Ciekawostki Historyczne

„Polska jest bagnem” – pisał oficer Wielkiej Armii. Ale to dwie bitwy stoczone na Mazowszu (pod Gołyminem i Pułtuskiem) stały się początkiem końca Napoleona.

„Polska jest olbrzymim bagnem, na powierzchni którego porozrzucane są mizerne wioseczki oraz kilka podupadających gospodarstw, które tutejsza szlachta nazywa swoimi dworami” – pisał zimą 1806 roku oficer Wielkiej Armii idącej na spotkanie z Rosjanami. Ten jakże ponury obraz nie wróżył nic dobrego. Napoleońskim wiarusom humorów nie poprawiało nawet serwowane na cesarski rozkaz w większych ilościach wino oraz fakt, że dopiero co pokonali pruską machinę wojenną.

Rzeczywiście, po druzgocących zwycięstwach Francuzów pod Jeną i Auerstedt 14 października 1806 roku mogło się wydawać, że Napoleon jest na najlepszej drodze do podporządkowania sobie prawie całej Europy. Rzecz jasna poza kontrolą pozostawała Wielka Brytania – koło zamachowe wszystkich antyfrancuskich koalicji – oraz Rosja. Przeciwko Albionowi cesarz wymierzył, jak mu się wydawało, najskuteczniejszą broń w postaci blokady kontynentalnej. Jednak liżący swe rany po Austerlitz Rosjanie w dalszym ciągu stanowili realne zagrożenie.

Wojna trwa

W Petersburgu pilnie śledzono zatrważające wieści o upadku Prus, tym bardziej że przez dłuższy czas żołnierze króla Fryderyka Wilhelma III potrafili jedynie uciekać. Bez walki kapitulowały pruskie oddziały i twierdze. Czasami tylko na sam widok nadciągającej francuskiej kawalerii.

po druzgocących zwycięstwach Francuzów pod Jeną i Auerstedt 14 października 1806 roku mogło się wydawać, że Napoleon jest na najlepszej drodze do podporządkowania sobie prawie całej Europy.fot.Édouard Detaille/domena publiczna

po druzgocących zwycięstwach Francuzów pod Jeną i Auerstedt 14 października 1806 roku mogło się wydawać, że Napoleon jest na najlepszej drodze do podporządkowania sobie prawie całej Europy.

Co ciekawe, mimo ewidentnej klęski władca Prus wcale nie zamierzał oficjalnie kapitulować ani pertraktować z Napoleonem. Za to bardzo chętnie oddał niedobitki swojej armii pod rosyjskie dowództwo. Ta decyzja mile zaskoczyła cara Aleksandra I. Postanowił wypełnić sojusznicze zobowiązanie i wspomóc pruskiego króla swoją armią. Jak podkreślają historycy, owa decyzja wymagała sporej odwagi. Zwłaszcza że część doradców zalecała carowi zawarcie pokoju z Napoleonem lub przynajmniej unikanie zbrojnej konfrontacji. Wizja klęski pod Austerlitz była wciąż żywa.

W efekcie liczący na zakończenie wojny Napoleon musiał pogodzić się z tym, że rozbite Prusy nie tylko nadal walczyły, lecz także w tej walce nie były same.

Czytaj też: Wunderwaffe pod Borodino. Czy tajna broń Rosjan mogła przyspieszyć upadek Napoleona?

Zobacz również:

Co za klimat i co za okropny kraj!

Tymi słowami marszałek Joachim Murat miał skomentować marsz ponad 100-tysięcznej Wielkiej Armii przez ziemie polskie. Dotychczasowe trudy pościgu za Prusakami okazały się miłą eskapadą wobec gehenny, jaką przyszło znosić napoleońskim wiarusom na „bezdrożach i bezkresach dzikiego kraju rozpływającego się w błocie i biedzie” – jak wspominali po latach.

To był dla nich prawdziwy kraniec świata. Lejące się z nieba od początku listopada strugi wody tylko dopełniały grozy sytuacji. I tak już beznadziejny stan dróg, dodatkowo rozmytych ulewami, utrudniał nie tylko posuwanie się naprzód, ale też zdobywanie pożywienia i furażu. Rozciągnięte aż do Berlina i dalej do Francji linie zaopatrzeniowe uniemożliwiały szybką aprowizację. Zorganizowanie chleba na miejscu dla pojedynczego oddziału choćby na jeden dzień graniczyło z cudem.

