Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Jaka była skuteczność nowożytnej broni palnej?

W powszechnym mniemaniu wprowadzenie broni palnej do użycia w wojsku kompletnie zmieniło obraz pól bitewnych: nagle pojawiło się na nich niszczycielskie narzędzie mordu, pozwalające kłaść pokotem całe szeregi wrogich żołnierzy. Cóż, w rzeczywistości wyglądało to kompletnie inaczej…

Pod Wschową w 1706 roku spotkały się wojska szwedzkie i rosyjsko-saskie. Te drugie miały dwukrotną przewagę liczebną i wsparcie artylerii, a i tak poniosły sromotną porażkę. W dużym stopniu o wyniku starcia zdecydowała szarża szwedzkiej kawalerii, mimo że w teorii jazda nie powinna mieć szans z tysiącami muszkieterów. Jan Kampenhausen, opisując to starcie stwierdził, że 2000 Moskalów [którzy] razem strzelali zabiło z odległości 20 kroków (a więc kilkunastu metrów!) 6 lub 8 szeregowców i ani jednego oficera. Na jednego zabitego Szweda przypadało więc około 300 strzelających do niego rosyjskich muszkieterów! Zadziwiające? Dodajmy, że to starcie wcale nie wyróżniało się na tle innych bitew epoki.

Na pewno zdziwieni nie byliby nowożytni teoretycy wojskowości. W XVI wieku Forquevaux twierdził, że jeden zabity wróg przypada na każde 10 000 wystrzałów. W połowie XIX wieku Benton podawał podobne liczby – jego zdaniem w celu zabicia jednego nieprzyjaciela trzeba było strzelić od 3000 do 10 000 razy. Jak widać znaczący postęp w rozwoju broni palnej na przestrzeli trzech stuleci nieznacznie wpłynął na jej skuteczność w boju.

Skąd tak zadziwiająco niska efektywność muszkietów, karabinów skałkowych i kapiszonowych? Radosław Sikora w książce „Z dziejów husarii” podaje kilka różnych wyjaśnień. Duże znaczenie musiało mieć skomplikowanie wczesnej broni palnej. Oddanie strzału z klasycznego muszkietu wymagało (według ilustrowanej instrukcji z początku XVII wieku) aż 43 różnych czynności. Bitewne napięcie w wielu przypadkach musiało uniemożliwić prawidłowe załadowanie broni. Do tego dochodziły usterki techniczne oraz rzecz prawdopodobnie najważniejsza… ludzka psychika.

Ciekawostka została oparta na książce Radosława Sikory pt. "Z dziejów Husarii".

Ciekawostka została oparta na książce Radosława Sikory pt. „Z dziejów Husarii”.

Broń palna okazywała się skuteczna tak długo, jak testowano ją na strzelnicy. Radosław Sikora przytacza przykład prób prowadzonych przez Prusaków pod koniec XVIII wieku. Z odległości około 70 metrów aż 60% pocisków wystrzelonych przez żołnierzy przeciętnego batalionu trafiło w cel. Tymczasem podczas bitwy strzelano zwykle z niecałych 20 metrów (20 kroków). Różnorakie badania wskazują, że zdrowy na umyśle i nienawykły do zabijania innych ludzi człowiek po prostu nie potrafi wycelować do kogoś i pociągnąć za spust. Naturalną reakcją jest podświadome pudłowanie, strzelanie nad głowami wrogów itd. Takie zachowania udowodniono w odniesieniu do II wojny światowej (według danych amerykańskich nawet 20% żołnierzy sił zbrojnych USA nie było psychicznie w stanie zabić wroga na polu bitwy!). To samo musiało się odnosić do czasów nowożytnych. W XX wieku tabu zabijania przełamywano poprzez propagandowe obrzydzanie wizerunku nieprzyjaciela. Trudno się jednak dziwić, że na przykład chłopi-żołnierze z późnej epoki nowożytnej, nie wiedzący o co walczą i nie mający nawet poczucia przynależności narodowej, nie byli w stanie strzelać w takich samych chłopów po drugiej stronie.

Źródło:

Artykuł powstał w oparciu o opublikowaną w ubiegłym roku przez Instytut Wydawniczy Erica książkę Radosława Sikory pt. „Z dziejów husarii”.

