Ciekawostki Historyczne
Starożytność

Rzymska arena – zasady walki

Jak wyobrażacie sobie starcie na rzymskiej arenie? Wkracza na nią dwóch gladiatorów, a krew leje się tak długo, aż któryś z nich umrze? Wbrew pozorom – niekoniecznie. Arena gladiatorów nie była miejscem pozbawionym reguł. Obowiązywały na niej określone zasady.

Artykuł powstał na podstawie książki Harry’ego Sidebottoma Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2026.

Różne gatunki gladiatorów

Zacząć jednak powinniśmy od głównych aktorów tego niezwykłego spektaklu. Rzymska arena bez nich byłaby niczym. Mowa oczywiście o gladiatorach, których typów było w Rzymie pod dostatkiem. Czym mogli się posługiwać? Warto zauważyć, że już sama wielkość używanej tarczy wpływała na ich określenie: tych z dużymi tarczami zwano „scutarii”, a tych z małymi – „parmularii”. W przypadku zdecydowanej większości typów gladiatorów różnice obejmowały jednak niemal cały rynsztunek.

Cechą charakterystyczną murmillona był duży hełm z grzebieniem i wizjerem. Posługiwał się prostokątną tarczą, a walczył krótkim mieczem. Nosił też nagolennik na lewej nodze. Podobny do niego był sekutor, którego hełm nie miał jednak grzebienia, a wizjer przybierał formę osłony z otworami na oczy, nie zaś kratki. Trak z kolei nosił hełm podobny do murmillona, ale używał mniejszej tarczy i zakrzywionego miecza – choć jest to, oczywiście, pewne uogólnienie. Nosił też dwa nagolenniki. Niezwykle oryginalny był sieciarz („retiarius”), który w ogóle nie nosił hełmu, a za zbroję służyła mu osłona na lewym ramieniu. Walczył, jak sama nazwa wskazuje, przy pomocy sieci i trójzębu. Ot, taki Neptun na ringu. Tyle źródła pisane. Z tym typem gladiatora wiąże się jednak pewien problem: jak zaznacza Harry Sidebottom, na wielu wizerunkach gladiatorów klasyfikowanych jako sieciarze sieci zwyczajnie brakuje.

fot. Nieznany autor – Livius.org / domena publiczna

Fragment mozaiki z Zliten z Libii (Leptis Magna), około II wieku n.e. Przedstawia (od lewej do prawej) traka walczącego z murmillo , hoplomacha stojącego z innym murmillo (który sygnalizuje sędziemu swoją porażkę) oraz jednego z pary.

Rzadziej spotykani byli „eques”, którzy w początkowej fazie starcia walczyli konno, używając oszczepów i osłaniając się niewielką tarczą. „Hoplomachus” występował natomiast w wielkim hełmie i dwóch nagolennikach, był uzbrojony we włócznię i – podobnie jak „eques” – bronił się małą tarczą. „Provocator” miał z kolei pancerz chroniący klatkę piersiową. W jednej z inskrypcji zapisano również, że walczył spathą – długim mieczem kawaleryjskim. Źródła pisane wspominają także o „dimacherusach”, których cechą charakterystyczną miała być walka dwoma mieczami. Jak dotąd nie natrafiono jednak na ich wizualne przedstawienia.

Nie samymi gladiatorami arena żyje

Na igrzyskach swoje umiejętności prezentowali przede wszystkim gladiatorzy. Ale nie tylko oni. Organizatorzy prześcigali się w pomysłach na uatrakcyjnienie widowiska, między innymi poprzez dobór uczestników. Na pewnym etapie sporym zainteresowaniem cieszyły się gladiatorki, o których dokładniej piszemy w tym artykule. Oprócz gladiatorów na arenie pojawiali się jednak także inni, zdecydowanie bardziej nietypowi uczestnicy, których szczegółowo wymienia Harry Sidebottom w książce „Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie”:

„Sporadycznie w walkach uczestniczyły też karły. Pokutuje błędne przekonanie, że wystawiano je przeciwko kobietom. Chociaż obie te grupy występowały niekiedy na jednym pokazie, karły walczyły ze sobą albo ze zwierzętami. U Stacjusza tuż po kobietach stylizowanych na Amazonki pojawia się „śmiały sznur karłów”. Najpierw zadawały one sobie wzajemnie rany i groziły śmiercią – w pozorowanej walce gladiatorów czy boksie? – a następnie zaatakowały je żurawie, odgrywając mityczną bitwę tych ptaków z pigmejami. Publiczność zrywała boki ze śmiechu, zapewnia poeta. Na malowidłach pigmeje walczą z hipopotamami i krokodylami w Nilu; niektórzy zostają pożarci. Nie odtworzono tego na arenie – prawdopodobnie walka byłaby zbyt jednostronna. Od czasu do czasu co bardziej zepsuty cesarz kazał wyłapywać osoby niepełnosprawne.

