niemieckiego żołnierza z frontu wschodniego” (Finna 2017). Kup z rabatem na bonito.pl.

Jak wyglądało to w praktyce, opowiada Schäufler: „27 października zaczęła się pierwsza wielka bitwa obronna w Kurlandii. Sowieckie armie rozpoczęły nawałę ogniową z 2000 dział, których pociski przez wiele godzin spadały na tworzące 200-kilometrową linię frontu niemieckie stanowiska między Tukums i Lipawą. Przez cztery tygodnie ziemia łotewska drżała pod uderzeniami potężnej bitwy; dym i płomienie ogarnęły tę twierdzę nad Bałtykiem.

Jednakże wskutek dzielnej obrony niemieckich oddziałów plany Sowietów zakończyły się dla nich fiaskiem i olbrzymimi stratami. 3 listopada Oberkommando der Wehrmacht mogło poinformować, że »W rejonie na wschód od Lipawy, dzięki bezprzykładnej postawie naszych oddziałów, które zniszczyły 62 czołgi nieprzyjaciela, powstrzymana została sowiecka próba przełamania linii naszej obrony… W sumie przeciwnik stracił w październiku 1944 czołgi na terenie Kurlandii«. Na chwilę Sowieci stracili impet. Nad porozrywaną granatami i bombami ziemią, która w deszczu powoli zamieniała się w morze błota, zapanowała cisza. Obie walczące strony poniosły ciężkie straty.

Nasze oddziały były wyczerpane walką niemal do granic wytrzymałości. A jednak 25 listopada sowieckie dywizje zaatakowały ponownie, rzucając w bój niewyobrażalne ilości środków, tym razem na niemieckie stanowiska obronne w rejonie między Priekule a rzeką Windawą. Walki obronne trwały aż do 7 grudnia. Ale również i na tym odcinku nie udało się Sowietom przełamać obrony niemieckiej. Do historii wojskowości bój ten wszedł pod nazwą drugiej bitwy kurlandzkiej”.

Niemieccy uchodźcy schodzą ze statku w porcie zajętym przez wojska brytyjskie.

fot.Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0 Niemieccy uchodźcy schodzą ze statku w porcie zajętym przez wojska brytyjskie.

Brzmi to trochę jak tanie przechwałki i podkreślanie rycerskości niemieckiego ducha, ale faktem jest, że podobnych bitew kurlandzkich odbyło się wówczas sześć i żadna nie okazała się dla Rosjan zwycięska. Jest to o tyle ciekawe, że ze wspomnień Bidermanna wynika, iż na wieść o śmierci Hitlera „większość żołnierzy odczuła ulgę” – nie byli to więc fanatyczni naziści gotowi oddać życie za Wodza. Kiedy już po kapitulacji rosyjscy oficerowie zadali Bidermannowi pytanie: „Dlaczego? Dlaczego tak długo walczyliście? Przecież Hitler już dawno nie żyje”. Ten odparł patetycznie: „Bo jesteśmy żołnierzami”.

Prawda była chyba jednak nieco bardziej przyziemna. Powody tak długiego oporu Niemców w Kurlandii były dwa, do czego Bidermann przyznaje się między wierszami. Po pierwsze – Katyń. Przynajmniej na tym odcinku frontu nawet szeregowi żołnierze Wehrmachtu słyszeli o tej zbrodni i najzwyczajniej byli pewni tego samego losu. Woleli więc ginąć walcząc, tym bardziej – i to jest drugi powód – że w szeregach dość intensywnie krążyła plotka, że zostaną wkrótce ewakuowani przez Aliantów i wykorzystani do walki na wspólnym froncie z Rosjanami. Nie było to bezpodstawne. Brytyjczycy nie rozwiązywali przez kolejne pół roku trzech niemieckich armii na terenie Szelzwiku-Holsztynu właśnie z powodu potencjalnej trzeciej wojny światowej…

To tłumaczy, dlaczego ostatnie walki w Kurlandii trwały do 13 maja, mimo, że większość oddziałów poddała się zgodnie z rozkazem, pięć dni wcześniej.

Wojsko niemieckie na Łotwie, w 1941 roku, kilka lat przed rozpoczęciem desperackiego odwrotu armii III Rzeszy.

fot.Bundesarchiv/Tannenberg/CC-BY-SA 3.0 Wojsko niemieckie na Łotwie, w 1941 roku, kilka lat przed rozpoczęciem desperackiego odwrotu armii III Rzeszy.

Ostatnia poddaje się pogoda

Nic nie wiadomo o podobnych plotkach na terenie Polski, ale faktem jest, że również dopiero 13 maja skapitulowały ostatnie niemieckie oddziały okopane na Mierzei Wiślanej, a 11 maja te ulokowane na Helu. Ich historia w pewnym sensie wiązała się z historią Bidermanna. I Kurlandia i polskie Pomorze zaatakowane zostały przez Rosjan w ramach jednej akcji, tzw. Operacji Wschodniopruskiej. Żołnierze Wehrmachtu, którzy w maju 1945 znaleźli się na Mierzei Wiślanej, byli w większości niedobitkami, ocalałymi i ewakuowanym po walkach o Królewiec, który padł miesiąc wcześniej, 9 kwietnia.

