Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Bitwa Warszawska czy cud nad Wisłą? Kurz po walce jeszcze nie opadł, a Polacy już spierali się o jej wynik

fot.domena publiczna Czy o zwycięstwie w wojnie polsko-bolszewickiej zadecydował… cud?

Bitwa Warszawska należy bez wątpienia do najważniejszych wydarzeń w historii Polski. Jednak do dzisiejszego dnia pokutuje spór o to, czy heroiczne zwycięstwo nad Armią Czerwoną był efektem świetnej strategii dowódców czy symbolicznym „cudem” po interwencji sił boskich. A konflikt rozpoczął się od razu po bitwie…

Pamięć o bitwie do dziś rozpala wyobraźnię. Ze względu na jej długofalowe konsekwencje – obronę polskiej niepodległości i powstrzymanie rozlania się rewolucji bolszewickiej na całą Europę – uznawana jest za 18. najważniejszą bitwę w dziejach świata. Jak wydarzenie to zapisało się w pamięci uczestników?

Bitwa Warszawska-zwycięstwo zapisane w gwiazdach?

Aleksandra Piłsudska z d. Szczerbińska:

Gdy wróciłam do Warszawy, [Piłsudski] był już zwycięskim wodzem. Armia rosyjska była rozgromiona. Po powrocie z frontu pokazał mi z oburzeniem kartkę, którą ktoś położył mu na biurku w czasie jego nieobecności w Warszawie. Na kartce było napisane: „Gwiazdy mówią, że piętnastego będzie zwycięstwo”. Oburzenie jego nie miało granic.

Artykuł stanowi fragment książki Bitwa warszawska. Jak Polska zatrzymała bolszewików, która właśnie ukazała się na rynku nakładem Wydawnictwa Karta.

„Ja tyle włożyłem pracy mózgu w moje koncepcje, w swój plan, tyle musiałem zwalczyć przeszkód, aby wprowadzić je w życie, a okazuje się, że we wszystkim nie było nic mego. Wszystko zrobiły gwiazdy”. Był głęboko dotknięty i wierzył w pracę mózgu ludzkiego i znaczenie ludzkiej woli.

Mąż miał wielki żal do społeczeństwa za to, że uwierzyło jego przeciwnikom politycznym, jakoby plan zwycięskiej bitwy i samo zwycięstwo zawdzięczać należało francuskiemu generałowi i Francji, a nie polskiemu wodzowi i polskiemu żołnierzowi. Wstyd nie dawał mu spokoju.

Po bitwie

25 sierpnia. Ten dzień przyjęto uważać za koniec bitwy warszawskiej. W wyniku sierpniowej ofensywy poległo 25 tysięcy żołnierzy bolszewickich, 66 tysięcy dostało się do niewoli, a około 40 tysięcy uciekło do Prus Wschodnich. Polacy zdobyli 231 dział i 1023 karabiny maszynowe. Po stronie polskiej było 5 tysięcy zabitych i około 10 tysięcy zaginionych. Rozbito 3 armie bolszewickie – ich resztki przedzierają się na wschód.

płk Julian Stachiewicz dowódca 65 Pułku Piechoty, w liście do gen. Leona Berbeckiego:

Zwycięstwo w tej wielkiej bitwie o Warszawę jest wcale generalne, ale też energia i szybkość działania wydobyte z żołnierzy przechodzi wszystko, co dotychczas istniało. Bitwę tę uważam za jedną z najciekawszych, a w skutkach swoich najdonioślejszych, jakie w ogóle świat przeżywał.

Siedlce, 24 sierpnia.

Polski plakat propagandowy z 1920

Eustachy Sapieha, minister spraw zagranicznych RP, w depeszy do polskiego poselstwa w Londynie:

Można uważać zwycięstwo pod Warszawą za definitywne. Armia bolszewicka rozgromiona, nie stawia już poważnego oporu. Co dzień dziesiątki tysięcy jeńców. Dotąd 70 tysięcy. Chłopi uzbrojeni w kosy i widły przyprowadzają ich tysiącami. Zdobycz olbrzymia. Białystok zajęty, co odcina zupełnie resztę armii sowieckiej.