Mimo tych trudności marniejąca w oczach, ale rozochocona dotychczasowymi zwycięstwami Wielka Armia dotarła z końcem listopada do Warszawy, z której dopiero co wycofali się Rosjanie. Tam też 19 grudnia przybył przemoknięty i zeźlony cesarz. Jego ponury nastrój był spowodowany nie tylko ślamazarnie prowadzoną przez jego dowódców kampanią, ale także koniecznością przebycia części drogi chłopską furmanką. Cesarski powóz zwyczajnie nie podołał polskiemu błotu.

Czytaj też: Dlaczego Napoleon zaatakował Rosję?

Pańskie oko

Przybycie Napoleona zdecydowanie przyspieszyło działania Wielkiej Armii. Pod jego czujnym okiem ogołocone przez Rosjan magazyny wojskowe zaczęły się zapełniać. Doświadczający do tej pory carskiej taktyki spalonej ziemi napoleońscy żołnierze wreszcie mogli się najeść i nieco odpocząć.

Przybycie Napoleona zdecydowanie przyspieszyło działania Wielkiej Armii.fot.Wasilij Wierieszczagin/domena publiczna

Przybycie Napoleona zdecydowanie przyspieszyło działania Wielkiej Armii.

Mówiło się nawet, że wobec dotychczasowych problemów z prowadzeniem kampanii Napoleon zamierzał zapaść na leża zimowe, by wiosną wzmocniony zaciągami ruszyć zdecydowanie przeciwko Rosjanom i wreszcie zmusić ich do otwartej walki. Ale to właśnie owa pasywność carskich wojsk okazała się dla Napoleona pokusą nie do odparcia. Tym bardziej że pogoda wreszcie zdawała się działać na korzyść cesarza. Ochłodziło się. Zmarznięte błotniste trakty wreszcie nadawały się do w miarę sprawnego marszu. Cesarz zlecił więc swoim marszałkom podjęcie energicznego pościgu za wrogiem.

Chaos

Napoleon widział, że Rosjanie wprawdzie dysponują liczną armią, ale ich główną bolączką jest kwestia dowodzenia. Nominowany przez cara na głównodowodzącego 69-letni feldmarszałek Michaił Kamieński zupełnie się do tego nie nadawał, chociażby ze względu na swój wiek i słaby wzrok. On sam doskonale zdawał sobie sprawę ze swych ułomności. Wielokrotnie prosił Aleksandra o zwolnienie z tak zaszczytnego stanowiska. Car jednak nie miał wyboru. Michaiła Kutuzowa obwiniał za klęskę pod Austerlitz, a za Piotrem Bagrationem zwyczajnie nie przepadał. Przymusił prawie ociemniałego marszałka do przyjęcia nominacji.

Problem z naczelnym wodzem być może dałoby się jeszcze przeżyć, gdyby na niższych szczeblach wszystko grało jak należy. Tymczasem generałowie Levin von Bennigsen i Friedrich von Buxhöwden szczerze się nie znosili i z energią godną lepszej sprawy knuli przeciwko sobie intrygi. W tej sytuacji, wobec bardzo oszczędnych rozkazów feldmarszałka, ich działania nie były skoordynowane. Miało to jednak swoje plusy. Chaos powstały w szeregach Rosjan zbijał z tropu podążających za nimi Francuzów.

Czytaj też: Wielu Polaków twierdziło, że nawet za cara było lepiej. Dlaczego nasi przodkowie tak bardzo nienawidzili Napoleona?

Podział sił

Rozpoczęty 21 grudnia z wielkim animuszem pościg za Rosjanami i Prusakami zdawał się jednak mieć wielkie szanse powodzenia. Przez kolejne trzy dni udało się Francuzom przeprawić przez Wkrę. W szeregu potyczek doprowadzili do rozdzielenia części carskiej armii na dwa zgrupowania. Większe z nich pod dowództwem Bennigsena ruszyło w stronę Pułtuska. Prowadzona przez ks. Dmitrija Golicyna mniejsza grupa podążała do Gołymina.

Prowadzona przez ks. Dmitrija Golicyna mniejsza grupa podążała do Gołymina.fot.George Dawe/domena publiczna

Prowadzona przez ks. Dmitrija Golicyna mniejsza grupa podążała do Gołymina.