Kup książkę autora artykułu (dużo taniej niż inni):

Komentarze (30)

  1. Wojciech Pastuszka Odpowiedz

    Hmm, mam pewne wątpliwości. Gdyby broń palna była tak nieskuteczna, to żaden władca nie inwestowałbym w dziesiątki tysięcy muszkieterów, a takie ich armie były już częste w XVII w. Gdyby była nieskuteczna, to nie byłoby masowego wyposażania jazdy w broń palną. Wszak w XVII w. kawaleria w zachodniej Europie nie używa już broni drzewcowej, ale pistoletów, arkebuzów i innej broni palnej. Salwy szwedzkiej piechoty skutecznie zatrzymywały polską husarię już w latach 20. XVII w., co doprowadziło do spadku znaczenia i liczebności tej formacji. W polskiej armii masowo zaczęto wprowadzać lekkie oddziały uzbrojonych w broń palną jeźdźców – np. dragonów.

    Czynnik psychiczny mógł grać rolę u ludzi z poboru, ale podejrzewam, że najemni żołnierze i weterani razili salwami dużo sprawniej i nie przejmowali się tym, że tym naprzeciwko „coś się stanie”.

    Podsumowując, ręczna broń palna z pewnością była skuteczniejsza niż wszystkie inne bronie dostępne w XVI, XVII czy XVIII w. Wyparła kusze, łuki i prawie całkowicie wyeliminowała pancerze. Spowodowała znaczącą redukcję piechoty wyposażonej do walki wręcz. Pod koniec XVII w. tego typu formacje prawie całkowicie zniknęły.

    • Szymon Odpowiedz

      Co do Husarii- pomyłka. Do spadku jej znaczenia przyczynił się przede wszystkim upadek finansowy Rzeczypospolitej- szlachtę przestało być stać na wystawianie pocztów. Co do wojen ze Szwecją w latach 20 XVII wieku: Husaria zawsze zwyciężała, gdy tylko dochodziło do walnej bitwy. To, dzięki czemu Szwedom udawało się zwyciężać, to element uniemożliwienia Husarii walki (ergo: była nieprzydatna przy oblężeniach i np na skalistym terenie). Szkody zadawane Husarii z broni palnej nawet do końca XVII wieku były nikłe i z reguły wynosiły do kilku zabitych/rannych na szarżę.

      • Kondri6 Odpowiedz

        Zgodnie z książką Leszka Podhorodeckiego „Rapier i koncerz” armia szwedzka po reformie Gustawa Adolfa a więc już podczas np bitwy pod Gniewem (4 tys husarii),Tczewem dawała radę w polu z husarią, która nie mogła rozbić Szwedów ponosząc ciężkie straty. Podczas Potopu Polacy w ogóle nie odważyli się na walną bitwę, a mniejsze bitwy np Prostki,Warka Czarniecki wygrywał dzięki świetnemu manewrowaniu i wydawaniu bitwy w momencie gdy miał dwu-trzykrotną przewagę. o Wielkiej Wojnie Północnej, to w ogóle szkoda gadać, bo wtedy to polska armia nie była dla Szwedów żadnym przeciwnikiem.

        • Stokwial

          Tyle tylko, że pod Gniewem o niepowodzeniu Husarii zadecydowało niekorzystne ukształtowanie terenu, a pod Tczewem błędy w dowodzeniu ze strony Koniecpolskiego, który dał się zaskoczyć szwedzkiej jeździe i tym samym nie mógł wykorzystać atutów husarii. Ciężka jazda natomiast już po zmierzchu Husarii spowodowanym zubożeniem szlachty nadal nie straciła racji bytu na polach bitewnych. Czym niby jak nie ciężką jazdą byli Kirasjerzy?

  2. Kamil Janicki Odpowiedz

    Moim zdaniem również to dość kontrowersyjna teza i rozumowałbym podobnie do Pana – artykuł miał raczej pokazać pewną koncepcję, a nie niepodważalną prawdę historyczną. Autor książki (R. Sikora) argumentuje, że największą rolę miał efekt psychologiczny. Ale czy dla samego efektu czyniono by tak wielkie inwestycje? Zdaje się, że wiele zależało od konkretnego przypadku – najemnicy byli skuteczniejsi od poborowych, lepiej walczono na własnym terytorium w obronie domów i rodzin niż na obcej ziemi, unikano zabijania „pobratymców” itd.

