Czarna wołga, wampir z Sosnowca i znikający ludzie. Poznajcie mroczne legendy miejskie przerażające Polaków i historię o tym, jak się tworzyły.
Najsłynniejszy pojazd na polskich drogach
Jak popularne mogą stać się legendy miejskie? Jest historia, o której niegdyś było słychać w całym kraju. Czarna wołga. Przez lata samo wspomnienie tego samochodu wywoływało w Polakach nieprzyjemne dreszcze. Te dość luksusowe auta, kojarzone głównie z elitami partyjnymi, wiązano bowiem z porywaniem dzieci. Kto porywał? Nie wiadomo. Jedni oskarżali o to Żydów, inni Niemców, niektórzy twierdzili nawet, że za kierownicą wołgi siedział… diabeł. Natomiast pewne było, że porwane dzieci czekał tragiczny koniec.
Dionizjusz Czubala, jeden z głównych polskich badaczy legend miejskich, opisał kilka funkcji podobnych historii. Mają one wzbudzać lęk lub nawet przerażenie, ostrzegać, czasem też bawić i zaspokajać ciekawość. Co ważne – miejskie legendy mogą również pouczać. Najczęściej o tym, by przestrzegać reguł i zachowywać się ostrożnie. Opowieści o czarnej wołdze pomogły niejednemu rodzicowi w PRL-u dość brutalnie wyjaśnić dzieciom, że nie należy rozmawiać z obcymi. Ani tym bardziej wsiadać z nimi do samochodu…
Lęk to dobry grunt
Legenda miejska to opowieść, która dzieje się tu i teraz. Coś „przydarzyło się” kuzynowi sąsiada albo przyjaciółce ciotki. Nawet w przypadku historii popularnych w całym kraju (jak choćby czarna wołga) doniesienia mają zwykle charakter lokalny. Trudno przy tym powiedzieć, skąd tak naprawdę się biorą. Jak pisze Katarzyna Amrozy: Najprościej można powiedzieć, że dowiadujemy się o nich od kogoś, kto dowiedział się od kogoś, kto wie o wszystkim od kogoś… i tak w nieskończoność. Praktycznie niemożliwe jest prześledzenie szlaku informacyjnego takiej plotki, a wszelkie próby dotarcia do źródła kończą się niepowodzeniem.
fot.Oliver Tank / CC BY 2.5Czarna wołga – przez lata samo wspomnienie tego samochodu wywoływało w Polakach nieprzyjemne dreszcze
By jakaś opowieść mogła zaistnieć i działać na ludzi, potrzebuje dobrego gruntu. Często okazuje się nim lęk. Miejskie legendy okazują się bardziej przekonujące, jeśli istnieją w sąsiedztwie faktycznych, niepokojących informacji. Katarzyna Amrozy za przykład podaje wydarzenia z Sosnowca z pierwszej dekady XXI wieku. W mediach i rozmowach przeplatały się wówczas dwie płaszczyzny – rzeczywiste, brutalne zbrodnie i makabryczne plotki.
Fala paniki przetoczyła się po Górnym Śląsku, gdy w odstępie zaledwie kilku miesięcy zginęły dwie kobiety. Śledczy od samego początku rozdzielali obie sprawy. Jak się okazało, jedną z kobiet zamordował mąż, druga padła ofiarą Piotra Stasiurki – mordercy i gwałciciela, skazanego już wcześniej. Po pięciu latach w więzieniu wyszedł na wolność, jednak wkrótce znów zaczął atakować. W latach 2002–2004 napadł na trzy kobiety. Dwie z nich zabił, trzecia przeżyła tylko dlatego, że udawała martwą. Media szybko zaczęły nazywać go „Wampirem z Sosnowca”.
Przeczytaj więcej: Czarna wołga
Śląskie wampiry
Co ciekawe, nie tylko Stasiurka otrzymał podobny przydomek. W latach 60. i 70. Śląsk był terroryzowany przez Zdzisława Marchwickiego – seryjnego mordercę nazywanego „Wampirem z Zagłębia”. Niedługo później pojawił się naśladowca, Joachim Knychała. Mężczyzna wprost przyznał, że Marchwicki go inspirował, przez co wkrótce okrzyknięto go „Wampirem z Bytomia”. Gdy po latach kobiety znów zaczęły ginąć, panika wróciła.
