Budowa wikińskiego okrętu wymagała ogromnych zasobów, lat pracy i wyjątkowych umiejętności rzemieślników. Każdy statek był skomplikowaną konstrukcją, od której zależały sukces wypraw, handel i przetrwanie załogi na wzburzonych wodach północnej Europy.
Debata na temat początków epoki wikingów oraz mechanizmów wpływających na jej rozwój trwa od wieków. Jednym z czynników uważanych za kluczowy w przypadku obu powyższych zagadnień był proces rozwoju wikińskich łodzi. Wyjątkowo dobra pod względem inżynieryjnym technologia ich konstrukcji pozwoliła na morską eksplorację nowych terytoriów oraz toczenie wojen na skalę, dotąd nieznaną w północnej Europie.
Narodziny wikińskiego okrętu
Po raz pierwszy wikiński statek odkryto w 1867 roku na farmie w południowej Norwegii. Łódź z Tune, którą obecnie można oglądać w Muzeum Łodzi Wikińskich w Oslo, to prawdopodobnie najmniej imponująca jednostka w tamtejszych zbiorach, ale zarazem dostarczająca największej liczby informacji. Dobrze zakonserwowana dzięki szczególnym warunkom glebowym łódź z Tune została znaleziona pod olbrzymim kopcem, liczącym około sześćdziesięciu metrów średnicy oraz co najmniej cztery metry wysokości.
Łódź z Tune odkopał Oluf Rygh, profesor, który miał się stać jednym z ojców norweskiej profesjonalnej archeologii, ale zastosowane przez niego metody daleko odbiegały od dzisiejszych standardów. Wykopaliska przeprowadzono agresywnie i pośpiesznie w zaledwie dwa tygodnie – do spodu kadłuba przytwierdzono drewnianą ramę, po czym łódź wyciągnięto z ziemi przy pomocy koni i przeniesiono na barkę zacumowaną na pobliskiej rzece. Stamtąd łódź popłynęła do Oslofjorden, a potem została przetransportowana do stolicy. Tam, niestety, okazało się, że muzeum jest za małe, więc trzymano ją na zewnątrz, dopóki nie zbudowano odpowiedniego dla niej pomieszczenia.
fot.Kryzys w Chinach / CC BY-SA 2.5Statek wikingów Tune w Muzeum Statków Wikingów w Oslo .
Później z użyciem metody dendrochronologicznej (datowania na podstawie słojów drewna) ustalono, że łódź pochodziła z około 905–910 roku. Chociaż istnieje dowód na to, że pochowano w niej zmarłego, to szkielet oraz większość złożonych w niej dóbr zaginęły w czasie wykopalisk. Łódź wykorzystywano prawdopodobnie do transportu lekkich towarów oraz – przypuszczalnie – ludzi, ponieważ dobrze nadawała się na statek wojenny. O ile podobne do niej, większe statki mogły bez problemu poruszać się po płytszych wodach rzek, o tyle mniejsze jednostki były zwyczajnie od nich praktyczniejsze i i częściej używane do codziennych podróży.
Technologia wyprzedzająca epokę
Wikińskie łodzie były wyjątkowe z kilku powodów. Kształt ich kadłubów, których konstrukcję ułatwiała klinkierowa technika budowy – każda deska zachodziła na kolejną – sprawiał, że były one wyjątkowo stabilne oraz zdolne do nawigowania po wzburzonym morzu. Jednocześnie płytkość kadłubów powodowała, że dobrze nadawały się one do cumowania na plażach lub pływania po fiordach i rzekach. Niepowtarzalność tych łodzi tkwiła nie tylko w elastyczności kadłubów, lecz także w nowym wynalazku w postaci kila – osi konstrukcyjnej biegnącej przez całą długość statku, od dziobu do steru, stabilizującej go i umożliwiającej zamontowanie na nim żagli. Kombinacja żagli i kila nadawała wikińskim łodziom bezprecedensowy zasięg oraz szybkość. Czyniła je także bardziej zwrotnymi na morzu.