    Ciekawym przykładem jest bitwa pod Gettysburgiem. Grossman w książce „On Killing. The Psychological Cost of Learning to Kill in War and Society” pisze, że z pola bitwy zebrano 27 574 muszkiety. Z nich aż 24 000 były naładowane, a połowa miała w lufach po kilka pocisków. Trudno o inne wytłumaczenie niż to, że żołnierze unikali strzelania do rodaków.

    Z drugiej strony – tezę o małej skuteczności broni palnej trudno całkowicie podważyć, bo przecież przemawiają za nią silne źródła z epoki. Rzeczywiście różni specjaliści utrzymywali, że w realnym boju potrzeba było dziesiątek tysięcy naboi do wyeliminowania z walki pojedynczych oddziałów wroga.

    „Salwy szwedzkiej piechoty skutecznie zatrzymywały polską husarię już w latach 20. XVII w.” – akurat tą tezę autor „Z dziejów husarii” stara się obalić – nie jest to temat na którym bym się znał, więc tylko powtórzę jego opinię. Zdaniem R. Sikory to mit będący „bardzo popularnym stwierdzeniem pokutującym w literaturze przedmiotu”. W jego opinii np. szczegółowa analiza bitwy pod Gniewem dowodzi, że „ani nowa taktyka ogniowa wojsk Gustawa Adolfa, ani o kilkadziesiąt lat późniejsze przezbrojenie piechoty z muszkietów lontowych w bardziej szybkostrzelne muszkiety skałkowe, nie były przyczynami upadku husarii”.

    • DAWID FAJER Odpowiedz

      MAM DO WSZYSTKICH PYTANIE .JAKA Z PIERWSZYCH BRONI PALNYCH MOGŁA ZATRZYMAĆ HUSARIĘ W XVII i XVIII WIEKU….???? MOIM ZDANIEM BYŁ TO KARABIN STRZAŁKOWY FRANCUSKI 1777 , TYLKO W TYM JEST JEDEN PROBLEM ,,1777 ROKU NIE BYŁO JUŻ HUSARII . TO TAK JAKBY KTOŚ NAPISAŁ ,ŻE KRES KAWALERII POLSKIEJ W CZASIE DRUGIEJ WOJNIE ŚWIATOWEJ SPOWODOWAŁ ROZWÓJ LOTNICTWA LUFTWAFFE A SZCZEGÓLNOŚCI MYŚLIWCA ODRZUTOWEGO ME-262, POZDRAWIAM

    • kedarlupus Odpowiedz

      W czasie wojny secesyjnej unikano strzelania do rodaków? nie zgadzam się z tą tezą … kto unikał ten unikał. Ale bitwa pod Gettysburgiem była niezwykle zacięta bo Pólnoc walczyła na swoim terytorium a stawką było utrzymanie lub utrata dużych miast na północno-wschodnim wybrzeżu. Ta bitwa była naprawdę przełomem a Południe było o krok od sukcesu bo na Północy pod wpływem klęsk tworzyła się silna opozycja antywojenna gotowa uznac Południe jako nowe państwo. Poza tym do czasu tej bitwy taktycznie raczej górowali Poludniowcy co udowadniali w licznych bitwach na wschodnim teatrze i chociaż strategicznie nie mieli większych sukcesów (brakowało posiłków i odwodów żeby zwycięstwa utrwalić) to w większości wypierali federalnych z placu boju. D;atego federalni mieli kompleks niższości i po prostu bali się jak ognia Południowców w boju. Duża ilosć naładowanych wielokrotnie muszkietów swiadczy o szoku wynikającym z wyżej opisanych przyczyn a nie z niechęci do strzelania do „rodaków”. W tamtym czasie Amerykanin utozsamiał się ze swoim stanem i regionem a nie z państwem. Fakt że niektórzy Południowcy uważali się i nadal uważają za inny naród jest tego najlepszym przykładem. Dziwne że w czasie bitwy w kraterze podczas oblężenia Petersburga jakoś Południowcy nie mieli oporów do strzelania jak do kaczek do stłoczonych w rzeczonym kraterze federalnych. Po bitwie pod Gettysburgiem kompleks niższości stopniowo zmieniał się a i tak Północ wygrała przewagą ilościową wojska a nie działaniami taktycznymi bo gen. Lee był nie do pokonania jeśli idzie o zmysł taktyczny.

