Jak daleko człowiek jest w stanie posunąć się w imię źle pojętej ciekawości naukowej? Zresztą „źle” to w tym przypadku zdecydowanie niewystarczające słowo. Trudno byłoby znaleźć adekwatne określenie. W każdym razie dla Josefa Mengele granice okrucieństwa w eksperymentach prowadzonych na bliźniętach wydawały się nie istnieć.
Wszystko w imię nauki i dominacji rasy aryjskiej
„Zastanawiam się często nad naturą bliźniąt jednojajowych. Są jak lustrzane odbicia, idealna grupa kontrolna, o której marzy każdy genetyk. Gdybym mógł mieć do dyspozycji setki takich par w kontrolowanym środowisku, gdzie żadne normy prawne nie ograniczają zakresu ingerencji…, moglibyśmy złamać kod dziedziczności w ciągu kilku lat” – tak pisze Josef Mengele w książce „Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz” Christophera Machta i Anny Lerke.
Po co jednak Josefowi Mengele były potrzebne bliźnięta? Skąd wynikała jego chora fascynacja nimi i chęć przeprowadzania na nich niezliczonych „badań”?
Z naukowego, jakkolwiek by do tego podchodzić punktu widzenia uważał, że wszelkie podobieństwa pomiędzy bliźniętami wynikają z dziedziczenia, natomiast różnice są jedynie efektem działania czynników zewnętrznych oraz upływu czasu. Chciał oczywiście tę teorię zweryfikować. Kolejny powód związany był z jego planami dotyczącymi rozwoju rasy aryjskiej. Mengele pragnął znaleźć sposób, by aryjskie kobiety częściej zachodziły w ciąże bliźniacze. Należało bowiem zadbać o to, aby zarówno rasa aryjska, jak i w naturalnej konsekwencji – nazistowska armia jak najszybciej rosły w siłę.
Wujek Jekyll i Josef Hyde
Naziści specjalnie wyszukiwali bliźnięta wśród dzieci przywożonych do obozu. Zdarzało się jednak, że również matki same oddawały temu zbrodniarzowi swoje dzieci „pod opiekę”, mając nadzieję, że dzięki temu spotka je lepszy los. I cóż… W pewnym sensie miały rację, ponieważ tak długo, jak Aniołowi Śmierci były potrzebne do jego upiornych eksperymentów medycznych, pozostawały przy życiu.
Mengele rozpoczął swoje badania w obozie cygańskim. Już wtedy, prezentując wobec dzieci przyjazne usposobienie, starał się zdobyć ich zaufanie. Pomagały mu w tym także rozdawane słodycze. Z tego powodu dzieci nazywały go nawet dobrym wujkiem.
fot.Auschwitz Album/domena publicznaMengele wybierał ofiary swoich pseudonaukowych eksperymentów w czasie selekcji na rampie. Więźniowie, którym udało się przetrwać obóz twierdzili, że był przy każdej z nich.
To jednak nie wszystko. Na terenie obozu, w barakach 29 i 31, Mengele nakazał zbudować Kindergarten, którego ściany wybielono i ozdobiono malunkami. Za blokiem 31 urządzono nawet plac zabaw. To właśnie stamtąd czerpał „materiał” do swoich eksperymentów. W saunie znajdującej się za blokiem 32 urządził natomiast własną pracownię.
Nie tylko dzieci romskie interesowały jednak Mengelego. Szczególną uwagę poświęcał także żydowskim bliźniętom, zwłaszcza tym z wrodzonymi anomaliami. Młodsze bliźnięta, do drugiego roku życia, wraz z matkami umieszczano w baraku 22. Starsze trafiały do baraku 15 razem z karłami – którzy również fascynowali Mengelego – oraz osobami niepełnosprawnymi. Faktem jest, że dzieci te były chronione przed klasyczną selekcją i brutalnym traktowaniem ze strony esesmanów. Miało to jednak swoją cenę: stawały się przedmiotami badań. Dosłownie przedmiotami.
Przeczytaj także: „Byliśmy obiektami jednorazowego użytku”.
