Historycy używają różnych nazw na określenie tej bitwy. Bitwa o Olszynkę Grochowską/ pod Grochowem doczekała się uwieńczenia na słynnym obrazie pędzla Wojciecha Kossaka. I słusznie, bo Polakom udało się wtedy zatrzymać walec, który w wyobrażeniach rosyjskich dowódców miał nas po prostu rozjechać.
W drodze do wielkiego starcia
To miał być trwający najwyżej miesiąc spacerek. Feldmarszałek Iwan Dybicz srodze się jednak przeliczył. Zakładał niemal blitzkrieg na terenie Królestwa Polskiego: szybkie rozprawienie się z powstańcami oraz miażdżący szturm na Warszawę. Polacy okazali się jednak ością w jego gardle. Faktem jest, że Dybicz swoją ofensywę przygotował naprędce.
14 lutego 1831 roku doszło do zwycięskiej dla Polaków potyczki pod Stoczkiem Łukowskim. Prawdziwe starcie miało jednak dopiero nadejść. Po drodze, 19 lutego, stoczono jeszcze bitwę pod Wawrem, w której straty wyniosły odpowiednio: około 2523 po stronie polskiej i blisko 3700 po stronie rosyjskiej. Jak sugeruje Wojciech Kucharski, starcie to musiało już uświadomić Dybiczowi, że o błyskawicznym marszu przez Królestwo Polskie musi zapomnieć.
Na drodze do Pragi, a w konsekwencji do Warszawy, tym razem stanął las – Olszynka Grochowska, w której ulokowali się Polacy. Znajdowało się tam 47 batalionów, 69 szwadronów oraz 16 baterii, czyli łącznie 120 dział. Razem około 45 000 żołnierzy. Polacy oddali Rosjanom jedynie przedpole lasku. Artylerię rozmieszczono na skrzydłach, tak aby mogła razić zarówno rosyjską artylerię, jak i nacierającą piechotę – co, jak się okazało, miało ogromne znaczenie. Formalnym dowódcą był książę Michał Radziwiłł, lecz faktyczne decyzje taktyczne podejmował Józef Chłopicki.
Pierwsze podejście
Całością wojsk rosyjskich zgromadzonych w Wielkim Borze dowodził feldmarszałek Dybicz. Siły te zostały podzielone: prawym skrzydłem dowodził generał G. Rosen (VI Korpus – 24 bataliony, 16 szwadronów i 70 dział), lewym natomiast generał P. Pahlen (I Korpus – 25 batalionów, 32 szwadrony i 60 dział). Do tego dochodziły odwody.
Według pierwotnego planu atak miał nastąpić dopiero 26 lutego, jednak doszło do niego znacznie wcześniej – już 20 lutego o godzinie 8:00 rano. Rozpoczęła go kanonada około 80 rosyjskich dział, na którą odpowiedziała polska artyleria.
fot.Pasiaczek / CC BY-SA 3.0Plan bitwy pod Grochowem i pod Białołęką 25 lutego 1831 roku
Następnie Rosjanie zaczęli rzucać do boju kolejne oddziały piechoty, które nie były w stanie przełamać polskiej zapory ogniowej. Do popołudnia wszystkie ataki zostały odparte, w tym także próba natarcia jazdą od strony Kawęczyna. Po południu Dybicz nadal posyłał piechotę do boju, lecz kolejne natarcia rozbijały się o polską artylerię i zaciekłą obronę żołnierzy armii powstańczej. W końcu feldmarszałek zaniechał ataków, ograniczając się do ostrzału pozycji polskich aż do wieczora. Dalsze działania odłożył do czasu nadejścia posiłków – korpusu grenadierów księcia Iwana Szachowskiego.
Książę, który przesadził z inicjatywą
Szachowski nadciągał od strony Białołęki, gdzie pokonał stawiającą znaczny opór 2 Brygadę Piechoty generała Kazimierza Małachowskiego. Białołęka wpadła w rosyjskie ręce. Paradoksalnie jednak książę jedynie skomplikował sytuację Dybiczowi. Jak zauważa Wojciech Kucharski, feldmarszałek oczekiwał od niego jedynie demonstracji zagrożenia i stworzenia wrażenia zamiaru połączenia się z głównymi siłami. W rzeczywistości planował ponowny atak z dwóch stron.
Postawa Szachowskiego zaalarmowała jednak Polaków i zmusiła Dybicza do przyspieszenia działań. Pod Białołękę skierowano posiłki, które miały związać siły księcia. Doszło tam zresztą 25 lutego do kolejnej bitwy. Wtedy też Dybicz mógł stracić nerwy – obawiał się rozbicia korpusu grenadierów. Bez głębszego namysłu zarządził więc 25 lutego kolejny frontalny atak na Olszynkę Grochowską, licząc, że odciągnie polskie oddziały od Białołęki.
Przeczytaj także: Emilia Plater. Kim była i co osiągnęła?
Rosyjskie szturmy odbijały się od polskiej ściany
Atak rozpoczął się podobnie jak kilka dni wcześniej, od kanonady rosyjskiej artylerii. Od godziny 9:00 przez niemal pół godziny trwał intensywny ostrzał. Polacy odpowiadali ogniem, choć część dział musiano cofnąć. Około 9:30 nastąpił pierwszy szturm na lasek, przeprowadzony przez pięć batalionów. Obie strony wsparły walkę artylerią. Doszło do zaciętych starć na bagnety, lecz Rosjanie zostali odparci.
fot.Bogdan Willewalde – Praca własna User:Mathiasrex Maciej SzczepańczykBitwa pod Grochowem w 1831 roku, obraz Bogdana Willewaldego z ok. 1850 roku, nad walczącymi widać eksplodujące polskie race kongrewskie, które powstrzymały wówczas rosyjską jazdę
Dowódcy rosyjscy nie dali jednak żołnierzom wytchnienia. Do boju rzucono kolejne dziewięć batalionów, w tym te, które wcześniej zostały zmuszone do odwrotu. Tym razem natarcie było groźniejsze, Rosjanom udało się wyprzeć Polaków z Olszynki. Dzięki decyzjom Józefa Chłopickiego i kontratakowi sytuację jednak opanowano, a lasek ponownie znalazł się w polskich rękach.