W tym niewątpliwym sukcesie było tylko jedno „ale” – Napoleon właściwie nic o tym nie wiedział. A swój udział w tej niewiedzy miała… pogoda, która znów zaczęła odgrywać coraz większą rolę. Dotychczasowe mrozy ustąpiły miejsca gwałtownemu ociepleniu. Jakby tego było mało, wkrótce nadeszły ulewne deszcze. Jeden z napoleońskich żołnierzy wspominał:

„Pola, drogi i same równiny stały się prawdziwym bagnem. Armaty i wozy znikały w tej strasznej ziemi, a na każdym kroku można było zobaczyć konie, zagrzebane w błocie po zady, które aby oddychać, musiały trzymać szyje wyciągnięte do góry”.

W tej sytuacji sprawna praca wywiadu również była utrudniona. Przez to cesarz nie znał ani dokładnej pozycji, ani liczebności wroga. Mimo to jednak zdecydował się, wbrew swojej koronnej zasadzie niedzielenia własnych sił przed bitwą, na prewencyjne oddelegowanie korpusu marszałka Lannesa (25–27 tys. żołnierzy) w stronę Pułtuska, a marszałków Murata, Augereau i Davouta (38 tys.) do Gołymina. Sam z większością oddziałów podążył dalej na północ – do Ciechanowa. Właśnie tam spodziewał się spotkać główne siły rosyjskie.

Błotny Gołymin

Dzień 26 grudnia udowodnił mu, jak bardzo się mylił. Pierwsze otrzeźwienie pojawiło się pod Gołyminem. Rankiem dotarły tam wymęczone forsownym marszem (błoto dokuczało również Rosjanom) siły ks. Golicyna. Rosyjski dowódca po połączeniu się z oddziałami gen. Dochturowa zamierzał dać odpocząć swoim żołnierzom, a następnie ruszyć dalej na wschód. Jego plany przekreśliło jednak pojawienie się ok. godz. 10 sił francuskich marszałków, którzy niemal z marszu przepuścili kawaleryjski atak na rosyjskie pozycje.

Golicyn nie dał się jednak zaskoczyć i pod osłoną własnych kirasjerów przygotował się do przyjęcia bitwy. Gdy zatem o godz. 14 na plac boju przybyły oddziały francuskiej piechoty, powitał je huraganowy ogień karabinów i świetnie wstrzelanych dział. Tych ostatnich niestety nie posiadali napoleońscy marszałkowie. Wszystkie, którymi dysponowali na początku kampanii, utonęły w błocie lub po prostu nie nadążały za jazdą i piechotą.

Na nic zdawały się kolejne fale piechoty rzucanej przez marszałków do natarcia. Otoczony lasami oraz bagnami Golicyn, dysponując zaledwie 18 tys. żołnierzy i 30 działami, z powodzeniem opierał się przeszło dwukrotnie silniejszemu przeciwnikowi. Również próby obejścia pozycji rosyjskich kończyły się przeważnie fiaskiem z powodu rozmokłego terenu. Wszechobecne błoto (prawdziwy symbol tej kampanii) sprawiało, że manewry Francuzów były wykonywane w ślimaczym tempie. To dawało Rosjanom czas na odpowiednie przegrupowanie.

Czytaj też: Jak zginął Napoleon Bonaparte, czyli zagadkowa śmierć cesarza w niewoli

Piekielna brygada

Także ponawiane szarże napoleońskiej kawalerii traciły na grząskim gruncie swój impet i skuteczność. Jakby tego było mało, podczas jednej z nich nieustraszeni do tej pory huzarzy piekielnej brygady gen. Lasalle’a, atakując rosyjskie armaty, nagle się zatrzymali się. Dlaczego? Podobno któryś z oficerów wydał taki rozkaz. Zdezorientowani i zdziwieni tym żołnierze pierwszej linii karnie osadzili swoje wierzchowce tuż przed stanowiskami równie zdziwionych carskich kanonierów. Osłupienie tych ostatnich nie trwało jednak długo. Gdy tylko na stojących huzarów wpadły jeszcze niczego nieświadome szwadrony następnej linii, rosyjskie armaty otworzyły ogień do kłębiącej się masy ludzi i koni.

