Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Czy Zorro istniał naprawdę? Prawdziwa historia mściciela z kalifornijskich wzgórz

 

Kadr z serialu telewizyjnego „Zorro” wyprodukowanego przez wytwórnię Walta Disneya w latach 1957–1961.

Postać zamaskowanego mściciela w czarnym kapeluszu i pelerynie, pozostawiającego za sobą znak litery Z, zna chyba każdy z nas. Jednak historia Zorro to opowieść o desperacji grupy uciśnionych osób, które w wyniku doznanych krzywd oraz ogólnego poczucia niesprawiedliwości postanowiły wziąć sprawy we własne ręce – i stały się koszmarem amerykańskich osadników.

 

Złota Kalifornia

Pierwszym Europejczykiem, który postawił stopę na kalifornijskiej ziemi, był portugalski żeglarz pływający pod hiszpańską banderą, João Rodriguez Cabrillo. Jego pojawienie się w Zatoce San Diego w 1542 roku było początkiem hiszpańskiej dominacji, trwającej przez następne 279 lat. W tym okresie Kalifornia pełniła m.in. rolę przystanku w podróżach iberyjskich kupców na trasie pomiędzy podległymi im wówczas Meksykiem i Filipinami.

Przyszły stan USA cieszył się również sporą popularnością wśród hiszpańskich misjonarzy. Zajmowali się oni nie tylko nawracaniem miejscowych Indian, ale również tworzyli podwaliny pod przyszłe ośrodki miejskie, jak San Francisco, Los Angeles czy San Jose, do których chętnie przybywali mieszkańcy Meksyku. Z jeszcze większą przyjemnością zaanektowali oni Kalifornię w 1821 roku – najpierw jako część cesarstwa, a następnie republiki.

Pod nowymi rządami teren pozostał przez ponad dwie dekady, aż do 1846 roku, gdy na krótki okres czasu stał się niezależną Republiką Kalifornii, a następnie wcielono go do Stanów Zjednoczonych, które właśnie wygrały amerykańsko-meksykańską wojnę.

Nowi zarządcy już od jakiegoś czasu spoglądali łakomym wzrokiem w stronę tych południowo-zachodnich terenów. Było to spowodowane plotkami o złocie, ukrytym gdzieś pośród słonecznych, dzikich wzgórz. Ich potwierdzenie wywołało wielką gorączkę złota, pod wpływem której do Kalifornii w ciągu 7 lat napłynęło ok. 300 000 emigrantów pochodzących z innych terenów USA oraz Europy.

Czytaj też: „Rewolwerowcy”. Ziarno prawdy w legendzie Dzikiego Zachodu

Narodziny mściciela

Nowi osadnicy niestety nie znajdowali wspólnego języka z zamieszkującymi do tej pory te tereny Meksykanami. Byli oni przez Amerykanów traktowani jako wielcy przegrani, którzy powinni się podporządkować nowej władzy i nowym zasadom, a te lokowały ich niżej w hierarchii niż zwycięzców. Sytuacji nie poprawiła również wiadomość, iż Meksykanie już od kilku lat sami wydobywali tutejsze złoto.

Jednym z nich był Joaquin Murrieta. O jego wczesnym życiu nie wiemy zbyt wiele. Pewnym jest, iż został ochrzczony w 1830 roku w obrządku katolickim w Álamos i pochodził z wiejskiej rodziny. Sam jednak nie miał w planach uprawiać roli. Jego cele były bardziej ambitne – chciał zapewnić sobie oraz swojej młodej żonie godne i dostatnie życie. A to miało na niego czekać w Kalifornii, do której przeniósł się pod wpływem mieszkającego już tam starszego brata i jego opowieści o złocie.

Część historii mówi, iż Murriecie początkowo wiodło się bardzo dobrze w nowym miejscu zamieszkania. Miał trafić na swoje własne małe El Dorado, ukryte gdzieś pośród wzgórz. Nie wiadomo dokładnie, jaka była wartość złota, które zaczął wydobywać, ale szacuje się, iż mogła ono sięgać nawet 300 $ dziennie, co w przeliczeniu na dzisiejsze kwoty oscyluje w granicach kilkunastu tysięcy dolarów. Niestety jego szczęście nie miało trwać długo.

Joaquín Murieta (artysta nieznany, ok. 1848)

O nowy majątek oraz żyzne w złoto tereny upomnieli się amerykańscy osadnicy. Murrieta oczywiście nie był chętny do przekazania swoich dóbr w ręce nowych zarządców, za co miała go spotkać kara. Legenda głosi, że Joaquin został pobity, a następnie zmuszony do oglądania, jak grupa oprawców torturuje, gwałci i ostatecznie zabija jego żonę.

Nie był to zresztą odosobniony przypadek. Wielu meksykańskich osadników doświadczyło tego rodzaju agresji i nie mogło nic z tym zrobić. Nowe władze nie czuły się w obowiązku ich chronić. Tak więc żyli w strachu oraz poczuciu niesprawiedliwości, co prędzej czy później musiało spotkać się z jakąś reakcją z ich strony. W tej właśnie atmosferze narodził się Robin Hood z El Dorado.

Czytaj też: Kanibalizm, niewolnictwo i tajemnicze zniknięcia. Początki Ameryki były skąpane we krwi

Vendetta

Po przejściach, jakich doświadczył, Murrieta starał się rozpocząć życie na nowo. W tym celu przeprowadził się do wioski, w której mieszkała część jego rodziny. Spokojna egzystencja nie była jednak pisana Joaquinowi. Wkrótce jego brat został niesłusznie oskarżony o kradzież konia i zlinczowany. Jego śmierć przepełniła szalę goryczy. Murrieta w odwecie za doznane krzywdy zdecydował się wkroczyć na drogę vendetty. 

