Ciekawostki Historyczne
Dwudziestolecie międzywojenne

Zamordowali ministra w biały dzień. Jak ukraińscy nacjonaliści przeprowadzili zamach w Warszawie?

15 czerwca 1934 roku Bronisław Pieracki, jeden z najważniejszych ministrów II Rzeczypospolitej, został zastrzelony na warszawskiej ulicy. Zamachowiec uciekł mimo pościgu, a polskie służby rozpoczęły gorączkowe śledztwo. Szybko wyszło na jaw, że za zabójstwem stała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Okoliczności zbrodni ujawniły jednak coś jeszcze – zaskakującą skalę zaniedbań polskich władz.

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki Sławomira Kopra „Polscy terroryści i zamachowcy. Od powstania styczniowego do Trzeciej Rzeczypospolitej”, wydanej nakładem wydawnictwa Harde (wydanie rozszerzone, 2026).

Śmierć ministra

„W piątek [15 czerwca 1934 roku – red.] o godzinie 15.30 doko­nano zamachu rewolwerowego na ministra spraw wewnętrznych, Bronisława Pierackiego – informowała Polska Agencja Telegra­ficzna. – Zamach został dokonany w chwili, gdy minister wchodził do bramy domu nr 3 przy ulicy Foksal. Sprawca oddał trzy strza­ły, raniąc ministra w głowę. Wezwane pogotowie przewiozło nie­przytomnego ministra do Szpitala Ujazdowskiego, gdzie nie od­zyskawszy przytomności, zmarł o godzinie szóstej wieczorem”.

fot.Nieznany – Genjusz niepodległości, Lwów 1935, p. 147

Bronisław Pieracki. Oryginalny podpis pod zdjęciem: Bohaterski wykonawca Idei Marszałka, zginął w r. 1934 na posterunku. Ś. p. Minister Spraw Wewnętrznych gen. Bronisław Pieracki.

Była to największa kompromitacja służb Drugiej Rzeczypospo­litej. W biały dzień na warszawskiej ulicy zastrzelono urzędują­cego ministra spraw wewnętrznych. Należy jednak zaznaczyć, że Pieracki sam sprowokował niebezpieczną sytuację. Regular­nie odwiedzał bardzo popularny wśród elit sanacyjnych Klub Towarzyski na Foksal – decydowały o tym przystępne ceny, do­skonała lokalizacja i niezła kuchnia. Częstymi gośćmi byli tam członkowie rządu i posłowie największego ugrupowania parla­mentarnego, czyli Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem (BBWR). Tuż przed Pierackim próg klubu przekroczył premier Leon Kozłowski, a zaraz potem minister opieki społecznej Jerzy Paciorkowski. Obyczaje prominentów były dobrze znane, a na polecenie Pierackiego w ramach oszczędności zlikwidowano pobliski posterunek policji. Minister poruszał się bez ochrony i feralnego dnia towarzyszył mu tylko kierowca, który po wyj­ściu dostojnika z samochodu rozpoczął manewr nawracania, by wyjechać z ulicy.

fot.Anonimowy – https://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/71308/f1ca43ad7d6774827f27b20f86157c6a/

Ciało Bronisława Pierackiego na katafalku podczas uroczystości pogrzebowych 18 czerwca 1934

Pieracki nie doszedł nawet do drzwi restauracji, gdy nagle po­jawił się przy nim młody mężczyzna z paczką w ręku, który od rana krążył po okolicy. Przez chwilę bezskutecznie manipulo­wał przy kartonie, po czym wyciągnął rewolwer i z bliskiej od­ległości oddał trzy strzały w tył głowy ministra. Ciężko ranny Pieracki osunął się na ziemię. Zamachowiec pobiegł w kierunku Nowego Światu, a następnie w stronę uniwersytetu. Mimo po­ścigu, w którym brali udział kierowca ministra, portier i dwaj przypadkowi policjanci, nie udało się go ująć. W jednej z bram porzucił paczkę i płaszcz, a potem wyszedł na ulicę i nierozpo­znany spokojnie się oddalił.