Byli skrajnie wyczerpani – w tracie tych walk padło blisko 40 tysięcy Niemców a ponad drugie tyle dostało się do niewoli. Ich desperacja była więc zdumiewająca. Na Mierzei ustawili barykadę z lokomotyw, która miała powstrzymać rosyjskie czołgi, nie mogła jednak powstrzymać samolotów, których naloty były znacznie intensywniejsze niż atak wojsk lądowych. Podobnie jak na Kurlandii, większość oddziałów formalnie poddała się 9 maja. Desperatom udało się jednak wytrzymać impet natarcia jeszcze cztery dni.

W tym czasie Niemcy walczyli również jeszcze w Czechach. 6 maja, kiedy rozpoczęła się tzw. Operacja Praska było ich tam jeszcze blisko milion, mieli 10 tysięcy dział, 2 tysiące czołgów i tysiąc samolotów – to, że były to niedobitki Armii Środek nie zmienia faktu, iż wciąż były to siły poważne. Na tyle przynajmniej, by z powodzeniem tłumić spontanicznie wybuchające powstania, jak choćby powstanie praskie 5 maja 1945 toku, które, choć wsparte przez Rosyjską Armię Wyzwoleńczą Andrieja Własowa, szybko upadło.

Generał Własow wraz z żołnierzami kolaboracyjnej Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej - ROA.

fot.Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0 Generał Własow wraz z żołnierzami kolaboracyjnej Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej – ROA.

Mimo błyskawicznych postępów Armii Czerwonej i formalnego zawieszenia broni feldmarszałek F. Schörner odmówił zaprzestania walki. Por. Waldemar Gajewski, dowódca kompanii w 1. Brygadzie Pancernej, idącej wówczas z Rosjanami 2 Armii Wojska Polskiego wspominał: „Nie wszyscy jednak dzień ten mogli obchodzić radośnie i beztrosko. W rejonie Sudetów dowództwo grupy armii „Centrum” nie podporządkowało się aktom kapitulacji, nie chciało złożyć broni. Aby temu zapobiec i ostatecznie rozbić wroga, działania trwały”. Zakończyły się one w tym samym momencie, co walki na Mierzei Wiślanej i w Kurlandii, zdobyciem Mielnika 13 maja 1945 roku.

Ale w momencie, kiedy padał Mielnik, w Europie strzały bynajmniej nie ucichły. Mniej więcej półtora tysiąca kilometrów na południe, rozgrywał się wówczas ostatni epizod w historii niemieckiej Armii E dowodzonej przez generała von Lehra. 3 maja musiała ona w pośpiechu wycofywać się z Triestu, zdobytego wspólnymi siłami włoskiego podziemia zbrojnego, jugosłowiańskiej armii Josipa Tity i alianckich sił nowozelandzkich. Nie było to jednak wycofanie paniczne.

Blisko trzystutysięczne siły Wehrmachtu były wówczas co prawda dwukrotnie mniejsze liczebnie niż te, którymi dysponowali Jugosłowianie, wciąż jednak stanowiły armię karną i zdolną do zdyscyplinowanych operacji. A już na pewno lepiej dowodzoną i uzbrojoną. Siły jugosłowiańskie składały się głównie ze świeżych rekrutów z prowizorycznym uzbrojeniem, a jeśli już byli to żołnierze z doświadczeniem, to wyłącznie w walce partyzanckiej, nie zaś otwartym boju.

Niemieccy żołnierze podczas przemarszu przez Maribor w 1941 roku.

fot.domena publiczna Niemieccy żołnierze podczas przemarszu przez Maribor w 1941 roku.

I rzeczywiście tylko przewagą liczebną można wytłumaczyć fakt, że 4 maja, po „dramatycznym szturmie półuzbrojonej piechoty na zorganizowaną obronę Niemców” pod Vinkovcami, armia von Lehra zdecydowała się na odwrót w kierunku Austrii, by tam poddać się siłom alianckim. Ale nie był to odwrót desperacki. Regularne walki rozegrały się jeszcze o Maribor (10 maja) i Dravograd (12 maja), by zatrzymać się dopiero 15 maja. Alianci odmówili przyjęcia żołnierzy von Lehra i blisko trzystutysięczna armia znalazła się w obozach wojsk Tito.

Nawet wówczas były jednak w Europie terytoria okupowane przez Niemców i jakby nieco zapomniane przez wojska alianckie. Słowo terytoria brzmi może zresztą nieco zbyt poważnie. Wyspy normandzkie, o których tu mowa liczyły sobie od kilku (Sark) do najwyżej stu (Jersey) kilometrów kwadratowych i choć leżały w strategicznym miejscu, bo pośrodku kanału La Manche, mało kto nimi się przejmował. Nawet sami mieszkańcy, dla których okupacja niemiecka była niemal nieodczuwalna… Jedyne czego zakazano to wychodzenia z domu po 23, publicznego picia alkoholu i opuszczania wyspy.

