Ciekawostki Historyczne

Odnalezione w 2014 roku przez uczestników spływu kajakowego rzeką Wietługą szczątki okazały się fragmentami ogromnej bieliany – dawnego symbolu Wołgi.

„To przekracza moje najśmielsze oczekiwania” – miał powiedzieć Jurij Filipow, profesor z Państwowego Muzeum Historyczno-Architektonicznego w Niżnym Nowogrodzie. Odnalezione w 2014 roku przez uczestników spływu kajakowego rzeką Wietługą szczątki okazały się bowiem fragmentami ogromnej bieliany – dawnego symbolu Wołgi i jej dopływów.

Na przestrzeni dziejów niemal wszystkie jednostki pływające budowano z myślą o jak najdłuższej bezawaryjnej służbie. I nie miało znaczenia, czy odbywać się ona miała w warunkach pokojowych czy też wśród wojennej burzy. W zamierzeniach ich twórców miały one pędzić pracowity morski żywot, odbywając wiele szczęśliwych rejsów. Okazuje się jednak, że istniały też takie konstrukcje, którym już z założenia niedany był powrót do macierzystych portów.

Z buntu powstałe

W XVIII i XIX wieku, a nawet jeszcze do lat 20. następnego stulecia, na Wołdze i jej dopływach pojawiały się powoli sunące białe budowle. Ich kolor nie był jednak celowym zabiegiem malarskim, a efektem użytego budulca. Bieliany, bo tak je nazywano, były bowiem wznoszone z okorowanych surowych kłód i desek drzew iglastych, długo utrzymujących jasny i często niemalże biały kolor.

Tradycja tworzenia tych jednostek sięga nawet XVII wiekufot.domena publiczna

Tradycja tworzenia tych jednostek sięga nawet XVII wieku

Badacze tematu twierdzą, że tradycja tworzenia tych jednostek sięga nawet XVII wieku. Ich korzeni doszukuje się bowiem w represjach po buncie strzelców z roku 1698. Wielu jego uczestników zostało zesłanych przez cara Piotra I w najodleglejsze rejony Rosji. Co ciekawe, wśród owych nieszczęśników znaleźć się mieli również marynarze oraz cieśle okrętowi, którzy w większości przypadków nie mieli nic wspólnego z buntem. Car jednak winnych sprzeciwu wobec swojej władzy widział wszędzie. W ten sposób znaczna część z tych wykwalifikowanych specjalistów trafiła nad brzegi wielkich rzek, gdzie mieli pomagać przy spławianiu drewna.

Czytaj też: Nieobliczalni i okrutni. Pięciu najbrutalniejszych carów Rosji

Zobacz również:

Towarowa arka Noego

Przemysł stoczniowy był wówczas uważany za niezwykle prestiżowy i bardzo dochodowy. Szczególnie wobec słabo rozwiniętej sieci dróg w Rosji, że o liniach kolejowych nie wspominając. Transport rzeczny był najszybszym i najtańszym sposobem przewozu pasażerów oraz towarów. W zależności od specyfiki ciągów wodnych stosowano różne kształty i rozmiary używanych jednostek. Ale to największa i najdłuższa rzeka Europy pozwalała na wznoszenie śmiałych i ogromnych konstrukcji.

Każdego roku drewno na budowę bielian pozyskiwano już od późnej jesieni. Następnie ścięte drzewa układano nad brzegiem rzeki, gdzie przystępowano do prac stoczniowych. Co ciekawe, bieliany nie wymagały żadnej pochylni, gdyż ich budowę prowadzono w miejscach tradycyjnie podtapianych przez wiosenne wylewy. Dzięki temu wznoszona na suchym lądzie jednostka po pewnym czasie stała już na wodzie – niczym biblijna arka Noego. Wówczas pozostawało tylko ją wykończyć, wyprowadzić w główny nurt rzeki i ruszyć w podróż.

Ścięte drzewa układano nad brzegiem rzeki, gdzie przystępowano do prac stoczniowych.fot.domena publiczna

Ścięte drzewa układano nad brzegiem rzeki, gdzie przystępowano do prac stoczniowych.

