Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Polscy detektywi polowali na Żydów na zlecenie nazistów

Warszawska policja kryminalna. Zdjęcie z 1942 roku (domena publiczna).

Warszawska policja kryminalna. Zdjęcie z 1942 roku.

Żydzi ukrywający się w okupowanej Warszawie drżeli ze strachu nie tylko przed niemieckimi służbami, ale też – przed polskimi funkcjonariuszami. Historyk Jan Grabowski rzuca światło na rolę, jaką w polowaniu na Żydów odegrała Polska Policja Kryminalna. Służba złożona w dużym stopniu z przedwojennych łowców zbrodni.

W II Rzeczpospolitej obok zwykłej, mundurowej policji istniał specjalny pion nazwany Służbą Śledczą, a zajmujący się ściganiem przestępstw kryminalnych oraz politycznych. Do pracy w nim wybierano najbardziej uzdolnionych i doświadczonych policjantów. Łącznie liczył niespełna 3000 elitarnych funkcjonariuszy i dysponował rozbudowaną siatką informatorów.

Ogniwo terroru

Zaraz po kampanii wrześniowej, już w październiku 1939 roku, Niemcy zdecydowali o podporządkowaniu Służby Śledczej własnej Kriminalpolizei (Kripo), czyli Policji Kryminalnej. Powstała w ten sposób Polska Policja Kryminalna (Polnische Kriminalpolizei, PPK). Włączono do niej pewną liczbę Niemców w roli kierowników i komendantów, a z czasem także miejscowych volksdeutschów.

Przedwojenni policjanci Służby Śledczej. Fotografia "Ilustrowanego Kuryera Codziennego".

Przedwojenni policjanci Służby Śledczej. Fotografia „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”.

Jak do tej pory temat PPK był niemal nieobecny w polskiej historiografii. Lukę tę zapełnia w swojej niedawnej pracy prof. Jan Grabowski. Jak pisze:

Teoretycznie (…), PPK miała skupić się na walce z przestępczością pospolitą. W rzeczywistości polska Kripo stała się jednak jednym z kluczowych ogniw hitlerowskiego aparatu terroru, a w kolejnych latach okupacji ważnym terenem jej działań okazała się walka z żydowskimi rozbitkami, którym udało się uniknąć wywózki do obozów zagłady (…).

Pod koniec lata 1943 roku utworzono w ramach PPK specjalną komórkę śledczą, której zadaniem było wyłapywanie ukrywających się Żydów. Liczyła sobie kilkunastu polskich śledczych (często ochotników), kilku Niemców, kilku volksdeutschów oraz dwóch Ukraińców. Zespół ten nazwano eufemistycznie Kriegsfahndungkommando, czyli Oddziałem Poszukiwań Wojennych. Na jego czele stał Untersturmführer SS Werner Balhause. Podobne jednostki powstawały w całej okupowanej Europie, m.in. we Francji i Holandii.

Ścigając Żydów

Materiał powstał w oparciu o artykuł naukowy opublikowany w periodyku "Zagłada Żydów".

Materiał powstał w oparciu o artykuł naukowy opublikowany w periodyku „Zagłada Żydów”.

Praca w Oddziale polegała przede wszystkim na współpracy z siecią konfidentów, którzy dostarczali donosów na temat ukrywających się Żydów. Ci ostatni byli następnie aresztowani i odprowadzani do Dyrekcji Policji Kryminalnej, a później przekazywani w ręce Gestapo. Funkcjonariusze Oddziału brali m.in. udział w aresztowaniu słynnego kronikarza warszawskiego getta Emanuela Ringelbluma. Jak pisze Jan Grabowski:

Według jednego z tajniaków (który w składanych po wojnie zeznaniach w sposób oczywisty usiłował umniejszyć skalę represji): „aresztowania Żydów były przeprowadzane często, przeciętnie raz lub dwa razy tygodniowo”. (…) Szczątkowa baza źródłowa nie pozwala nam dziś na określenie, choćby w przybliżeniu, skali antyżydowskich działań warszawskiej Kripo.

Niestety, nie sposób również powiedzieć, jak często członkowie PPK działali z własnej inicjatywy, a nie tylko z niemieckiego polecenia. Nie wiemy, jak wielu z nich trudniło się z szmalcownictwem, a z drugiej strony ilu współpracowało z polskim podziemiem.