Proszę wykorzystać moment, że Polska obroniła się, nim Alianci pospieszyli z pomocą, gdyż dotąd nie otrzymaliśmy żadnej konkretnej pomocy oprócz wydatnego moralnego poparcia Francji, która swym lojalnym stanowiskiem sprzymierzeńczym utrzymała w szachu Niemcy. Podkreślić bezowocność blokady Polski przez żywioły rewolucyjne – wobec patriotycznej postawy całej ludności.

Warszawa, 24 sierpnia

Michał Kossakowski:

Przyjrzałem się troszkę Warszawie; przyznać trzeba, że dla obrony zrobiono wiele, że obudziła się stolica, gdy już było krytycznie. Potrafiono nawet zdobyć się na reklamę. Nie ma się już wątpliwości na ulicach, że Polska toczy wojnę. Oddzieliły się ziarna szlachetne od plew. […]

Poryw powszechny już zdaje się wygasać. Wielka bitwa o Warszawę, o wolność Polski – zakończona.

Warszawa, 26 sierpnia

Polski plakat rekrutacyjny z 1920

Juliusz Zdanowski:

We środę na Radzie Obrony Państwa stawiał [Aleksander] Skarbek wniosek o wydanie odezwy dziękującej wodzom i wojsku za obronę Warszawy i drugiej z podziękowaniem dla Francuzów. Z pierwszej zrobił Witos podziękowanie tylko żołnierzom. Nad drugą powstała długa dyskusja dopiero na wczorajszym posiedzeniu.

Piłsudski oświadczył, że Francuzi tylko przeszkadzali, że żądali koniecznie cofnięcia się do Sanu, że francuski plan obrony został przez niego odrzucony, że tak samo zresztą odrzucony był plan Rozwadowskiego, że on sam swoim planem odniósł zwycięstwo. Rozwadowski powtórzył […] zdanie o przeszkadzaniu i dodał nawet, że z Francuzami miał dużo kłopotu, bo się narzucali ze swoimi radami – i że wprost musiał ostrzegać swoich oficerów przed Francuzami, którzy starali się „szpiegować” wszystkie czynności. […] Także przeciw wystąpił [minister spraw zagranicznych Eustachy] Sapieha, wołając, że demonstracja dla Francuzów to ubliżenie godności narodowej. […] Dalej odbyła się dyskusja o wojnie i pokoju. Jakie cele terytorialne stawiać dla pokoju, jakie stanowiska obsadzić na wypadek rozejmu lub przedłużania się wojny.

Naszych ludzi przed dużymi aspiracjami powstrzymuje wytknięta przez Ententę linia Curzona i niewiara w wojsko, lewicę, chęć robienia koniecznie pokoju. Piłsudski, żądający wprost dalszej wojny, został w odosobnieniu wraz z dwoma swoimi generałami. Przyznam się, że tu rację raczej jemu przyznaję. Robienie pokoju na linii Curzona pakuje nam bolszewię pod bok, umożliwia im pobicie [gen. Piotra] Wrangla i powrót z wiosną na Bug. Logiczny tu jest Piłsudski, żądający sojuszu z Wranglem i niewierzący w utrzymanie spokoju przez zawarcie pokoju.

Warszawa, 28 sierpnia

Sprawa gen. Maxime Weyganda

Wyjeżdża z Polski gen. Maxime Weygand, doradca szefa polskiego Sztabu Generalnego, we Francji jest witany jako główny zwycięzca bitwy warszawskiej i zostaje odznaczony Wielkim Orderem Legii Honorowej. Trzy dni wcześniej brytyjski premier David Lloyd George wydaje komunikat potępiający bolszewików za atak na Polskę i podkreśla rolę w bitwie warszawskiej misji sojuszniczej, ignorując sukces Józefa Piłsudskiego.

Juliusz Zdanowski:

Wczorajsza manifestacja na rzecz Weyganda udała się wspaniale. Organizacje kobiece, do których moja żona należy, ofiarowały mu brązową kopię Chrystusa ze schodów [kościoła] św. Krzyża. W podziękowaniu oświadczył, że ten dar zrobił mu wielką przyjemność, bo przez cały czas bitwy warszawskiej codziennie u św. Krzyża się modlił.