Czytaj też: Pływające pałace Kaliguli

Jedyne w swoim rodzaju

Podstawę konstrukcji bieliany stanowił długi nierzadko na ponad 120 m i szeroki na 10 m kadłub. Na jego budowę zużywano około 460 kłód. Płaskie dno wykonywano przeważnie z jodły lub świerku, a burty były sosnowe. Początkowo obywano się bez gwoździ, stosując jedynie kliny oraz olinowanie. Dopiero w XIX wieku zaczęto zbijać kłody gwoźdźmi, co rzecz jasna przyspieszało proces budowy i zapewniało lepszą trwałość. Odległość między wręgami nie przekraczała pół metra, przez co wytrzymałość kadłuba była bardzo wysoka. Było to szczególnie ważne w przypadku tych jednostek, bo sposób ich załadunku był niezwykły.

Kłody i deski były rozłożone warstwami w równych rzędach z szerokimi otworami między nimi. Miały one zapewnić szybki dostęp do dna jednostki w przypadku przecieków lub innej usterki. Ponadto pomiędzy warstwami pozostawiano około 0,5 m wolnej przestrzeni, co sprzyjało szybszemu schnięciu drewna oraz chroniło je przed gniciem. Przewożone drewno nie dotykało boków jednostki. Wolną przestrzeń wypełniano klinami, które wraz ze schnięciem drewna i jego kurczeniem się zastępowano większymi.

Co ciekawe, załadunek wcale nie kończył się na poziomie górnej krawędzi burt. Kolejne warstwy kładziono tak, że wystawały poza ich obręb. Podobnie rzecz się miała z następnymi warstwami, które tworzyły swego rodzaju rozszerzające się ku górze balkony. Powstałe w ten sposób poszerzenia powodowały, że ostatecznie szerokość statku na górze była znacznie większa niż na dole – nierzadko wynosiła nawet 40 m.

Niczym lotniskowiec

Pokład bieliany również nie był niczym innym jak ładunkiem. Zwykle jednak układano go z desek i był tak duży, że z powodzeniem mógł przypominać pokład lotniskowca – gdyby tylko wówczas wiedziano, co to takiego jest. Znajdowały się w nim otwory do podnoszenia ciężkich kotwic (niektóre ważyły nawet 1,5 t) i naciągania lin trzymających ster. W pobliżu rufy budowano zazwyczaj dwie chaty dla liczącej od 15 do 100 osób załogi. Między ich dachami znajdował się pomost z kabiną dla pilota – najważniejszej na pokładzie osoby.

W pobliżu rufy budowano zazwyczaj dwie chaty dla liczącej od 15 do 100 osób załogi.fot.domena publiczna

W pobliżu rufy budowano zazwyczaj dwie chaty dla liczącej od 15 do 100 osób załogi.

Największe z bielian były wysokie na 6–7 m, a ich nośność potrafiła dochodzić do 13 tys. t. Bezpieczne przeprowadzenie takiego kolosa przez zdradliwe tory wodne Wołgi i jej dopływów było niezwykle trudnym zadaniem. Do spływu zatrudniano więc najbardziej doświadczonych pilotów, znających na wylot wszystkie dziwactwa rzeki oraz… samej jednostki. Pilot był obecny już na etapie jej budowy, ponieważ każda bieliana miała odrębną specyfikację (chociaż założenia projektowe były zawsze takie same). Nic dziwnego, że za trwający kilka miesięcy spływ pilot zarabiał zawrotną kwotę 400–600 rubli. Dla porównania szeregowi marynarze dostawali od 30 do 40 rubli za rejs.

Czytaj też: Habbakuk, czyli projekt lotniskowca z… lodu

Prestiż ponad wszystko

Sterowanie tymi swoistymi krążownikami również było nie lada wyczynem, zwłaszcza że nie korzystano z wioślarzy i żagli. Bieliany płynęły z nurtem rzeki, a wszelkie manewry wykonywano ogromnym sterem oraz odpowiednio zrzucanymi na łańcuchach balastami i kotwicami. Rejs drzewnych kontenerowców ubezpieczało zazwyczaj kilka łodzi żaglowych wykorzystywanych do badania dna koryta rzeki, komunikacji z lądem lub w sytuacjach awaryjnych. Mimo jednak swoich rozmiarów i specyficznego sterowania badacze tematu podkreślają wyjątkową zwrotność bielian, które potrafiły dosłownie w miejscu zmienić kurs.