Początkowo Joaquin mścił się na osobach, które wyrządziły mu krzywdę. Jego pierwszą ofiarą był jeden z oprawców brata. Zabił go i poćwiartował, a następnie pod osłoną nocy podrzucił jego szczątki do amerykańskiego obozu. Miał być to sygnał dla pozostałych gnębicieli, iż ich czas nadejdzie szybciej, niż się tego spodziewają.

Jego działania szybko zostały dostrzeżone przez innych Meksykanów, z których część chciała dokonać zemsty za własne krzywdy. W ten oto sposób powstał gang zwany „5 Joaquina” lub „The Murrietas”, w którego skład wchodziły młode kobiety oraz mężczyźni, w tym słynny Manuel Garcia „Three Fingered Jack”.

Kapitan Harry Love z Kalifornii.

Polowali i mścili się oni na osobach, które prześladowały ich rodaków. Byli to przede wszystkim mordercy oraz gwałciciele, ale również osadnicy, którzy po przyłączeniu Kalifornii do USA bezkarnie odbierali Meksykanom złotonośne tereny. Lokalna prasa donosiła o tajemniczej literze „M” pojawiającej się w napadniętych domach oraz w innych miejscach przebywania grupy. W oczach pobratymców gang był postrzegany jako grupa lokalnych bohaterów, jednak dla Amerykanów byli to bandyci i należało się ich szybko pozbyć.

Do tego zadania oddelegowano grupę kalifornijskich strażników (California Rangers). Za odpowiednią kwotę mieli wytropić oraz zabić członków gangu Murriety. Na czele misji stanął Harry Love, który rozpoczął tropienie ofiar od pojmania szwagra Joaquina. Ten pod wpływem tortur miał wydać lokalizację ich kryjówki.

Czytaj też: Kolej podziemna – droga do wolności dla niewolników z amerykańskiego Południa

Tragiczny koniec

Love wraz z towarzyszami najechał na mścicieli 25 lipca 1853 roku. W wywiązanej walce miała zginąć większa część gangu, w tym Manuel Garcia oraz sam Joaquin Murrieta. Strażnicy za wykonanie zadania ostatecznie otrzymali 6000 $, co w przeliczeniu na dzisiejsze kwoty wyniosłoby ok. 200 tysięcy $.

By jeszcze podkreślić swoje zwycięstwo, Harry Love odciął głowę, która miała należeć do Murriety, oraz dłoń Garcii i prezentował je później chętnym za opłatą 1 $ od osoby. Te swoiste relikwie doczekały się godnego pochówku dopiero w 2015 roku.

Problem jednak leżał w fakcie, iż nikt dokładnie nie wiedział, jak wyglądał prawdziwy Joaquin Murrieta. Zaczęły się zatem rodzić pytania, czy to aby na pewno on został zabity przez Love’a. I choć władze Kalifornii starały się umacniać to przekonanie, to legenda zaczęła żyć własnym życiem.

Plakat reklamujący wystawę rzekomej głowy Murriety w Stockton, 1853

Już w rok po rzekomej śmierci Joaquina John Rolling Ridge napisał książkę „The Life and Adventures of Joaquin Murrieta: The Celebrated California Bandit”. Powieść nie tylko opowiada o losach słynnego bandyty, ale również jest uważana za pierwszą napisaną i opublikowaną przez autora o indiańskim pochodzeniu.

Lata mijały, a postać Murriety powracała w lokalnych opowieściach, ciesząc się coraz większym zainteresowaniem. W końcu zainspirowała Johnstona McCulleya do stworzenia ikonicznego bohatera Zorro, którego przygody najpierw można było śledzić na kartach książek, a następnie ekranach. Po dziś dzień postać ta jawi się wszystkim jako obrońca uciśnionych, meksykańska wersja Robin Hooda.

Bibliografia

  1. M.J. Dworkin; American Mythmaker: Walter Noble Burns and the Legends of Billy the Kid, Wyatt Earp, and Joaquín Murrieta; University of Oklahoma Press, 2015.
  2. Iddings; Joaquin Murrieta, The True Story from News Reports of the Period; Create Space, 2016.
  3. L.L. Wilson; The Joaquin Band, The History behind the Legend; University of Nebraska Press, 2011.

Czy wiesz, że ...

...najsłynniejsze burdelmamy w Chicago, w ciągu dziesięciu lat swojej działalności, zbiły prawdziwą fortunę? Ich majątek, na dzień zamknięcia prowadzonego przez nie domu publicznego, szacuje się na osiem milionów dolarów!

...najsłynniejszy diament świata, Koh-i-noor, wcale nie spodobał się Brytyjczykom, gdy zobaczyli go po raz pierwszy na wystawie w 1851 roku? Zanim uzyskał nowy szlif, dziennikarze pisali, że „jest w tym kamieniu coś odpychającego, bo im bardziej się go podświetla, tym mniej jest skłonny do pokazywania swojej wspaniałości”. 

...podczas I wojny światowej choroby weneryczne stały się najlepszym pretekstem, aby choć na chwilę uciec od koszmaru walk? Innym rozwiązaniem były samopostrzały. Karano je jednak sądem wojennym, podczas gdy syfilis dawał wojennym bohaterom i dekownikom upragnione szpitalne łóżko.

...jeszcze do lat 20. minionego stulecia w Liberii kwitł handel niewolnikami?  Dopiero kiedy sprawę ujawniła światowa prasa, a Liga Narodów podjęła interwencję, Monrovia oficjalnie wycofała się z dochodowego interesu. Nieformalnie procdeer nadal trwał.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.