Ciekawostki Historyczne

Po jego odkryciu mówiono o „brakującym ogniwie” między małpą a człowiekiem i „nowej linii ewolucji”. Tymczasem człowiek z Piltdown okazał się... fałszerstwem.

Początek XX wieku. Wiedza o naszych praprzodkach jest daleka od tej, jaką dysponujemy obecnie. Nic więc dziwnego, że z każdym kolejnym odkryciem wiążą się emocje i nadzieje na postęp w dziedzinie badań paleontologicznych. Nie inaczej było w 1912 roku. Wtedy to Charles Dawson, z wykształcenia prawnik, ale jednocześnie antropolog-amator, zaprezentował swoje znaleziska sir Arthurowi Smithowi Woodwardowi, prywatnie swojemu przyjacielowi, który z kolei był kustoszem w Dziale Geologii British Museum.

Jeszcze w 1908 roku Dawson szukał krzemiennych narzędzi. Wypytał zatem robotników, którzy wysypywali taki właśnie żwir na drogę, skąd go biorą? Dowiedział się wtedy o pewnym wyrobisku. Znajdowało się ono w Piltdown, w Sussex. Poprosił ich, aby bacznie obserwowali, czy przypadkiem nie natrafią na jakieś narzędzia lub inne pozostałości. I rzeczywiście niedługo później przekazano mu fragment kości ciemieniowej. Na kolejne elementy układanki musiał jednak czekać jakieś 3 lata. W roku 1911 sam znalazł większy fragment kości czaszki. I co najważniejsze: wydawała się ona pasować do poprzedniego.

Poznasz praprzodka swego po zębach jego

Dawson znalazł łącznie jeszcze 3 fragmenty. O wszystkie zadbał, mocząc je w roztworze dwuchromianu potasu. W liście do Smitha, zanim się z nim spotkał, sugerował, że odkryty w 1907 roku Homo heidelbergensis będzie miał godnego rywala. Obaj uznali te znaleziska za interesujące. Postanowili, wspólnie ze studentem Teilhardem de Chardinem, który poznał Dawsona jeszcze w 1909 roku, przeprowadzić prace wykopaliskowe. Zaczęli 2 czerwca 1912 roku. I natrafili na kolejne fragmenty czaszki, w tym część żuchwy. Zdaniem Dawsona robotnicy mogli znaleźć wcześniej bardziej kompletną czaszkę, ale nie wiedząc, z czym mają do czynienia, po prostu ją odrzucili. W efekcie miała się rozpaść na kawałki.

Współczesna rekonstrukcja czaszki człowieka z Piltdownfot.Anrie/CC BY-SA 3.0

Współczesna rekonstrukcja czaszki człowieka z Piltdown

Fragmenty były dość specyficzne i naukowcy mieli pewien problem z ich zinterpretowaniem. Otóż czaszka swoją budową przypominała ludzką, ale szczęka bardziej pasowała do małp człekokształtnych. Niestety analiza – zwłaszcza żuchwy – nie mogła zostać dokładnie przeprowadzona, ponieważ brakowało w niej kłów. Szczęśliwie jeden z nich w trakcie kolejnych poszukiwań 29 sierpnia 1913 roku znalazł de Chardin. Co istotne: był on starty w podobny sposób, jak ma to miejsce u ludzi. Zresztą i inne zęby z żuchwy były starte. Wyglądało zatem na to, że odnaleziono szczątki zupełnie nowego gatunku człowieka. Określono go mianem „człowieka z Piltdown”. Jego nazwa gatunkowa brzmiała Eoanthropus dawsoni – na cześć odkrywcy.

Zobacz również:

Brakujące ogniwo ewolucji?