Niedopatrzenia polskich służb

W chwili śmierci Bronisław Pieracki miał trzydzieści dziewięć lat i uważano, że stoi u progu wielkiej kariery. Był zaufanym człowiekiem Piłsudskiego, jak wielu jego współpracowników służbę wojskową zakończył w stopniu pułkownika. Po przewro­cie majowym został wiceministrem spraw wewnętrznych, a na­stępnie kierował resortem w kilku kolejnych gabinetach.

Nie był jednak lubiany przez piłsudczyków, uważano, że po­jęcie szczerości czy koleżeństwa w jego wypadku nie istnieje. Liczyło się jednak zdanie Marszałka, który cenił go niezwykle wysoko. Nic zatem dziwnego, że zabójstwo wyjątkowo wstrzą­snęło Komendantem, chociaż trudno właściwie ocenić, co bar­dziej go zszokowało: czy zamach na podwładnego, czy też fakt, że w biały dzień w centrum stolicy zabito ministra Rzeczypospoli­tej, a zamachowcowi udało się zbiec? Dlatego po naradzie z pre­mierem Leonem Kozłowskim i zaufanym doradcą Aleksandrem Prystorem zgodził się na natychmiastowe utworzenie obozu od­osobnienia dla przeciwników państwa. Po dostosowaniu prze­pisów prawnych władze mogły internować opozycjonistów bez orzeczenia sądu. Wystarczyła zwykła decyzja administracyjna podejmowana przez właściwego wojewodę.

Od tego momentu sprawy potoczyły się błyskawicznie. Ogło­szono żałobę narodową, a dwa dni po zamachu, w niedzielę, prezydent Mościcki podpisał dekret z mocą ustawy – Rozporzą­dzenie w sprawie osób zagrażających bezpieczeństwu, spokojowi i porządkowi publicznemu – opublikowany następnego dnia. W ten sposób została zainicjowana działalność obozu w Berezie Kartuskiej.

Przeczytaj także: Proces brzeski, czyli co Piłsudski zrobił z opozycją

Chociaż początkowo zamach na Pierackiego przypisywano bojówkom endeckim, szybko stało się jasne, że zamordowali go członkowie OUN-u. W kieszeni płaszcza zabójcy znaleziono bowiem niebiesko-żółtą kokardkę oraz spinkę w identycznych barwach. Ustalono również, że konstruktorem ładunku wybu­chowego był Jarosław Karpyneć, studiujący w Krakowie piro­technik OUN-u od dawna inwigilowany już przez polskie służby.

fot.Nieznany – https://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/25460/1ec2790392dea50f84deeab72cf276a7/

Ul. Foksal 3 w Warszawie – miejsce zabójstwa Pierackiego zaznaczone strzałką

Ponadto okazało się, że ministra zastrzelono z tej samej bro­ni, której użyto kilka tygodni wcześniej we Lwowie podczas za­bójstwa Jakuba Baczyńskiego uznanego przez ukraińskich na­cjonalistów za konfidenta policji (służby miały o tym wiedzę). Zresztą niebawem OUN oficjalnie przyznał się do zamordowania Pierackiego – „kata narodu ukraińskiego”. Miało to być uderze­nie „w system gnębicielskiego panowania Lachów nad narodem ukraińskim Ziemi Zachodniej Ukrainy”.