Zdeterminowany Dybicz posłał do trzeciego frontalnego ataku aż 18 batalionów. Walki, trwające od 10:00 do 11:00, były wyjątkowo krwawe. Około 11 800 żołnierzy rosyjskich nacierało na nieco ponad 8000 Polaków i ponownie nie zdołało przełamać obrony. Feldmarszałek zwiększył więc siły do 25 batalionów, próbując częściowo obejść lasek. Straty rosyjskie rosły dramatycznie, lecz i polskim żołnierzom zaczynało brakować sił. Chłopicki nakazał jednak utrzymać Olszynkę za wszelką cenę, kierując do jej obrony świeże oddziały.
Polacy przejmują inicjatywę
Dostrzegając oznaki osłabienia przeciwnika, Chłopicki spróbował przejąć inicjatywę. Z 19 batalionów sformował dwie kolumny, które z obu stron Olszynki ruszyły do kontrnatarcia. Rozległy się słowa „Jeszcze Polska nie umarła”. Uderzenie świeżymi siłami przyniosło efekt – Rosjanie zostali odepchnięci, a aż 27 ich batalionów zaczęło cofać się w nieładzie. Jedno ze skrzydeł rosyjskich zostało złamane, a Polacy wyszli na tyły nacierających. Uciekający żołnierze porwali nawet samego Dybicza. Polskie oddziały niemal dotarły do pierwotnych pozycji wroga.
fot.Wojciech Kossak / domena publicznaChłopicki ze sztabem, obraz Wojciecha Kossaka
Niestety, rozwinięcie sukcesu okazało się niemożliwe. Polakom kończyły się rezerwy. Chłopicki próbował sprowadzić dywizję spod Białołęki, lecz rozkazy nie przyniosły skutku – zapewne z powodu dualizmu dowodzenia i osobistych animozji między dowódcami. Dodatkowo Radziwiłł wraz ze sztabem przebywał z dala od pola bitwy, co utrudniało koordynację. Wszystko to dało Rosjanom bezcenny czas na reorganizację.
Planując szarżę sprawdź topografię terenu
Po godzinie 13:00 Rosjanie przystąpili do kolejnego natarcia, rzucając do walki około 22 000 żołnierzy. Chłopicki dowiedział się wówczas, że Olszynka ponownie została utracona. Sam generał został ciężko ranny, gdy pocisk trafił w jego konia. Przekazał dowództwo Janowi Skrzyneckiemu, lecz Radziwiłł nie uznał tej decyzji, mianując dowódcą Piotra Szembeka. Polskie oddziały rozpoczęły odwrót w kierunku Pragi.
fot.Wojciech Kossak / domena publicznaBitwa pod Olszynką Grochowską, obraz Wojciecha Kossaka
Dybicz nie dostrzegł jednak w porę dezorganizacji przeciwnika. Dopiero po 16:00 rozkazał przeprowadzić szarżę kawalerii wspartą artylerią konną. Mokradła okazały się jednak fatalnym terenem dla tego rodzaju ataku. Polacy zdążyli przygotować obronę – na rosyjskich jeźdźców spadł grad kul, wsparła ich także artyleria i Kompania Pieszych Rakietników. Na polskie tyły przedarły się jedynie dwa szwadrony, które szybko zostały okrążone i zniszczone lub wzięte do niewoli.
Przeczytaj także: „Oni nawet nie wiedzą, jak bardzo ich kochałem”. Dlaczego wielki książę Konstanty płakał, uciekając z Polski po wybuchu powstania listopadowego?
Uporządkowany odwrót pod osłoną dział
Tymczasem polskie oddziały stopniowo wycofywały się na Pragę. Po godzinie 17:00 wszystkie znalazły się już pod osłoną tamtejszych dział, które skutecznie ostrzeliwały Rosjan próbujących kontynuować pościg. Ostatecznie o godzinie 18:00 sam Dybicz zarządził zakończenie bitwy. Dlaczego nie zdecydował się na szturm Pragi? Czy nabrał respektu dla polskiego oręża, czy też przeraziła go skala strat poniesionych w ciągu jednego dnia?
Straty obu stron były ogromne. Polacy utracili około 7000 żołnierzy, Rosjanie zaś blisko 9500 – wszystko to w zaledwie siedem godzin walk. Podobno feldmarszałek później żałował zaniechania szturmu. 7 marca wojska rosyjskie rozpoczęły odwrót w kierunku Stanisławowa i Stoczka. Rosyjski blitzkrieg został zatrzymany.
Bibliografia
- N. Kasparek (wywiad), Wodzowie, którzy nie chcieli się bić [w:] M. Maciorowski, Powstańcy. Marzyciele i realiści. Historia na nowo opowiedziana, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.
- W. Kucharski, Bój o Olszynkę Grochowską – 25 lutego 1831 roku, „Studia i Materiały Centralnej Biblioteki Wojskowej”, nr 1/2018.
- W. Zajewski (red.), Powstanie Listopadowe 1830-1831. Dzieje wewnętrzne. Militaria. Europa wobec powstania, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1990.
- M. Zgórniak, Polska w czasach walk o niepodległość (1815 – 1864), Fogra Oficyna Wydawnicza, Kraków 2001.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.