Jakie były ich motywy? Z pewnością wymienić można strach i posłuszeństwo rozkazom, ale w źródłach bardzo często wskazywana jest również chęć wzbogacenia się. Niemcy zatrzymywali wprawdzie najcenniejsze przedmioty po wyłapanych Żydach, ale część ich mienia przypadała polskim funkcjonariuszom.

Źródłem powyższego newsa jest:

Jan Grabowski, Tropiąc Emanuela Ringelbluma. Udział polskiej Kriminalpolizei w „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”, t. 10 (2014), s. 25–56.

Newsy historyczne. O co chodzi?

1 Rubryka „newsów historycznych” to najnowsze doniesienia ze świata historii. Szukamy przegapionych i przemilczanych odkryć polskich (i nie tylko) naukowców. Pokazujemy, że w badaniach nad przeszłością nieustannie coś się dzieje.
2-news Nasze newsy są krótkie i przystępne. Na 2-3 tysiącach znaków streścimy dla Was odkrycia, które naukowcy zawarli na dziesiątkach stron hermetycznych prac. Piszemy tylko o tym, co naprawdę ma znaczenie. Bez przynudzania.
3 Opieramy się na publikacjach naukowych z ostatnich 18 miesięcy. W świecie historii newsy rozchodzą się powoli, a prace akademickie trafiają do potencjalnych odbiorców z dużym opóźnieniem. To co w innych dziedzinach przestaje być newsem po 24 godzinach w historii może nim być nawet rok później.
4-news Przygotowując newsy kierujemy się listą najbardziej prestiżowych periodyków historycznych. Jeśli jesteś wydawcą lub autorem i chciałbyś, abyśmy sięgnęli do konkretnej publikacji – wyślij ją na adres naszej redakcji.

Czy wiesz, że ...

...jedynym "nawróconym" nazistą w Norymberdze był Hans Frank, generalny gubernator okupowanych ziem polskich? Twierdził, że w celi śmierci "odnalazł Boga".

...w pierwszych miesiącach II wojny światowej Departament Stanu USA wyłożył łącznie 80 milionów dolarów na pomoc dla Polski? Inicjatorem powstania tzw. Commission for Polish Relief był były prezydent Stanów Zjednoczonych, Herbert Hoover. Pieniądze posłużyły na zakup żywności, lekarstw i ubrań dla dotkniętych okupacyjną biedą Polaków. 

...Stalin flirtował w sposób nieśmiały i niezręczny? Aktorkę, która mu się podobała, adorował podczas kolacji, rzucając w nią kulkami z chleba.

…w sowieckich łagrach więźniowie kryminalni mieli zwyczaj grania w karty o wybrane przez siebie kobiety? Zwycięzca mógł zrobić ze swoją wygraną dosłownie wszystko, niezależnie od jej własnej woli.

Komentarze (26)

  1. Pytanie Odpowiedz

    No tak najlepsze kwiatki podkreślone, a że była to marginalna skala to już nie: „Liczyła sobie kilkunastu polskich śledczych”.

    • Nasz publicysta | Autor publikacji | Roman Sidorski Odpowiedz

      Przy czym najprawdopodobniej nie była to jedyna taka grupa nawet w Warszawie. Po więcej informacji odsyłam do artykułu w „Zagładzie Żydów”.

      • Marek Odpowiedz

        Wielki szumny tytuł, a w środku wzmianka o grupie kilkunastoosobowej, której działalność „polowania na Żydów” stwierdzona jest jedynie na podstawie materiału poszlakowego. Stąd tak krótki artykuł.

  2. Anonim Odpowiedz

    Oczywiście jak zwykle „mityczne plemię nazistów”.
    Nie można było uczciwie napisać „Polscy detektywi polowali na Żydów na zlecenie Niemców”?