Warszawa, 25 sierpnia

gen. Maxime Weygand doradca szefa polskiego Sztabu Generalnego:

Wspaniałe zwycięstwo polskie pociągnie za sobą konsekwencje o nieobliczalnej ważności dla sytuacji międzynarodowej. Skonsoliduje ono Państwo Polskie, którego istnienie jest konieczne dla bezpieczeństwa Francji. Niemcy, które już miały nadzieję wejść w stosunki bezpośrednie z Sowietami, aby rzucić czerwone armie przeciw wrogowi zza Renu, będą zmuszone wyrzec się osiągnięcia tymi środkami przekreślenia traktatu wersalskiego. […]

To zwycięstwo, które jest powodem wielkiego święta w Warszawie, jest zwycięstwem polskim. Przewidujące operacje wojskowe zostały wykonane przez generałów polskich na zasadzie polskiego planu operacyjnego. Moja rola, jako też rola oficerów z misji francuskiej, ograniczyła się do wypełnienia kilku braków w szczegółach wykonania. […] To bohaterski naród polski sam siebie uratował.

gen. Maxime Weygand

Ignacy Daszyński, wicemarszałek Sejmu:

Chwała ogromna, triumf zupełny. Wróg rozbity, Polska wolna, Europa uwolniona od zmory „czerwonej armii”, pojącej konie w Renie… Drugi Grunwald w swych dalekosiężnych skutkach. Ale „rodacy” czuwają. Pan marszałek [Wojciech] Trąmpczyński i pan hr. Adam Zamoyski ustawiają na podwórcu pałacu Krasińskich w Warszawie parę tuzinów kobiet arystokratycznych, aby oczekiwać wyjścia zwycięzcy.

Wychodzi oto triumfator, nie Piłsudski, lecz generał francuski Weygand. Reżyserowie dają znak; kobiety klękają na bruku podwórca i całują ręce właściwemu „zwycięzcy”, bo przecież niepodobna, żeby tym zwycięzcą był Piłsudski. A równocześnie w zgromadzeniu Chrześcijańskiej Demokracji przemawia znany w Warszawie kanonik do kilkudziesięciu zebranych. Nazywa Piłsudskiego „podłym tchórzem i zdrajcą”. […]

Nie wdaję się w rozpatrywanie zbawczego planu generała Weyganda, bo plan ten nigdy nie był wykonany. Armia polska wykonała plan Piłsudskiego i zwyciężyła. […]

Ale ponieważ gen. Weygand mieszka we Francji, więc obmyślono „Cud nad Wisłą”, zrobiono po kolei gen. Hallera, Sikorskiego, ks. Skorupkę, a wreszcie Matkę Boską zwycięzcami, byle tylko nie zawdzięczać Piłsudskiemu ocalenia, choć laik każdy łatwo może zrozumieć istotę tego ocalenia, jego przebieg wojenny i jego doniosłość. Różnica między projektami francuskimi a polskimi leżała – między innymi – także w tym, że Francuzi proponowali opuszczenie Wschodniej Galicji aż po linię Sanu. Zgadzało się to z politycznym zamiarem pozbycia się kłopotu dyplomatycznego, jaki miała wtedy Francja i Anglia z Galicją Wschodnią. Rezerwowano ją po cichu dla przyszłej „odrodzonej” Rosji…

Piłsudski nie chciał Lwowa opuszczać. Wojskowe zaś znaczenie Lwowa w owej decydującej chwili leżało w tym, że armia Budionnego straciła właśnie pod Lwowem owych kilka dni, w ciągu których odbył się pod osobistą komendą Piłsudskiego piorunowy marsz czterech polskich dywizji na północ i przecięcie armii rosyjskich. Budionny poniewczasie rzucił się ku północy, aby runąć na tyły tych dywizji, ale było już za późno. Pobity pod Zamościem, uciekł na wschód. Gdyby Galicja Wschodnia była nieobsadzona polskim wojskiem, Polacy przegraliby całą kampanię, a wycofując się spod Lwowa, przegraliby politycznie z góry Wschodnią Galicję i Lwów.

Zdawałoby się, że „narodowe” stronnictwa polskie powinny by właśnie za to wielbić Piłsudskiego, że planu francuskiego nie usłuchał i z Galicji Wschodniej się nie wycofał! Zamiast pochwał jednak wysilili się „narodowi” Polacy na niesłychane obelgi, na publiczne wyzwiska, na błazeństwa w rodzaju całowania rąk… gen. Weygandowi… Pytam, gdzie na świecie jest wódz, któremu by w podobny sposób dziękowali „wdzięczni rodacy”?… Jakiegoż piołunu jeszcze potrzeba, aby napoić goryczą człowieka?

