Ciekawostki Historyczne
Starożytność

Zbieranina uciekinierów w prostych, drewnianych chatach. Jak powstała Wenecja

Wenecja nie narodziła się jako potężna republika kupiecka, lecz jako schronienie dla uchodźców uciekających przed najazdami barbarzyńców na północną Italię. Na błotnistych wyspach laguny adriatyckiej, gdzie wydawało się niemożliwe stworzenie trwałej osady, powstała społeczność, która z czasem zbudowała jedno z najbogatszych i najbardziej niezwykłych miast w dziejach Europy.

Tekst stanowi fragment książki Jonathana Keatesa pt. Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026).

Trojańskie korzenie i rzymski sojusz

Zanim Rzym urósł w potęgę, plemiona italskie żyjące przy północno-zachodnim krańcu Adriatyku, w miejscu, gdzie Pad i inne rzeki wpływają do morza, nazywały się łącznie Wenetami albo Wenedami od indoeuropejskiego korzenia oznaczającego „kochany” albo „uderzający” (w najszerszym sensie tego słowa). Mówili językiem spokrewnionym z łaciną, budowali twierdze, z których wyrosły miasta takie jak Padwa, Werona i Vicenza. Hodowali konie tak szybkie i silne, że greccy królowie sprowadzali je stąd na potrzeby swych armii. Gdy Republika Rzymska stawała się coraz silniejsza, Wenetowie stali się jej trwałym sojusznikiem, zyskując dzięki temu uprzywilejowany status, kiedy Rzym skonsolidował już swą władzę nad północną częścią Italii. Ostatecznie Rzymianie i Wenecjanie mieli podobne legendarne pochodzenie.

Tak jak Rzymianie wedle legendy mieli wywodzić się od trojańskiego księcia Eneasza, tak i Wenetowie uważali za się potomków mądrego doradcy króla Priama, Antenora, tradycyjnie uznawanego za założyciela miasta Patavium – dzisiejszej Padwy. Oba ludy mogły więc obdarzać się sporym zaufaniem i czerpać dumę z tych wspólnych źródeł, co również przyczyniło się do zamożności i stabilności rządów w północno-wschodniej części Półwyspu Apenińskiego w stuleciach rzymskich.

Akwileja – strażniczka północnej Italii

Równocześnie jednak ziemie Wenetów były podatne na najazdy barbarzyńców, stąd też duże znaczenie głównej tutejszej twierdzy – Akwilei. Miasto powstało najpierw jako rynek handlu bursztynem, sprowadzonym przez dzisiejsze Niemcy z brzegów Bałtyku. Bogactwo i znaczenie Akwilei wzrosły niepomiernie w epoce cesarskiej, przez co miasto stało się rywalem takich miast północy włoskiej jak Werona czy Mediolan. Miasto upodobał sobie cesarz Konstantyn, który umieścił w nim siedzibę administracji prowincji, a tutejszą diecezję podniósł do rangi arcybiskupstwa. Tutejszy handel w znacznej mierze opierał się na połączeniu rzecznym z portem Grado, ważnym punktem przeładunkowym na północy Adriatyku.

fot.Jack Keilo / CC BY-SA 4.0

Wenecja ok. 600 r. n.e.

Zarówno Akwileja, jak i Grado, były przez kilka stuleci nękane najazdami na swoje terytorium. Iliryjscy piraci z Istrii od czasu do czasu stwarzali zagrożenie, plemiona celtyckie nękały pierwszych rzymskich kolonistów, cesarz Oktawian August odpierał ataki słoweńskiego ludu Japodi, a Marek Aureliusz z trudem zapobiegł najazdowi konfederacji plemion germańskich na bezpośrednie otoczenie Akwilei. Pod koniec IV wieku n.e. miasto zyskało jeszcze większe znaczenie strategiczne, gdy granice cesarstwa się skurczyły, a Półwysep Apeniński stał się celem wrogiej migracji liczniejszej niż kiedykolwiek wcześniej.

Poszczególne społeczności, chcąc zachować choć część społecznego porządku, zwracały się do swych biskupów i innego starszego duchowieństwa, szukając w nich kogoś, kto zastąpi dawną klasę cesarskich urzędników administracyjnych – wszystkich tych prefektów, magistratów, „korektorów” i „cenzorów”. Symbolizowana przez tych dawnych urzędników stabilność i ciągłość były zbyt cenne, aby można je było całkowicie odrzucić. Można je było próbować przywracać do życia, choćby tylko i ducha, kiedy tylko było to możliwe, nawet jeśli sama fizyczna tkanka miejska w okolicy chyliła się szybko ku upadkowi.