Nie było tu Gestapo, egzekucji i aresztowań. Jedynie na Alderney zorganizowano obóz koncentracyjny, a pozostałe wyspy włączono w skład Wału Atlantyckiego – zbudowano bunkry i wieże obserwacyjne, umieszczono też baterie artyleryjskie, choć raczej słabe i przestarzałe. Realnie, wyspy nie stanowiły w każdym razie zagrożenia militarnego dla poważniejszych sił. Nic też dziwnego, że pomimo oficjalnej kapitulacji 9 maja, licząca sobie osiem kilometrów kwadratowych Alderney poddała się dopiero tydzień później, 16 maja. Wcześniej nie miała komu.

Na ostatni akord II wojny światowej w Europie trzeba było jednak poczekać do 11 czerwca 1945 roku, kiedy to poddała się dwuosobowa obsada niemieckiej stacji meteorologicznej na Spitsbergenie.

Bibliografia

  1. Nicolas Best, Pięć dni, które wstrząsnęły światem, Kraków 2016.
  2. Franz Kurowski, Kurlandia 1945. Ostatni bastion Hitlera, Warszawa 2008
  3. Gottlob Herbert Biderman, W śmiertelnym boju. Wspomnienia niemieckiego żołnierza z frontu wschodniego, Gdańsk 2017.
  4. Wojciech Mazurek, Desant na Mierzeję Wiślaną. Zapomniany kwietniowy bój 1945 roku, Morze Statki i Okręty 3/2015.
  5. Mieczysław Tanty, Bałkany w XX wieku, Warszawa 2003.
  6. Norman Davies, Europa walczy 1939-1945. Nie taki proste zwycięstwo, Kraków 2008.

Kup z rabatem na bonito.pl

Czy wiesz, że ...

...angielski historyk wojskowości Lawrence Freedman uważa, że Blitzkrieg wcale nie był tak skuteczny, jak nam się wydaje? "Blitzkrieg w Europie Zachodniej miał w dużej mierze improwizowany charakter" - podkreśla.

...w armii Adolfa Hitlera służyć mogło nawet 500 tysięcy Polaków – czyli więcej niż w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie i w armii polskiej w ZSRR? Najwięcej z nich wcielono ze Śląska i z Pomorza.

...niektóre oddziały Armii Czerwonej poruszały się po Polsce na saniach? Poza czołgami i saniami nie było innych pojazdów. Olbrzymie sanie Sowieci zrabowali z polskich dworów i gospodarstw, które napotykali po drodze podczas „wyzwalania” naszego kraju.

...Goebbels, kiedy przemawiał, z eleganckiego mężczyzny zmieniał się w "szalejącego karła". Potrafił jednak poderwać tłumy. Gdy po klęsce Niemców pod Salingradem na spotkaniu w Sportpalast wykrzykiwał "Czy chcecie wojny totalnej?", odpowiedział mu dziki ryk zwolenników nazizmu.

Komentarze (17)

  1. GFG Odpowiedz

    Gdzie się podziali tamci chłopcy? Ich potomkowie dają pluć sobie w twarz przez islamskie pomioty. Dopiero dziś Niemcy naprawdę kapitulują.

  2. Danielloo Odpowiedz

    W trakcie walk padło blisko 40 tysięcy Niemców. Słowo „padło”, nawet w stosunku do wroga, jest moim zdaniem nie na miejscu. A poza tym bardzo ciekawy artykuł.

  3. Czarny Lotus Odpowiedz

    Oddziały Otto Skorzenego nekały Amerykańskie wojska i nawet udało im się ich przekonać, że planują zamach na Eisenhowera w Paryżu…

  4. PZM Odpowiedz

    Bidermann wraz z resztą formacji uczestniczył np. w 1942 roku w półrocznym oblężeniu Sewastopola – krwawej jatce, w której zginęło sto tysięcy jego kompanów,co za bzdura,skąd taka liczba,chyba z propagandy radzieckiej…

  5. jason Odpowiedz

    typowa narracja dla tego portalu-gloryfikacja niemców i szkalowanie Polaków,niemieccy bohaterowie dzielnie się bronili a Polscy zbrodniarze z AK mordowali żydów(inny artykuł). Cały ten portal świetnie wpisuje się w politykę odwracania odpowiedzialności za II wiojnę światową,kto wam płaci??? Wasz mocodawca siedzi chyba za Odrą

    • Martin Odpowiedz

      Ten portal nie wpisuje się w żadną politykę, tylko w fakty historyczne. To współcześni „patrioci wyklęci” wpisują na każdym kroku politykę w fakty historyczne.

      Pozdrawiam całą redakcję „Ciekawostek Historycznych”. :)

  6. Kuman Odpowiedz

    Charlie bez cienia złego słowa opowiedz jak tam było jestem ciekaw zwyczajnie nie stac mnie na wycieczkę do Izraela ale na komentarz z pierwszej reki może mi się uda:)_

  7. AdamRytwiński Odpowiedz

    Nie „Armia E”, ale „Grupa Armii E”. Dowodził nią nie gen. Lehr, a Löhr.
    Pozdrawiam i Wesołych Świąt życzę :)

Odpowiedz na „ol22Anuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.