Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Przyszli zabić niewłaściwą kobietę, wrobili nie tego męża. Tak działały polskie służby!

Tłumaczka, która zginęła przez pomyłkę... (słowniki fot. Victor Korniyenko , lic. CC BY-SA 3.0, krew fot. Nyki m, lic. CC BY 3.0).Była młodą tłumaczką w ciężkich czasach PRL-u. Nikomu nie wadziła, nie angażowała się politycznie. Jej wspaniale rozwijającą się karierę przerwała nagła i niewyjaśniona śmierć. Czy okrutny mord, popełniony w jej własnym mieszkaniu, był wynikiem… tragicznej pomyłki aparatu represji?

„Zadał pierwszy cios, ale nie trafił w serce. Musiał zacisnąć dłoń na jej gardle, żeby zdławić krzyk. Uderzył jeszcze raz, ale ona znowu się poruszyła. […] Trzymając dłoń na jej ustach […] z całej siły pchnął kobietę w stronę drzwi. […] Ścisnął mocniej jej szczękę i zadał cios, który rozerwał całe gardło”.

Oto opis zabójstwa z książki Kena Folleta pod tytułem „Igła”. Była to najsłynniejsza powieść, jaką zdążyła przetłumaczyć Małgorzata Targowska-Grabińska. Pierwsze wydanie trafiło do księgarń w 1981 roku. Gdy przekładała te zdania najpewniej nawet nie przeszło jej przez myśl, że życie może tak bardzo przypominać fikcję.

Tajemniczy robotnik

9 maja 1985 roku w mieszkaniu Małgorzaty na warszawskiej Saskiej Kępie zjawił się młody, kulturalny człowiek, podający się za robotnika. Twierdził, że przyniósł farby do pomalowania krat w oknach. Zdziwiona kobieta wpuściła gościa i zadzwoniła do męża do pracy z pytaniem, o co chodzi.

Ken Follett - autor książki, której tłumaczeniem Małgorzata zasłynęła... i który niemal przewidział sposób, w jaki umarła (fot. Blaues Sofa z Flickr, lic. CC BY 2.0).

Ken Follett – autor książki, której tłumaczeniem Małgorzata zasłynęła… i który niemal przewidział sposób, w jaki umarła (fot. Blaues Sofa z Flickr, lic. CC BY 2.0).

Aleksander Grabiński był właśnie w środku ważnych negocjacji i nie miał czasu na rozmowy. Zamienił parę zdań z mężczyzną i zdawkowo stwierdził, że musiało dojść do pomyłki. Nie zwrócił uwagi na dziwny fakt, że jak na prostego farbiarza człowiek ten wypowiadał się bardzo poprawnie. Aleksander nie mógł zdawać sobie sprawy z tego, że rozmawiał z mordercą swojej żony.

Tymczasem w mieszkaniu Grabińskich rozgrywał się dramat. Nieznajomy spokojnie odłożył słuchawkę. Gdy tylko Małgorzata odwróciła się do niego tyłem chwycił nóż, podbiegł do ofiary od tyłu i poderżnął jej gardło. Gdy rzężenie ustało, skrępował sznurem bezwładne ręce i przykrył poduszką wykrzywioną krzykiem twarz.

Śledztwo w toku

Mąż odkrył ciało żony po południu, gdy wrócił z pracy. Wezwani przez zszokowanego Aleksandra milicjanci szybko przystąpili do zabezpieczania śladów. Czynili to wyjątkowo skrupulatnie. Wycięli nawet fragment drzwi od szafy, na którym dostrzegli ślady krwi.

Saska Kępa. To tu rozegrał się dramat Małgorzaty Targowskiej-Grabińskiej. Współczesne zdjęcie z lotu ptaka (fot. Foma, lic. GFDL).

Saska Kępa. To tu rozegrał się dramat Małgorzaty Targowskiej-Grabińskiej. Współczesne zdjęcie z lotu ptaka (fot. Foma, lic. GFDL).

Śledczy odkryli obecność odcisków linii papilarnych, które nie należały do Grabińskich. Nigdy nie udało się ich jednak zidentyfikować. Nie odnaleziono również tajemniczego robotnika.

Jednocześnie milicjanci ustalili, że z mieszkania nie zginęły żadne pieniądze ani kosztowności, choć Grabińscy mieli ich sporo. Morderca zdjął tylko z szyi ofiary łańcuszek, a z palca – obrączkę. Nie stwierdzono również, by zbrodnia została popełniona na tle seksualnym.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Czy wiesz, że ...