Siły nadprzyrodzone?

por. Wojciech Stpiczyński, uczestnik walk, polityk, publicysta:

Przesada w przypisywaniu siłom nadprzyrodzonym decyzji w rozstrzyganiu zasadniczych zagadnień życia narodowego musi sprawić, iż postawa ta stawałaby się coraz wyraźniej bierna, w szerszym znaczeniu tego słowa, bezczynna. Tymczasem należy wątpić, by ktoś zdołał wskazać w historii przykład cudu dodatniego w narodzie biernym wobec zjawisk i procesów jego życia, dających cudowne, nieprzeciętne rezultaty. Przeciwnie, tzw. cuda kroczą zawsze śladem najwyższych wysiłków i doskonałych cnót ludzkich, jak gdyby sam Bóg pragnął pouczyć swoje ziemskie dzieci, iż wierzyć w Niego należy czynami, wydającymi wartości społeczne. […]

Cud! Cudów girlanda – tysiące i tysięcy dziesiątki – cud w chłopcu z wioszczyzny cichej, zabiedzonej, co nagle jak zahartowany w bojach i w stal zakuty towarzysz z husarskiej chorągwi szedł na wroga tanecznym krokiem bohaterskiego zuchwalstwa; cud w matce, co go na bój śmiertelny krzepi, błogosławi, ojczyźnie ofiarowuje; cud w zahukanym pracą robotniku, co dzieci i żonę dla ojczyzny odbiega, przecząc z karabinem w dłoni kłamstwom proletariackich haseł bolszewickiego najazdu; i w tym wątlutkim inteligenckim pisklęciu-uczniaczku, co karabin z najwyższym dźwigając wysiłkiem, staje się bohaterem na polu walki; i w tym chłopie spod Mińska, Ostrołęki, Łomży, Kolna i tylu, tylu innych miast i miasteczek, co posmakowawszy chleba najazdu, z kłonicą i widłami towarzyszy zwycięskiej ofensywie wojsk naszych, pałając żądzą „pomsty, pomsty na wroga”. […]

fot.domena publiczna Jerzy Kossak, Cud nad Wisłą

W szeregach początkowo ochotniczej, później normalnie rekrutowanej armii, triumfuje zbratanie się wszystkich stanów w obliczu walki z najazdem. Robotnik, co w walkach legionowych dosłużył się pięknie oficerskich gwiazdek, dowodzi inteligentami, rzemieślnikami, włościanami – gdzie indziej dowodzi oficer-chłop – ówdzie pod wodzą szlachcica idzie w bój robotnik. Nikt nikogo o pochodzenie nie pyta, nikt nikomu indygenatu nie szuka; demokratyczne żniwo śmierci za ojczyznę ma odpowiednik w udemokratycznieniu zasługi zwycięstwa demokratycznego wojska. Cały naród, od wszystkich szczytów ku wszystkim dołom, we wszystkich przekrojach, wyłania z siebie zbrojne zastępy, co osłaniają przed najazdem Polskę; cały naród, całym wydobywanym w danej chwili zasobem sił moralnych i materialnych wspiera ruchomy wał bojowego frontu.

Zwycięstwo odnosi Polska zbratana wewnętrznie i po równo dla wszystkich swych dzieci sprawiedliwa, Polska demokratyczna.

Więc cnocie zbratania, równości, wzajemnej ufności obywatelskiej należy dziś złożyć hołd uroczysty, albowiem ma ona wielką cześć zasługi w zwycięstwie, w cudzie sierpniowym 20-go roku. […]

Cud sierpniowy został dokonany siłami całego, zjednoczonego w dziele orężnej obrony, narodu.

