Przemoc domowa w dawnej Polsce była normą, nie skandalem. Czy bite żony miały jakiekolwiek szanse na pomoc w dawnej Polsce?
Kilka wieków temu kobiety pod wieloma względami były całkowicie zależne od mężczyzn. Wychodziły za mąż młodo, za kogoś, kogo najczęściej same nie wybrały. Do unieważnienia małżeństwa albo separacji dochodziło niezwykle rzadko. Partner, który za dużo pił albo stosował przemoc, mógł zamienić w piekło życie całej rodziny.
Pan ojciec
W patriarchalnym społeczeństwie mężczyzna był najważniejszą osobą w rodzinie. W domu miał władzę niemal nieograniczoną, a do jego „powinności” należało również karcenie krnąbrnych dzieci i nieposłusznej małżonki. W towarzystwie głowy rodziny należało zachować powagę i nie hałasować. Dzieci mówiły o nim „pan ojciec”, a na przywitanie kłaniały się lekko albo całowały ojcowski pierścień.
Bez wątpienia byli tacy, którzy faktycznie dbali o najbliższych, zasługując na miano ostoi rodziny. Nie brakowało też zgodnych związków – jeśli nie z miłości, to z czysto pragmatycznych powodów. Małżonkowie dzielili przecież zarówno materialny, jak i społeczny kapitał (do którego należała m.in. opinia otoczenia, rzutująca choćby na przyszłe związki ich dzieci). Powszechnie oczekiwano od obu stron zgodności i solidarności, a w najgorszym wypadku choćby utrzymywania pozorów.
fot.Adriaen Brouwer / domena publicznaStaropolskie społeczeństwo tonęło w alkoholu, a picie codziennie uważano za normę.
Część rodzin była jednak skazana na mężów i ojców, którzy częściej zaglądali do karczmy, niż do własnych domów. Staropolskie społeczeństwo tonęło w alkoholu, a picie codziennie uważano za normę. W oczach cudzoziemców ilość procentowych trunków spożywanych przez Polaków była niezwykła – szczególnie gdy nadarzyła się ku temu okazja.
Nie pozostawało to bez wpływu na życie rodzinne. Czy to chłopi, czy szlachta, pijani byli bardziej skorzy do szukania zwady – nie tylko w karczmach, lecz także we własnych domach. A dzieci szybko uczyły się od rodziców. Już w XIX wieku Szymon Starowolski opisywał dawne obyczaje: Bo jak widzą syneczkowie pana ojca na każdy dzień pijanego, tak też sami kosztują potrosze z kufla, wprawują się, aby zarównie w kolei z nim pełnić mogli.
Czy mąż może bić żonę?
Zgodnie z tradycją i naukami Kościoła żona powinna być posłuszna mężowi. To przekonanie było niezwykle silne w nowożytnej Europie. I choć pozycja polskich kobiet, zwłaszcza dobrze urodzonych, była wówczas lepsza niż ich zachodnich sąsiadek, również Polki musiały o tym pamiętać. W XVI wieku i później można było mnożyć przykłady kobiet zarządzających rodzinnym majątkiem, utrzymujących się samodzielnie, walczących czy nawet wpływających na politykę. Ostatnie słowo powinno jednak należeć do mężczyzny.
Co oznaczało wspomniane wcześniej „karcenie nieposłusznej żony”? Mowa tu o fizycznej i psychicznej przemocy. Kilka wieków temu traktowano ją jako normę, a nie problem w relacji. Oczywiście istniały pewne granice. Nie wolno było bić kobiet ciężarnych, a jeśli „nadmierne karcenie” doprowadziło do poronienia, wyrokiem dla męża mogło być więzienie lub nawet kara śmierci.
Mało kto podważał całkowicie zasadność kar cielesnych wobec żony. Jeśli sprawa przemocy domowej trafiała do sądu, dotyczyło to zazwyczaj drastycznych przypadków. Bicie z umiarem, czyli takie, które nie prowadziło do ran i poważnych uszkodzeń ciała, rózgą nie grubszą od kciuka, pozostawało praktycznie niezauważone.
