Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Polscy bohaterowie nie byli frajerami. 5 słynnych speców od zabijania, którzy wiedzieli jak zarobić na swoim fachu

Czy najsłynniejszy polski rycerz walczył tylko dla polskiego władcy?

fot.domena publiczna Czy najsłynniejszy polski rycerz walczył tylko dla polskiego władcy?

Okrągła sumka od niemieckiego cesarza. Ekspedycja z królem Francji, albo przeciwko niemu. Zależnie kto lepiej płaci. Fortuna od Węgrów i kieszonkowe od Morawian. Najlepsi polscy wojownicy walczyli dla pieniędzy. I wcale się tego nie wstydzili.

Zawisza Czarny

Najsłynniejszy polski średniowieczny rycerz sporą część kariery wojskowej spędził pod obcymi sztandarami. Zaczynał w oddziałach margrabiego Prokopa Luksemburskiego. Niewiele wiadomo o tym etapie życia Zawiszy. W sumie nie bardzo było się czym chwalić, bo Prokop był typowym feudalnym awanturnikiem, o władzę walczącym na czele bandy żołdaków. W tym gronie znalazł się i Zawisza Czarny. W 1399 roku razem z innymi okupował dobra biskupa ołomunieckiego, za co był zagrożony klątwą.

Kiedy Prokop wylądował w więzieniu, Zawisza zmienił pracodawcę. Tym razem zaciągnął się na służbę u węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego. W tym czasie niejeden polski rycerz decydował się na wojaczkę w armiach tego władcy. „Na Węgry przyciągała ich nie tylko nadzieja na rycerską przygodę, ale przede wszystkim chęć poprawienia statusu majątkowego” – pisali Beata Możejko, Sobiesław Szybkowski i Błażej Śliwiński, autorzy biografii Zawiszy.

Zawisza Czarny walczył między innymi dla Zygmunta Luksemburskiego. Na fotografii wyobrażenie Zawiszy umieszczone na jachcie jego imienia.

fot.domena publiczna Zawisza Czarny walczył między innymi dla Zygmunta Luksemburskiego. Na fotografii wyobrażenie Zawiszy umieszczone na jachcie jego imienia.

Zawisza ten akurat cel bez wątpienia zrealizował. Jak pisze Marcin Szymaniak w książce „Fighterzy. Najlepsi polscy wojownicy”:

Służąc Zygmuntowi, najsłynniejszy polski rycerz brał udział głównie w bojach ze zbrojną opozycją wspierającą konkurencyjnych kandydatów do węgierskiego tronu. Wciąż się wyróżniał, a Zygmunt hojnie go wynagradzał. Czarnowłosy wojownik (…) otrzymał m.in. prawo do pobierania dochodów z miasteczka Sabinov na Górnych Węgrzech (obecnie Słowacja). Jako sprawdzony już najemnik ściągnął na służbę u króla Węgier również swego młodszego brata, Jana Farureja.

Polski rycerz, walcząc za pieniądze Zygmunta, miał okazję bić się w Bośni w 1408 roku albo z husytami w 1422 roku. W 1428 roku znalazł się w wojsku węgierskiego króla, zmierzającego do walki z Turkami. Dorabiano do tego ideologię (jakiż ten Zawisza szlachetny: to przecież walka z wrogami chrześcijaństwa!), ale cytowani wyżej biografowie nie mają złudzeń. „Rzecz sprowadzamy do wymiaru materialnego” – konkludują.

Właśnie w trakcie tej wyprawy, konkretnie pod Golubcem w dzisiejszej Serbii, kostucha dopadła najsłynniejszego polskiego rycerza. Według zachowanej relacji dostał się do tureckiej niewoli, ale dwóch janczarów posprzeczało się o cennego jeńca i w czasie kłótni jeden z nich odrąbał Zawiszy głowę.