Statki wikingów miały wiele istotnych taktycznych zalet, dzięki którym były w stanie pływać na duże odległości i lawirować na płytkich wodach. W razie potrzeby ster można było podnieść i uciec wrogiej jednostce, oddalając się poza jej zasięg. Łodzie można było także z łatwością wciągać na plaże, co miało wiele sensu w miejscach takich jak Foremark. Tak w rodzinnych stronach, jak i w czasie dalekich wypraw umożliwiało to wikingom ich transport – przeciąganie lub przenoszenie lądem do kolejnej rzeki czy nad brzeg morza. Jak zobaczymy później, był to kluczowy czynnik ich sukcesów we wschodniej Europie.
fot.Hofi0006 / CC BY-SA 3.0Pozostałości statku Oseberg, obecnie znajdujące się w Muzeum Łodzi Wikingów (Oslo)
Mimo tego, że łodzie odgrywały tak istotną rolę w inwazjach wikingów, nie pozostało po nich zbyt wiele śladów w miejscach, do których nimi zawijano. Według naszego obecnego stanu wiedzy w całej Anglii nie zachował się ani jeden wikiński statek. Kilka znaleziono w grobach na terenie Szkocji oraz na wyspie Man, są to jednak niewielkie jednostki, a nie długie statki, które służyły, jak można przypuszczać, do dużych ataków, np. prowadzone przez Wielką Armię. Jeśli chodzi o łodzie odnajdywane w grobach, z reguły i tak dysponujemy tylko żelaznymi elementami, gwoździami i nitami, ponieważ części organiczne zdążyły już zgnić w ziemi. Nie licząc jednego kompletnego wraku wikińskiego statku znalezionego na dnie morza, naszymi najpewniejszymi dowodami na ich obecność w Anglii są zatem te metalowe pozostałości. Właśnie dlatego gwóźdź okrętowy jest w stanie powiedzieć nam coś o ich bytności w takich miejscach jak Repton.
Gwoździe były kluczowym komponentem potrzebnym do wytwarzania statków. Szacuje się, że do budowy dużych jednostek, jak na przykład znaleziona w Norwegii łódź z Oseberg, potrzebnych było co najmniej pięć tysięcy gwoździ, co daje ponad 125 kilogramów żelaza1. Nawet taka liczba byłaby zbyt mała na daleką wyprawę, ponieważ żelazo bardzo źle znosi kontakt ze słoną wodą, rdzewieje i szybko wymaga wymiany. Konieczne zatem były bieżące naprawy nitów i gwoździ w trakcie podróży, nie wspominając już o konieczności usuwania uszkodzeń, które statek mógł odnieść w inny sposób, na przykład w trakcie bitwy lub ataku. Prawdopodobne obozy zimowe miały kluczowe znaczenie dla sukcesu militarnego wikińskich ekspedycji, właśnie dlatego, że zapewniały możliwość renowacji łodzi, czego dowody leżały przede mną na podłodze mojego gabinetu.
Przeczytaj także: Sztuka wojny wikingów: od muru z tarcz po glimę
Ile kosztował żagiel?
Również żagle pochłaniały ogromne ilości zasobów. Opracowane w VIII lub być może nawet w VII wieku w Skandynawii wykorzystanie dużych żagli tekstylnych fundamentalnie zmieniło podróże w północnych rejonach Europy. Żagle same w sobie nie były niczym nowym – w innych miejscach świata stosowano je już wiele wieków wcześniej – ale w Skandynawii aż do mniej więcej VIII wieku łodzie napędzano wiosłami, dopóki zastosowanie żagli nie umożliwiło żeglowania po morzach na wielką skalę. Większość żagli w epoce wikingów wykonywano z wełny, ponieważ ten materiał miał doskonałe właściwości – możliwe było produkowanie z niej wytrzymałych tkanin, zdolnych znieść trudne warunki panujące na wietrznych, słonych wodach Morza Północnego.
Tak naprawdę niezniszczony, dobrej jakości żagiel był równie istotny, co sam statek, ale nie był tani. W pochodzącej z XI wieku Óláfs saga helga poznajemy postać twardego Norwega Ásbjǫrna Selsbani, który wybucha płaczem, gdy w ramach kary za nielegalne nabycie zboża ludzie króla rekwirują jego cenny, wysokiej jakości żagiel. Łatwo to zrozumieć, gdy przyjrzymy się logistyce stojącej za produkcją żagli – statek o trzech parach wioseł szacunkowo potrzebował żagla o rozmiarach około 120 m2, podczas gdy mniejsze statki kupieckie – około 46 m2.