Polskie sukcesy, bolszewickie błędy

Michaił Tuchaczewski:

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że gdybyśmy wyrwali z rąk burżuazji polskiej jej burżuazyjną armię szlachecką, wówczas rewolucja klasy robotniczej w Polsce stałaby się faktem dokonanym. A pożar ten nie dałby się ograniczyć ścianami polskimi. Jak wzburzony potok, rozlałby się po całej Europie Zachodniej. Tego doświadczenia rewolucji z zewnątrz Armia Czerwona nie zapomni. I jeżeli kiedykolwiek burżuazja europejska wyzwie nas do nowej walki, to Armia Czerwona potrafi ją pogromić, zaś rewolucję w Europie wesprzeć i rozprzestrzenić.

fot.domena publiczna Oto czym kończą się pańskie pomysły – sowiecki plakat propagandowy z 1920

gen. Władysław Sikorski:

Tuchaczewski […] odrzucony na całym froncie, musiał z resztkami swych armii uciekać, by znaleźć osłonę za Niemnem i Bugiem. […] Runęły w gruzy zaborcze plany rządu Sowietów. Armia polska natomiast osiągnęła w tym krótkim czasie zwycięstwo oparte nie tylko na niewzruszalnych moralnych podstawach słuszności bronionej przez nią sprawy, ale dające nam również wielkie korzyści materialne oraz zapewniające Polsce przyszłość zależną jedynie od jej obywateli.

Ten na miarę historyczną zakrojony sukces osiągnięto nie tylko wskutek popełnionych przez rosyjską stronę w końcowym okresie wojny błędów, lecz przede wszystkim dzięki dyscyplinie i patriotycznej ofiarności całego Narodu i opartemu na tych walorach moralnemu odrodzeniu żołnierzy. […]

W 1920 roku zwyciężył nad Wisłą zgodny wysiłek całego Narodu i jego przywódców. […]

Data ostatniej bitwy nad Wisłą – jakkolwiek w odróżnieniu do wielkiej wojny światowej nie brały w niej udziału milionowe armie – jest datą szczególnie ważną i to nie tylko dla polskiej historii.

Lew Trocki:

Błąd strategiczny podczas wojny polskiej miał ogromne następstwa historyczne. Polska Piłsudskiego wyszła z wojny nieoczekiwanie wzmocniona. Natomiast polska rewolucja odwrotnie – poniosła surową porażkę. […] Lenin, rzecz jasna, lepiej niż wszyscy inni rozumiał znaczenie „warszawskiej” pomyłki.

Artykuł stanowi fragment książki Bitwa warszawska. Jak Polska zatrzymała bolszewików, która właśnie ukazała się na rynku nakładem Wydawnictwa Karta.

Józef Piłsudski:

Praca wojny jest sztuką. Sztuka tworzy dzieła, a obiektem sztuki wojny jest zawsze zwycięstwo. Zwycięstwa więc szuka każdy dowódca jako produktu swej pracy dowodzenia, swej pracy mózgu, nerwów i woli. Praca wojsk dowodzonych przez wodza jest właściwie materializacją tego, co przed tą pracą przemyślał, przeżył i skombinował dowódca. […]

Chwila triumfu, gdy we wściekłym galopie bitewnym nieprzyjacielska armia za armią trzaskała, zmykając w popłochu, gdy tak niedawno jeszcze triumfy swoje święciły, zostanie na zawsze zwycięstwem siły dowodzenia.

Źródło:

Artykuł stanowi fragment książki Bitwa warszawska. Jak Polska zatrzymała bolszewików, która właśnie ukazała się na rynku nakładem Wydawnictwa Karta.

Czy wiesz, że ...

...pewna amerykańska kucharka była prawdziwie zabójczą kobietą. Choć sama zdrowa jak rydz, była nosicielką tyfusu. Przenosiła się z domu do domu, zatrudniając się jako kucharka. Niedługo po tym, jak poczęstowała swoich pracodawców swoimi pysznymi potrawami, zaczynali umierać ludzie.

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

...na początku XX wieku co bardziej konserwatywni Polacy uważali, że ślub z aktorką jest równie oburzające, co związek z prostytutką. Z tego powodu małżeństwo Daszyńskiego z Marią Paszkowską wywołał nie lada kontrowersje.

...związek z żydowską dziewczyną miał nawet jeden z najbardziej zaufanych ludzi Hitlera  – Joseph Goebbels?  Antysemickie poglądy nie przeszkadzały mu w regularnym spotykaniu się z młodą Żydówką o imieniu Else. I to w czasie, gdy zaczął aktywnie działać w partii nazistowskiej!

Komentarze (2)

  1. Atanazy Pustelnik Odpowiedz

    No nie chcę ale muszę – by zacytować klasyka :)
    Ale moim zdaniem liczbą niedomówień, przekłamań, nieporozumień, które dotyczą tej bitwy, i… która rośnie, można by obdzielić, „obdarować” co najmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt innych!