  3. romanróżyński Odpowiedz

    „Salwy szwedzkiej piechoty skutecznie zatrzymywały polską husarię już w latach 20. XVII w., co doprowadziło do spadku znaczenia i liczebności tej formacji.”
    To akurat bzdura-nigdy salwy szwedzkiej piechoty nie powstrzymały szarży husarii.
    A cały opis bitwy pod Gniewem pióra Teodorczyka z którego czerpią historycy powtarzając tę bzdurę jest fałszywy, co udawadnia wspomniany Radosław Sikora w artykule o bitwie pod Gniewem dostępnym w sieci.
    Pozdrawiam

  4. Michał 'Kadrinazi' Paradowski Odpowiedz

    XVII-wieczni strzelcy – czy to muszkieterzy czy arkebuzerzy – nie celowali gdyż nie mieli żadnych przyrządów celowniczych, ogień oddawano generalnie w stronę wroga i to najczęściej ze słabym skutkiem. Znamy przypadki wielu starć, gdzie piechota prowadziła do siebie wielogodzinny ostrzał (często wręcz do wyczerpania posiadanych ładunków i prochu) a straty były znikome.
    Co do tego o czym napisał p. Wojciech Pastuszka – dragonia nie była w XVII wieku oddziałem walczącym konno, koń służył dragonom tylko jako środek transportu a walczono po spieszeniu. Walka kawalerii przy użyciu li i jedynie broni palnej (czyli osławiony karakol) była generalnie rzadko stosowana – każdy XVII-wieczny teoretyk wojskowości sugerował przejście do walki wręcz. A oczywiście walki ze Szwedami nie wpłynęły na spadek znaczenie i liczebności husarii, bo też formacja ta cieszyła się dużą estymą u Szwedów i obawiano się jej tak w okresie 1600-1611, 1621-1629 czy 1655-1660.

    • Zouave Odpowiedz

      Szanowny Michale to się absolutnie nie zmieniło przez następne 200 lat z okładem. Wyjątkiem byli ludzie posiadający celowniki teleskopowe. Ale to właśnie był wyjątek.

  5. Zaciekawiony Odpowiedz

    „Trudno się jednak dziwić, że na przykład chłopi-żołnierze z późnej epoki nowożytnej, nie wiedzący o co walczą i nie mający nawet poczucia przynależności narodowej, nie byli w stanie strzelać w takich samych chłopów po drugiej stronie.” – a skąd mieli pewność, że po drugiej stronie jest taki sam niewinny chłop, który również będzie umyślnie pudłował? Ja bym się bał, że przeciwnik nie będzie mieć takich skrupułów…

  6. Anonim Odpowiedz

    ‚”(według danych amerykańskich nawet 20% żołnierzy sił zbrojnych USA nie było psychicznie w stanie zabić wroga na polu bitwy!)”
    20% BYŁO W STANIE. (Bodajże 17%)

    „Wyparła kusze, łuki i prawie całkowicie wyeliminowała pancerze. Spowodowała znaczącą redukcję piechoty wyposażonej do walki wręcz. Pod koniec XVII w. tego typu formacje prawie całkowicie zniknęły.”
    Szkoda gadać i tłumaczyć, toż wystarczy pomyśleć – min. gdyby faktycznie muszkiety były takie wspaniałe, to czy husaria wygrałaby chociaż jedną bitwę? Dajmy na to Kłuszyn?
    Suworow, wielki strateg Moskiewski mawiał „Kula jest głupia, bagnet zuch!”, jeszcze na początku XIX wieku o wyniku starć często decydował atak na bagnety.

    A jazda powróciła do łask, gdy ludzie zmądrzeli – ułani i szwoleżerowie mają swoje zwycięstwa, niemal takie jak husarze.

  7. MichalEichmann Odpowiedz

    Walka wręcz, w czasach w których muszkiet wyewoluował do uniwersalnej broni, była bardzo rzadka. Nikt nie chciał mieć rozprutych wnętrzności przez bagnet, dlatego szarże w większości przypadków kończyły się albo załamaniem albo ucieczką obrońców. Może bagnet to zuch, ale zdecydowanie bezpieczniej było stać na otwartym polu i strzelać, niż walczyć bezpośrednio z przeciwnikiem, gdyż takie spotkania kończyły się krwawo dla obu stron. Rosjanie ze swoją kiepsko wyszkoloną ale liczną armią mogli sobie pozwolić na takie taktyki, ale na przykład zawodowa armia brytyjska szybko straciła by zdolność bojową.

