Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Co Polacy broniący Tobruku robili w czasie wolnym?

Fragment okładki jednodniówki wydanej w 1940 roku z okazji Święta Żołnierza (wszystkie fotografie pochodzą z albumu: Z. Wawer, Tobruk 1941, Bellona 2011)..Na każdej wojnie przychodzi taki moment, gdy nieprzyjaciela nie ma w pobliżu, nad głową nie świszczą kule, a naloty jakoś człowieka omijają. Co żołnierze robili żeby nie dostać z nudów szmergla przed kolejną walką? Fundowali sobie odrobinę normalności, codzienności i śmiechu.

Na różnych frontach różnie to bywało. Gdzieś na świecie żołnierze strzelali do białych niedźwiedzi, inni w wolnym czasie chadzali na suk, a jeszcze kolejni pili francuskie wino i bratali się z Résistance. Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich (SBSK), która wojnę spędziła wśród piasków Afryki Północnej i na Bliskim Wschodzie, także musiała coś zrobić z wolnym czasem swoich żołnierzy.

Warunki, w których przyszło działać referatowi kulturalnemu SBSK były doprawdy specyficzne. Z jednej strony krajobraz nieznany (a żołnierz nie może pośpiewać rozmarynowi o tym, że pójdzie do dziewczyny), z drugiej ciągła groza wojny i oddalenie od dużych skupisk ludności polskiej. Trzeba było zatem wytężyć umysły i mimo wszystko leczyć tęsknotę strzelców za ojczyzną, rozwijać ich ciała i umysły. Jak to wyglądało w praktyce?

Coś dla ciała

Bardzo ważną z punktu widzenia psychologicznego i zdrowotnego gałęzią działalności kulturalno-wychowawczej było życie sportowe. Gry zespołowe i wysiłek fizyczny pozwalają odreagowywać stres, budować więzi w grupie, poprawiać tężyznę i… po prostu dostarczają doskonałej rozrywki.

Twierdza Tobruk na niemieckim planie z okresu wojny.

Twierdza Tobruk na niemieckim planie z okresu wojny.

Od 1940 roku za sport odpowiadała sekcja kulturalno-oświatowa brygady. Pod jej skrzydłami uprawiano wiele dyscyplin, w tym siatkówkę i boks. Największą popularność zyskał jednak polski sport narodowy, czyli piłka nożna.

Reprezentacja Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich to były prawdziwe asy! Do drużyny weszło wielu przedwojennych „Junaków”, czyli piłkarzy Junaka Drohobycz, który tuż przed wojną wygrał zawody ligi lwowskiej i był niemal pewnym kandydatem do przejścia eliminacji ligi państwowej. Wśród karpatczyków znalazł się między innymi prezes klubu mjr Mieczysław Młotek, a zawodników trenował świetny strzelec „Junaka” – Tadeusz Krasoń.

Czy wiesz, że ...

...według źródeł sowieckich na dzisiejszym obszarze Polski „wyzwoliciele” zdemontowali i wywieźli 1119 przedsiębiorstw? Ich łupem padły także tysiące kilometrów linii kolejowych, elektrycznych, telefonicznych, niezliczone ilości surowców, środków transportu, płodów rolnych, bydła, trzody chlewnej…

...oficjalnie Irena Sendler za bramę getta wchodziła tylko po to, by przeprowadzać dezynfekcje? Zajmowała się jednak, czymś całkiem innym: przemycaniem jedzenia, lekarstw, pieniędzy, odzieży... a później także dzieci poza dzielnicę żydowską.

...oskarżenie o gwałt na dwóch czternastolatkach nie złamało kariery wielkiego gwiazdora hollywoodzkiego lat 40. Errola Flynna? Podczas procesu cytowano jego wypowiedzi w stylu „lubię starą whisky i młode kobiety”. Udało mu się wybronić przed więzieniem, ponieważ… podważył reputację nastolatek.

...krakowski lotnik, podporucznik Jan Kremski, w związku z zestrzeliwaniem wrogich samolotów wespół z kolegami, miał zaliczone łącznie… 4 i 14/15 zwycięstwa pewnego? Do zaszczytnego tytułu asa, który przysługiwał od 5 zwycięstw wzwyż brakło mu tylko 1/15.

Komentarze (7)

  1. Jarek Odpowiedz

    A co to za dziwny język na górze czasopisma „special number issued on the occasion of delivering the fortress”?

  2. Członek redakcji | Kamil Janicki Odpowiedz

    Polacy walczyli pod komendą Brytyjczyków, w ramach międzynarodowych formacji. To odbijało się także na wydawanych przez nich publikacjach. Do pewnego stopnia były one dwujęzyczne. U dołu jest ten sam tytuł i podtytuł po polsku (choć słabo go widać na tej reprodukcji).

  3. Jarek Odpowiedz

    Mi chodziło o poziom znajomości angielskiego u żołnierza, który napisał „special number”.

    Czy weług Kamila „dziękuję z góry” to „thank you from the mountain”?

    Oczywiście zgadzam się z tym, że ci żołnierze byli bohaterami i należy o nich pamiętać, ale i oni nie byli doskonali.

  4. Członek redakcji | Kamil Janicki Odpowiedz

    Przyznam, że nie rozumiem Twojego podejścia :). Chodzi ci o to, że nie skrytykowałem (ani moja żona w artykule) braków w edukacji językowej polskich żołnierzy podczas wojny? A skąd oni niby mieli znać gramatyczny, zupełnie poprawny język? Kiedy i gdzie mieli się go nauczyć? Bo przecież przed wojną zdecydowana większość z nich nie miała takiej okazji (to jeszcze nie była epoka angielszczyzny, jak dzisiaj), a na początku wojny dużo przydatniejszy wydawał się francuski.

    Ogółem – osobiście w ogóle bym nie zwracał na takie rzeczy uwagi, bo to coś oczywistego i w żaden sposób nie świadczącego o „doskonałości” czy „niedoskonałości”. Dla mnie imponujący jest natomiast fakt, że ci ludzie tak szybko przyswoili sobie język, potrafili się komunikować choćby na poły na migi itd. A każdy Anglik, Kanadyjczyk czy Australijczyk łatwo przecież rozumiał, że „special number” to w rzeczywistości „special issue”.

  5. . Odpowiedz

    Piłka nożna to NIE był, NIE jest i najprawdopodobniej nigdy NIE będzie… polski sport narodowy…
    Nie piszcie tego rodzaju bredni.

    Pozdrawiam!

  6. Członek redakcji | Agnieszka Odpowiedz

    Przypomina mi się, jak podczas przygotowań do matury z historii nauczyciel podesłał nam kilka utworów Hemara w wykonaniu m.in. Mariana Opanii i Wiktora Zborowskiego. Przednie rzeczy. Szczególnie utkwiło mi „Pamiętaj o tym wnuku, że dziadzio był w Tobruku”, zabawne (co tu tyle nasypało piasku), ale i zmuszające do refleksji…

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.