Kaligula wybrał do pozorowanej walki szanowanych, cieszących się dobrą reputacją mężczyzn, których wyróżniała jakaś ułomność fizyczna. Znacznie gorzej skończyło się to w znanej nam już opowieści o Kommodusie, który zatłukł na śmierć niepełnosprawnych mężczyzn przebranych w kostiumy z rybimi ogonami i uzbrojonych w gąbki. W sztuce pojawiają się dzieci albo Erotes, pulchne skrzydlate maluchy, ukazywane na arenie jako gladiatorzy, łowcy, a nawet skazani na pożarcie przez bestie. Wszystko to miało rozbawić widownię”.

Dalsza część artykułu pod ramką
Zobacz również:

Niech weteran z żółtodziobem nie walczy

Nie wystarczyło jednak zorganizować igrzysk i wybrać gladiatorów, którzy mieli w nich uczestniczyć. Trzeba ich było jeszcze odpowiednio ze sobą zestawić. Często robiono to w dniu igrzysk, być może nawet już na samej arenie. Tak postępował chociażby Kommodus. Tytus z kolei kierował się w tej kwestii zdaniem zgromadzonej na widowni publiczności. Podobnie czasami postępował Kommodus, walcząc z tym, kogo wskazali mu widzowie, aby w ten sposób postawić się na równi z gladiatorami – bez taryfy ulgowej.

fot.TimeTravelRome – https://www.flickr.com/photos/168399512@N02/51134391753/ CC BY 2.0

Retiarius dźga secutora trójzębem na mozaice z willi w Nennig w Niemczech, ok. II–III w. n.e.

Dobór walczących par bywał losowy, ale w Rzymie istniał też system rankingowy zwany „palus”. Miał on zapobiegać sytuacjom, w których niedoświadczony gladiator mierzyłby się z weteranem, co mogłoby oznaczać śmierć tego pierwszego. Z drugiej strony Seneka twierdził, że dla wysoko notowanego zawodnika walka z żółtodziobem byłaby wręcz hańbiąca. Harry Sidebottom przytacza jego słowa: „wiedział [on] bowiem, że pokonanie przeciwnika bez narażania się na niebezpieczeństwo nie przysporzy mu chwały”. Walka z gladiatorem zajmującym wysokie miejsce w rankingu mogła natomiast przynieść nie tylko nagrodę, ale nawet perspektywę zwolnienia ze szkoły gladiatorów. Warto też wspomnieć, że starcie najlepszych zawodników opłacało się zostawić na finał – albo, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, „main event”.

Poddać się trzeba było umieć

Oczywiście gladiatorom nie śpieszyło się do śmierci. Zanim zostaliby zabici przez silniejszego lub lepszego technicznie przeciwnika, mogli się po prostu poddać. Kapitulacja w trakcie walki przybierała różne formy. Podstawowym gestem oznaczającym uznanie wyższości przeciwnika było uniesienie palca, czyli „ad digitum”. W ten sposób sygnalizowano chęć rezygnacji z dalszej walki, czyli „missio”. W ferworze starcia warto było jednak wycofać się w sposób jak najbardziej jednoznaczny. Można było zdjąć hełm, odłożyć tarczę albo paść na kolana i objąć kolana przeciwnika.

fot.Jean-Léon Gérôme -phxart.org / domena publiczna

Pollice Verso („Z odwróconym kciukiem”), obraz Jeana-Léona Gérôme’a z 1872 roku

Czy poddanie się zawsze było niezbędne? I czy zawsze było możliwe? Wiele zależało od zasad obowiązujących podczas konkretnych igrzysk, a także od aktualnego cesarza. Przykładowo za panowania Marka Aureliusza gladiatorzy mieli otrzymywać jedynie stępioną broń – przynajmniej podczas igrzysk organizowanych w Rzymie. Jak jednak sugeruje autor przywoływanej książki, błędne jest przekonanie, że podobnie było również poza Rzymem. Z drugiej strony w historii rzymskich aren nie brak pojedynków „sine missione”, co Harry Sidebottom, a za nim polski tłumacz, oddaje jako „bez pardonu”. Kwestią sporną pozostaje, czy i kiedy oznaczało to pojedynki do obezwładnienia lub do krwi. Nierzadko jednak takie starcia prowadziły do śmierci jednego z walczących.

Pokonanego lepiej dobić?