  8. Weles Odpowiedz

    Skuteczność broni palnej była niższa niż łuku czy kuszy zarówno pod względem odległości, szybkości strzałów i trafień. Jednak wojskowi woleli broń palną niż łuk, a to ze względu na długość i koszty szkolenia: łuk – 3 lata, muszkiet – jeden dzień (nie wliczając nauki poruszania się w kolumnie i strzelania salwami). Aby strzelanie z muszkietów czy arkebuzów było skuteczniejsze strzelano z dużych grup i salwami. Jednakże były problemy z: prawidłową oceną skutecznej odległości strzału do np. pędzącej kawalerii, ograniczonej widoczności po strzale dla kolejnego szeregu (dużo dymu) a także samej wystrzelonej kuli (przy broni niegwintowanej kula nie leci prosto, duże luzy w lufie też nie pomagały w locie). Nawet w epoce napoleońskiej dobry strzelec to taki, który ze 100 m trafi w stodołę. Inną sprawą są nerwy strzelca – słabo wyszkolony (np. ze względu na pustki w kasie) zapomina jakiejś cztnności przy ładowaniu i brońi nie wystrzeli, a jak już wystrzeli to i tak kula leci nie wiadomo gdzie. Dlatego też często jak udało się doprowadzić do walki wręcz i unieszkodliwić pikinierów to muszkieterzy wiali, bo nie mieli jak się bronić. Zmieniło to dopiero wynalezienie bagnetu (XVII w). W wojnach napoleońskich tylko kilka razy udało się jeździe rozbić najeżony bagnetami czworobok. Broń palna nie była taka skuteczna jak się potocznie wydaje i długo się rozwijała.

    • Anonim Odpowiedz

      Co do walki z czworobokami piechoty.Polecam:Czworoboki piechoty w dobie wojen napoleońskich
      Copyright © Zbyszek Olszewski

  9. Grzegorz Podruczny Odpowiedz

    Broń palna, nawet ta prymitywna, ma olbrzymią zaletę względem broni białej i łuków – stosunkowo łatwo i krótko można się nauczyć jej obsługi. Łuk jest zdecydowanie bardziej precyzyjny, niż gładkolufowa broń czarnoprochowa, ale aby tą precyzję trafienia uzyskać, trzeba mieć kilkanaście lat doświadczenia. Podobnie jest z bronią białą. I tu i tam doświadczenie umożliwia przewagę. A doświadczenie nie gra wielkiej roli przy obsłudze broni czarnoprochowej. Jej używania, na poziomie automatu, da się nauczyć w kilka miesięcy intensywnych ćwiczeń. I to dlatego ta broń wyparła inne – zabitego łucznika da się zastąpić innym, podobnie wykształconym dopiero po kilkunastu latach. Zabitego muszkietera – po kilku miesiącach. Ktoś powie – no dobrze – ale mogli w XV i XVI wieku używać kusz! i nad nimi muszkiet miał przewagę – pocisk! Kulę do muszkietu da się odlać godzinę przed bitwą, przy ognisku, ze szmelcu ołowianego który żołnierz nosił ze sobą w kieszeniach. Na fabrykację bełtu potrzeba więcej czasu.

  10. Gato Odpowiedz

    @Grzegorz Podruczny

    Nie zgodzę się. Szkolenie łucznika mogło polegać tylko nauczenia działania w grupie a nie na strzelaniu z łuku. Tak jak nikt się nie uczy posługiwania nożem czy widelcem. To są umiejętności nabyte w dzieciństwie czy w okresie dorastania. Łuk był tak powszechnym „narzędziem” ze umiejętność ta posiadał każdy.

  11. Stealth Odpowiedz

    Tak umiejętność te posiadał każdy Anglik. Działać w grupie musieli i łucznicy i muszkieterzy. Aby celnie strzelać z łuku w bitwie trzeba to robić od urodzenia, a na to po prostu nie było czasu. Muszkietera można wyuczyć w ciągu miesiąca, ważne by rozumiał dawane komendy.

  12. Członek redakcji | Redakcja Odpowiedz

    Wybrane komentarze do art. z naszego profilu na Fb http://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne:

    Piotr W.: To chyba zależało od rodzaju broni palnej?

    Kamil Janicki: Piotrze, tak, choć problem ogółem był powszechny – tylko jego skala różna. Od XV do XIX wieku liczba źródeł kwestionujących skuteczność broni palnej jest wprost zatrważająca.