Nieustraszeni do tej pory huzarzy piekielnej brygady gen. Lasalle’a, atakując rosyjskie armaty, nagle się zatrzymali się.fot.Edouard Détaille /domena publiczna

Nieustraszeni do tej pory huzarzy piekielnej brygady gen. Lasalle’a, atakując rosyjskie armaty, nagle się zatrzymali się.

Masakrowane szeregi ratowały się ucieczką na oczach zdruzgotanego tym widokiem gen. Lasalle’a. W pewnym momencie pozostał sam na sam z carską artylerią. Cudem uniknąwszy śmierci, sprawnie przegrupował ocalałe skrwawione szwadrony i zawrócił w stronę rosyjskich działobitni. Ale i tym razem jego jeźdźcom nie dane było ich dopaść, bowiem… Lasalle zatrzymał całą formację zaraz po wejściu w zasięg wrogich armat. To miała być kara za złamanie szarży. Nie zważając na padające kule i krwawe wyrwy w szeregach, huzarzy pokornie wytrwali w tym bezruchu do zmroku. Dopiero gdy piechota i pozostałe jednostki kawalerii weszły do Gołymina, brygada ruszyła naprzód, ale nie na postój. Na zhańbionych ucieczką w obliczu wroga żołnierzy spadła jeszcze jedna pokuta – zapewnienie spokojnego odpoczynku znużonym zwycięzcom.

50 tysięcy Murata

Mimo bowiem doraźnych sukcesów i mężnego odpierania francuskich ataków ks. Golicyn doskonale zdawał sobie sprawę, że czas nie jest jego sprzymierzeńcem. Napór marszałków nie malał. Nie było wiadomo, jakimi jeszcze siłami dysponują, skoro pozwolili na bezkarne ostrzeliwanie nieruchomych szwadronów Lasalle’a.

Tymczasem z szeregów księcia ubyło tysiąc żołnierzy i 10 dział, a na wzmocnienia nie było co liczyć. Wykorzystując więc zapadające ciemności i umiejętnie szafując posiadanym siłami, Golicyn oderwał się od nieprzyjaciela. Nie niepokojony już ruszył dalej na wschód. Niedługo po odejściu Rosjan w mieście pojawili się marszałkowie, którzy jednak nie zdecydowali się na nocny pościg za nieprzyjacielem. Oni również nie wiedzieli, jakimi jeszcze siłami dysponuje Golicyn. Co więcej, skala rosyjskiego oporu była tak wielka, że Murat miał nawet zaraportować cesarzowi o stoczonej bitwie z 50-tysięczną (!) armią cara.

Pułtuskie bajoro

Wizja Murata doskonale za to pasowała do sił, z którymi przyszło się zmierzyć tego samego dnia marszałkowi Jeanowi Lannesowi pod położonym 19 km na południowy wschód od Gołymina Pułtuskiem. Właśnie tam gen. Bennigsen, uniesiony gniewem za pominięcie w nominacji na naczelnego wodza przez w końcu ustępującego feldmarszałka Kamieńskiego, postanowił stawić opór – wbrew rozkazowi dalszego się wycofywania. Dysponując ponad 45 tys. żołnierzy i 120 działami, czekał tylko na przedzierające się przez morze błota oddziały francuskie. Nie wiedział, z jak wielkimi siłami przyjdzie mu się mierzyć, ale obronne położenie jego pozycji na wzgórzu dawało nadzieję na sukces.

Nierozstrzygnięte batalie pod Gołyminem i Pułtuskiem bezsprzecznie oznaczały, że gwiazda Napoleona zaczęła blednąć.fot.A. Champion/domena publiczna

Nierozstrzygnięte batalie pod Gołyminem i Pułtuskiem bezsprzecznie oznaczały, że gwiazda Napoleona zaczęła blednąć.

Około godz. 10 pierwsze regimenty francuskiej piechoty pojawiły się na skraju lasu otaczającego miasto od zachodu. Napoleoński marszałek również nie miał pojęcia o rozmiarach sił przeciwnika. Nie wahając się jednak ani chwili, nakazał natarcie. Jego żołnierze odpędzili jazdę kozacką. Następnie po krótkiej wymianie ognia starli się wręcz z carskimi sołdatami. Rosjanienie ustępowali i wkrótce przeszli do kontruderzenia.