  3. Aleksander Głogowski Odpowiedz

    Drodzy Państwo, to co tu zrobiliście, to jest spore nadużycie. Osobiście znam rodzinę funkcjonariusza Policji Państwowej, który za swoją działalność w podziemiu, związaną z ratowaniem Żydów, został odznaczony medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. W Krakowie na terenie byłego niemieckiego obozu Płaszów (tego pokazanego w „Liście Schindlera”) kilka lat temu postawiono pomnik blisko 10 funkcjonariuszy policji „granatowej”, zamordowanych przez Niemców w tym właśnie obozie za czynną działalność w szeregach Armii Krajowej. Może warto czytać więcej prof. Mączyńskiego, niż dr. Hempla? To co tu można zobaczyć, to przykład propagandy rodem z PRL…

    • Nasz publicysta | Autor publikacji | Roman Sidorski Odpowiedz

      Szanowny Panie,
      jest rzeczą dobrze mi wiadomą, że zarówno w policji granatowej, jak i w Polskiej Policji Kryminalnej, znajdowali się członkowie polskiego podziemia i osoby ratujące Żydów, tak samo jak w całym polskim społeczeństwie spotkać można było wielu bohaterów konspiracji i ludzi ukrywających Żydów, ale również kolaborantów i szmalcowników. Artykuł prof. Grabowskiego poświęcony jest tej ciemniejszej stronie rzeczywistości okupacyjnej i siłą rzeczy tak samo jest z napisanym na jego podstawie newsem. Naturalnie nie wyczerpuje to tematu służb policyjnych w czasie II wojny światowej, ale trudno tego oczekiwać po tak krótkim materiale czy nawet po jednym artykule naukowym. Mój news to bardzo krótki tekst na bardzo konkretny temat i nie mogłem w nim jednocześnie zawrzeć informacji o innych zagadnieniach, jak np. współpraca polskich policjantów z AK. To temat na zupełnie inny tekst. Nie mogę się zatem zgodzić, że popełniliśmy nadużycie, a już tym bardziej, że uprawiamy „propagandę rodem z PRL”. Jest wręcz przeciwnie: przedstawiliśmy w tym krótkim newsie wyniki najnowszych badań historycznych. Ich autorem nie jest ani prof. Mączyński, ani dr Hempel, lecz prof. Grabowski. Moim zdaniem dobrze udokumentował on swoją pracę, ale jeśli potrafi Pan ją podważyć, z ogromnym zainteresowaniem zapoznam się z Pańskimi argumentami.

      • Aleksander Głogowski Odpowiedz

        Szanowny Panie Redaktorze,
        Jeśli mam się odnieść do tekstu prof. Grabowskiego, to zdecydowanie wyręcza mnie w tym prof. Mączyński, opisując dwuznaczność sytuacji w jakiej znaleźli się funkcjonariusze PP w dniu 30 października 1939 roku, a więc po wezwaniu/rozkazie Wyższego Dowódcy SS i Policji, stawiającego „wybór”: albo zgłoszenie się do służby w Policji Polskiej GG, albo kara śmierci. W monografii poświęconej aparatowi terroru niemieckiego (darujmy sobie eufemizmy) przedstawia różne postawy, oraz ich zmienność w czasie. W szczególności w okresie, gdy do policji „granatowej” zaczęto przyjmować rzeczywistych ochotników (często ludzi zdemoralizowanych, ale też i zwykłych oportunistów, chcących uniknąć wywózki na roboty do Niemiec). Niestety, ale tekst Pana autorstwa wpisuje się w retorykę „pedagogiki wstydu”, która mnie kompletnie nie przekonuje do niczego. Co mnie razi, to takie dość jednostronne podejście, w którym popełnia się błąd pars pro toto: pisze się „polscy policjanci z polskiego KriPo polowali na Żydów”, albo „Polscy granatowi policjanci ratowali Żydów”. Obydwa zdania z punktu widzenia logiki są nieprawdziwe, bo było i to i to. Nie trafia do mnie argumentacja w rodzaju „przez 70 lat pisało się tylko o bohaterstwie Polaków w II wojnie światowej, teraz pora na odbrązowienie obrazu”. Nie ma pory na nic, poza opisywaniem prawdy historycznej. A więc albo piszemy o wszystkim, co jest (nam) znane, albo opisujemy kazusy. Co ciekawe, prof. Grabowski w książce „Judenjagd” opisuje właśnie kazusy, a nie popełnia błędu pars pro toto. Z cytowanych fragmentów można zaś odnieść mylne wrażenie, że profesor stosuje zasadę zbiorowej odpowiedzialności i naraża się właśnie na krytykę w postaci wykazywania, że mija się z prawdą pisząc jakoby „wszyscy” robili to czy to. Historia Policji Państwowej i „granatowej” jest niezwykle ciekawa i złożona. Warto pamiętać, że w PRL z racji iż ta pierwsza była „sanacyjna” (co nie było do końca prawdą) i zwalczała także komunistów (oraz osoby, które po wojnie za takowych się podawały) nie można było tych formacjach pisać inaczej niż źle. I do tego w dość niskich nakładach. Zatem tym większy ciąży moralny obowiązek na piszących na ten temat dziś, bo mamy szansę budować narrację która będzie podstawą świadomości tego problemu w czasach nam współczesnych. Myślę, że odpowiedzialność dziennikarzy, publicystów czy administratorów takiego portalu jak ten jest nawet większa niż zawodowych historyków, czy politologów, bo to Państwo z natury rzeczy docieracie do szerszego kręgu odbiorców od nas, uczonych.