Zrodziło się jednak pytanie: jak stary jest człowiek z Piltdown? Pomocne w określeniu jego „wieku” mogły być inne znaleziska pochodzące z tego samego miejsca. Natrafiono bowiem również na kości i zęby różnych zwierząt. Znajdowały się tam także kamienne narzędzia o różnym stopniu zaawansowania. Dawson i Woodward uważali, że zarówno kości hominida, jak i znalezione artefakty pochodziły sprzed 1–2 milionów lat, czyli z okresu wczesnego plejstocenu. Analiza szczątków okolicznej fauny prowadziła do wniosku, że człowiek z Piltdown legitymował się wiekiem dolnoplejstoceńskim lub plio-plejstoceńskim.

Było to nie lada odkrycie, umiejscawiające Anglię w ścisłej czołówce pod względem najstarszych odkrytych szczątków praczłowieka. I do tego dość znacząco „posuniętego” w ewolucji, ponieważ dotychczas znani Pithecanthropus oraz Homo neanderthalensis posiadali zdecydowanie bardziej prymitywną mózgoczaszkę. U Eoanthropus dawsoni ewidentnie szła ona już w kierunku czaszki ludzkiej.

Czytaj też: Homo longi, czyli Człowiek Smok. Zaginiona gałąź ewolucji człowieka

Coś tu nie gra

Nie wszystkich jednak to przekonywało. Zdziwienie budziły przede wszystkim różnice pomiędzy budową czaszki i żuchwy. W obronę znalezisko wziął jednak specjalista w zakresie fizjologii mózgu, sir Grafton Elliot Smith. Jego zdaniem istota ta musiała mieć najbardziej małpoludzki mózg, jaki dotąd zarejestrowano. Do tego w 1915 roku Woodward poinformował, że na stanowisku nazwanym Piltdown II odkryto kolejne dwa fragmenty czaszki hominida, a także ząb trzonowy przypominający ludzki. Później stwierdzono, że należały do tego samego osobnika, co poprzednie znaleziska. W międzyczasie, w 1916 roku zmarł pierwotny odkrywca Charles Dawson.

Rekonstrukcja Eoanthropus dawsoni z 1913 rokufot.domena publiczna

Rekonstrukcja Eoanthropus dawsoni z 1913 roku

Coś tu się jednak nie zgadzało. Z biegiem lat w różnych zakątkach świata znajdowano coraz ciekawsze szczątki: m.in. „człowieka pekińskiego” czy australopiteka. I tu pojawiał się problem: o ile zbieżność z budową żuchwy człowieka z Piltdown była zauważalna, o tyle wszystkie odkrywane czaszki miały niskie czoło i charakterystyczne wały nadczołowe. Jak więc eoantrop mógł w ten sposób wyewoluować?

Wszelkie kolejne znaleziska zgrabnie wskakiwały na swoje miejsce w liniach ewolucyjnych. Tylko Eoanthropus dawsoni jawił się jako anomalia. Wciąż znajdowali się naukowcy sugerujący, by wyodrębnić dla człowieka z Piltdown zupełnie nową gałąź ewolucji. Ba, amerykański antropolog Sherwood Washburn napisał wprost, że opracowując ewolucję ludzi, eoantropa po prostu opuścił, ponieważ ludzka ewolucja ma sens, jeśli nie próbuje się dodać do niej człowieka z Piltdown.

Czytaj też: Patchworkowe skamieliny, czyli wielkie paleontologiczne oszustwa

Strzeżcie się dociekliwych dentystów

Już w latach 20. niektórzy sugerowali najbardziej oczywiste wytłumaczenie tego paradoksu, ale wciąż wielu osobom nie mieściło się to w głowie. Pierwszym, który uparł się, że sprawie należy się bliżej przyjrzeć, był stomatolog Alvan Marston. W roku 1935 znalazł w Swanscombe inną czaszkę, która – wnioskując po odkrytych tam szczątkach zwierząt – mogła pochodzić ze środkowego plejstocenu. Jeżeli wyeliminowałby konkurencję w postaci człowieka z Piltdown, byłby to „najstarszy Anglik”.

