Gdy wikingowie ruszyli na Wschód, przestali być tylko wojownikami. Jako Rusinowie stali się pośrednikami między stepem a kalifatem, handlując futrami, srebrem i niewolnikami. Ich szlaki wzdłuż rzek stworzyły system, który przypominał wczesną globalizację.
Każdy, kto zaczyna badać podróże wikingów na Wschód, natychmiast dostrzega jedną rzecz. Na mapie widać, że ich osady były rozmieszczone wzdłuż rzek, wiły się wraz z nimi w głąb lądu i rozciągały na olbrzymim terenie od północnych wybrzeży Morza Bałtyckiego po Morze Czarne na południu. Nie ulega wątpliwości, że władzę na tym obszarze sprawowali ci, którzy byli w stanie kontrolować rzeki, a co więcej – wiedzieli, jak po nich nawigować.
Szlaki, które prowadziły na Wschód
Wiemy całkiem dużo na temat podróży wikingów, chociaż nie ze źródeł archeologicznych, lecz na poły fikcyjnych źródeł pisanych. Za ich pośrednictwem – co nietypowe – możemy spojrzeć na władców rzek z dwóch perspektyw. Sagi, głównie islandzkie, spisane w XII oraz XIII wieku (które mogły, ale nie musiały być inspirowane prawdziwymi wydarzeniami), opisują wyprawy wikingów w miejsca, które wydawały mi się niezwykle egzotyczne, gdy przeczytałam o nich po raz pierwszy w szkole: Garðaríki, Miklagarðr oraz Serkland. Dziś znamy je jako Rosję, Stambuł oraz prawdopodobnie kalifat dynastii Abbasydów. W umysłach średniowiecznych pisarzy były to krainy pełne bogactw, pieniędzy i piękna. Na tamtejszych placach i targach można było zobaczyć egzotyczne zwierzęta, pikantne przyprawy oraz kolorowe owoce.
Ludzie ubierali się w niezwykłe stroje i mówili dziwnymi językami.
Wikingowie oczami Arabów
W kontraście do nich stoją relacje arabskich podróżników, którzy – wędrując wzdłuż rzek wschodniej Europy – spotykali wysokich, jasnowłosych ludzi z Północy. Niektóre źródła arabskie nazywają wikingów al-Madjus, „czcicielami ognia” – to typowe określenie, którego używano, aby opisać pogan. Autorzy tych relacji opisują wikingów ze swojej perspektywy, nierzadko podkreślając ich barbarzyńskie, niezwykłe czy wręcz szokujące zwyczaje, które stały w sprzeczności z (ich zdaniem) bardziej cywilizowanym Wschodem. Dzięki arabskim pisarzom dowiadujemy się, w jaki sposób wikingowie prowadzili handel, a nawet jak pozyskiwali dirhamy, aby kupować za nie biżuterię (w tym paciorki) dla swoich kobiet; wiemy również, że wikińskie kobiety nosiły na szyi srebrne naszyjniki, a także poznajemy pewne szczegóły dotyczące chowania wodzów wodzów i składanych przy tej okazji ofiar z ludzi.
fot.domena publiczna / Wikipedia Pogrzeb wodza Rusów, obraz pędzla Henryka Siemiradzkiego. Państwowe Muzeum Historyczne, Moskwa.
Co ważne, teksty te potwierdzają, że wikingowie handlowali niewolnikami i cechowała ich wyjątkowa zaradność, którą wykorzystywali w zapełnieniu niszy na rynku jako pośrednicy między ludami stepowymi (m.in. Chazarami) a szybko rozwijającym się światem arabskim.
Przeczytaj także: Sztuka wojny wikingów: od muru z tarcz po glimę
Narodziny Rusinów
Ani w źródłach wschodnich, ani w arabskich ludzie z Północy nie są znani w tym okresie jako wikingowie. Niemal niezauważalnie przekształcili się w zupełnie nową społeczność – Rusów. Nazwa ta oddziela Wschód od Zachodu w sposób, który nierozerwalnie i znacząco splata się z ówczesną polityką. Pytanie o to, czy wikingowie i Rusowie to ten sam lud, od dziesięcioleci stanowi element dyskusji o narodowej tożsamości krajów wschodniej Europy, ale – potencjalnie – może być też jednym z powodów, dla których do niedawna uważano, że wikingowie ze Wschodu bardzo różnią się od wikingów z Zachodu. Nowe odkrycia zaczynają jednak podważać dotychczasowe ustalenia. Przed rozwinięciem tego tematu trzeba przyjrzeć się bliżej źródłom pisanym.