        • Nasz publicysta | Autor publikacji | Roman Sidorski

          Szanowny Panie Profesorze,

          zasadniczo zgadzam się z Panem: to oczywiście prawda, że postawy polskich policjantów w czasie okupacji były różne i należy opisywać zarówno te chwalebne, jak i godne potępienia. Tak samo jak Pan uważam przy tym, że nie należy stosować swego rodzaju odpowiedzialności zbiorowej, lecz raczej wskazywać na czyny konkretnych ludzi lub grup osób. Sądzę jednak, że mój teścik wpisuje się w ten ostatni postulat: opisuje skrótowo konkretną komórkę utworzoną przez Niemców w ramach Polskiej Policji Kryminalnej, której zadaniem było ściganie ukrywających się Żydów. To jest właśnie jeden kazus. Co więcej, zaznaczam przecież wyraźnie, że mowa jest o raptem kilkunastu funkcjonariuszach, a skala i charakter zaangażowania polskich śledczych w tę działalność nie jest możliwa do precyzyjnego określenia. To powinno jednoznacznie świadczyć o tym, że nie piszę tutaj o wszystkich polskich policjantach w czasie II wojny światowej, ani nawet nie o wszystkich członkach PPK.

          Chciałbym też zauważyć, że mój news został napisany według dość ścisłych wytycznych, które są zresztą pod nim wymienione w tabelce. Jednym z wymogów, jakie musiałem spełnić, było zamknięcie całości w zaledwie 3 tys. znaków. Ostatecznie przekroczyłem ten limit o ok. 0,5 tys. znaków właśnie dlatego, że zależało mi na podaniu m.in. informacji o braku danych umożliwiających wskazanie skali udziału PPK w wyłapywaniu Żydów oraz o tym, że przynajmniej jednym z motywów, jakimi kierowali się polscy śledczy, był strach przed niemieckimi represjami. Nie można wymagać przedstawienia w tak krótkim tekście całej złożoności okupacyjnej rzeczywistości, jest to zupełnie niemożliwe. Miałem konkretny temat i musiałem się go trzymać, to nie jest tekst naukowy, w którym można, a nawet trzeba zaznaczać wszelkie niuanse. Być może innym razem napiszę np. o tych spośród policjantów, którzy byli członkami AK lub pomagali ukrywającym się Żydom. To będzie już jednak inny tekst, na inny temat.

    • mariner Odpowiedz

      Ja nie widze roznicy w propagandzie w czasach PRL ,a dzisiejsza,mimo ze rozpowszechniana przez niby prywatne media ale de facto podporzadkowane panstwu czyli tym ktorzy maja wladze w danym okresie.
      Te same chwyty ,te same metody.
      Bo propaganda to narzedzie sprawowania wladzy i jacy wladcy taka propaganda.!
      Mamy w polityce ludzki poslad , element marginalny,ktory rozladowuje tu swe frustracje i kompleksy vide Ziobro
      To najlatwiejszy sposob poprzze granie na ludzkich emocjach :) aby dorwac sie do koryta wladzy.