Dalsza część artykułu pod ramką
Zobacz również:

Najazdy, które zmieniły historię regionu

Około roku 400 n.e. Goci prowadzeni przez króla Alaryka najechali północną Italię. Ten wywodzący się z dzisiejszej Szwecji lud germański od kilku stuleci przesuwał się na wschód i na południe w poszukiwaniu dogodniejszych ziem do wypasu, równocześnie handlował z Rzymianami, ale nigdy całkowicie nie zasymilował się z imperium. Nacisk, jaki wywierali na słabo bronione granice cesarstwa, był po części efektem migracji na ich własne terytorium innego ludu – Hunów z Azji Centralnej – który niebawem miał odegrać kluczową rolę w rozpadzie rzymskiej władzy i w ostatecznym upadku cesarstwa na zachodzie.

Prowadzeni przez Attylę – monarchę tak charyzmatycznego, ze do dziś istnieje w równej mierze w legendzie, co w historii – runęli na Akwileję, oblegli ją i spalili, po czym ruszyli dewastować inne rzymskie miasta położone dalej na południe. Oba najazdy – Gotów i Hunów – zaowocowały bezładną ucieczką z miast w głąb półwyspu. Uciekinierzy zmierzali albo na zachód w stronę relatywnie bezpiecznych miejsc, jak Mediolan, Como czy Pawia, albo na południe do Rimini i Rawenny. Inni zaś wybierali najbezpieczniejsze ze wszystkich miejsce – błotniste,  bardzo słabo zaludnione tereny sąsiadujące z rozległą laguną przy północno-zachodnim krańcu Adriatyku.

Ucieczka na bagna i narodziny nowej wspólnoty

Ten ułożony w kształt półksiężyca wodny świat od strony morza chroniła długa linia mielizn, znanych jako Lido – od łacińskiego słowa „litus” oznaczającego brzeg albo plażę – wewnątrz której leżało kilka błotnistych wysepek, nazywanych barene. To w tym miejscu do morza uchodziły rzeki Brenta, Piawa, Sile i kilka innych. Istniejące tu wówczas osady były albo bardzo małe, albo jedynie sezonowe, oparte całkowicie na rybołówstwie lub zbieraniu soli z solnisk, sprzedawanej następnie w głębi półwyspu. Ta właśnie laguna z jej niezdobytymi wodami, kanałami i błotnistymi brzegami stanowiła znakomite miejsce ukrycia się przed najazdami barbarzyńskimi, chociaż na pewien czas. Uciekinierzy mogli się zebrać na większych wysepkach i przywrócić ta jakiś zakres porządku społecznego, wiedząc, że najeźdźcy nie potrafią jeszcze żeglować ani budować łodzi, które przewiozłyby ich na wyspy z ich bronią, pancerzami i końmi.

Taki właśnie obraz osady – zbieraniny uciekinierów w prostych, drewnianych, krytych strzechą chatach, zbudowanych ze wszystkiego, co dało się zebrać lub ocalić z większych wysp – pojawia się w legendzie o założeniu Wenecji. W wieku XVI, w zenicie weneckiego bogactwa i znaczenia, mitowi temu przydano równie z konkretną datę dzienną, a nawet godzinową – samo południe w piątek, 25 marca 421 roku. Biorąc pod uwagę, że piątek jest tradycyjnie uznawany za dzień zwiastujący nieszczęście, jest to nieco paradoksalne, choć jednak równocześnie jest to dies Veneris, kojarzony z boginią Miłości, która wedle klasycznego mitu miała się zrodzić z morza. Tak czy inaczej, symbolikę tę można uznać za pasującą do miasta, które również powołano do życia dosłownie spośród fal, jakby chcąc pokazać, że niemożliwe jest możliwe. Nie trzeba chyba mówić, że nie istnieje najmniejszy choćby dowód potwierdzający prawdziwość tych szczegółów. (…)

Od Torcello do Rialta

Od samego początku najbardziej zaludnionymi obszarami laguny było Malamocco na Lido, poprzecinana błotnistymi kanałami wyspa Torcello (dziś wzorzec przygasłej świetności i romantycznej nostalgii), a także, najbliżej głównego lądu, grupka blisko z sobą ściśniętych wysepek znanych jako rivus altus („wysoki brzeg”), skąd wzięła się nazwa Rialto – dzisiejszego centrum Wenecji. To ten ostatni ośrodek we wczesnym średniowieczu zaczął dominować nad pozostałymi – to tutaj rozpoczęła się znana nam dziś historia Wenecji – miasta, państwa i jego mieszkańców. Ze wspaniałego niegdyś i potężnego Malamocco niemal nic do dzisiaj nie przetrwało. Na Torcello dwa kościoły – Santa Maria i Santa Fosca – wraz z gromadą kamieni w małym sąsiednim muzeum archeologicznym są jedynymi śladami kwitnącego niegdyś średniowiecznego miasta. To na brzegach i mieliznach Rialta, a konkretnie na wyspie zwanej Luprio, utrwaliła się społeczność miejsca, która zapuściła tu korzenie w piątym i szóstym wieku n.e.