Wielokrotnie ponawiane szarże kawaleryjskie i natarcia piechoty spowalniało oczywiście błoto, ale nie umniejszało to w żaden sposób zaciętości walk. Gdy jednak wydawało się, że wróg i grząski grunt będą jedynymi problemami walczących, nad pole bitwy nadciągnęła zamieć śnieżna, która dodatkowo oślepiła obie strony. Żołnierze zaczęli atakować na pamięć, niejednokrotnie przypadkowo krzyżując bagnety z własnymi oddziałami. Ograniczona miejscami do kilku metrów widoczność sprawiała, że pokryte śniegiem nacierające kolumny ukazywały się wrogowi w ostatniej chwili. Również artylerzyści obu stron co pewien czas musieli przerywać ogień, gdyż zupełnie nie wiedzieli, do kogo strzelają.

Czytaj też: Napoleon Bonaparte – droga ku chwale wiedzie przez… mosty

Początek końca Napoleona

Szalejąca natura zmusiła nawet w pewnym momencie do zaprzestania walk. Kiedy jednak zamieć nieco przycichła, a obie strony złapały oddech, bój rozgorzał na nowo. Zaciętość oporu Rosjan szła w zawody z nieustępliwością atakujących Francuzów. Ci ostatni dokazywali cudów waleczności, manewrując na zamienionym w błotniste bajoro przedpolu miasta. Niektóre z pozycji przechodziły wielokrotnie z rąk do rąk, ale żadna ze stron nie była w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść.

„Nadeszła epoka częściowych sukcesów i niekompletnych triumfów” – pisał jeden z żołnierzy Wielkiej Armii.fot.Horace Vernet /domena publiczna

„Nadeszła epoka częściowych sukcesów i niekompletnych triumfów” – pisał jeden z żołnierzy Wielkiej Armii.

Ostatecznie ok. godz. 20 batalia dobiegła końca, a obie strony zapadły na liniach… zajmowanych rano. Jednocześnie zarówno Bennigsen, jak i Lannes czuli się panami pola bitwy. I tak też to przekazali swoim najwyższym przełożonym, przy okazji odpowiednio koloryzując swój triumf. O ile jednak marszałek ograniczył się właściwie do wyolbrzymienia rosyjskich strat (ponad 5 tys. zabitych i rannych) i rażącego obniżenia własnych (600–700 ludzi), o tyle Bennigsen zaraportował carowi pokonanie 60-tysięcznej armii pod wodzą samego Napoleona, który przecież w tym czasie szukał przeciwnika gdzieś pod Ciechanowem.

I chociaż cesarz Francuzów zapewne nie chciał tego przyjąć do wiadomości, to nierozstrzygnięte batalie pod Gołyminem i Pułtuskiem bezsprzecznie oznaczały, że jego gwiazda zaczęła blednąć. „Nadeszła epoka częściowych sukcesów i niekompletnych triumfów” – jak pisał jeden z żołnierzy Wielkiej Armii.

Bibliografia

  1. Arnold J.R., Reinertsen R.R., Kryzys w śniegu. Kampania zimowa 1806–1807 roku, tłum. M. Raukat, Oświęcim 2018.
  2. Bielecki R., Encyklopedia wojen napoleońskich, Warszawa 2001.
  3. Brandys M., Kozietulski i inni, Warszawa 1997.
  4. Dupont M., Generał Lasalle, tłum. B. Wieniawa-Długoszowski, Kraków 1993.
  5. Lechartier G., Manewr na Pułtusk. Kampania zimowa w Polsce 1806 roku, tłum. A. Haberko, Oświęcim 2018.
  6. Macdonell A.G., Napoleon i jego marszałkowie, tłum. F. Rutkowski, Londyn 1992.