  4. kula74 Odpowiedz

    Nie mogę zrozumieć tego ciągłego braku akceptacji faktu,że i wśród naszych rodaków było jednak masę szumowin,drani i bydlaków.Przecież wiadomo jest ,że ogólnie jako naród Polacy wykazali się męstwem i godną postawą człowieczeństwa ratując i pomagając żydom jak i swoim rodakom,narażając tym samym własne życie.Dlaczego niemal każdy artykuł ukazujący że i wśród nas byli ludzie nikczemni działający z niskich pobudek, od razu wprawia w jakiś amok tylu czytelników.
    W każdym społeczeństwie,w każdym narodzie zawsze byli,są i będą różni ludzie.Nie dla każdego „Bóg,Honor,Ojczyzna”miało czy ma jakiekolwiek znaczenie.
    Tym wszystkim internetowym pieniaczom życzliwie radzę zgłębić wiedzę,a potem się odzywać.
    Pozdrawiam redakcję i wszystkich sympatyków „Ciekawostek Historycznych”. Robicie kawał dobrej roboty !

  5. Anonim Odpowiedz

    Widzisz tak się niestety składa,że właśnie z takich incydentów część żydów stara się z nas zrobić antysemitów i ksenofobów.Na domiar złego (nasze) obecne władze nie potrafią postawić się tym fanatykom.To wszystko sprowadza się do tego,że niedługo zaczniemy przepraszać za holokaust(polskie obozy śmierci) czy inne zafałszowania.Jeżeli były prezydent Polski(Kwaśniewski vel Stolzman syn niezłego ubeckiego żyda potrafił zwieść miliony Polaków)przeprasza w naszym imieniu ,to tak jakby przyznał,że to my jesteśmy winni zagładzie żydów.Jeżeli mamy być rozliczani to rozliczmy też skarżących.Ilu żydów po wojnie zginęło w Polsce?.Ilu Polaków zginęło po wojnie z rąk Ubecji(w tym bardzo wielu żydów)Przykład chociażby tatuś Kwaśniewskiego.Dlaczego o tym się nie mówi?w imię poprawności politycznej?.Zróbmy porównanie Ilość żydów zabitych prze polaków i na odwrót.Poza tym kiedy były w Polsce pogromy żydów.Z tego co słyszę to okres II wojny i czasy komunistów.warto sprawdzić ilu Polaków sprawowało wtedy władze i kim byli ci Polacy.Moja mama prawie straciła życie jako dziecko podając bochenek chleba byłej koleżance ,sasiadce.Moja babcia przeprowadzała żydów przez Bug z niemieckiej na ruską stronę.Nie wiem ilu ich było na pewno kilkudziesięciu możę więcej.Wiedziała czy to grozi.I jak nam teraz dziękują potomkowie ratowanych?.Szczują na nas w Stanach i nie tylko.Dlaczego?. bo chcą od nas kasy.
    Dlaczego nie zażądają od Putina?.Bo pokazałby im Palec wiesz który.A jak myślisz kto przyjedzie na miejsce polaków których nie ma w kraju?.W Palestynie ich nie chcą.Tu zawsze mieli ziemie obiecaną.I będzie jak przed wojną.WASZIE ULICE NASZIE KAMIENICE.Nie twierdzę że wszyscy żydzi są tacy.wielu walczyło razem z(gojami) o Polskę.Ale ci przeważnie już nie zyją.A te mendy które tak szczują ,chca sie nachapać na naszej i ich tragedii.

  6. zz113 Odpowiedz

    Przez lata w historiografii polskiej obowiązywał powszechny pogląd, zgodnie z którym teza o nadreprezentacji Żydów w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa jest mitem. Gdy jednak podjęto badania nad narodowością kadr “bezpieki” w oparciu o przechowywane w Instytucie Pamięci Narodowej akta osobowe funkcjonariuszy, i opublikowano dane statystyczne, okazało się, że blisko 40 proc. kierowniczych stanowisk Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmowali oficerowie pochodzenia żydowskiego.

    Wynik naukowych ustaleń nie spotkał się jednak z uznaniem środowisk opiniotwórczych, dla których uzyskany efekt badań świadczył jedynie o… antysemityzmie ich uczestników.