fot.Softeis / CC BY-SA 2.5Model drakkaru (łodzi wikingów)
Rekonstrukcje wykazały, że wytworzenie wełnianego żagla o rozmiarach 100 m2 metodami dostępnymi w czasach wikingów wymagało oszałamiających 1292 dni pracy – trzech i pół roku, bez żadnych dni wolnych. Do tego celu potrzeba było 75 kg wełny pozyskanej od około 150 owiec. Aby jakakolwiek wyprawa miała szansę powodzenia, należało mieć dostęp do tych zasobów. Kolejną niezbędną umiejętnością było dbanie o żagle w czasie podróży oraz ich naprawa w przypadku uszkodzeń poniesionych w trakcie wyjątkowo silnego sztormu lub bitwy. Rzecz jasna, z wełny wykonywano nie tylko żagle. Prawdopodobnie używano jej również do tworzenia namiotów i ubrań. Istnieją w pełni zrozumiałe przesłanki dotyczące tego, że częściowo wodoodporne ubranie było wyjątkowo pożądane w czasie morskich podróży.
Perfekcyjny statek króla Olafa
Źródła pisane przekazują nam nie tylko opowieści o legendarnych statkach, lecz także interesujący wgląd w proces ich powstawania. Najsłynniejszy wikiński statek to Ormrinn langi, „Długi Wąż”, zbudowany, jak pisze w Heimskringla Snorri Sturlson, w 1000 roku przez norweskiego króla Olafa Tryggvasona. Według tej opowieści król Olaf nakazał zbudowanie nowego statku, zainspirowany innym okrętem, który przechwycił, ale polecił, aby pod każdym względem był on od niego lepszy: większy, staranniej wykonany, „wysoki, jak morskie statki”, z trzydziestoma czterema ławami dla wioślarzy, co dawało łącznie sześćdziesiąt osiem wioseł. Olśniewający „Długi Wąż” został bogato przyozdobiony – jego głowa i łukowaty ogon były pozłacane, a żagiel miał wielkie rozmiary.
Snorri przypisał wspaniałość tego statku jego budowniczemu, Thorbergowi Skafhogowi. Thorberg pracował wraz ze swoimi ludźmi przy ścinaniu, obróbce i transporcie drewna oraz produkcji gwoździ – wszystkie wykorzystane elementy były najwyższej jakości, ale ten perfekcjonizm nieomal kosztował Thorberga życie. Pewnego dnia zostawił pracę nad łodzią swoim rzemieślnikom i sam udał się załatwić pewne pilne rodzinne sprawy. Rankiem następnego dnia po jego powrocie król przybył na inspekcję, a zdenerwowani robotnicy poinformowali go, że ktoś zniszczył statek, pod osłoną nocy nacinając wszystkie deski jedna po drugiej. Król popadł we wściekłość i poprzysiągł śmierć temu, kto się tego dopuścił, był bowiem przekonany, że zrobiono to z zazdrości.
Wówczas Thorberg wystąpił przed szereg i oświadczył, że z radością może wskazać sprawcę – siebie. Tak bardzo był zawiedziony efektem pracy swoich ludzi, że postanowił sabotować budowę łodzi, dobrze wiedząc, że króla to rozgniewa. Pod groźbą śmierci Thorberg zaczął naprawiać deski, nadając im taki kształt, że statek okazał się znacznie lepiej wykonany i o wiele piękniejszy. Aby znacząco poprawić parametry okrętu, Thorberg nie tylko wygładził deski, ale również przyciął je tak, aby były cieńsze i lżejsze, a tym samym elastyczniejsze w wodzie.
Chociaż historia „Długiego Węża” nie musi być w pełni prawdziwa, to pokazuje, ile był wart zręczny budowniczy okrętów, oraz daje nam wgląd w jego pracę. Snorii wspomina o tym, ilu ludzi mógł pomieścić „Długi Wąż” – co najmniej sześćdziesięciu ośmiu wioślarzy oraz dodatkowych trzydziestu członków załogi na przodzie. To istotna informacja w kontekście szacowania rozmiarów najazdów wikingów. W latach 50. XX wieku historyk Peter Sawyer zrachował okręty wymienione w źródłach pisanych, każdy mnożąc przez liczbę dostępnych w nim miejsc, aby w ten sposób obliczyć rozmiary sił wikińskich.