    Choć więc o dwóch, które mnie irytują mocno, pozwólcie…

    I. Wobec skrajnej dysproporcji sił w końcowej fazie wojny polsko-sowieckiej, nasze zwycięstwo wyglądało, zakrawało na CUD. Nie buntujmy się więc droga lewico i liberałowie przeciwko temu – takiemu określeniu bitwy warszawskiej!
    Tym bardziej, że armia była zdemoralizowana klęskami ostatnich miesięcy. Mieliśmy jednak i atuty: np. wielu wyższych rangą oficerów, zwłaszcza generałów było w tzw. „najlepszym wieku” – w „fazie” maksimum swych możliwości. Rydz Śmigły – genialny manewr odwrotowy na Lwów, Sikorski – jako pierwszy wbrew wszystkiemu, zwłaszcza nastrojom w swych oddziałach, zaczął kontratak, kontrofensywę; Dąb – Biernacki, Szeptycki z powodzeniem wykorzystujący jednostki zmechanizowane, odziały pancerne (nawet jeden z samochodów pancernych nazwano „Generał Szeptycki”). Na marginesie: ilość samochodów w ogóle nie tylko „bojowych”, była w polskiej armii, jak na tamte czasy, niezwykle duża. Nie tylko więc kawaleria, ale i polskie jednostki pancerne odegrały znaczną rolę w zwycięstwie (podkreślano to przy okazji rocznicy bodajże w zeszłym roku, gdy w jednej z defilad brał udział czołg Renault FT-17) – miały pod koniec wojny najprawdopodobniej 114 sprawnych czołgów i kilkadziesiąt w naprawie.
    W jednym z opracowań zwrócono uwagę, na to że wykonane np. przez samochody pancerne niezwykle głębokie i „ekspresowo” szybkie operacyjnie zagony na Żytomierz i Kowel, nie miały co prawda „…decydującego wpływu na przebieg wojny polsko – bolszewickiej, ale były krokiem milowym w rozwoju strategii wojennej…” – zafascynowały niemieckich teoretyków wojny błyskawicznej i francusko-sowieckich głębokiego manewru.

    II. Dlaczego Rosjanie jednak mimo takiej przewagi bitwę warszawską, całą kampanię przegrali?
    Może obok naszej w końcu mobilizacji nieomal całego społeczeństwa i dobrego dowodzenia, to głównie przez Stalina sowieci „przerżneli” z kretesem – zadecydowała jego decyzja, by nie udzielić szybko pomocy Tuchaczewskiemu?
    To ostatnie to jednak tylko właśnie irytujący nonsens często powtarzany nawet przez poważnych historyków. Stalin nie mógł ogołocić z wojska front pod Lwowem (zgodził się w pełni z nim Jegorow „formalny” tutaj dowódca wojsk sowieckich), pod którym po pierwsze tylko chwilowo było niewiele polskiego wojska, szybko bowiem zgromadzono znaczne rezerwowe siły polskie i ukraińskie, a po drugie Lwów był znacznie bardziej patriotycznie nastawiony – bronili go efektywnie ochotnicy – mieszkańcy (zapomniane niestety polskie Termopile pod Zadwórzem! Otoczeni żołnierze nie poddali się nawet gdy zabrakło im amunicji!!!), niż np. do sierpnia 1920., kompletnie „defetystycznie”, panikarsko wręcz usposobione, społeczeństwo Warszawy…

    To często wbrew faktom wychwalany jako genialny wręcz strateg, Tuchaczewski głównie jest winny klęski sowietów pod Warszawą. Popełnił bowiem błąd nie zabezpieczając zawczasu odpowiedniej ilości oddziałów w grupie mozyrskiej, zbyt szybko, wiedząc dobrze o tym że ma niezabezpieczone te ww. tyły, uderzył nie tyle na Warszawę co Włocławek i Toruń, pozostawiając gro swych najlepszych oddziałów w kompletnej operacyjnej próżni, skazując je na zagładę…

    To tyle, choć może jeszcze… – nic z tego, wracam do mojej pustelni :)

  2. tak pytam Odpowiedz

    a czy przypadkiem ten wybitny wódz nie złożył na 12.08 ręce Witosa dymisji s funkcji Namiestnika Państwa i Naczelnego Wodza i wobec odmowy jej przyjęcia nie ZDEZERTEROWAŁ?

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.