Po raz pierwszy Rusowie pojawiają się w nich w absolutnie niespodziewanym miejscu – w Annales Bertiniani, rocznikach frankońskich spisywanych w klasztorze St Bertin. Według tego tekstu 18 maja 839 roku do Ludwika Pobożnego, władcy Franków, przybył posłaniec. W owym czasie dwór Ludwika znajdował się w Ingelheimer Kaiserpfalz – rezydencji cesarskiej w Inghelheim am Rhein nad Mozą, pełnej bogactw i godnej Świętego Cesarza Rzymskiego oraz syna Karola Wielkiego. Posłaniec, który tamtego dnia przekroczył bramy pałacu, wyruszył w drogę z Bizancjum. Towarzyszyła mu grupa mężczyzn mówiących o sobie Rhos.
Przywieźli wspaniałe dary oraz list od cesarza bizantyjskiego, Teofila. Poza typowymi dla takiej korespondencji wylewnymi wyrazami uznania oraz oświadczeniami o niezachwianej miłości między oboma władcami, Teofil prosił, aby Ludwik pozwolił Rusom na bezpieczne podróżowanie po swoim państwie, zostali oni bowiem wyprawieni „przez swojego króla”, pragnąc zawarcia przyjaźni. Prosił również, aby w razie potrzeby Ludwik udzielił im pomocy w powrocie do domu, ponieważ, jak pisał, do Konstantynopola dotarli niezwykle niebezpieczną trasą, „podróżując pośród najdzikszych i najbardziej prymitywnych ludów”. Nie wiemy, kim były owe ludy, możemy jednak założyć, że delegacja Rusów podróżowała rzekami wschodniej Europy.
fot.Johannnes89 / CC BY-SA 3.0Ruś w połowie IX wieku. Barwą czerwoną oznaczono najstarsze grody ruskie – obszary tę stanowię kolebkę państwowości ruskiej. Linią niebieską oznaczono granice Kaganatu Chazarskiego. Rusowie toczyli z Chazarami w IX w. wiele wojen i wyparli ich ostatecznie w X wieku z terytoriów dzisiejszej Ukrainy i południowej Rosji.
Ludwik Pobożny traktował przybyłych z dozą podejrzliwości. Mimo zaufania, którym zdawał się go darzyć jego bizantyjski sojusznik, cesarz postanowił wypytać mężczyzn o motywy, które przywiodły ich do państwa Franków, podejrzewając, że w rzeczywistości wcale nie pragnęli nawiązania przyjaznych stosunków z jego krajem, lecz byli szpiegami. Drążąc kwestię ich pochodzenia (nigdy wcześniej nie słyszał o ludzie zwącym się Rhos), w końcu odkrył, że goście należeli do ludu Sueones, czyli Szwedów. Innymi słowy, do ludu, który my nazwalibyśmy wikingami. Ludwik postanowił zatrzymać ich na pewien czas w Ingelheim, dopóki nie zdoła dociec prawdziwych przyczyn tej wizyty. Napisał o tym Teofilowi, odgrażając się, że odeśle mężczyzn przed jego oblicze, aby wymierzył im stosowną karę, jeśli tylko wyjdzie na jaw, że mieli niecne intencje.
Relacja na tym się kończy, a wszelkie inne źródła milczą na temat tej konkretnej grupy. Nie wiemy, czy mężczyźni bezpiecznie wrócili do domu ani skąd konkretnie przybyli – ludzie z Północy powszechnie określali siebie w tamtym czasie mianem Szwedów. Ludwik, chociaż nie znał Rusów, to na pewno wiedział, kim byli wikingowie i Szwedzi – raptem kilka lat wcześniej wspierał misję mnicha Ansgara do Birki, mającą na celu schrystianizowanie tamtejszych mieszkańców. Być może źródłem podejrzeń władcy było to, że miał do czynienia z poganami, którzy opierali się konwersji na chrześcijaństwo.
Przeczytaj także: W co wierzyli wikingowie?