Jednym z wyjątków był Heinrich Freder, burmistrz gdański w latach 1647–1654. W 1627 roku wydał on po łacinie rozprawę, której tytuł można przetłumaczyć na polski jako: „Ciekawe pytanie: czy mąż jest uprawniony do bicia swojej żony?”. Autor traktuje przemoc małżeńską jako rzecz karygodną, działanie wbrew naturze. Napisał coś, co uchodziło wówczas za niecodzienne – żonie należy się szacunek, a jakakolwiek agresja w rodzinie nie powinna mieć miejsca.
Przeczytaj także: Seksualne życie służących – ofiary gwałtów czy wyrachowane prowokatorki?
Nierozerwalny węzeł małżeństwa
Jak zatem wyrwać się z codziennego piekła? W XVI i XVII wieku prawna ochrona przed przemocą domową była katastrofalnie słaba. Odejście też zazwyczaj nie wchodziło w grę. Jeszcze w średniowieczu, choć znana już była kościelna forma małżeństwa, najbardziej rozpowszechnione były związki świeckie. Dopiero z czasem sakramentalny charakter ślubu zyskiwał na znaczeniu. W latach 60. XVI wieku w Polsce zaczęły obowiązywać postanowienia trydenckie, co m.in. utrudniało niedobranej parze rozstanie.
fot.Alexandra Frosterus-Såltin / domena publicznaBicie z umiarem, czyli takie, które nie prowadziło do ran i poważnych uszkodzeń ciała, rózgą nie grubszą od kciuka, pozostawało praktycznie niezauważone
Rozwód, we współczesnym rozumieniu tego słowa, nie istniał wówczas dla katolickiej części społeczeństwa (choć pod pewnymi warunkami był możliwy dla innych wyznań). Należy jednak zaznaczyć, że możliwe było stwierdzenie nieważności małżeństwa, nazywane czasem rozwodem. Decydował o tym sąd duchowny. Świeckie instytucje mogły orzekać w sprawach majątkowych pary, ale nie o samej ważności ich związku. Doprowadzenie do unieważnienia małżeństwa mogło być drogą przez mękę, szczególnie dla kobiet pozbawionych majątku i rodzinnych wpływów. Niemniej czasem się udawało. W takim wypadku była żona mogła nawet próbować odzyskać swój posag.
Nieco łatwiejsza, choć również niezbyt powszechna, mogła okazać się separacja. W takim wypadku para wciąż formalnie pozostawała małżeństwem, żyła jednak oddzielnie. Powodem do separacji mogło być poważne znęcanie się, które zagrażało zdrowiu i życiu. Wymagało to potwierdzenia przez świadków, śladów na ciele poszkodowanej, a nieraz też… odpowiedniego statusu społecznego.
Kara za przemoc
Akta sądowe z XVI i XVII wieku pełne są spraw sporów między gospodarzami albo nawet całymi rodzinami, niewiele w nich jednak śladów przemocy domowej. Ta była przecież legalna, a gdy mąż „przeginał”, w pierwszej kolejności próbowała pomóc rodzina. Czasem faktycznie oskarżenie o pobicie żony trafiało do lokalnego sądu – nieraz za sprawą otoczenia, a nie samej poszkodowanej (bez wsparcia wniesienie oskarżenia i tak było niemożliwe – kobieta potrzebowała w sądzie mężczyzny, który będzie ją reprezentował). Co w takim wypadku?
Akta takich spraw są wyjątkowo skąpe. W przeciwieństwie do wszelkich innych konfliktów często zawierają tylko wyrok – nieraz symboliczny, w formie pouczenia. Za wyjątkową można więc uznać sytuację, do której doszło w 1587 roku w Jantarze. Mężczyzna oskarżony o „złe zachowanie” wobec żony został skazany przez sąd na więzienie.
Dziś nie wiadomo, co dokładnie było powodem rozprawy, coś jednak zwraca uwagę. Wszyscy sąsiedzi zeznawali na rzecz kobiety, również sąd wydawał się jej przychylny. Ostatecznie nieformalni mediatorzy doprowadzili do złagodzenia wyroku. Prawdopodobnie nie chodziło jednak o sympatię wobec mężczyzny, a o ryzyko pogorszenia sytuacji materialnej poszkodowanej kobiety. Urzędnicy wypuścili męża, ostrzegając go przy tym, że jeśli sytuacja się powtórzy, karą będzie codzienne publiczne noszenie kajdan.