Na okazję musiał poczekać kilkanaście lat, aż wynaleziono metodę fluorową. Kości z Piltdown zostały zbadane w roku 1949 przez Kennetha P. Oakley’a z British Museum. Wyniki analizy wskazywały, że mogły należeć do tego samego osobnika, aczkolwiek nieco młodszego. Oceniono bowiem, że mogą pochodzić sprzed 75000–125000 lat. Marston dopiął więc swego.

Ktoś zadał sobie wiele trudu…

Prawdziwa bomba wybuchła jednak dopiero w roku 1953, kiedy sprawą zajęli się antropolog z Oksfordu Joseph Sidney Weiner oraz sir Wilfrid Edward Le Gros Clark, który kierował Wydziałem Antropologii. Jak podają Michael A. Cremo i Richard L. Thompson: Weiner pokazał wówczas le Gros Clarkowi ząb szympansa, który wziął z muzealnej kolekcji, spiłował i następnie odpowiednio zabarwił. I to było to! Podobieństwo do zębów z Piltdown było wręcz uderzające. Postanowiono ponownie zbadać kości metodą fluorową, ale tym razem nowszymi technikami. Co istotne, w kościach ilość fluoru z biegiem czasu rośnie. Wyniki okazały się zaskakujące: zawartość pierwiastka w czaszce wyniosła 0,1%, natomiast w zębach jedyne 0,01%-0,04%. Wniosek mógł być tylko jeden. Potwierdzono go później badaniem metodą azotową.

Naukowcy i odkrywcy nad czaszką „człowieka z Piltdown”. Drugi od prawej stoi Charles Dawsonfot.John Cooke/domena publiczna

Naukowcy i odkrywcy nad czaszką „człowieka z Piltdown”. Drugi od prawej stoi Charles Dawson

Okazało się, że czaszka pochodzi tak naprawdę… ze średniowiecza (a dokładniej z XIV wieku). Szczęka należała zaś do orangutana z XV wieku. Zęby zostały spiłowane i odpowiednio dopasowane, aby nadać im odpowiedni wiek i wygląd. Same kości były przesiąknięte żelazem. Czaszka mogła pochodzić ze żwirowiska w Piltdown, w którym żelazo rzeczywiście było obecne. Ale mogło to również być skutkiem celowego zabarwienia.

Natomiast zabarwienie w przypadku szczęki było jedynie powierzchniowe. Co więcej, w czaszce stwierdzono obecność gipsu, którego w szczęce nie było w ogóle. I jeszcze jedna różnica – w pięciu pierwszych fragmentach stwierdzono obecność chromu, być może na skutek konserwacji dwuchromianem potasu. Późniejsze szczątki go nie zawierały. A co do szczęki: wszystko wskazywało na to, że została ona poddana procesowi barwienia przy użyciu żelaza i właśnie dwuchromianu potasu.

Czytaj też: Oszust, który sprawił, że Brytyjczycy uwierzyli w… zmyślony kraj

Zbrodnia doskonała?

Pojawiło się pytanie: kto dopuścił się tej perfidnej mistyfikacji? Badacze byli zdania, że musiał to być ktoś, kto dysponował odpowiednią wiedzą naukową. Dawson był amatorem. Czy wiedziałby, jak się do tego zabrać? Z drugiej strony to od niego wszystko się zaczęło, a po jego śmierci odkrycia w Piltdown nagle ustały. Zresztą przypisywano mu również inne archeologiczne żarty. Woodward? Uważano, że popełnił kilka „błędów w sztuce” przy rekonstrukcji, ale miał dostęp do wszystkich „dowodów zbrodni” i mógł pilnować, aby fałszerstwo nie zostało wykryte. A może Grafton Elliot Smith? Ponoć nie przepadał za Woodwardem, więc może chciał go „wrobić”?

Jak zauważają Michael A. Cremo i Richard L. Thompson: dowody „zostały tak przygotowane, by oparły się naukowym badaniom i by promowały ściśle określoną interpretację zapisu skalnego istot ludzkich”. Kto więc chciał sfałszować ewolucję? Tego w odniesieniu do człowieka z Piltdown zapewne już się nie dowiemy. Szokujący jest natomiast inny wniosek tych autorów: W rzeczywistości nie możemy być pewni, czy w jednym z wielkich muzeów nie czeka na ujawnienie kolejne oszustwo w stylu Piltdown.