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Anonim

Jak zwykle i jak zawsze Napoleon przegrał przez….błoto i deszcz ! A może zwyczajnie ten mały Korsykanin wcale nie był tak dobrym dowódcą, a na pewno politykiem jak się powszechnie uważa. Kampanię wojskowe zaczyna się w połowie wiosny i kończy w połowie jesieni, a Napoleon nie wiedział o takiej podstawowej rzeczy. Żeby mieć spokój na wschodzie należało odbudować Polskę z zaborów Pruskich i Austriackich, oraz włączy. Prusy do Polski. A co zrobił mały Korsykanin, stworzył z części ziem zaborów Pruskiego i Austriackiego – Księstwo Warszawskie, od którego oderwał jeszcze obwód Białostocki i podarował …carowi Rosji. Natomiast międzynarodowa chołota szumnie zwana Wielką Armią po wkroczeniu na tereny Rosji zwyczajnie zaczęła dezerterować. To nie walki z Rosjanami, błoto, mróz i choroby pokonały wojska Napoleona tylko zwyczajna fala dezercji żołnierzy z jego międzynarodowej armii. Dość powiedzieć ze drugą najliczniejszą grupą narodowościową po Francuzach byli Polacy, których z Księstwa Warszawskiego wyciągnął Napoleon aż prawie 100 000. A traktował tych Polaków jak mięso armatnie i rzucał na najgorsze odcinki frontu. Pchać się w głąb Rosji, do Moskwy która była zwykłym miastem, bo stolicą Rosji, był wtedy Petersburg, oraz czekać pod tą Moskwą przez miesiąc nie wiadomo na co mógł tylko głupiec albo…. Napoleon. Czekać miesiąc na załamanie pogody i przejadać zapasy żywności, których wojsko potrzebowali na powrót, to nie działanie mądrego polityka i wodzą tylko skończonego głupca ….którym okazał się mały Korsykanin.

Adriano

Autor podporządkował opis kampanii 1806/7 z góry przyjętej tezie. Bitwy pod Golyminem i Pułtuskiem nie świadczyły o niczym, a poza tym Napoleon nie dowodził w nich osobiście. O tym, że Napoleon nie jest niezwyciężony mogła by świadczyć krwawa bitwa pod Iława Pruską, gdzie faktycznie Napoleon dowodził całością sił a straty były tak poważne, że armia po bitwie wykrzykiwała „niech żyje pokój”. Nie można jednak zapominać, że kolejna była bitwa pod Frudlandem, gdzie armia rosyjska została rozgromiona, w efekcie czego m.in w traktacie w Tylzy proklamowano powstanie Księstwa Warszawskiego.

Zobacz również

XIX wiek

Maria Walewska vs. Maria Ludwika - kobiety Napoleona Bonapartego

Gdy w kwietniu 1814 roku pokonany Napoleon udał się na zesłanie na wyspę Elba, spodziewał się, że dołączy do niego żona Maria Ludwika. Bardzo się...

17 kwietnia 2022 | Autorzy: Violetta Wiernicka

XIX wiek

Napoleon był niski

Czy Napoleon Bonaparte rzeczywiście według ówczesnych standardów był uznawany za niskiego? A może ktoś celowo zaniżał jego wzrost, by go ośmieszyć?

13 stycznia 2022 | Autorzy: Paweł Filipiak

XIX wiek

Brawurowe porwanie miało zakończyć panowanie Napoleona. I prawie się udało! Spiskowcy nie przewidzieli jednego...

W 1806 roku grupa spiskowców postanowiła porwać Napoleona i podstawić w jego miejsce sobowtóra. Fałszywym cesarzem miał być Polak, ksiądz Stefan Błażewski.

3 grudnia 2021 | Autorzy: Piotr Dróżdż

XIX wiek

Somosierra, bohaterska szarża Polaków

Napoleon stanął przed pułkiem szwoleżerów i zdjąwszy kapelusz, zawołał: „Jesteście godni mojej starej gwardii, uważam was za najdzielniejszą jazdę”. Miał ku temu doskonałe powody.

30 listopada 2021 | Autorzy: Lidia A. Zyblikiewicz

XIX wiek

Wunderwaffe pod Borodino. Czy tajna broń Rosjan mogła przyspieszyć upadek Napoleona?

„Tego dnia, aby się rozerwać, Pierre udał się do wsi Woroncowo obejrzeć wielki balon powietrzny, budowany przez Leppicha dla zadania klęski nieprzyjacielowi, i próbny balon,...

11 maja 2021 | Autorzy: Piotr Dróżdż

Nowożytność

Powstanie wandejskie, czyli ludobójstwo Francuzów rękami… Francuzów

Ci, którzy mieli na sztandarach wolność, równość i braterstwo, wysłali do Wandei tzw. kolumny piekielne, które utopiły prowincję w morzu krwi i ognia. Tamte wydarzenia...

4 października 2020 | Autorzy: Marcin Moneta

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.