Budując najpierw domy z drewna, plecionki i gipsu, pierwsi Wenecjanie mieli ostatecznie przejść do budowania z cegieł i kamieni, cały czas jednak rozwijając kluczowy od początku kunszt kładzenia fundamentów, niezbędny do postawienia jakiegokolwiek budynku  na skrajnie niestabilnych i słabych błotnistych gruntach tutejszej laguny. Wokół wszystkich tych osad, zarówno na głównym lądzie, jak i na brzegach Lido, rósł gęsty las sosnowy. Tutejsze drzewa już wcześniej wykorzystywano do wyrobu masztów i wioseł dla statków dalekomorskich. Teraz zaś całe pnie, odarte z gałęzi, kory i korzeni wykorzystywano jako pale wbijane głęboko w błotnisty grunt. Na nich kładziono platformę z drzewa modrzewiowego, a na niej podobną płaską strukturę z wiązu lub olchy. Taka konstrukcja wystarczająca utwardzała ziemię. Identyczną metodę stosowano przez kolejnych tysiąc lat, gdy w Wenecji budowano z cegły i marmuru.

fot.collection by DanieleDF1995 (talk) / CC BY-SA 3.0

Wenecja

To zdumiewające, ale takie wspaniałe budowle jak wielkie gotyckie bazyliki Frari czy Santi Giovanni e Paolo, pałac doży czy kościół Santa Maria della Salute są wszystkie wsparte właśnie na takiej drewnianej strukturze. Kiedy w roku 1902 najwyższy budynek w Wenecji – dzwonnica San Marco – zawalił się, ukazały się jej drewniane fundamenty. Całkowicie nienaruszone. Wykorzystano nowe pale i wedle tego samego systemu wbito je w grunt, gdy dziesięć lat później wznoszono istniejącą do dziś odbudowaną dzwonnicę.

Kim byli pionierzy tych niezwykłych projektów. Piętnastowieczny pamiętnikarz Marin Sanudo opisuje ich jako „prostych ludzi, którzy cenili dobroduszność i niewinność, a wiarę wynosili ponad bogactwa. Gardzili ozdobnymi strojami, nie chcieli walczyć o zaszczyty, jednak gdy zachodziła taka potrzeba, zawsze honorowo stawiali się na wezwanie”. To dość klasyczna pochwała dawnych wartości, sugerująca, że współcześni Sanuda nie dorastali do takich standardów. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. W tej wczesnej epoce weneckich dziejów powstało społeczeństwo zaradnych, bystrych i nastawionych na handel uchodźców, którzy lojalnie strzegli wizji stworzenia bezpiecznego azylu, gdy chaos i pożoga ogarniały miasta, jakie za sobą zostawiali. Społeczność tę wzmacniała również świadomość możliwości handlowych, jakie ludziom przedsiębiorczym stwarzało nabrzeżne otoczenie dogodnie położonej laguny.

O tym, że ich kalkulacje były trafne, najlepiej świadczy słynny list napisany przez Kasjodora, prefekta pretorianów w Rawennie, do przywódców weneckich, tak zwanych trybunów morskich, w roku 523 n.e. Kasjodor prosi w imieniu króla gockiego Teodoryka o bezpieczne przewiezienie do Rawenny wina i oliwy z Istrii. „Sprowadźcie je prędko, macie przecież wiele statków przemierzających morza. Żyjecie przecież jak morskie ptaki, wasze domy rozsiane są na wyspach na morzu. Twarda ziemia, na której stoją te domy, trzyma się tylko dzięki plecionkom i łozom [jest to aluzja do głębokiego palowania utrzymującego miękki grunt]. Wasi ludzie mają jedno wielkie bogactwo – ryby, których dla wszystkich wystarczy”. Kasjodor wychwala dalej te same cnoty, o których tysiąc lat później będzie pisał Sanudo, bez wątpienia opierając się zresztą na samym liście Kasjodora.

„Nie ma pośród was rozróżnienia na bogatych i biednych. Wszyscy jedzą to samo jedzenie, wszystkie domy są jednakie.Zazdrość, wszędzie tak kwitnąca, wam pozostaje nieznana”. Na koniec zaś, zanim zaleca naprawę „łodzi, które jak konie trzymacie powiązane u swych wrót”, Kasjodor identyfikuje pierwsze źródło weneckiego bogactwa. „Cały swój wysiłek wkładacie w prace na solniskach, z nich płynie wasze bogactwo i możliwość kupienia tego, czego sami nie posiadacie. O ile bowiem są tacy, który nie bardzo potrzebne jest złoto, o tyle nie ma żywego człowieka, który nie pragnął by soli”.