Choć bieliany były z założenia typowymi jednorazówkami, to nie szczędzono na ich upiększaniu. Budki pilotów były bardzo często zdobione płaskorzeźbami w drewnie, a i zdarzały się też malowane złotą farbą (!). Na wzniesione tylko w tym celu maszty wciągano ogromne i bogato zdobione bandery państwowe oraz handlowe. Wśród nich jednak najbardziej wyróżniały się bandery właścicieli jednostek. Przyćmiewały one niejednokrotnie bogactwem zdobień i rozmiarami pozostałe. Miało to podkreślać zamożność i prestiż armatorów.

Na bielianie miało pływać po Wołdze legendarne miasto Kitieżfot.Konstantin Gorbatov/domena publiczna

fot. Konstantin Gorbatov/domena publiczna Na bielianie miało pływać po Wołdze legendarne miasto Kitież

Po blisko 3,5 tys. km podróży w dół Wołgi bieliany docierały do celu, którym zazwyczaj był Saratów, Carycyn (dzisiejszy Wołgograd) lub Astrachań. Tam wołżańskie giganty były rozbierane do ostatniej drzazgi, a drewno trafiało do sprzedaży i dalszej obróbki. Chaty pokładowe natomiast jako gotowe domy znajdowały nowych lokatorów. Dochód przynosiła również większość wykorzystanych przy budowie materiałów, takich jak: liny, łańcuchy czy też gwoździe.

Dłuższy żywot spotykał jedynie mniejsze egzemplarze bielian, które obładowane zazwyczaj rybami i innym zaopatrzeniem dla budowniczych wracały w górę rzeki holowane przez łodzie lub burłaków – ludzi zajmujących się przeciąganiem barek wzdłuż brzegu. Ale i tam dzieliły los swoich większych kuzynów. Utrzymywanie bielian przez więcej niż jeden sezon było zwyczajnie nieopłacalne – niczym niezabezpieczone drewno po prostu gniło. Taniej wychodziło zbudowanie nowych (!).

Czytaj też: Rejs śmierci – ostatnie chwile parowca Karlsruhe

Pozostała legenda

Popularność bielian osiągnęła punkt kulminacyjny w połowie XIX wieku wraz z coraz powszechniejszym wykorzystywaniem statków parowych. Szacuje się, że w tym okresie po dolnej Wołdze kursowało nawet 500 parowców. A ponieważ początkowo spalały one tylko drewno, nietrudno sobie wyobrazić, jak ogromnej ilości tego paliwa potrzebowała cała ta flota. Dopiero wraz z przejściem na ropę spadło zapotrzebowanie na drewno opałowe. Niemniej, jeszcze pod koniec XIX wieku budowano do 150 bielian rocznie. Z biegiem jednak rozwoju kolei i transportu kołowego i ta liczba zaczęła się szybko kurczyć, by właściwie zniknąć w latach 20. XX wieku.

Romantyczną legendę majestatycznych wołżańskich kolosów próbowano jeszcze wskrzesić w Związku Radzieckim pod koniec lat 30. Co więcej, doszukiwano się nawet wykorzystania bielian przy powojennej odbudowie Stalingradu. Ostatecznie jednak ich budowa okazała się nieopłacalna, a poza tym wymagała wyjątkowych umiejętności – a tych niestety już zabrakło.

Bibliografia

  1. Bazylow L., Wieczorkiewicz P., Historia Rosji, Wrocław 2005.
  2. Писаревский А.А., Белянный сплав леса, Москва 1933.
  3. Piwoński J., Niezwykłe okręty, Warszawa 1986.
  4. Поздняков A., Уникальное судно найдено в Ветлуге, nn.mk.ru [dostęp: 9.01.2022].
  5. Serczyk W.A., Piotr Wielki, Wrocław 2003.
  6. Shpakovsky V., Belyana: almost ready aircraft carrier for the Volga!, en.topwar.ru [dostęp: 10.01.2022].
  7. Верховский В.Н., Беляна, Санкт-Петербург 1911.

KOMENTARZE (18)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Lipar

Piękna historia. A Polskę było stać na coś równie spektakularnego?