Skąd wzięła się Ruś
Dziś większość badaczy jest przekonana, że termin „Ruś” wywodzi się od staronordyckiego słowa róa – „wiosłować”. Z czasem doszło do uproszczenia za pośrednictwem starofińskiej wersji tego słowa, stosowanej przez Finów na określenie wioślarzy – roðsmenn, tj. „migranci”, „podróżujący łodziami Skandynawowie, spotykani na Wschodzie”. W źródłach pisanych z Północy, przede wszystkim w sagach i poezji skaldów, trasy wiodące na Wschód określano zbiorczym terminem Ástrvegr – „wschodnia droga”. Termin ten pojawia się na inskrypcjach runicznych z terenów Skandynawii – wiele z nich zawiera określenia ástervegi lub po prostu austr, czyli „wschód”, bez doprecyzowywania miejsca. Najwyraźniej w wielu przypadkach taki opis był wystarczający.
Termin Garðaríki, który znamy z sag islandzkich, odnoszący się do – jak uważa większość badaczy – terenów dzisiejszej Rosji, pochodzi od rosyjskiego słowa gorod – „umocnione miasto” (które z kolei sięga do nordyckiego wyrazu oznaczającego „twierdzę” lub „osadę”), oraz rike – „królestwo”, „kraj”. Innymi słowy, Garðaríkito „królestwo miast”. Późniejsze Garðar stanowiło skrócone określenie całego tego regionu, czyli zgodnie z jedną z definicji: „całego obszaru między Arktyką a Morzem Czarnym i między Polską a Uralem”. Inne sformułowanie, które również było niekiedy w użyciu, to Svíþjóð in mikla, „Większa Szwecja”. W Ynglinga saga Snorri Sturluson wyjaśnia, że teren ten rozciągał się od Północy do Morza Czarnego i że był nie mniejszy niż „Wielki Serkland”, tj. Afryka Północna. Jak widać, Ruś miała naprawdę imponujące rozmiary.
Względnie współczesny wikingom opis Rusi i jej terenów znamy z pracy żyjącego w X wieku arabskiego pisarza Ibn Rusteha, który w większości bazował w tym przypadku na anonimowej relacji z końca IX wieku:
Główną siedzibą Rusów jest wyspa na jeziorze; wyspę, którą zamieszkują, można przebyć w trzy dni, drogą przez las i bagna porośnięte drzewami, i jest tam wilgotne bagno, tak że kiedy człowiek postawi stopę na ziemi, ugina się ona od wilgoci […]. Mają oni króla, który zwie się kaganem Rusów […], organizują najazdy zbrojne na Saqalaba, płynąc na swych statkach, aby do nich dotrzeć; biorą ich w niewolę, wywożą do Chazarów i Bułgarów, z którymi handlują […]. Nie uprawiają ziemi; jedzą tylko to, co przywiozą z krainy Saqalaba […] ich jedynym zajęciem jest handel futrami soboli i szarych wiewiórek oraz innymi; tym handlują, biorąc zapłatę w złocie i srebrze, które umieszczają bezpiecznie w swych pasach (lub jukach).
Często uznaje się, że opis ten dotyczy Starej Ładogi, choć nie jest to wyspa, lub – co bardziej prawdopodobne – okolic jeziora Ilmen. To był zatem początek, a być może nawet serce nowego terytorium wikingów, na którym mogli handlować, rabować oraz się osiedlać. Na podstawie źródeł pisanych jest niemal pewne, że Rusowie mieszkali na tym obszarze od początków IX wieku, potwierdzają to także źródła archeologiczne – z tych jednak nie wynika, co przyciągało Skandynawów w te rejony i zachęcało ich do osadnictwa, a finalnie skutkowało napływem olbrzymich ilości srebra pochodzącego z handlu niewolnikami i futrami na Północ. Obszary te wyraźnie kontrastowały z terenami, do których Skandynawowie docierali na Zachodzie – jako równiny nie obfitowały w takie same bogactwa jak tereny Francji, Brytanii czy Irlandii. Nie było na nich bogatych kościołów czy niestrzeżonych klasztorów, w których można było zdobyć złoto i cenne kamienie.
fot.domena publiczna / Wikipedia Chrzest Kijowian , obraz Kławdija Lebiediewa
Zamiast tego, aby odnieść sukces, wikingowie skupili się na czymś innym – cennych surowcach. Mogli nimi handlować i je wykorzystywać, co dawało im dostęp do srebra, którego tak bardzo pożądali wszędzie, dokąd się udawali. Wschód był kierunkiem dla najbardziej przedsiębiorczych, ponieważ dawał szansę na odniesienie błyskawicznego sukcesu.

KOMENTARZE (1)
Dziwi hojność z jaką szafuje się granicami Chazarii, keidy faktycznie to były granice do których docierały zagony wojowników. To tak jakby Chanat krymski rysować od Moskwy po Kraków