Bibliografia

  1. A. Abdank-Kozubski, Fałszerstwo z Piltdown a racjonalność nauki K. Poppera i socjologiczny redukcjonizm Szkoły Edynburskiej, „Studia Ecologiae et Bioethicae”, nr 2/2004.
  2. R. Castleden, Wcielenia zła, Bellona, Warszawa 2008.
  3. M. A. Cremo, R. L. Thompson, Zakazana archeologia, Wydawnictwo PATRA, Wrocław 2004.
  4. B. Hałaczek, Mechanizm rozwoju paleoantropologii w świetle historii Człowieka z Piltdown, „Studia Philosophiae Christianae”, nr 19/1983.

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

niepoprawny politycznie

Nowsze, duże, 8 lat trwające badanie (De Groote, 2016, co ciekawe współautorem jest brytyjski badacz o polsko brzmiącym nazwisku Robert Kruszyński) opierające się głównie na badaniach genetycznych (DNA mitochondrialne) w którym przebadano szczątki – artefakty, pozyskane przez Dawsona w obu jego stanowiskach, gdzie dokonał „odkryć”, praktycznie rozwiewa wątpliwości, że to ktoś inny niż on – Dawson, dokonał tego fałszerstwa.
Współautor badań Ch. Stringer: „To musi być Dawson, nie ma co do tego wątpliwości. Jest jedyną osobą jednoznacznie powiązaną z obydwoma tymi miejscami” – bo to, te powiązania właśnie bezspornie udowodniło badanie genetyczne. Na obu bowiem stanowiskach znajdowały się kości pochodzące od jednego osobnika rzadkiego podgatunku orangutana borneańskiego, co prawda niemożliwego do pewnego datowania (ale rozpatrując historyczne dokumenty przywozu, jako prawdopodobny jest – tylko – okres końca XIX i pocz. XX w.) i kości jednego człowieka, o których wieku jedyne co pewnego można powiedzieć, to to, że pochodziły one ze średniowiecza.
No i to jako pierwszy (ale i jedyny!) o Piltdown II, poinformował prasę i badaczy – wyłącznie Dawson.
Ponadto większość kości i zębów z Piltdown I i II, pokazuje wspólny, jednorodny wzorzec obróbki technicznej. Nie ma zatem powodu, aby przypuszczać, iż więcej niż jedna osoba była odpowiedzialna za ich „wykonanie”, nawet jeśli mogłoby to jej zająć kilka lat. Dodajmy tutaj za autorami badań: „Pomimo jednak tej spójności całości „produkcji”, nasze nowe analizy materiałów z Piltdown wykazały, że fałszerz nie był profesjonalnym konserwatorem. Niektóre aspekty jego pracy pokazują bowiem wyłącznie typowe dla kolekcjonera, podstawowe umiejętności służące głównie celom komercyjnym.”
Dlaczego Dawson to zrobił ryzykując swą reputację kolekcjonera – naukowca (w końcu był współautorem ponad 50 publikacji naukowych i popularno-naukowych)?
Otóż w listopadzie 1909 roku, odnoszący sukcesy w biznesie młodszy brat Dawsona, Arthur Trevor, który był oficerem marynarki wojennej i dyrektorem zarządzającym wielkiej firmy zbrojeniowej Vickers, otrzymał tytuł szlachecki… Zbieżność z tą datą odkrycia Dawsona jest wymowna. Dodajmy mając niezwykle ambitną żonę, chciał to samo osiągnąć zostając stypendystą Naukowego Towarzystwa Królewskiego, ale do tego potrzebne było choć jedno naprawdę znaczące osiągnięcie, odkrycie…
„A Dawson nie tylko miał dostęp do, i powiązania niezbędne do uzyskania okazów, ale był również świetnym „networkerem” i wiedział, czego brytyjska społeczność naukowa spodziewałaby się po „brakującym ogniwie” między małpami a ludźmi…” i „Jako długoletni kolekcjoner również wiedziałby, co dodać w postaci szczątków ssaków kopalnych i narzędzi kamiennych, aby „zalogować” znalezisko w odpowiednim segmencie starożytności.” konstatują badacze.
Dawson nie zdążył jednak „skonsumować” swego pseudo odkrycia, zostać rzeczonym stypendystą, zmarł bowiem niedługo po jego dokonaniu, do czego najpewniej walnie przyczyniły się używane przez niego pełne metali ciężkich zwłaszcza, toksyczne barwniki i konserwanty…
Warto jeszcze wspomnieć o drugim głównym podejrzanym (worzył bowiem podobne artefakty w Afryce) studencie ówczesnym P. Teilhardzie de Chardin, który już wtedy był również księdzem jezuickim, ale i jednocześnie zwolennikiem ewolucji, z czasem zaś bardzo uznanym filozofem, którego poglądy legły m. in. u podstaw ruchu „New Age”.
No i wśród aż ponad 20-tu podejrzanych o to oszustwo, to Sir Arthur Conan Doyle był także tym jednym z głównych, a „odkrycie” miało być z kolei dla niego zemstą na brytyjskim „światku” uczonych.
A obecnie, gdy ma się wątpliwości co do jakiś badań, to bardzo często mówi się, komentuje złośliwie: człowiek z Piltdown, jak widać, ciągle ma się dobrze… :)
Starania Dawsona nie poszły zatem tak całkiem na marne… ;)