    Równolegle z analizą kadr aparatu bezpieczeństwa prowadzono studia nad obsadą personalną innych struktur tworzących stalinowski aparat represji: wojskowego i powszechnego wymiaru sprawiedliwości, Informacji Wojskowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicji Obywatelskiej czy wchodzącego w skład MBP więziennictwa. W każdym przypadku liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w sprawowaniu funkcji kierowniczych wynosiła od kilku do kilkudziesięciu procent, a badań dokonano w odniesieniu do czasu, gdy Żydzi stanowili niespełna 1 proc. ludności Polski.

    Od początku budowy systemu komunistycznego tworzący go napotkali ogromne problemy związane z koniecznością sformowania obsady personalnej powstających stanowisk aparatu władzy. Bazą kadrową dla rządzących stały się środowiska partyzantów Gwardii i Armii Ludowej oraz przedwojennych działaczy komunistycznych, wśród których znaczny odsetek stanowili Żydzi. Część z nich okres wojny przeżyła w Związku Sowieckim i po 1944 r. z silnym zaangażowaniem usiłowała przeszczepić nad Wisłą tamtejszą ideologię. Ich liczbę zwiększyli ci spośród ocalałych z holokaustu, którzy w nowym ustroju politycznym widzieli szanse na realizację własnych – prywatnych i narodowych – interesów. Nagrodą za akces znacznej części społeczności żydowskiej do procesu budowy systemu komunistycznego były eksponowane etaty w aparacie władzy i systemie represji oraz związane z nimi profity. W powszechnej opinii symbolem udziału Żydów w tworzeniu stalinizmu w Polsce stała się służba wielu z nich w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa.

    Wbrew intencjom przypisywanym historykom zgłębiającym to zagadnienie, badania nad narodowością kadr “bezpieki” nie obejmują jedynie jednej nacji. Stanowią element szeroko zakrojonych studiów nad całością budowy i funkcjonowania tajnej policji politycznej komunistycznego państwa polskiego, w tym nad jej obsadą personalną, gdzie pochodzenie narodowościowe funkcjonariuszy jest tak samo ważne, jak ich pochodzenie społeczne czy wykształcenie. Dająca się już dziś zdefiniować teza o “internacjonalistycznych kadrach bezpieki” w Polsce powstała w oparciu o analizę głównie ich akt osobowych, z których wynika, że w latach 1944-1956 obok oficerów sowieckich pracowali przedstawiciele narodowości: polskiej, żydowskiej, białoruskiej, ukraińskiej, litewskiej, a nawet niemieckiej i greckiej.
    Źrodło:https://marucha.wordpress.com/2011/01/28/w-komunistycznej-bezpiece-zydzi-zajmowali-niemal-polowe-stanowisk/

  7. Maladus Odpowiedz

    Czemu nie napiszecie artykułu o judenratach, żydowskich policjantach, z tego co wiem tylko w warszawie było ich około 800

  8. xd Odpowiedz

    nalezałoby na początku artykułu zaznaczyc iz autor pochodzi z rodziny zydowskiej a wiec jest zydem dalej niech kazdy sobie dopowie co zechce

  9. szechter Odpowiedz

    To żydowska policja polowała na Polaków. Np. jak Polskie dzieci uciekały z obozu w Łodzi w pobliży żydowskiego getta to żydzi ich po złapaniu oddawali w łapy Niemców.
    Wasza hipokryzja michnikowskie pieski jak zwykle na wysokim poziomie.

  10. Jarema Odpowiedz

    Ciesze się że powstają tak odważne artykuły. Są to rzeczy które szczerze powiedziawszy mnie nie nie dziwią za bardzo. Zapewne minie też wiele lat kiedy zaczniemy mówić o II wś bez patriotycznego parasola. Artykuł dobry ale mam drobne zastrzeżenie do tytułu- w tytule zawarty jest konkretny naród i jakaś nowomowa bo czegoś takiego jak naziści po prostu nie było i my Polacy powinniśmy całemu światu uświadamiać że byli niemieccy narodowi socjaliści i w tytule ,,nazistów” należy zmienić na Niemców.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Panie Jaremo, dziękujemy za opinię. Cieszymy się, że tekst się spodobał. Co do uwagi na temat tytułu – szanujemy Pana zdania i rozumiemy Pana argumenty, ale – jeśli Pan pozwoli – nie chciałabym „po raz setny” (oczywiście w przenośni, ale dyskusji o tym było naprawdę dużo) wchodzić w polemikę dotyczącą Niemców i nazistów. Pozdrawiam serdecznie.