    Qweasd

    W Polsce się nie udałoby. Za wąskie rzeki mamy.

      Q

      Poczytaj o tym kim jesteśmy i dlaczego uczą nas tylko o Polsce z 966.r. Czemu nie uczą nas o tym że 1055 lat temu wymordowali nam 3/4 Narodu. Ze narzuciili nam religie zmianę tradycji. Nie uczą nas o nas samych i naszych przodkach. POSZUKAJCIE INFORMACJI NA TEMAT ŁODZI TURBO SŁOWIAN. O PODNIEBNYCH PAŁACACH. O PODNIEBYCH AUTOSTRADACH Z GIGANTYCZNYCH ROŚLIN. Ludzie żyli w w ogromnej florze i faunie przy czym sami byli gigantami.

    Jakub

    Zapewne tak onuco.

      Czaks

      Patrzcie na niedorajdę życiową

    Wisełka

    Oczywiście. Na przykład Wisła była jedną z najbardziej gospodarczo wykorzystywanych rzek w Europie, dopóki znajdowała się w granicach jednego państwa – Rzeczypospolitej. Żegluga na Wiśle znacznie zmniejszyła się po rozbiorach Polski, kiedy rzeka została przecięta granicami państwowymi, a co za tym idzie – granicami celnymi.

      GT

      Za zaborów akurat dbano o Wisłę.
      Niemcy zrobili Przekop Wisły, a Rosjanie połączyli ją kanałami z Dnieprem.
      O Wisłę nie dba właśnie Polska.
      A mamy ją od źródeł do ujścia.
      Tym ściekiem trudno teraz przepłynąć nawet kajakiem…

      niepoprawny politycznie

      To prawda. Opierająca się na pozycji „Dolina Dolnej Wisły w przeszłości” (S. Mielczarski, 1982.) Wiki stwierdza: „Wisła była wówczas [1466-1772] najważniejszą gospodarczo rzeką świata […!].
      ………………….
      Taką liczbę przewozów, jaką notowano na Wiśle w końcu XVI i w pierwszej połowie XVII w., osiągnął np. Ren dopiero w 1830 r., a więc dwa wieki później.”
      A te nasze jednorazowe statki transportujące drewno (i zboże często dodatkowo) nazywano komięgami.
      Nie były może one takie piękne ale…

    Anonim

    Rzeczywiście piękna historia, która świadczy tylko o jednym, a mianowicie że Rosja gospodarczo zatrzymała się w XVIII wieku. Do dziś jest Rosja jedynie eksporterem półproduktów. Zamiast sprzedawać gotowe wyroby z drewna, sprzedawała całe kłody. Dziś jest tak samo, zamiast sprzedawać benzynę Rosja sprzedaje nieprzerobioną ropę. Cóż można i tak robić w tym zacofanym gospodarczo kraju, którym jest Rosja, która połowę swojego budżetu przeznacza na zbrojenia oraz utrzymanie wojska. Ich cyrk ich małpy, bo kto bogatemu zabroni.

Juruj

A tak naprawdę to chyba powodem zaniku umiejętności było wymordowanie tych, co umieli…

    Wisełka

    Raczej wymarli ze starości, a nowych nie przyuczono do nikomu niepotrzebnej umiejętności.

    Anonim

    Pewnie masz rację, bo autor pisze że jeszcze w latach 20-tych te bieliany pływały. A później od 1914 była 1 wojna światowa, od 1917 rewolucja bolszewicka z trwającymi aż do 1941 czystkami NKWD, później po kłótni z sojusznikami z Niemiec od 22.06.1941, 2 wojna światowa. Więc już po 1945, budowniczowie albo poumierali albo zginęli na wojnie czy podczas rewolucji, lub trafili do łagrów lub gułagów więc przerwana w 1914 roku tradycja budowy bielian po 31 latach braku kontynuacji, w 1945 odeszła w zapomnienie,

      Realista

      Ruskie 17 września 1939 rozpoczeły wojowanie czyli dołączyli do niemieckiej napaści na Polskę i tym samym zaczeli II wojny światowej Zresztą ustalili to w pakcie ribbentrop-mołotow na zachodzie zwanym paktem Stalin Hitler W 1941 w czerwcu to tylko po prostu wzięli się wzajemnie za łby jak to te dzikie narody mają w zwyczaju

Senior

Ciekawa historia. Nie znałem jej. Brawo za taką historyczną ciekawostkę.

