Polski bokser w piekle Auschwitz. Poznajcie historię Tadeusza Pietrzykowskiego, który na obozowym ringu bił się nie o sławę, lecz o życie.
Zawodowi sportowcy swoje życie poświęcają przekraczaniu granic, jak również mierzeniu się z innymi na równych zasadach. Duch fair play przyświeca zarówno małym, lokalnym zawodom, jak i międzynarodowym. Wydarzenia te odbywają się zwykle w atmosferze ekscytacji i przy wsparciu podekscytowanej widowni. Tym bardziej trudnym jest wyobrazić sobie zawody sportowe odbywające się w niemieckich obozach koncentracyjnych — miejscach wyzutych z jakichkolwiek dobrych emocji.
Takie jednak wydarzenia miały miejsce. Mowa przede wszystkim o walkach bokserskich. Dla kogo były organizowane i kto brał w nich udział?
Skąd wzięły się walki bokserskie w obozach koncentracyjnych?
Codzienność niemieckich obozów koncentracyjnych była podporządkowana pracy ponad siły, głodowi oraz terrorowi. Jakiekolwiek przejawy normalności były w nich brutalnie wypaczane. Przykładem może być, chociażby historia orkiestry więziennej założonej w Auschwitz. W jej skład wchodzili więźniowie grający na instrumentach, zmuszani do grania w trakcie wymarszu więźniów do pracy, jak również dla rozrywki esesmanów. I choć udział w niej był również formą upokorzenia, to jednak dla części jej członków okazał się jedyną szansą na przetrwanie.
Podobnie sytuacja wyglądała z zawodami sportowymi, a dokładniej — walkami bokserskimi. Były one organizowane w wielu obozach koncentracyjnych, w tym w Auschwitz, Sachsenhausen czy Neuengamme. I podobnie jak w przypadku orkiestry, z jednej strony stanowiły kolejną formę znęcania się nad więźniami, z drugiej rozrywkę dla oprawców.
Do obozów koncentracyjnych trafiały wszystkie grupy społeczne oraz zawodowe. Nic zatem dziwnego, że pośród nich znajdowali się sportowcy, w tym zawodowi bokserzy. Ich obecność w obozach szybko zrodziła w głowach strażników pomysł. Postanowili organizować widowiska dostarczające im rozrywki oraz możliwości uprawiania hazardu, a jednocześnie wspierające podtrzymywanie atmosfery terroru.
Bez zasad i o przetrwanie
Walki bokserskie organizowano zazwyczaj po pracy lub w niedziele. Był to oczywiście kolejny sposób dręczenia więźniów — odbieranie możliwości choćby najkrótszego wypoczynku po pracy zarówno dla zawodników, jak i publiczności. Ciężko w końcu tutaj pisać o możliwości relaksu przez oglądanie walki dwóch obozowych więźniów przeciwko sobie. Pojedynki te zaś potrafiły być bardzo brutalne. Zawodami bokserskimi można było je nazwać tylko w przenośni.
Biorący w nich udział zawodnicy nie posiadali odpowiedniego stroju czy rękawic. Nie walczyli również zgodnie ze sportowymi limitami czasowymi czy przy obecności sprawiedliwego sędziego. Dosłownie potrafiły być to spotkania na śmierć i życie. Zwycięzca mógł wyjść z większą porcją jedzenia czy możliwością wykonywania lżejszej pracy. Na przegranego mogło czekać dodatkowe pobicie, kara za zły występ, a czasami nawet śmierć.
fot.domena publicznaWalki bokserskie organizowano zazwyczaj po pracy lub w niedziele – był to kolejny sposób dręczenia więźniów
Dla wielu więźniów udział w walkach wiązał się jeszcze z jednym okrucieństwem, które stanowiło dodatkowe obciążenie dla ich psychiki — koniecznością bicia innych więźniów, i to nierzadko słabszych oraz wycieńczonych. Ciężar tych wspomnień wielu towarzyszył przez całe życie.
Przeczytaj także: Muzyka w cieniu komór gazowych. Historia żeńskiej orkiestry Auschwitz
Niepokorny Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski
Wśród znanych więziennych bokserów można wymienić, chociażby Victora Pereza czy Harrego Hafta. Najsłynniejszym jest chyba jednak Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski. Przed wojną trenował go słynny Feliks Stamm w Klubie Bokserskim „Legia” Warszawa i odnosił duże sukcesy. Zdobył między innymi tytuł mistrza Warszawy. W pamięci jednak wielu zapisał się walkami, które stoczył w obozach Auschwitz, Neuengamme i Bergen-Belsen. Szacuje się, że było ich gdzieś pomiędzy 40 a 50 i tylko jedną z nich przegrał.