Obmierzyć i prześwietlić co do milimetra
Wszystko zaczynało się w miarę zwyczajnie. Można by wręcz powiedzieć, że niewinnie. Na pierwszy rzut oka przypominało typową lekarską ocenę stanu zdrowia. Przeprowadzano wywiad chorobowy, obowiązkowo uwzględniający schorzenia dziedziczne. Następnie wykonywano oględziny pod kątem między innymi budowy czaszki, skrzywienia kręgosłupa czy deformacji palców.
Potem przychodził czas na badania neurologiczne. U dzieci sprawdzano odruchy powiek i kończyn, oceniano siłę mięśni oraz sposób chodzenia. Szukano oznak bezwładu. W końcu oceniano również stan psychiczny dzieci, pytając je między innymi o miejsce pobytu, o to, czy wiedzą, dlaczego znajdują się w obozie, oraz co wiedzą o trwającej wojnie. Bywało też, że za pomocą serii pytań i poleceń starano się ustalić, które z bliźniąt dominuje nad drugim.
Niektóre dzieci poddawano dokładniejszym oględzinom każąc im stać godzinami nago, by można było wykonać pomiary wszelkich możliwych części ciała przy pomocy cyrkli, suwmiarek… Całość oględzin lekarskich potrafiła trwać nawet i 8 godzin. Dzieci stawiano również nago przed aparatem rentgenowskim na nawet 15 minut, by wykonywać całe serie fotografii. Kiedy zaś bardziej typowe badania były skończone, można było przystąpić do eksperymentów.
Gdy badacz kręgosłupów pozbawiony jest kręgosłupa moralnego
Częstym i szokującym rodzajem eksperymentów, którym poddawano bliźnięta, były te związane z przetaczaniem krwi. Mengele koniecznie chciał się przekonać, jak dzieci zareagują na wymianę własnej krwi. Zamieniano również organy wewnętrzne bliźniąt. Ponadto pobierano od nich duże ilości krwi, ponieważ była potrzebna na froncie. Ciekawe, że w tym kontekście nazistom nie przeszkadzał brak czystości rasowej? Od dzieci pobierano także różne płyny ustrojowe, w tym nawet płyn mózgowo-rdzeniowy, który następnie wysyłano do analizy w Instytucie Higieny.
Jednym z najbardziej szokujących eksperymentów chirurgicznych przeprowadzanych przez Mengelego było łączenie bliźniąt w bliźnięta syjamskie. Nawet takie pomysły rodziły się w głowach nazistów. Tutaj nie wystarczy jedynie o tym wspomnieć – potrzebne są relacje świadków. I tak pracująca w obozie cygańskim, jak podaje Katarzyna Okoniewska, Vera Alexander zeznała:
„przyszedł esesman i zabrał z polecenia Mengelego dwoje dzieci. Byli to moi ulubieńcy, Guido i Nino, lat około 4. Jeden z nich był garbaty. W dwa dni albo trzy dni później esesman przyniósł ich z powrotem w strasznym stanie. Byli oni jak bliźnięta zszyci. Garbaty był przyszyty do drugiego dziecka plecami i nadgarstkami. Mengele połączył ich żyły. Rany ich ropiały, ponieważ były brudne. Czuć było straszny smród gangreny. Dzieci krzyczały całą noc”.
fot.VbCrLf/CC BY-SA 4.0
Blok 10. To tam Josef Mengele dokonywał swoich koszmarnych eksperymentów.
W tym kontekście warto również wspomnieć, że Mengele lubił operować kręgosłupy garbatych dzieci. Kolejne „badania” były równie szokujące, choć z innych powodów. Jeżeli czytający ten artykuł pamiętają powód, dla którego Mengele prowadził eksperymenty na bliźniętach związane z rozwojem rasy aryjskiej, to również przy tym wątku trzeba zatrzymać się na chwilę, choć to, co robiono, było wyjątkowo odrażające. Mianowicie Mengele chciał się przekonać, czy bliźnięta będą rodzicami kolejnych bliźniąt. W związku z tym zmuszano je do stosunków seksualnych. Rezultaty tych eksperymentów nie są znane.