Nieco większe szanse miały kobiety, które oskarżały mężczyzn nie bezpośrednio o przemoc, a o zaniedbanie gospodarstwa. Nieodpowiedzialność i trwonienie majątku sprawiały, że zagrożone było przetrwanie rodziny. Od żon powszechnie oczekiwano posłuszeństwa, natomiast od mężów – dbania o materialne bezpieczeństwo pary i dzieci. I tak na przykład, Bartel Schwartz przegrał sprawę w sądzie, pozwany przez swojego teścia, starostę Stegny. Choć mężczyzna bił żonę i dzieci, a teściową próbował zaatakować kosą (na szczęście kobieta uciekła), o wyroku przesądziła niegospodarność i nieudolność w prowadzeniu interesów. Trudno przy tym powiedzieć, jak bardzo istotna dla sprawy była pozycja oskarżającego teścia…
Przeczytaj także: Tragiczna historia Zofii Paluch
Czy w ogóle warto?
O ile „zwykła” przemoc domowa była kiedyś dopuszczalna, o tyle ofiary katowania, przynajmniej formalnie, miały możliwość uzyskania pomocy. Niestety przeciętne Polki zazwyczaj mogły jedynie marzyć o unieważnieniu małżeństwa, a uzyskanie separacji było niewiele łatwiejsze.
Inną opcją były lokalne sądy. W tym wypadku wyroki, o ile w ogóle jakieś zapadały, były zazwyczaj dość łagodne wobec przemocowych mężów. Zdarzali się oczywiście sędziowie bardziej sprzyjający poszkodowanym kobietom. Trzeba jednak zaznaczyć, że egzekwowanie prawa, w jakiejkolwiek sprawie, w XVI i XVII wieku pozostawiało wiele do życzenia. Najlepszym tego przykładem może być postać Samuela Łaszcza – awanturnika skazanego na banicję ponad 200 razy.
fot. Jean-Louis Forain / domena publicznaZdarzali się oczywiście sędziowie bardziej sprzyjający poszkodowanym kobietom
Powszechnie też uważano, że problemy małżeńskie to sprawa prywatna. Gdy dochodziło do ingerencji z zewnątrz, w pierwszej kolejności zaangażowana była rodzina. Czasem dochodziło wręcz do samosądów, sprowadzających się do pobicia przemocowego męża przez braci albo ojca kobiety. Nie da się jednak w żaden sposób określić, jak bardzo powszechne było to zjawisko.
Nawet gdy życie żony stawało się nieznośne, pozostawał jeszcze jeden, poważny problem – zależność od męża. Gdy w 1623 roku Jacob Wessel ciężko pobił i skopał ciężarną partnerkę, dziecko urodziło się martwe. Sprawa trafiła do lokalnego sądu, a poszkodowana podczas przesłuchania nie chciała oskarżać mężczyzny. Choć może to szokować, należy pamiętać, że wyrok mógłby zaszkodzić również żonie Wessela. Gdyby sąd wyznaczył karę finansową, odbiłoby się to na wspólnym majątku. Areszt z kolei oznaczał dla wszystkich domowników utratę jednej pracującej osoby. Kara cielesna wobec męża niewiele by kobiecie wynagrodziła i w żaden sposób nie uchroniłaby żony przed chęcią zemsty za jej zeznania. Jedynym pewnym ratunkiem byłoby opuszczenie przemocowego mężczyzny i niezależność finansowa. Na to jednak większość kobiet w XVI wieku nie mogła sobie pozwolić.
Bibliografia:
- Kaczkowski R., Nierozerwalność małżeństwa i instytucja rozwodu w polskiej tradycji prawnej, [w:] „Kultura Prawna”, 2023.
- Kaczor D., Przestępczość kryminalna i wymiar sprawiedliwości w Gdańsku w XVI – XVIII wieku, Gdańsk 2005.
- Korczak-Siedlecka J., Przemoc i honor w życiu społecznym wsi na Mierzei Wiślanej w XVI – XVII wieku, Toruń 2021.
- Starowolski S., Reformacja obyczajów polskich, Kraków 1859.
- Ryś J., Rodzina staropolska wobec zagrożenia przemocą i bezprawiem, [w:] „Wychowanie w Rodzinie” (2), 2016.
- Wyrobisz A., Staropolskie wzorce rodziny i kobiety – żony i matki, [w:] „Przegląd Historyczny” (83) 3, 1992.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.