Ten list, cytowany przez wszystkich piszących o weneckich początkach, jest wartościowy nie tylko dlatego, że zapewnia nam najwcześniejszy opis społeczności wyraźnie ukształtowanej, poważanej przez sąsiadów i najwyraźniej dobrze prosperującej. Wyraźnie podkreśla on również wyjątkowość i trzymanie się obranych sposobów życia pośród ludzi, już wówczas pod wieloma względami wyjątkowych, napędzanych własnymi ideałami, motywacjami i aspiracjami. Pod pewnymi względami możemy powiedzieć, ze nic się nie zmieniło przez tysiąc pięćset lat, jakie upłynęły, odkąd Kasjodor napisał swój list.

fot.Netzach / CC BY-SA 4.0

Rozwój terytorialny Republiki Weneckiej

Głęboko zakorzeniony egalitaryzm nadal powszechnie występuje pośród przeciętnych Wenecjan, łodzie nadal wiąże się przed bramami domów, a ryby dalej są kluczowym elementem codziennej kuchni. Jeszcze bardziej znaczące jest jednak wyraźne poczucie, pobrzmiewające w samym stylu listu prefekta, że tutejsi ludzie są zupełnie inni od mieszkańców reszty Półwyspu Apenińskiego i że traktować ich należy z pewną dozą respektu.

Takie poczucie wyjątkowości również pozostało powszechne w Wenecji aż do dnia dzisiejszego. Wenecjanie są Włochami, kiedy tylko im to pasuje, ale równocześnie przez stulecia zdołali zachować wiele odrębności, autonomii i niezależności. Włochy – czy jako grupa niezależnych państw, czy też od roku 1870 jako kraj zjednoczony – zachowały niepewne i ostrożne podejście do Wenecji, jakby nigdy nie były całkiem pewne, co począć z tym miejscem i jego mieszkańcami: jak wpasować ich we wspólne narodowe dziedzictwo i wspólną kulturę.

Tekst stanowi fragment książki Jonathana Keatesa pt. Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Premiera 3 czerwca,  w przekładzie Macieja Miłkowskiego nakładem Wydawnictwa Literackiego. Książka liczy ponad 600 stron i zawiera 60 kolorowych ilustracji, zdjęć i map.

Zobacz również

Średniowiecze

Rusowie. Jak ludzie Północy stworzyli Ruś

Gdy wikingowie ruszyli na Wschód, przestali być tylko wojownikami. Jako Rusowie stali się pośrednikami między stepem a kalifatem, handlując futrami, srebrem i niewolnikami. Ich szlaki...

2 maja 2026 | Autorzy: Cat Jarman

Starożytność

Zaraza Antoninów: kiedy imperium Rzymu ugięło się pod niewidzialnym wrogiem

Epidemia, która wybuchła w II wieku n.e., zabiła miliony i sparaliżowała Imperium Rzymskie. Marek Aureliusz, filozof na tronie, musiał zmierzyć się nie tylko z wojną,...

15 kwietnia 2026 | Autorzy: Donald J. Robertson

Starożytność

Filozof na wojnie. Marek Aureliusz między stoicyzmem a rzezią barbarzyńców

Marek Aureliusz pisał o braterstwie wszystkich ludzi, nawet tych, których nazywał wrogami. Jednocześnie dowodził armią, która tysiącami zabijała Sarmatów na lodzie Dunaju. Jak pogodzić stoicką...

8 kwietnia 2026 | Autorzy: Donald J. Robertson

Średniowiecze

Odzyskanie Rzymu przez Belizariusza w 536 r. n.e.

Odzyskanie Rzymu przez Belizariusza było kluczowym momentem bizantyńskiej rekonkwisty Justyniana I. Wybitny wódz cesarski przeprowadził imponującą kampanię.

17 listopada 2025 | Autorzy: Peter Sarris

Starożytność

Dlaczego upadł Rzym?

Czy kryzys uczynił z Rzymu łatwy cel dla barbarzyńców, czy to ich najazdy osłabiły cesarstwo? Jak to możliwe, że starożytne imperium zostało rzucone na kolana?

5 czerwca 2025 | Autorzy: Herbert Gnaś

Średniowiecze

Jak Karol Wielki został cesarzem?

Biograf Karola Wielkiego Einhard twierdził, że koronacja na cesarza przez Leona III zaskoczyła króla Franków. Wiele wskazuje jednak, że było zupełnie inaczej.

28 listopada 2024 | Autorzy: Peter Heather

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.