Zdarzało się jednak, że przebieg pojedynku przybierał dla gladiatora dość… przewrotny obrót. Tak było w przypadku Diodorusa, który wprawdzie wygrał swoje starcie, ale… Cóż, przeczytajcie sami. Harry Sidebottom w książce „Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie” przytacza słowa z jego nagrobka, a następnie opatruje je komentarzem:

„Tu leżę zwycięski, Diodorus nieszczęsny. Pokonawszy mego przeciwnika Demetriusa, nie zabiłem go od razu. Morderczy Los i przebiegła zdrada arbitra [summa rudis] zgładziły mnie jednak i porzucając światło, zstąpiłem do Hadesu. Spoczywam w ziemi tych, którzy byli tu pierwsi. Pogrzebał mnie tutaj dobry i pobożny przyjaciel.

Arbiter nie przyjął poddania i kazał Diodorusowi zwrócić miecz Demetriusa. Walkę wznowiono i Diodorus został zabity”.

O przestrzeganie reguł zadbać, a do walki przymusić

O tym, że rzymska arena nie była miejscem pozbawionym reguł, najlepiej świadczy fakt, iż gladiatorzy nie byli na niej sami. I bynajmniej nie chodzi o dzikie zwierzęta, lecz o… sędziów. Tak, pojedynki gladiatorów były sędziowane, o czym dowiadujemy się między innymi ze starożytnych mozaik. Arbitrzy wykorzystywali przy tym własne doświadczenie, ponieważ wcześniej sami byli gladiatorami. Zazwyczaj przestrzegania reguł pilnował jeden sędzia, choć zdarzało się, że było ich dwóch. Istniały dwie rangi arbitrów: „summa rudis” i „secunda rudis”. Posługiwali się kijami, stąd komentarz Harry’ego Sidebottoma, że byli to „główny” i „drugi” kij.

fot.Jebulon – Praca własna / CC0

Amfiteatr w Pompejach , zbudowany około 70 r. p.n.e. i zniszczony przez wybuch Wezuwiusza w 79 r. n.e., niegdyś gościł widowiska z udziałem gladiatorów.

Jaką funkcję pełnili sędziowie? Czasem przedstawiano ich – jak na mozaice z Zalitan – niczym współczesnych sędziów bokserskich: oburącz trzymali ramię zwycięzcy, w którego dłoni wciąż znajdował się miecz. Jednocześnie powstrzymywali go przed zabiciem pokonanego, jeżeli ten zdecydował się poddać. Tak wyglądała sytuacja, gdy obaj gladiatorzy robili to, czego od nich oczekiwano, czyli dostarczali widowni widowiska. Bywało jednak, że nie kwapili się zbytnio do walki – któż by ich winił? Wtedy w ruch szły kije, którymi sędziowie, poprzez szturchnięcia, zachęcali obu przeciwników do podjęcia walki. Podobnie postępują współcześni sędziowie bokserscy, choć zamiast kijów mają do dyspozycji ujemne punkty. Cóż, rzymskie tradycje wiecznie żywe? Jak przystało na imperium ze stolicą w Wiecznym Mieście.

Artykuł powstał na podstawie książki Harry’ego Sidebottoma Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2026.

Zobacz również

Starożytność

Cesarz, który został gladiatorem. Kommodus urządził w Koloseum niezwykłe widowisko

Przez czternaście dni mieszkańcy Rzymu mogli oglądać coś, czego wcześniej nie widziano – samego cesarza występującego na arenie Koloseum. Kommodus zabijał dzikie zwierzęta, walczył jako...

14 września 2026 | Autorzy: Harry Sidebottom

Starożytność

Wiedzieli, że jutro mogą zginąć. Tak wyglądał ostatni wieczór gladiatorów

Jedni żartowali, inni pili, porządkowali swoje sprawy finansowe albo siedzieli w milczeniu, niezdolni przełknąć nawet kęsa. Nazajutrz mieli wyjść na arenę, a nie wszyscy mieli...

6 września 2026 | Autorzy: Harry Sidebottom

Starożytność

Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie

24 godziny z życia rzymskiego gladiatora

2 września 2026 | Autorzy: Redakcja

Starożytność

Kim byli Etruskowie?

To jeden z najważniejszych ludów starożytności. Kultura Etrusków rozkwitała między VIII p.n.e. a I wiekiem n.e. na Półwyspie Apenińskim. Co osiągnęli?

26 czerwca 2025 | Autorzy: Tomasz Sowa

Starożytność

Długość życia w starożytności

Większość starożytnych umierała młodo. Około połowa dzieci nie dożywała nawet okresu dojrzewania. A jeśli przeżyły, nie miały co liczyć na doczekanie starości.

17 września 2024 | Autorzy: Ryan Garrett

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.