Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Skrzydlata husaria nad Krzyżopolem. Jak polscy lotnicy bombowi pokonali bolszewików?

21. Eskadra Niszczycielska i kpt. Stefan Bastyr w 1920 roku

fot.domena publiczna 21. Eskadra Niszczycielska i kpt. Stefan Bastyr w 1920 roku

Pod koniec maja 1920 roku wydawało się, że losy Krzyżopola i Wapniarki są już przesądzone. Bolszewicy dysponowali straszliwą bronią – pociągami pancernymi, stalowymi kolosami, dosłownie najeżonymi karabinami maszynowymi i działami. Jednak Polacy panowali niepodzielnie na innym polu – w powietrzu.

Od operacji „Jazda” minął już ponad rok, podczas którego wszystko się zmieniło. Siódmego maja 1920 roku polskie oddziały wkroczyły do Kijowa, jednak nie jako najeźdźcy, a jako sojusznicy Ukraińskiej Republiki Ludowej w walce z bolszewikami. Wkrótce w mieście pojawił się Symon Petlura i jego ukraiński rząd.

Wśród mieszkańców Kijowa, który w ostatnich miesiącach przechodził z rąk do rąk pomiędzy Ukraińcami, bolszewikami, Niemcami i „białymi” Rosjanami, dominowało raczej zmęczenie niż entuzjazm. (…) Bolszewicy tymczasem zbierali siły – od początku polsko-ukraińskiej ofensywy wycofywali się, unikając walnej bitwy i teraz, gdy impet przeciwnika osłabł, przygotowywali kontratak.

Na południu polskie oddziały poruszające się wzdłuż linii kolejowej wiodącej nad Morze Czarne zajęły Wapniarkę – ważną stację węzłową, w której zbiegały się tory ze Lwowa, Kijowa i Odessy – i zatrzymały się 20 kilometrów dalej, w miejscowości Krzyżopol.

Dwudziestego trzeciego maja ruszyło bolszewickie kontruderzenie. Piechota wspierana przez cztery pociągi pancerne w pięciu kolejnych szturmach próbowała zdobyć stację w Krzyżopolu, otwierając tym samym drogę na północ, jednak wszystkie ataki załamały się pod ogniem obrońców. Polacy utrzymali linię frontu, jednak jasne było, że nieprzyjaciel spróbuje szczęścia raz jeszcze (…).

Dowódca 6. Armii Frontu Południowego – generał Wacław Iwaszkiewicz-Rudoszański – dysponował na tym odcinku tylko jednym pociągiem pancernym, nazwanym na jego cześć „Iwaszkiewiczem”. Wydawało się, że w obliczu bolszewickiej dominacji na torach losy Krzyżopola i Wapniarki są już przesądzone, jednak Polacy panowali niepodzielnie na innym polu – w powietrzu.

Silni na papierze

Wiosną 1920 roku polskie lotnictwo zdążyło już okrzepnąć po początkowym twórczym chaosie. (…) Dawne grupy lotnicze przemianowano na dywizjony lotnicze, w których składzie znajdowało się zwykle po kilka eskadr różnego przeznaczenia. III Dywizjon Lotniczy, wywodzący się w prostej linii od III Grupy Lotniczej, został przydzielony do operującej na południowym odcinku frontu 6. armii (…).

Delegacja 3 Pułku Lotniczego na audiencji u prezydenta RP Ignacego Mościckiego

fot.NAC/domena publiczna Delegacja 3 Pułku Lotniczego na audiencji u prezydenta RP Ignacego Mościckiego

Na papierze były to całkiem spore siły, jednak po kilku tygodniach intensywnych działań rzeczywistość przedstawiała się zdecydowanie mniej imponująco. 6. i 17. eskadra były praktycznie wyłączone z działań – 6. czekała na dostarczenie zamówionych w Anglii maszyn De Havilland DH-9, zaś 7. zużyła swoje francuskie Breguety w stopniu uniemożliwiającym ich dalsze wykorzystanie.