Większe statki były w stanie wziąć na pokład również zwierzęta, w tym konie, co stanowiło istotną przewagę taktyczną. Widać to na Tkaninie z Bayeux, która przybliża przebieg inwazji Wilhelma Zdobywcy na Anglię (Wilhelm był normańskim królem, potomkiem wikińskich osadników z Normandii, więc przedstawione na Tkaninie okręty zapewne wiarygodne odwzorowują wikińskie statki). Widać na niej statki wpływające na płytkie wody, z których wyskakują konie, aby wziąć udział w bitwie. Istnieją dowody na to, że wikingowie w IX wieku używali koni, nie wiemy jednak, czy przewożono je statkami – Kronika anglosaska informuje nas, że „armia najeźdźcza”, która w 881 roku opuściła Anglię i udała się na kontynent, dysponowała końmi zdobytymi po bitwie od pokonanych wrogów.
Wykorzystanie statków jako komór grobowych to przypomnienie, że okręty w epoce wikingów pełniły także istotną funkcję w wierzeniach, i to nie tylko w wędrówce w zaświaty. Niektórzy sugerują, że łódź miała zabierać zmarłych, w zależności od ich przeznaczenia, do Helu lub Walhalli. W mitologii nordyckiej magiczny Skidbladnir, okręt należący do Frejra, brata bogini Freyi, zbudowały te same karły, które wykuły Mjölnir, młot Thora. Skidbladnir był wyjątkowym statkiem – nie tylko największym, ale również najlepszym owocem najwyższego rzemiosła. Żeglował napędzany magicznym wiatrem, który zaczynał wiać, gdy tylko załoga weszła na pokład, bez względu na to, w którą stronę okręt zmierzał. Statek miał być tak olbrzymi, że mieścili się na nim wszyscy bogowie wraz z bronią oraz całym rynsztunkiem wojennym, ale gdy nie był już potrzebny, mógł zostać rozłożony na niewielkie elementy, tak że „Frejr mógł złożyć go jak chustkę i nosić w kieszeni” – skandynawska konstrukcja płaska najwyższej jakości.
Przeczytaj także: Wiking bez rogów: jak naprawdę wyglądali ludzie Północy
Rzeki były ich największą przewagą
Główny nacisk w konstrukcji wikińskich statków kładziono na ich możliwości żeglugi morskiej, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, jak imponującym wyczynem była podróż na Grenlandię czy Islandię. Wielką rolę w sukcesach wikingów odegrała również możliwość przemieszczania się rzekami. Potwierdzają to zarówno źródła pisane, jak i znaleziska ze stanowisk archeologicznych, np. z Repton, Paryża czy Sewilli – punktów, o których wiemy, że stanowiły obóz lub cel ataku wikingów w IX wieku, a do których można było dotrzeć za pośrednictwem rzek.
fot.Alphonse de Neuville – François Guizot (1787-1874) / domena publicznaPróba natarcia wikingów na mury Paryża
Źródła pisane, szczególnie z terenów Europy kontynentalnej, szczegółowo przedstawiają, jak armia wikińska wykorzystywała w tym celu Sekwanę – aktywnie, metodycznie i z wielkimi sukcesami. Wymagało to od broniących się oddziałów wymyślania nowych metod odpierania napaści, co widać chociażby w dramatycznej relacji z ataku wikingów na Paryż w 885 roku. Obrońcy starali się odepchnąć najeźdźców, oblewając ich płonącą, lepką mieszanką gorącego wosku i smoły. W odpowiedzi wikingowie mieli podpalić trzy własne statki, aby ogniem zajął się od nich jeden z mostów wiodących do wież broniących wejścia do miasta. Nie jest to nic nowego – dla badaczy od dawna jest oczywiste, że rzeki były kluczowe dla wikingów w kontekście docierania do wielu części Europy.
Przeczytaj także: Oblężenie Paryża przez wikingów
Nie znamy jednak szczegółów – nie mamy źródeł materialnych ani wiedzy, w jaki sposób się to odbywało. Być może nie doceniamy w pełni znaczenia rzek w całym tym procesie.
Tekst jest fragmentem książki Cat Jarman „Władcy rzek. Nowa historia wikingów” (wyd. Znak Horyzont) 2026.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.