Maciej

u Nas od… XVw budowano takie same konstrukcje do transportu zboża, które po zbiorach transportowane było rzekami gł. Wisłą i sprzedawane w Gdańsku. Barki do transportu zboża były jednorazowe i drewno, z którego były zbudowane sprzedawano nabywcom w Gdańsku razem ze zbożem. Były to duże, płaskodenne konstrukcje o wielotonowym tonażu. Jest powiedzenie: w Pacanowie kozy kują… bo m.in. w Pacanowie były stocznie/wytwórnie takich konstrukcji, które nazywane kozami czasami okuwane były metalem/żelazem. Jeśli chodzi o przemysł stoczniowy, żeglugi rzecznej to Polska zawsze była liderem i potęgą. Nie jest wykluczone, że pomysł na ruskie bieliany pochodzi od Nas.

    Anonim

    Przypomniałes ciekawy fragment historii wykorzystywania Wisły do spławu zboża do Gdańska. Rosja chwali się spływami od 1698 roku, ale w Polsce ta tradycja była jeszcze dłuższa, bo pochodzi już z roku 1466, kiedy po wygranej wojnie z Krzyżakami, Kazimierz Jagiellończyka przyłączył z powrotem do Polski – Pomorze Wschodnie z Gdańskiem, ziemię Chełmińską, Powiśle i Warmie. Dla jasności były to też spławy w jedną stronę, również budowano w tym celu specjalne plaskodenne jednostki, z chatą dla obsługujących jednostkę flisaków, którymi dowodził szyper zwany retmanem. Inny był tylko ładunek, bo o ile w Polsce na drewnianych jednorazowych jednostkach przewożono, głównie zboże, to w Rosji przewożono głównie drewno.

    Hahaha

    W powiedzeniu „w Pacanów Kozy kują” chodziło o braci Koza – właścicieli kuźni. Okazuje się, że nie tylko koziołek Matołek o tym nie wiedział.

    zqw

    Takie mniejsze jednorazowe barki zwane galarami, były powszechnie używane na Wiśle jeszcze w połowie XX wieku. Ewakuowano nimi np. obrazy Matejki i arrasy w 1939 roku.

Zobacz również

Starożytność

Syrakuzja. Titanic starożytności

Syrakuzja zbudowana przez Archimedesa w III wieku p.n.e. była prawdziwym cudem techniki. Co stało się z największym statkiem starożytności?

20 maja 2022 | Autorzy: Herbert Gnaś

Starożytność

Pływające pałace Kaliguli

Kaligula słynie jako szalony i rozrzutny tyran. Jednak mało kto słyszał o jednej z jego największych i najdziwaczniejszych fanaberii – pływających pałacach.

22 grudnia 2021 | Autorzy: Piotr Dróżdż

To była jedna z największych katastrof morskich w dziejach. Potężna eksplozja zabiła prawie 2000 osób

6 grudnia 1917 roku w porcie w Halifaksie zderzyły się dwa statki. Gigantyczna eksplozja, która nastąpiła w efekcie wypadku, zabiła niemal 2000 osób.

22 listopada 2021 | Autorzy: Piotr Dróżdż

Nowożytność

Powoli, w niewygodzie i strachu – jak podróżowano na przełomie XVIII i XIX wieku?

Pod koniec XVIII wieku podróżowanie było tyleż ekscytujące, co żmudne i niebezpieczne. Nie wszędzie zainwestowano w drogi, czas kolei dopiero miał nadejść, a najszybszy, (i...

20 września 2021 | Autorzy: Niklas Natt och Dag

Druga wojna światowa

Alianci nazywali je „karawanami”. Jak bardzo niebezpieczna była służba na pokładzie U-Boota?

Podczas drugiej wojny światowej U-Booty odznaczały się najwyższym odsetkiem śmiertelności z wszystkich rodzajów wojsk w powietrzu, na lądzie i morzu, po obu stronach konfliktu. Przeciętny...

22 stycznia 2021 | Autorzy: Simon Parkin

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.