Bartłomiej Nowodworski

Dzisiaj jego nazwisko kojarzone jest z krakowskim liceum, ale Bartłomiej Nowodworski był swego czasu najlepszym w Rzeczpospolitej specjalistą od wybuchów. Dzięki niemu w 1611 roku wrota Smoleńska stanęły otworem przed polską armią (chociaż lepiej byłoby powiedzieć, że wyleciały w powietrze), a w 1618 roku nie tak wiele brakowało, by również zdobycie Moskwy ozdobiło wojskowe CV pana Nowodworskiego. Niestety, zła koordynacja działań, zdrada niektórych żołnierzy i wreszcie ciężka rana, jaką odniósł w trakcie walk, zadecydowały o niepowodzeniu polskiego szturmu na rosyjską stolicę.

Wcześniejszy życiorys pana Bartłomieja nie wyglądał jednak równie kryształowo. W 1582 roku zabił w pojedynku Biedrzyckiego, pokojowca króla Stefana Batorego. Groziła mu za to kara śmierci, więc salwował się ucieczką. Zbiegł na dwór Henryka III, króla Francji. Był to zarazem dawny król Polski, znany u nas jako Henryk Walezy.

Dziś kojarzony głownie jako patron krakowskiego liceum, w swojej epoce Bartłomiej Nowodworski uchodził za specjalistę od wybuchów.

fot.domena publiczna Dziś kojarzony głownie jako patron krakowskiego liceum, w swojej epoce Bartłomiej Nowodworski uchodził za specjalistę od wybuchów.

Monarcha raczej kiepsko wspominał pobyt nad Wisłą, ale potrafił docenić walecznych żołnierzy. A że we Francji w najlepsze trwała wojna domowa, pan Bartłomiej znalazł pracę, chociaż nie był to łatwy kawałek chleba. Marcin Szymaniak tak opisuje jego wyczyny na obczyźnie:

Nowodworski wziął udział w ataku na Pontoise, twierdzę opanowaną przez ligowców. Oberwał w goleń kulą z arkebuza, ale zdążył wykazać się walecznością. Miasto padło, Polak otrzymał osobistą pochwałę i nagrodę od Henryka III.

Polski szlachcic okazywał się człowiekiem prawdziwie uniwersalnym. Wpierw walczył w armii Henryka III przeciwko Lidze Katolickiej, później w Lidze Katolickiej przeciwko kolejnemu królowi – Henrykowi IV, a wreszcie w służbie Henryka IV znowu przeciw Lidze. Jako francuski najemnik spędził Nowodworski siedemnaście lat życia, później został kawalerem maltańskim, by wreszcie wrócić w ojczyste strony i zapisać strony swojej biografii złotymi literami.

Czy wiesz, że ...

...pewna amerykańska kucharka była prawdziwie zabójczą kobietą. Choć sama zdrowa jak rydz, była nosicielką tyfusu. Przenosiła się z domu do domu, zatrudniając się jako kucharka. Niedługo po tym, jak poczęstowała swoich pracodawców swoimi pysznymi potrawami, zaczynali umierać ludzie.

... pewna bakteria była tak zjadliwa, że wystarczył łyk wody ze strumienia by się nią zarazić. Nic dziwnego, że ta choroba rozprzestrzeniała się z niesamowitą prędkością. Dziesiątkowała biedotę, ale zabijała też koronowane głowy. Kto padł jej ofiarą i czy nadal powinniśmy się jej bać?

Komentarze (3)

  1. Nasz publicysta |Łukasz Czarnecki Odpowiedz

    Jak widać nie tylko hetman Czarniecki mógł mawiać ,,Ja nie z soli ani z roli tylko z tego co mnie boli”.

  2. Krzysztof Wosik Odpowiedz

    Zupełnie nie rozumiem dlaczego w tym zestawieniu brak Aleksandra Lisowskiego, twórcy pierwszych polskich sił specjalnych, czyli Lisowczykow .Przy Jego dokonaniach , jak i późniejszych dowódców formacji ,skali działań i rozmachu , wyżej wymienieni są raczej dość bladym tłem. Jeśli zaś chodzi o zarabianie na wojennym rzemiośle, to w tym temacie Lisowczycy osiągnęli mistrzostwo świata.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Panie Krzysztofie, niestety nie wszystkich udało się ująć i tu pojawia się zawsze problem selekcji. Kogo można „wyrzucić”, a kogo nie… Ale to bardzo słuszna uwaga i mamy nadzieję, że kiedyś ten brak na naszym portalu uzupełnimy.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.