  11. Jarema Odpowiedz

    Nie ukrywam że jest to dla mnie kwestia szalenie ważna i słowo ,,nazista” będzie zawsze nowomową mającą ukryć prawdziwych sprawców II wś i ludobójstw. Dziwne że o Włochach Mussoliniego się raczej nie mówi faszyści tylko Włosi. Propagowaniem określeń naziści czy hitlerowcy (za komuny) strzelamy sobie w kolano. A tu chodzi po prostu o przyzwoitość i prawdę oraz niestosowanie podwójnych standardów. Niemniej jak już napisałem- nasza historia po okupacją nie była wcale taka całkowicie piękna moralnie i też nie ma co ukrywać że zaraz po wrześniu 39 znalazł się w Polsce niejeden zwolennik Hitlera. Prawdopodobnie gdyby nie fanatyczna głupota Hitlera to w Polsce powstałoby państwo typu Vichy. Oczywiście z czasem bezmiar zbrodni niemieckich ustosunkował antyniemiecko większość germanofili ale zapewne wiele osób chcących przeżyć i pracować w zawodzie godziła się na pewną współpracę z Niemcami. Szczerze powiedziawszy to trudno mi tych ludzi oceniać.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Panie Jaremo, rozumiem, że chciałby Pan rozpocząć dyskusję o nazewnictwie, ale jak już wspomniałam, w tym wypadku możemy nie dojść do konsensusu, ale ponownie zaznaczę, że Pana zdanie bardzo szanuję. Co do drugiej części Pana wypowiedzi – powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że wysunie Pan tezę, że w Polsce mogłoby powstać państwo typu Vichy. To byłaby naprawdę ogromna plama na naszej historii. Na naszej – bo jak widać po Francji, ten okres historii jest u nich wyjątkowo słabo pamiętany i wspominany. Albo inaczej – polityka historyczna jest kształtowana w ten sposób, aby nie mówić za bardzo o tym, co wtedy się wydarzyło. A w końcu państwo Vichy miało namacalny wkład w Holokaust… Jak Pan jednak na końcu powiedział – trudno Panu tych ludzi oceniać. Mi również. Powiem więcej, chyba nawet nie mamy prawa tego robić, nie żyjąc w tamtych czasach. Serdecznie pozdrawiam.

  12. Jarema Odpowiedz

    Pomijając kwestie nazewnictwa to polskie państwo pod niemieckim nadzorem było jak najbardziej realne, szczególnie w latach 1939- 41 kiedy nie polało się dostatecznie dużo krwi. Problem polegał na tym że Hitler czuł się zdradzony przez Polaków i takiego sojuszu po prostu nie chciał ale gdyby zaistniały możliwości to w naszym kraju znalazłby się niejeden antykomunista i faszysta gotów na współpracę z Niemcami. Żeby trochę zaszokować to jest jedno zapomniane przemówienie J. Karskiego z 1991 r., kiedy to wprost mówi że szkoda że w Polsce nie powstał rząd kolaboracyjny bo uratowałoby to życie i majątek wielu Polaków a tak jako w kraju gdzie cała władza była w rękach Niemców to tutaj nie było żadnej taryfy ulgowej. I trudno z tym człowiekiem się nie zgodzić, w końcu jak sam wspominał to pamiętał obietnice że za wspaniałą postawę cały świat się nam odwdzięczy. Pytanie też czy bardziej normalny byłby fakt polskiego kolaboracyjnego faktu czy to że przyzwyczailiśmy się do masowych egzekucji i pacyfikacji.
    Odnośnie oceny ludzi współpracujących z Niemcami to przypomina mi się ,,czas honoru” i postać aktorki Ryszkowskiej. Osoba która miała określone wykształcenie, wykonująca przez lata dany zawód i nie umiejąca nic ponadto stanęła nad dylematem- czy pracować dla Niemców np. jako aktor/ka w niemieckim kinie czy szukać pracy w zawodach do których się nie ma predyspozycji i ryzykować represje za odmowę współpracy( Podobnie jest z detektywami i policjantami). Na to pytanie nie mam odpowiedzi. I raczej nie powinniśmy jej szukać. Pozdrawiam

    • Nasz publicysta | Michał Dębski-Korzec Odpowiedz

      Panie Jarema, ciekawe i daje do myślenia wspomniane przemówienie J. Karskiego.
      Autor w tekście podaje różne motywacje pracy dla Niemców. Jeśli rzeczywiście osoby o tej profesji były potrzebne okupantowi to raczej wątpię, że wszyscy pracowali dobrowolnie. Przecież okupant miał aż nadto środków którymi mógł „zachęcić” kogoś do współpracy. Z tego powodu trudno jest oceniać po latach tych ludzi, szczególnie jeśli brakuje dokładnych danych w źródłach.