...liczba tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa była najwyższa w ostatniej dekadzie istnienia PRL i mogła sięgnąć nawet 100 tysięcy?

...by uniknąć obowiązkowej służby wojskowej w PRL-u wielu młodych mężczyzn udawało chorobę psychiczną? W ten sposób w 1984 roku na oddział zamknięty trafił Andrzej „Kobra” Kraiński, który z poznanym tam ordynatorem Andrzejem Michorzewskim założył zespół Latający Pisuar, z którego narodziła się słynna Kobranocka.

...o mieszkańcach Mari El, małej autonomicznej republiki na wschodnim krańcu europejskiej części Federacji Rosyjskiej, mówi się, że są ostatnimi autentycznymi poganami w Europie? Co najciekawsze, wierzenia Maryjczyków pozostały od tysiącleci praktycznie nienaruszone.

...by uciec z PRL-u wybitny kompozytor Andrzej Panufnik zorganizował sobie wyjazd do Zurychu na nagrania polskiej muzyki? By nie budzić podejrzeń, oficjalne zaproszenie zostało wysłane do Biura Współpracy Kulturalnej z Zagranicą. Panufnik udawał zaskoczonego propozycją i zgodził się, pozornie bez entuzjazmu, dopiero po licznych namowach.

Komentarze (12)

  1. Mariner Odpowiedz

    Niedlugo pracownicy IPN beda sie doktoryzowali w wymyslaniu ile ofiar ma mna sumieniu SB i oczywiscie beda zwalali wszystko na Jaruzelskiego -„Robespierra rewolucji Solodarnosci” :) .Prawda byla taka ze w 1989 Jaruzelski juz wiedzial ze trzeba sie dogadac z Solidarnoscia a Solidarnosc z Jaruzelskim.Obie strony byly za slabe aby siegnac po rozwiazania silowe.

    Autor ma jedna wade jest uprzedzony,posze z „teza ” a faktow malo.Tak bajka dla ubogich ! Moze to ktos kupi? ale tzreba sparwe toczyc.Klamstwo rzucone tysiac razy staje sie prawda.To powiedzial Goebbels .

  2. Nasz publicysta | Redakcja Odpowiedz

    Garść komentarzy z naszego profilu na Fb:
    http://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1224844220877568

    Bogdan P.: ile mordów dokonano w czasach PRL -u które nie ujrzały światła światła dziennego, a ich wykonawcy żyją po dziś dzień i mają się dobrze i pewnie biorą wysokie państwowe emerytury.

    Mateusz J.: To dość znana sprawą. Poruszana w wielu artykułach i kilku reportażach (Fajbusiewicz, Polskie prywatne zbrodnie). Przedstawiona wersja to tylko jedna z kilku hipotez. Nie twierdzę, że SBecja nie była do takiego zabójstwa zdolna, ale wątpię żeby mogli taką pomyłkę zaliczyć. To byli ludzie źli i cyniczni, ale nie głupi.

    Jacek S.: To byli cyniczn i i źli ludzie. Ale zdarzały sie niestety pomyłki. Między innymi dlatego, ze nie esbecy chodzili na „robote” ale robili to ludzie na ktorych SB miała haki. I najczęściej byli to pijaczkowie, którym gorzala wyprala mózg.A w takich przypadkach nie trudno o pomyłkę. Najczęstsze przyczyny zgonu w takich przypadkach to pobicia. Oni nie szli z przekonaniem ze idą kogos zabić ale pobić…a że tlukli az do końca to inna kwestia.

  3. Anonim Odpowiedz

    Nie podważam głównej tezy artykułu, bo nosi ona cechy prawdopodobieństwa. Chcę tylko dodać, że znam Jacka Ziółkowskiego, nazywanego „Złotym Jackiem” z powodu rudych włosów. Pracowałem z nim przy oględzinach na miejscu zabójstwa, gdzie wykazał się skrajną niekompetencją, jego pomysł na zabezpieczanie doprowadziłby w istocie do jego utracenia.
    Może więc dlatego był wyznaczany do prowadzenia takich spraw? Nie musiał być świadomym „agentem” torpedującym śledztwa, wystarczy że SB wiedziała, iż zrobi to przez swoją nieudolność.

    • Anonim Odpowiedz

      Coś mu uciekło ze zdania…. Chodziło oczywiście o „zabezpieczanie pewnego konkretnego śladu – dowodu”. To, w jaki sposób Ziółkowski chciał przy nim pracować na miejscu oględzin sprawiłoby, że ten dowód nie mógłby już być więcej użyty do badań.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.