Do sukcesu zamachowca przyłożyły się głównie zaniedbania polskich służb. Kilka tygodni przed zabójstwem Pierackiego w ręce czechosłowackiej policji wpadło archiwum OUN-u. Doku­menty zostały przekazane do Warszawy, ale polskie władze zlek­ceważyły zdobycz. Inna sprawa, że odcyfrowanie dokumentów nie było łatwe, gdyż archiwum zawierało tysiące listów, relacji i protokołów pisanych cyrylicą i zgromadzonych bez żadnej przewodniej myśli. Dodatkowo zostały częściowo zaszyfrowane. Nikt też nie spieszył się z ich analizą, gdyż nie zdawano sobie sprawy z aktualności dokumentów. A już po zamachu okazało się, że zawierają między innymi plany zabójstwa ministra…

Polacy zignorowali również ostrzeżenia z Berlina, chociaż Niemcy dobrze orientowali się w działaniach ukraińskich na­cjonalistów. Trzy tygodnie przed zabójstwem Pierackiego in­formowano Warszawę przed możliwymi zamachami, ale raport został odłożony i trafił do Oddziału II Sztabu Generalnego (kontrwywiad) dopiero sześć dni po śmierci ministra.

fot.Anonimowy – https://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/71834/f1ca43ad7d6774827f27b20f86157c6a/

Uroczystości pogrzebowe Pierackiego w Nowym Sączu

Sam Pieracki również popełnił sporo błędów, a rezygnacja z ochrony nie była najważniejszym z nich. Odroczono bowiem li­kwidację ośrodków OUN-u we Lwowie i w Krakowie, gdyż na po­czątku czerwca minister planował podróż inspekcyjną do Mało­polski Wschodniej i nie chciał zaostrzać stosunków z Rusinami. Zignorował też ostrzeżenia z Krakowa, gdzie pojawili się liderzy OUN-u – Stepan Bandera i Mykoła Łebed. Odwiedzili Karpyn­cia, po czym Łebed nagle zniknął. Pieracki wrócił z Małopolski 9 czerwca, a cztery dni później zapadła decyzja o aresztowaniu członków OUN-u. Dzień przed zamachem zatrzymano w Krako­wie Karpyncia, a we Lwowie Banderę. Na skuteczne działania było już jednak zbyt późno.

Dalsza część artykułu pod ramką
Zobacz również:

Śledztwo

Zamachowcem okazał się 31-letni Hryhorij Maciejko (pseudo­nim Gonta), który zamierzał uśmiercić ministra za pomocą ła­dunku o dużej sile rażenia wyprodukowanego przez Karpyncia.

W samobójczym ataku Maciejko powinien zgnieść szklaną rur­kę, co wywołałoby połączenie kwasu azotowego, cukru oraz pio­runianu rtęci, a w konsekwencji wybuch. Okazało się to jednak niewykonalne, stąd zauważone przez świadków nerwowe próby ugniatania czegoś w kartonie. Jednak Maciejko miał jeszcze re­wolwer i właśnie z tej broni zastrzelił ministra.

Absurdalne jest twierdzenie, że zamachowiec przez cały dzień czekał z paczką na Pierackiego i nikt się nim nie zainteresował. Krążył przecież w pobliżu Klubu Towarzyskiego, gdzie regular­nie bywali prominenci. Do tego nie tylko zbiegł z miejsca zbrod­ni, lecz także bez większych problemów opuścił kraj. Mimo listów gończych dotarł do Lwowa, skąd przedostał się do Czecho­słowacji. Ostatecznie osiadł w Argentynie, gdzie zmarł w sierp­niu 1966 roku.

Podczas śledztwa Jarosław Karpyneć przyznał się do skonstru­owania bomby. W jego krakowskim mieszkaniu znaleziono ar­kusz blachy, z którego została wycięta obudowa ładunku. Aresz­towano także sąsiada pirotechnika, Mykołę Kłymyszyna, który miał przy sobie dokumenty OUN-u.

fot.official mug shot made by Polish Police after arrest 1934 – Archiwum Akt Nowych

Mykoła Łebed po aresztowaniu przez Policję Państwową za działalność antypaństwową w związku z zabójstwem Bronisława Pierackiego. 24 czerwca 1934.