    Piotr W.: Co do broni, to zawsze myślałem, że tam, gdzie udało się zapanować nad odrzutem (choćby w hakownicach), to wczesne karabiny miały skuteczność porównywalną z kuszami – w końcu musiał istnieć powód, dla którego broń palna wyparła broń miotaną i chyba nie chodziło wyłącznie o efekt psychologiczny?

    Kamil Janicki: Też się nad tym zastanawiałem kiedyś i przyznam, że w żadnym razie nie czuję się w temacie ekspertem. Natomiast z tego co czytałem wynika, że efekt „psychologiczny” miał znaczenie podstawowe. Nawet nie tyle w odniesieniu do ludzi, co do koni. Huk i dym będące efektem wystrzału dezorganizowały szyki kawalerii, utrudniały szarżę i kontrolę nad koniem. W efekcie cała dotychczasowa taktyka walki – łączenie działań kawalerii i piechoty – musiała przejść spore zmiany….

    Co do hakownic – może ktoś z czytelników wie coś więcej o realnej celności tej broni. Ja w każdym razie mam wrażenie, że przy tak ciężkiej i nieporęcznej konstrukcji samo zniwelowanie odrzutu nie mogło zapewnić celności.

    Piotr W.: Przecież ciężar tym bardziej pomaga w stabilnym utrzymaniu broni, zwłaszcza, że nie strzelało się z nich inaczej, jak opierając stabilnie na murze/parapecie/burcie wozu. Tak więc drżące pod wielką masą ręce nie były problemem. Mógł być nim niedokładnie dopasowany kaliber i kula latająca na boki po opuszczeniu lufy. Mówię tu cały czas o hakownicach. Oprócz tego oczywiście mała donośność (100 metrów), ale czas ładowania i w kuszy nie był zbyt dobry, jeśli chodzi o powstrzymanie szarży. A jak już taka wielka i powolna kula w kogoś uderzyła, to nie bardzo było co zbierać.

    Kamil Janicki: Jak już uderzyła . Jeśli uderzyła. Jeśli udało się wycelować choćby w pobliże założonego punktu… Angielska literatura hakownice powszechnie określa jako „clumsy”, „difficult to aim accurately”. Zresztą ogółem wczesne hakownice to w dużym stopniu broń bliższa artyleryjskiej niż ręcznej – i jako „małe armaty”, przeciw gęstym zgrupowaniom wojsk, a nie pojedynczym żołnierzom, sprawdzały się z czego wiem wyśmienicie.

    Piotr W.: To właśnie miałem na myśli, ogień mierzony to kompletnie inna bajka i chyba nie pojawił się na szerszą skalę aż do XIX wieku?

  13. Cwany Odpowiedz

    Zgadzam się z opiniami negującymi tezę artykułu. Generalnie bron palna miala te zalete (nieposiadały jej kusze ani łuki) iż wydawała ogromny huk, będąc czynnikiem psychologicznym i ploszącym zwierzynę, więc upatrywałbym w tym jakiś procent sukcesu w walkach z jazdą, bo przecież zwalenie z pędzącego konia to najcześciej pewna śmierc, lub przynajmniej kalectwo.

  14. DAWID FAJER Odpowiedz

    MAM DO WSZYSTKICH PYTANIE .JAKA Z PIERWSZYCH BRONI PALNYCH MOGŁA ZATRZYMAĆ HUSARIĘ W XVII i XVIII WIEKU….???? MOIM ZDANIEM BYŁ TO KARABIN STRZAŁKOWY FRANCUSKI 1777 , TYLKO W TYM JEST JEDEN PROBLEM ,,1777 ROKU NIE BYŁO JUŻ HUSARII . TO TAK JAKBY KTOŚ NAPISAŁ ,ŻE KRES KAWALERII POLSKIEJ W CZASIE DRUGIEJ WOJNIE ŚWIATOWEJ SPOWODOWAŁ ROZWÓJ LOTNICTWA LUFTWAFFE A SZCZEGÓLNOŚCI MYŚLIWCA ODRZUTOWEGO ME-262,W TAMTYCH CZASACH MUSZKIETER MÓGŁ ODDAĆ TYLKO JEDEN STRZAŁ W TRAKCIE SZARŻY HUSARII. ŻEBY KONIA MOŻNA BYŁO ZATRZYMAĆ ,KOŃ MUSIAŁ DOSTAĆ KULĘ W GŁOWĘ ALBO W NOGI,,JEŚLI DOSTAŁ W KLATĘ TO JESZCZE W TYM AMOKU ZALICZYŁ W CWALE 100 METRÓW ALE WYKONAŁ SWOJE ZADANIE, STARANOWAŁ SWOIM CIAŁEM PIKINIERÓW I MUSZKIETERÓW,,POZDRAWIAM