Zobacz również

Starożytność

Prometeusze prehistorii? Czy australopiteki rzeczywiście znały się na ogniu? I co w ogóle potrafiły?

Zaczęło się od szkieletu dziecka. Potem worek z odkryciami się rozwiązał. Co dziś wiemy o naszych najwcześniejszych przodkach – australopitekach?

19 października 2023 | Autorzy: Herbert Gnaś

Nasi bliscy kuzyni, którzy nagle zniknęli. Co się stało z neandertalczykami?

Potrzeba było kilku podejść, by świat nauki w ogóle zauważył, że istnieli. Teraz zapewne trzeba będzie kolejnych dekad, aby wyjaśnić, co się z nimi stało?

26 sierpnia 2023 | Autorzy: Herbert Gnaś

XIX wiek

Największy fake news XIX wieku? Gazeta napisała o odkryciu obcej cywilizacji na Księżycu!

Jak podkręcić sprzedaż gazety? Wystarczy opublikować kilka sensacyjnych artykułów, na przykład o... odkryciu obcych na Księżycu. I oszukać cały świat!

5 lipca 2023 | Autorzy: Maria Procner

Homo longi, czyli Człowiek Smok. Zaginiona gałąź ewolucji człowieka

W czasopiśmie „The Innovation” opublikowano niedawno artykuły, z których wynika, że blisko 150 tysięcy lat temu ziemię zamieszkiwali nie tylko Homo sapiens i neandertalczycy. Według...

22 lipca 2021 | Autorzy: Redakcja

Historia najnowsza

„Te ogromne gady żyją!” – twierdzą świadkowie. Czy pterozaury przetrwały do naszych czasów?

Przez 155 milionów lat dominowały na niebie świata dinozaurów. Od najmniejszych – wielkości wróbla do gigantycznych latających smoków, ze skrzydłami o rozpiętości nawet kilkunastu metrów....

20 lipca 2021 | Autorzy: Marcin Moneta

Nowożytność

Brakujące ogniwo ewolucji, człowiek-gigant i podpis Boga – największe naukowe oszustwa, na które ludzie dali się nabrać...

Paleontologia i archeologia to trudne dziedziny nauki, które przy odrobinie szczęścia mogą przynieść naukowcom sławę i pieniądze. Jak to zwykle bywa, gdy stawką są wysokie...

22 października 2019 | Autorzy: Michał Procner

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.