Z kolei Łebed próbował ucieczki przez Wolne Miasto Gdańsk. Zdołał dotrzeć do Świnoujścia i tam został aresztowany przez Niemców. Zażądano ekstradycji, a chociaż było to niezgodne z prawem, decyzję o wydaniu Ukraińca osobiście podjął Adolf Hitler. Führer dbał wówczas o stosunki z Rzecząpospolitą i nie miał zwyczaju przejmować się takimi drobiazgami jak obowią­zujące przepisy…

W stolicy okazało się, że Łebed w towarzystwie młodej ko­biety (Daria Hnatkiwska) przez miesiąc obserwował zwyczaje Pierackiego. Podczas przesłuchań ostatecznie potwierdzono też tożsamość zamachowca. Maciejko pod fałszywym nazwiskiem przez kilka dni przebywał w noclegowni przy ulicy Wolskiej. W dniu zabójstwa wyszedł rano i już nie wrócił.

Aresztowano wielu prominentnych działaczy OUN-u, ale naj­ważniejszymi zdobyczami byli Łebed i Bandera. Szczególnie ten drugi – szef krajowej egzekutywy OUN-u – gdyż oskarżano go o wiele zbrodni. Do tego był idolem młodych ukraińskich nacjo­nalistów.

Proces terrorystów

Postępowanie sądowe ruszyło już po śmierci Piłsudskiego, w li­stopadzie 1935 roku. Zeznawało stu sześćdziesięciu świadków, wypowiadało się wielu biegłych, akta liczyły ponad dziesięć ty­sięcy stron. Przed sądem stanęło dwunastu oskarżonych i groził im najwyższy wymiar kary, ale wiadomo było, że nie dojdzie do egzekucji. Rząd polski zawarł porozumienie z umiarkowanymi przedstawicielami mniejszości ukraińskiej (Wasyl Mudry został nawet wicemarszałkiem Sejmu) i kreowanie nowych męczenni­ków było zbyteczne. Z tego powodu sala sądowa stała się trybuną propagandy nacjonalistycznej, gdyż członkowie OUN-u otwarcie głosili własne poglądy. Natomiast niektórzy z nich odmawia­li składania zeznań, żądając prowadzenia rozprawy w języku ukraińskim.

W styczniu 1936 roku zapadły trzy wyroki śmierci (Bandera, Łebed i Karpyneć) zamienione na dożywocie. Pozostałych oskar­żonych skazano na kary więzienia (dwóch także na dożywocie). W czerwcu 1936 roku Banderę sądzono jeszcze raz we Lwowie za wcześniejsze zbrodnie (został skazany na siedmiokrotną karę śmierci zamienioną na dożywocie), natomiast w innym procesie oskarżano Łebeda. Po wybuchu wojny wszyscy znaleźli się na wolności, a kierowana przez nich organizacja odpowiada za rzeź polskiej ludności na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej Łebed i Bandera proklamowali niepodległość Ukrainy, ale hitlerowcy szybko roz­wiali nadzieje Ukraińców. Bandera trafił do obozu koncentracyj­nego w Sachsenhausen, a Łebed przeszedł do konspiracji. OUN przekształcono w Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), która straszliwie zapisała się w dziejach narodu polskiego.

Wprawdzie Bandera do września 1944 roku przebywał w hitle­rowskim obozie, ale od jego nazwiska nazywano ukraińskich zbrodniarzy, sprawców potwornych mordów na Wołyniu. Po wojnie pozostał na emigracji, współpracując z wywiadem bry­tyjskim, a następnie ze służbami zachodnioniemieckimi. W paź­dzierniku 1959 roku NKWD zastrzeliło go w Monachium za po­mocą specjalnego pistoletu rozpylającego cyjanek potasu.

fot.Nieznany – World Socialist Web Site

Stepan Bandera, lata 30. XX wieku

W niespotykany sposób potoczyły się natomiast losy Mykoły Łebeda. Jeszcze podczas pobytu w więzieniu ożenił się z Darią Hnatkiwską skazaną w warszawskim procesie na szesnaście lat więzienia. Podczas wojny uniknął aresztowania; mniej szczęścia miały jego żona i córka osadzone w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. Następnie przedostał się na Zachód, a trzy lata później nawiązał współpracę z kontrwywiadem Stanów Zjedno­czonych. Można wywnioskować, że okazał się cennym nabyt­kiem, gdyż przeniesiono go do USA i otrzymał prawo stałego pobytu. Wreszcie po interwencji zastępcy dyrektora CIA Allena Dullesa przyznano mu obywatelstwo amerykańskie.