      • DAWID FAJER Odpowiedz

        Masz racje ,Moim zdaniem temat skuteczności broni palnej w dawnych czasach jest tak prosty jak konstrukcja cepa.Chyba sam Sokrates w grobie się przewraca jak czyta bzdury wypisywane przez fachowców na portalu.Pozdrawiam

  15. Marek Odpowiedz

    Problemem jest, zdaje się, pokutujące przeświadczenie o skuteczności jakichkolwiek broni poprzedzających broń palną. Oczywistą jest słaba skuteczność broni siecznej, w szczególności w sytuacjach, gdy ścierające się wojska stały na podobnym poziomie cywilizacyjnym. Bo wraz z rozwojem broni, rozwijały się i środki ochronne. Więcej zapewne ginęło ludzi po wsiach i miastach plądrowanych przez zwycięzców, niż w samych bitwach.
    Broń palna, jeśli chodzi o skuteczność, prawdopodobnie nie odstawała znacznie od reszty uzbrojenia. Miała jednak jedną, poważną przewagę. O ile walka kontaktowa wiąże się zwykle ze sporym zamieszaniem i utratą lub osłabieniem kontroli nad oddziałem, o tyle walka na dystans tej wady nie ma. Oddziały strzelców dają przewagę sprawnego zarządzania.
    Oczywiście łucznicy to też formacje do walki na dystans, posiadają jednak sporo wad, wymienionych wcześniej: są pracochłonni w szkoleniu, dobre łuki są równie pracochłonne w wykonaniu, co broń palna (łuk kompozytowy to sporo pracy i specyficznych materiałów), pociski nie mogą być wykonywane seryjnie, ergo też są kosztowne. Ponadto, skuteczność łuczników dosyć łatwo ograniczyć – formacja żółwia z drewnianymi tarczami jest mało wrażliwa na strzały.
    To taki mój mały kamyczek do dyskusji.

  16. orkako Odpowiedz

    To nie broń była nieskuteczna, lecz strzelcy. Muszkiety dostawało chłopstwo z poborów, które strzelać uczyło się tydzień, góra 2 tygodnie. Broń była mało celna, więc trening skupiał się głównie na pokazaniu jak korzystać z broni i konserwować ją. Wyniki strzelnicze się nie liczyły bo zakładano, że kilka z 300 muszkietów musi trafić wroga, a jeśli dwa oddziały staną na przeciw siebie, to nawet celować nie trzeba, aby kogoś trafić. Tak więc z niecelnej broni strzelali ludzie którzy mieli słabego cela, ale to nadal była zabójcza broń i władcy o tym wiedzieli. Nie wiedzieli jednak o ludzkiej naturze. Większość ludzi ma silne opory przed zabijaniem. Co innego kiedy z mieczem staniesz na przeciw innego uzbrojonego w miecz i musisz walczyć o życie, a co innego wycelować do człowieka w którego oczach widzimy taki sam strach jak sami czujemy i strzelić do niego. Ci ludzie po prostu nie byli nauczeni zbijać. Potrafili ładować muszkiet, trzymać szyk, słuchać rozkazów i dźgać bagnetem manekiny, ale nie potrafili automatycznie działać w czasie bitwy i zabijać.
    Odkryto to dopiero podczas wojny wietnamskiej, kiedy weterani z II WŚ oraz koreańskiej walczyli obok totalnych żółtodziobów, którzy przeszli tylko podstawowe szkolenie. Cały batalion świeżaków nie potrafił zastrzelić jednego Wietnamczyka, który pod zmasowanym ostrzałem zdołał zabrać z pola rannych swoich kumpli i sprzątnąć jeszcze kilku amerykanów. Weterani wówczas zeznawali, że wszyscy żołnierze strzelali nad głowami wroga, a niektórzy wręcz tylko celowali nie otwierając ognia. Żołnierze nie potrafili wyjaśnić dlaczego tak robili. Przeanalizowano wiele relacji z różnych wojen i okazało się, że jest to powszechne zjawisko na wojnach. Jeśli ludzie zbyt krótko się szkolili oraz nie są przyparci do muru, oraz nie posiadają wpojonej ideologi oczłowieczającej wroga to unikają zabijania przeciwników. Co ciekawe im więcej razem niedoświadczonych żołnierzy tym więcej myśli, ze nie muszą zabić, bo zrobi to któryś z kompanów. Od XVII do XIX dochodziło wręcz do kuriozalnych sytuacji gdzie 600 osób stało w odległości poniżej 100m od siebie i przez 15 min strzelali do siebie powodując wzajemnie minimalne straty. Wielu ładowało ponownie broń nawet nie oddając poprzedniego strzału. Archeologowie odnaleźli wiele muszkietów nawet z 8 pociskami w lufie. Więcej już się nie mieściło. Przecież takie walki nie bez powodu było trzeba rozwiązywać przy pomocy szarży.