Pozostawały więc trzy kolejne eskadry, przerzucone na lotnisko w Rachnach Lesowych. Były to: 5. eskadra wywiadowcza z dwiema sprawnymi maszynami (DFW C-V lub LVG), 15. Eskadra Myśliwska z pięcioma Fokkerami D-V i jednym Albatrosem B-II oraz 21. Eskadra Niszczycielska z dwusilnikowym bombowcem Gotha i dwoma sprawnymi jednosilnikowymi AEG C-IV.

Gdy 23 maja 1920 roku wybuchły walki o Krzyżopol, III dywizjon dysponował tylko 11 samolotami – w większości myśliwcami lub lekkimi maszynami wielozadaniowymi, które mogły przeciwstawić bolszewickim pancerkom jedynie karabiny maszynowe oraz ważące maksymalnie 12 kilogramów bomby zrzucane przez pilota lub obserwatora. Wyjątek stanowiła 21. Eskadra Niszczycielska z jedynym w całym dywizjonie bombowcem z prawdziwego zdarzenia (…).

Czytaj też: Wyprawa kijowska 1920. Jaka jest prawda o wielkim triumfie Józefa Piłsudskiego?

Powietrzni „szoferzy”

Utworzenie eskadry bombowców z prawdziwego zdarzenia było pomysłem, który musiał przewijać się niemal od początku istnienia lotnictwa niepodległej Polski, jednak dopiero energia i determinacja porucznika Rayskiego sprawiły, że zmaterializował się pod postacią 21. Eskadry Niszczycielskiej. (…) Rozpoczęła formowanie 15 kwietnia 1920 roku. Rayski zaangażował się w jej powstanie do tego stopnia, że sam zaprojektował godło jednostki – stylizowany anagram N.E.L. na tle biało-czerwonej szachownicy.

Początki nie należały do łatwych – już samo skompletowanie załóg okazało się nie lada problemem. Młodzi ludzie kończący szkołę lotniczą niemal jak jeden mąż chcieli zostać pilotami myśliwców – postaciami owianymi nimbem rycerskości, opromienionymi sławą swoich poprzedników toczących zaciekłe, ale honorowe boje nad frontem zachodnim I wojny światowej.

Pilot bombowca kojarzył się wówczas z powietrznym „szoferem”, skazanym na wykonywanie poleceń obserwatora, bowiem w polskim lotnictwie to obserwator dowodził samolotem. Nie brakowało więc ludzi takich jak Janusz Meissner, który odmówił Rayskiemu, by szkolić się na myśliwcach. W końcu jednak udało się zgromadzić niezbędny personel latający, co było dopiero połową sukcesu. Aby eskadra funkcjonowała, lotnicy musieli bowiem na czymś latać, a ze sprzętem wciąż było krucho.

Tekst stanowi fragment książki Łukasza Sojki „Skrzydlata husaria. Historia polskich lotników bombowych”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Tekst stanowi fragment książki Łukasza Sojki „Skrzydlata husaria. Historia polskich lotników bombowych”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Jedyną maszyną niszczycielską z prawdziwego zdarzenia, jaką dysponowało wówczas polskie lotnictwo, była Gotha o numerze seryjnym 213/17, zmienionym w Poznaniu na 100/17. Wprawdzie Rayski już raz dowodził eskadrą złożoną z jednego samolotu – odeskiego Bregueta, który przez jakiś czas był jedyną maszyną 10. eskadry – jednak w przypadku 21. Eskadry Niszczycielskiej nie zamierzał powtarzać tego precedensu.

O bombowce nie było jednak tak łatwo, jak o myśliwce czy samoloty liniowe, których sporo zaborcy porzucili w bazach na terenie kraju. Można było kupić je za granicą albo zdobyć za pośrednictwem komisji reparacyjnej sprzymierzonych, która zajmowała się rozdziałem pruskiego i austro-węgierskiego mienia.

Wreszcie – można też było czekać, aż kolejna Gotha wyląduje gdzieś w Polsce, a załoga nie zdąży jej spalić. Wszystko to wymagało jednak czasu, którego Rayski nie zamierzał trwonić. Dlatego w eskadrze obok Gothy 100/17 znalazło się sześć lekkich samolotów liniowych AEG C-IV, z których obserwatorzy mogli ręcznie zrzucać niewielkie bomby.