Były terrorysta kierował Instytutem Badawczo-Wydawni­czym „Prolog” specjalizującym się w analizie sytuacji na Ukra­inie i propagandzie antysowieckiej. Na emeryturę przeszedł w 1975 roku, ale CIA wciąż uważała go za cennego współpra­cownika i chroniła przed dochodzeniem w sprawie przeszłości. Z tego powodu nigdy nie udowodniono mu zbrodni wojennych ani kolaboracji z hitlerowcami. Zmarł w Pittsburghu w 1998 roku w wieku prawie dziewięćdziesięciu lat. Mniej szczęścia miał Jarosław Karpyneć – zginął w kwietniu 1944 roku z rąk So­wietów w okolicach Stanisławowa.

Do obozu w Berezie Kartuskiej trafiali głównie komuniści i członkowie OUN-u. Zdecydowanie lepiej wiodło się Ukraińcom, którzy szczególnie chwalili sobie obozową bibliotekę. Znajdowa­ły się tam bowiem dzieła Piłsudskiego, które uznali za doskona­łe podręczniki do prowadzenia konspiracyjnej działalności. Po­dobno przypominało to sytuację, jakby zawodowym złodziejom udostępniono w więzieniu fachową literaturę…

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki Sławomira Kopra „Polscy terroryści i zamachowcy. Od powstania styczniowego do Trzeciej Rzeczypospolitej”, wydanej nakładem wydawnictwa Harde (wydanie rozszerzone, 2026).

Zobacz również

Dwudziestolecie międzywojenne

Koncepcja federacyjna Piłsudskiego

Koncepcja federacyjna Piłsudskiego uchodzi za jedną z najbardziej ambitnych wizji geopolitycznych II Rzeczypospolitej. Miała uczynić z Polski centrum federacji państw Europy Środkowo-Wschodniej i zabezpieczyć ją...

15 stycznia 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Orlęta Lwowskie i ich historia

Orlęta Lwowskie. Mieli przed sobą całe życie, lecz zaryzykowali je dla swojego miasta, w którym się wychowywali i uczyli.

17 grudnia 2025 | Autorzy: Herbert Gnaś

Dwudziestolecie międzywojenne

Sojusz Piłsudskiego i Petlury – jak Polska i Ukraina połączyły siły przeciw Rosji (1919–1920)

Początki sojuszu Piłsudskiego i Petlury były trudne. Pomimo śmiertelnego zagrożenia, we wspólnych relacjach nie brakowało zgrzytów. Jednak wspólny wróg okazał się na tyle niebezpieczny, że...

10 listopada 2025 | Autorzy: Herbert Gnaś

Historia najnowsza

Pozycja Polski na Zachodzie

„Polska to fenomen, dzisiaj istnieje dzięki cudom”. O miejscu Polski w Europie i świecie oraz przyszłości naszego kraju opowiada prof. Norman Davies.

5 grudnia 2024 | Autorzy: Jacek Perzyński

Zimna wojna

Co stało się z Galicją po wojnie?

Deportacje, ludobójstwa, egzekucje i przesiedlenia zniszczyły Galicję. Po drugiej wojnie światowej przemianowana na Małopolskę i Zachodnią Ukrainę zniknęła.

12 października 2024 | Autorzy: Norman Davies

Dwudziestolecie międzywojenne

O tym jak Hitler prawie wywołał II wojnę światową… w 1937 roku

Ibiza kojarzy nam się chyba tylko z celem wakacyjnych wojaży. Niewiele jednak brakowało, aby słoneczna wyspa zapisała się w podręcznikach historii jako miejsce incydentu, który...

17 lutego 2012 | Autorzy: Rafał Kuzak

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.