  17. matek Odpowiedz

    Absolutnie nie chce negować głównej tezy artykułu, uważam że jest ona w pełni uprawniona. I tu właśnie prosił bym znawców tematu o pomoc. Dawno temu czytałem artykół o wojnie zimowej, w którym poruszony został temat rzekomo używania przez finów z zabójczą skutecznością monstrualnych finek do walki wręcz. Autor artykułu wyraźnie zaznaczył że taki obraz to tylko dziennikarska fantazja, a (tu cytuję jak najdokładniej pamiętam) fińscy żołnierze podobnie jak żeołnierze innych armii mieli wyraźną niechęć do walki wręcz. Tego dotyczy pomoc. Mam wrażenie że wiele razy spotkałem się z pojęciem WRODZONEJ NIECHĘCI DO WALKI WRĘCZ, i chciałbym zapytać czy rzeczywiście występuje coś takiego w TERMINOLOGII WOJSKOWEJ. Moim zdaniem to nie skuteczność którejkolwiek broni dystansowej decydowała o jej użyciu. Ciężko jest do kogoś strzelić? ciekawe jak wypadłyby jakieś amerykańskie badania w których żołnierz musiałby kogoś ręcznie zatłuc, mogąc jednocześnie samemu oberwać. Myśle że inwestorzy zdawali sobie z tego sprawę. Myśleli pewnie- ręczne zabijeania najskuteczniejsze, ale żaden chłop czy inny ciura się go nie podejmie, dajmy mu łuk, nie za trudny, kusze – nie za mało poręczna, czyli niech będzie żelazna rurka miotająca kulki.

  18. Krzysztof Leśniewicz Odpowiedz

    O skuteczności ostrzału prowadzonego przez piechotę nie świadczy liczba poległych kawalerzystów. Nawet wtedy, gdy na tysiące pocisków tylko kilka powoduje śmierć szarżujących jeźdźców atak kawalerii często załamywał się. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Koń to żywe zwierze. Nawet jeżeli jest dobrze wyszkolony to nie wskoczy na ścianę ognia i dymu z muszkietów piechoty. Dlatego w wielu bitwach atak kawalerii wielokrotnie załamywał się aż do wyczerpania psychicznego i fizycznego atakujących. Poza tym koń jest łatwym celem dla pocisków a jeździec bez konia nawet jak przeżyje szarżę to wypada z gry.

  19. Marek Rogowicz Odpowiedz

    „Koń to żywe zwierze. Nawet jeżeli jest dobrze wyszkolony to nie wskoczy na ścianę ognia i dymu z muszkietów piechoty” nie jest to prawdą czego przykładem choćby kontratak Aleksandra Koniecpolskiego podczas obrony Zbaraża 13 lipca 1649 roku

    • Krzysztof Leśniewicz Odpowiedz

      Podczas większości bitew do jakich doszło w czaasie potopu szweckiego polska jazda, w tym nawet husaria, nie była wstanie rozbić piechoty szweckiej. Podobnie było w bitwach powstania Chmielnickiego, gdzie piechota zaporoska bez kompleksów stawiała czoła polskiej jeździe – i na ogół wygrywała. W tamtym czasie jazda zwyciężała już tylko wtedy, gdy piechota nie sformowała na czas szyku bojowego lub była zbyt „płytko” uformowana. Kircholm to zwycięstwo nad piechotą starego typu, przed reformami Gustawa Adolfa. Później liczby mówią już same za siebie, na jedno zwycięstwo typu bitwa pod Chocimiem przypada wiele przykładów klęsk jakie nasza jazda otrzymywała od Szwedów czy Ukraińców. Dlatego nieważne są jednostkowe przykłady lecz regóły, które powodowały, że przegrywaliśmy większość wojen XVII wieku.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.