Pietrzykowski do Auschwitz trafił wraz z pierwszym transportem w czerwcu 1940 roku. Otrzymał numer obozowy 77, zaś swoją pierwszą walkę stoczył w marcu następnego roku z Walterem Düningiem, więźniem funkcyjnym (tzw. kapo). Był wicemistrzem Niemiec w wadze średniej, co oznaczało, że był o przynajmniej 20 kg cięższy od Pietrzykowskiego. Polakowi jednak udało się go pokonać, czym uratował swoje życie i zyskał uznanie zarówno wśród strażników, jak i współwięźniów.
fot.domena publicznaTadeusz „Teddy” Pietrzykowski przed wojną trenował go słynny Feliks Stamm w Klubie Bokserskim „Legia” Warszawa
Za tym oraz kolejnymi zwycięstwami szły również nagrody. Dodatkowy chleb, a nawet mięso. Otrzymał również szansę na lżejszą pracę — doglądanie krów. Ta zaś wiązała się z dostępem do mleka oraz dodatkowego mięsa. Taka dieta umożliwiała mu na szybszą regenerację i powrót do formy. Pozwalano mu również na treningi. To wszystko oczywiście nie z dobroci serca. Na „Teddym” nagle wielu strażników mogło dobrze zarobić w zakładach. Zatem o taką „złotą kurę” trzeba było dbać.
Pietrzykowski nie traktował też wszystkich swoich przeciwników jednakowo. Gdy walczył przeciwko współwięźniom, to starał się ich oszczędzać. Nie miał zamiaru dostarczać strażnikom dodatkowej przyjemności z oglądania „bratobójczych” walk. Takiej litości nie pokazywał jednak w walce z niemieckimi przeciwnikami. Dawał w nich upust swojej frustracji i pokaz siły.
Jego umiejętności zapewniły mu przetrwanie w trakcie pobytu w trzech obozach koncentracyjnych. Swoimi nagrodami za zwycięstwo, którymi zwykle było jedzenie, dzielił się ze współwięźniami. 15 kwietnia 1945 roku w obozie Bergen-Belsen doczekał wyzwolenia z rąk brytyjskich żołnierzy. Po wojnie jednak nie powrócił do walk z powodu uszczerbku zdrowotnego doznanego w obozach. Został trenerem i nauczycielem wychowania fizycznego.
Przeczytaj także: Selekcja na rampie w Auschwitz
Nieznana skala
Wiedza o toczonych walkach bokserskich w obozach koncentracyjnych pochodzi przede wszystkim ze wspomnień byłych więźniów oraz nielicznych dokumentów obozowych. Wiele z tych pojedynków nie zostało nigdy w żaden sposób odnotowanych, co niestety utrudnia pełną rekonstrukcję skali zjawiska. Co się jednak stało z tymi, którzy przetrwali dzięki udziałowi w tych walkach?
fot.fair useHarry Haft walczył krótko w Niemczech, a później wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował karierę
Część bokserów próbowała powrócić do sportu, jak Harry Haft, któremu się nawet udało. Walczył krótko w Niemczech, a później wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował karierę. Wielu jednak zmagało się z traumą, o której również głośno nie mówili. Bali się, jak zostaną ocenieni za swoje zachowanie. A przecież nie był to ich wybór. W wypaczonym środowisku, w którym przyszło im żyć, zrobili, co mogli, by przeżyć.
Inspiracją dla napisania artykułu stała się książka Niny Majewskiej-Brown „Teddy. Niepokorny bokser z Auschwitz” wydana przez Wydawnictwo Bellona, 2026
Bibliografia
- Nina Majewska-Brown, Teddy. Niepokorny bokser z Auschwitz, Wydawnictwo Bellona, 2026.
- Andrzej Fedorowicz, Walki bokserskie w obozach koncetracyjnych, focus.pl, 24.05.2018 / dostęp: 26.01.2026.
- Radosław Nawrot, Boks w Auschwitz. Tadeusz Pietrzykowski nie był jedyny. Powstał cały system walk, sport.interia.pl, 23.09.2021 / dostęp: 26.01.2026.
- Magdalena Mikrut-Majeranek, Bokserzy z obozów koncentracyjnych uczestnicząc w krwawych igrzyskach mogli pomścić pobitych i zabitych przez obozowych katów, histmag.org, 10.04.2020 / dostęp: 26.01.2026.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.