      • Jarema Odpowiedz

        Myślę że większość ludzi naoglądała się filmów wojenno- przygodowych czy naczytała powieści typu trylogia sienkiewiczowska i myśli ze wojna to taka przygoda na której wszystko jest jasne: my i wróg, a wroga trzeba prać bo inaczej jest się zdrajcą. Nie wszyscy byli młodzi i piękni a większości ludziom wojna przerwała żywot zwykłego człowieka, najczęściej żywot pozbawiony romantyzmu. I tak powinniśmy patrzeć na historię- większość ludzi chciała przeżyć wojnę, ocalić swoich bliskich, zapewnić jakieś warunki a to że jedyną drogą do realizacji tych zamierzeń była czasami współpraca z wrogiem? trudno, jeśli realnie nie szkodziło się swoim to trzeba było zacisnąć zęby. Jeśli współpraca zmuszała do pewnego szkodzenie to oby szkodzić jak najmniej, lepiej Żydom czy innym nacjom niż swoim Polakom. Proszę wyobrazić sobie co by z nas zostało gdyby wszyscy byli bohaterami. Dlatego jeśli ktoś z własnej woli, dla własnych celów szkodził rodakom to wtedy ok,. był zdrajcą. W przeciwnym razie trudno go oceniać.

  13. Radek Odpowiedz

    W Polsce zawsze można być pewnym, że jak ktoś powie czy napisze prawdę, to ta prawda będzie komuś solą w oku, i tak te jest z tym artykułem. To że niektórzy domorośli pseudopatrioci sądzą, że należy sprawy hańbiące i przykre zamiatać pod dywan i zajmować się pompowaniem białoczerwonego balonika nie świadczy najlepiej o ich moralności. Zakłamywanie historii i kreowanie się na naród bez skazy jest niegodne, szkodliwe i w dalszej perspektywie odbija się czkawką (wystarczy spojrzeć na nasze obecne relacje choćby z Izrelem czy USA, na którego politykę lobby żydowskie ma spory wpływ). Nieumiejętność przyznania się do winy czy błedów to cecha ludzi i narodów słabych i zakompleksionych. Niestety, pod rządami obecnego obozu, który forsuje jednolicie kryształowy obraz polskiej historii „bohaterskiej”, tolerując ugrupowania faszyzujące, i przekuwając tragiczne, bezsensowne, sromotnie przegrane powstanie w najjaśniejszą kartę polskiej historii nowożytnej, obiektywność jest towarem coraz częściej deficytowym. Dlatego tym ważniejsze stają się opinie ludzi, którzy nie boją się chóru wychowywanych w duchu pseudopatriotycznym „brązowników” i odkłamują historię.
    Proszę się nie przejmować opiniami pseudohistoryków takich jak pan Głogowski (Gazeta Polska, Nasz Dziennik – te nazwy mówią za siebie, jego perspektywa historyczna nie może być bardziej oczywista) czy też rozmaitych brunatnych patriotów którzy zawsze pierwsi są do tego żeby w komentarzach opluć i wyprostować prawdę (oczywiście w swoją, prawą, jedynie słuszną stronę). Niestety dzisiejsze czasu tzw. „dobrej zmiany” doskonale sprzyjają szczuciu Polaka na Polaka i także mój komentarz się w tą tendencję wpisuje.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Szanowny Panie Radku, dziękujemy za ten wpis. Nie tylko podzielił się Pan z nami własnymi przemyśleniami i diagnozami, ale ma Pan również dystans do siebie i samoświadomość, o czym świadczy ostatnie zdanie. Cieszymy się, że mamy takich Czytelników i zachęcamy do częstszego pozostawiania komentarzy. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.