Tak na początku XXI wieku w całym regionie zaczęło pojawiać się coraz więcej plotek i legend miejskich. Obok sprawdzonych informacji pojawiły się historie będące niczym innym jak wyrazem obecnych i dawnych lęków. Cytując badaczkę:
Na ulicach szeptano między sobą o brutalnych torturach i gwałtach, licznych ofiarach, częściach ciała znajdowanych w różnych częściach miasta. Z licznych przekazów wynikało, że oprawca wysysa mózgi swoich ofiar oraz wycina im organy przeznaczone na czarny rynek (…) W gazetach pojawiały się artykuły o czynach wampira, także tych niepotwierdzonych. (…) Dementowanie plotek przez policję nie przynosiło skutków.
Przeczytaj więcej: Najbrutalniejsze zbrodnie PRL-u [18+]
Coś, co mogłoby się wydarzyć
Miejskie legendy, teorie spiskowe, makroplotki… Wszystkie te historie są opowiadane tak, jak opowiada się o wydarzeniach prawdziwych. Jednocześnie najczęściej nie da się ich w żaden sposób potwierdzić. W najlepszym wypadku legendy miejskie opierają się na wyolbrzymieniach i domysłach. W najgorszym – nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Z drugiej strony, w szczycie swojej popularności zdają się być bliskie i prawdopodobne. Lokalne miejsce akcji, powiązanie z istniejącym wcześniej lękiem i „znajomy znajomego” jako rzekomy świadek – to wszystko uprawdopodabnia opowieść. W danym czasie i miejscu ma ona zabrzmieć jak coś, co mogłoby się wydarzyć.
fot.domena publicznaJoachim Knychała – wampir z Bytomia
W większości przypadków legenda miejska nie żyje zbyt długo, za to zdarza jej się „wracać” w tej samej lub nieco innej formie. Jej tematem może być niemal wszystko. Badacze wskazują m.in. na kwestie medyczne (jak kradzież narządów), dziwne wydarzenia drogowe (np. znikający bądź podejrzani autostopowicze) czy zanieczyszczone jedzenie, ale też zbrodnie, kwestie polityczne, spiski i niepotwierdzone zmowy handlowe.
Wielu teoretyków wskazuje też, że podstawą dla miejskiej legendy mogą zostać uprzedzenia związane z wyznaniem, rasą i narodowością. W jednej z wersji historii o czarnej wołdze jeździli w niej Żydzi przerabiający krew chrześcijańskich dzieci na macę. W 2016 roku w Krakowie zaczęły pojawiać się historie o muzułmaninie, który po odzyskaniu zgubionego portfela z wdzięczności ostrzegł uczciwego znalazcę, by ten nie zbliżał się do Światowych Dni Młodzieży. W Wielkiej Brytanii krążyły natomiast opowieści o… Polakach zjadających łabędzie.
Jednym ze skutków rozszerzenia Unii Europejskiej w 2004 roku były masowe migracje. Setki tysięcy Polaków (i nie tylko) wyjechało do Wielkiej Brytanii. Ogromny napływ ludności szybko wywołał opór Brytyjczyków i spowodował pierwsze konflikty, niektóre dość absurdalne – w tym oskarżenia Polaków i imigrantów ze Wschodniej Europy o polowania na łabędzie. Pojawiły się liczne komentarze w mediach, doniesienia prasowe i relacje rzekomych świadków. Nigdy natomiast nie udało się dowieść, że faktycznie ktoś zjadał królewskie ptaki. W żadnym stopniu nie przeszkadzało to zwolennikom miejskich legend o „dzikich” zza granicy.
Bibliografia
- Amrozy K., Śląskie wampiry i niebezpieczne nieznajome – jak powstają legendy miejskie?, „Athenaeum. Polskie Studia Politologiczne” (53), 2017.
- Czech F., Czy Polacy jadają łabędzie? Legendy miejskie i fałszywe wiadomości w warunkach kontaktu międzykulturowego, „Perspektywy kultury” (41), 2023.
- Grochowski P., Na tropach legend miejskich. Z Dionizjuszem Czubalą rozmawia Piotr Grochowski, „Literatura ludowa. Journal of Folklore and Popular Culture” (66), 2022.
- Markowska P., Farage twierdzi, że imigranci jedzą łabędzie w brytyjskich parkach, www. eu [dostęp online: 10.01.2026]
- Minorczyk-Cichy A., Wampir z Sosnowca: trzy razy dożywocie, sosnowec.naszemiasto.pl [dostęp online: 10.01.2026].
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.