Przeczytaj także: Ovitzowie. Karły doktora Mengele
Upiorna kolekcja
Szczególnie ważne dla Mengelego były badania okulistyczne. Wybitnie interesowały go dzieci o różnym kolorze oczu. Im, i nie tylko im, zakraplano różne substancje mające wywołać zmianę barwy tęczówki. Były to silne środki chemiczne. O ile u dorosłych wywoływały jedynie ropienie oczu, o tyle u dzieci stawały się przyczyną ślepoty, a u niemowląt nawet śmierci.
Sam Anioł Śmierci kolekcjonował oczy swoich martwych już pacjentów. Dla oczu o różnej barwie gotów był zabić obiekty swoich eksperymentów – dosłownie. Tak o jednym z takich doświadczeń mówi w książce Christophera Machta i Anny Lerke „Dzienniki zbrodniarzy z Auschwitz” sam Josef Mengele:
„Postanowiłem wstrzyknąć w nie pewną substancję (nazwę świadomie pominę, bo nie to jest najważniejsze). Tutaj nastąpiło moje rozczarowanie, bowiem jedna dziewczynka oślepła kompletnie, druga zaś nadal widziała, choć jak sama twierdziła, jakby przez mgłę. Gdy już osiągnąłem wyniki swych badań, nakazałem je zlikwidować. Gałki miały wylądować na moim biurku, ciała wrzucono do pieca krematoryjnego razem z innymi ciałami”.
Szybka śmierć często była wybawieniem
Niestety śmierć czekała wiele bliźniąt, które trafiły w ręce Mengelego. Zdarzały się również szczególnie drastyczne przypadki śmierci tych dzieci. Jeden z trojaczków na polecenie Mengelego został odurzony narkotykiem, a następnie na stole operacyjnym przecięty wzdłuż na pół. Wszystko to odbyło się na oczach matki.
Dlaczego jednak w ogóle je zabijano? Ponieważ równie ważna jak badania prowadzone za życia była sekcja zwłok. Poza tym bliźnięta były cenne tylko tak długo, jak długo żyły oba. Tymczasem prowadzone na nich eksperymenty nieuchronnie prowadziły do śmierci przynajmniej jednego z nich.
fot..Karl-Friedrich Höcker/domena publicznaJosef Mengele miał również obsesję na punkcie poznania sposobu na zmianę koloru oczu. Na zdjęciu Anioł Śmierci stoi w środku.
Czasami jednemu z bliźniąt wstrzykiwano bakterie lub truciznę, a gdy umierało, zabijano również drugie, aby porównać stan ich organów wewnętrznych. Bywało też, że bliźnięta znajdujące się w różnym stanie zdrowia zabijano jednocześnie. Służył do tego między innymi fenol, którym wcześniej mordowano więźniów. Po wbiciu igły w serce śmierć następowała w ciągu kilkunastu minut.
Wycięte dzieciom organy trafiały do dalszych badań z oznaczeniem „przesyłka ważna dla celów wojennych”. Spośród wszystkich bliźniąt, na których eksperymentował Mengele – a podawane liczby wahają się od kilkuset do nawet 1500 osób – przeżyło jedynie niespełna sto. Wszystko to w imię nazistowskiego rozumienia nauki…
Bibliografia
- H. Cefrey, Dr. Josef Mengele. The Angel of Death, The Rosen Publishing Group Inc., New York 2001.
- J. Klar, H. M. Lily, Josef Mengele, The Rosen Publishing Group Inc., New York 2016.
- J. Kostkiewicz, Niemiecka polityka eksterminacji i germanizacji polskich dzieci w czasie II wojny światowej [w:] J. Kostkiewicz (red.), Zbrodnia bez kary… Eksterminacja i cierpienie polskich dzieci pod okupacją niemiecką 1939-1945, Uniwersytet Jagielloński, Kraków 2020.
- K. Okoniewska, Zbrodniczy medycy. Lekarze z Auschwitz, ArchaeGraph, Łódź 2017.
- A. Singer, Antropologia, ludobójstwo i obrazowanie, „Kwartalnik Filmowy”, nr 93-94/2016.


KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.