Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Śpicie w jednym łóżku, we wspólnej sypialni? Już możesz spisać wasz związek na straty

Zdaniem wielu przedwojennych postępowców nie mogło być mowy o wspólnej sypialni. Na ilustracji obraz Henriego de Toulouse-Lautreca pt. "W łóżku" (źródło: domena publiczna).

Zdaniem wielu przedwojennych postępowców nie mogło być mowy o wspólnej sypialni. Na ilustracji obraz Henriego de Toulouse-Lautreca pt. „W łóżku” (źródło: domena publiczna).

Jaki powinien być mężczyzna w łóżku? Autorzy postępowych, przedwojennych poradników odpowiadali na to pytanie jednym głosem: przede wszystkim w ogóle nie powinno go tam być.

Już w 1906 roku Auguste Forel postulował w artykule opublikowanym przez czasopismo „Czystość”: „Mąż powinien być dla żony czymś więcej aniżeli ziewającą i nudną figurą w szlafroku i pantoflach”.

Redakcja czasopisma „Kosmetyka” patrzyła na sprawę z drugiej strony: „Nie mówcie mi, że każdy szczegół i moment płciowego życia kobiety jest dla jej małżonka równie piękny i miły. (…) Czyż wyobrażacie sobie stosunek Romea i Julii (…) we wspólnej sypialni dzisiejszego małżeństwa mieszczańskiego?!”.

Oczywiście takiej wizji nie była w stanie sprostać nawet najbujniejsza fantazja.

Zwolennicy postępu i propagatorzy rodzącej się rewolucji seksualnej stanowczo występowali przeciwko wspólnym sypialniom małżeńskim. Widzieli w nich relikt obmierzłych, XIX-wiecznych obyczajów.

Małżeństwo nowoczesne – a więc zawarte z miłości i kładące nacisk na zmysłową stronę związku – opierało się ich zdaniem na ciągłym uroku odkrywania intymności. Czymś, co wydawało się niemożliwie, jeśli para stale przebywała w jednym pomieszczeniu.

Nowoczesne międzywojenne małżeństwo miało opierać się na ciągłym uroku odkrywania intymności. A wspólna sypialnia kompletnie to uniemożliwiała (źródło: domena publiczna).

Nowoczesne międzywojenne małżeństwo miało opierać się na ciągłym uroku odkrywania intymności. A wspólna sypialnia kompletnie to uniemożliwiała (źródło: domena publiczna).

Trumna małżeńska

Wyjątkowo wiele uwagi poświęcił temu tematowi Paweł Klinger, autor głośnego poradnika Vita sexualis. Prawda o życiu płciowym człowieka. Walczył o podział sypialni z zapałem godnym zeloty. „O ile dysharmonia seksualna jest grobem małżeństwa, to wspólna sypialnia jest trumną, w której małżeństwo do grobu się układa!” – przestrzegał w 1930 roku.

Przedwojenny pan od seksu był głęboko przekonany, że niemal nic tak nie poniża małżonków we własnych oczach, jak „ciągłe obnażanie się przed sobą”. Większą degradacją pożycia mogło być wyłącznie spanie w jednym łóżku. Klinger ze zgrozą stwierdzał, że nawet to wciąż się zdarza pomimo postępów reformy seksualnej. W 1930 roku niezmiennie istnieli ludzie żądający, jak ich ojcowie i dziadkowie, „wspólnego łoża, gdyż twierdzą, że szpara między łóżkami może być przepaścią nie do przebycia”.

Czy wiesz, że ...

...jednym ze sposobów na przeżycie w gułagu było samookaleczanie? W ten sposób można było uniknąć pracy ponad siły. Można było symulować chorobę przez wsypywanie do oczu pyłku z ołówka albo wstrzykiwanie ropy naftowej pod skórę, a pewna kobieta przebiła sobie palec u nogi na wylot wielkim gwoździem.

...na początku XX wieku kobiety musiały być bardzo pomysłowe, by dostać się na studia? Przykładowo utalentowana ilustratorka, Zofia Stryjeńska, przez rok studiowała na niemieckiej uczelni, posługując się dokumentami swojego brata.

…pierwowzorem stereotypowego fryzjera geja był polak Antoni Cierplikowski? Żona tego króla fryzjerów musiała patrzeć, jak trwonił pokaźny majątek na utrzymanków.

...jeden z rosyjskich naukowców postanowił skrzyżować człowieka z szympansem? Chociaż próba krzyżówki się nie powiodła, Iwanow wpadł na inny pomysł - do zapładniania kobiet chciał wykorzystywać spermę pobraną od ssaków naczelnych.

Komentarze (8)

  1. Al Odpowiedz

    W rzeczy samej, muszę przyznać, że nie wytrzymałbym choćby uchylonego okna w nocy! BRRR! ŹŹŹŹ!… x-[[[ O rozpychaniu się, skopywaniu nakrycia i rozmaitych hałaśliwych odgłosach nie wspomnę.

    Z drugiej strony to współczuję osobom żyjącym parzyście: metraż ich mieszkań jest najczęściej niewystarczający do urządzenia dwu osobnych sypialni. O ile w ogóle ktoś ma dodatkowy pokój, to zazwyczaj przeznaczony jest dla dzieci, nierzadko też mieszka w nim starsza osoba. Tak to już mają Polacy (większość) i lepiej nie będą mieli. Dlatego łoże małżeńskie ma przed sobą na tym terenie jeszcze dłuuuuugą i świetlaną przyszłość! :>

  2. Anonim Odpowiedz

    a ja nie wyobrażam sobie zasypiania bez Lubego, bynajmniej nie chodzi o „puszczanie hamulców”, tylko zwyczajne ułożenie się w przytuleniu, objęciu – już takie przyzwyczajenie, że gdy tego braknie, pojawiają się problemy z zasypianiem…

  3. Anonim Odpowiedz

    kiedyś to było wspólne i nerozerwlne,dopuki małżonka żyła…teraz nie wybrażam sobie inaczej niż osobno.

  4. LadyM. Odpowiedz

    Swoją drogą, ciekawe w którym momencie wspólne łoże stało się normą (a nawet jakby obowiązkiem)? Bo przecież w pałacach i dworkach istniały osobne sypialnie „pana” i „pani” połączone z łazienkami i garderobami dla każdego z nich. Odnoszę wrażenie, że związane to było z dominacją „mieszczaństwa” zamieszkującego mieszkania w kamienicach, gdzie metraż nie pozwalał na dwie, czy nawet trzy sypialnie (osobna dla dzieci). No i oczywiście była to norma na wsiach, także ze względu na ciasnotę. Mam wrażenie, że dzisiaj osobne łoża są zjawiskiem coraz częstszym. Nie mniej jednak stwierdzenie „nie śpię z mężem” wciąż budzi dziwne reakcje i wydaje się świadczyć o tym, że w małżeństwie jest coś nie tak.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.