Czytaj też: Najbardziej kontrowersyjny rozkaz Piłsudskiego

Pokonać „pancerki”

I tak oto 7 samolotów, 6 oficerów, 11 podoficerów, 112 szeregowych, 10 koni, 10 wozów, 6 samochodów oraz zapas bomb, amunicji, smarów, paliwa, części zamiennych i narzędzi zostało załadowanych na wagony kolejowe i ostatniego dnia kwietnia 1920 roku 21. Eskadra Niszczycielska wyruszyła w trwającą dwa tygodnie drogę na front.

Dla Rayskiego oznaczało to koniec dowodzenia Wyższą Szkołą Pilotów, bowiem to właśnie on został dowódcą pierwszej polskiej jednostki bombowej, która 15 maja zajęła lotnisko w miejscowości Rachny Lessowyje, stając się równocześnie częścią III dywizjonu dowodzonego przez kapitana Stefana Bastyra.

Zjazd dowódców grup lotniczych w 1919 roku.

fot.domena publiczna Zjazd dowódców grup lotniczych w 1919 roku.

Działania „niszczycieli” rozpoczęły się pechowo – już pierwszego dnia jeden z AEG C-IV z powodu awarii silnika musiał lądować przymusowo po sowieckiej stronie frontu. (…) Awaryjność samolotów AEG doprowadziła zresztą wkrótce do sytuacji, w której 21. eskadra dysponowała zwykle sprawną Gothą i 1–2 jednosilnikowymi samolotami. Tak też przedstawiał się jej stan posiadania, gdy 24 maja rozpoczęła pierwsze poważne zadania bombowe (…).

Zadanie lotnictwa było proste – ostrzeliwanie i bombardowanie pociągów pancernych, tak by je uszkodzić i zaabsorbować ich załogi na tyle, by piechota mogła się do nich zbliżyć i przystąpić do szturmu. Dla Gothy – jedynej maszyny zdolnej do przenoszenia bomb ważących 50 kilogramów – przewidziano w tym planie miejsce szczególne.

Pierwszego ataku Gotha dokonała o świcie 27 maja, około godziny 5:00. Celem była stacja Malewannaja – obiekt łatwy do zidentyfikowania i gwarantujący, że nawet uwzględniając rozrzut, uda się trafić w coś ważnego. Zrzucone bomby uszkodziły stojące na stacji pociągi oraz tory, a chwilę po niszczycielu pojawiły się pozostałe samoloty, ponownie bombardując teren stacji. Około 7:00 połączenie kolejowe zostało zerwane, jednak atak trwał nadal.

Na krawędzi

Teraz – mniej więcej trzy i pół godziny od pierwszego nalotu, gdy Gotha znów została uzbrojona, zatankowana, silniki sprawdzone, a oleje i smary uzupełnione – maszyna pilotowana przez Ludomiła Rayskiego po raz kolejny majestatycznie nadleciała nad stację Rudnycia.

Porucznik Czesław Filipowicz z okiem przyklejonym do lunety celownika czekał na odpowiedni moment. Wreszcie, gdy na przecięciu nitek znalazł się nietknięty odcinek torów, bombardier nacisnął na zestaw dźwigni zrzutowych. (…) Uwolniona od ciężaru 300 kilogramów bomb Gotha położyła się na skrzydło w nawrocie.

Filipowicz wychylał się przez burtę, starając się wypatrzyć miejsca upadku pocisków. Rayski zaś zaciskał dłonie na kole sterownicy, kierując wielki bombowiec w stronę bazy. Nie wiedział jeszcze, że udało się im zablokować stację i że w czasie operacji 27 maja 1920 roku żołnierze 12. Dywizji Piechoty zdobędą dwa radzieckie pociągi pancerne – zniszczonego „Towariszcza Belę Kuna” i sprawnego „Krasnego Kriestianina” – a III dywizjon nie straci ani jednego samolotu, walnie przyczyniając się do osiągniętego tego dnia sukcesu.

Nie wiedział też, że następnego dnia wraz z Filipowiczem zbombardują polski oddział piechoty, który nie wyłoży płacht identyfikacyjnych, i że przeprowadzone dochodzenie uwolni jego i obserwatora od odpowiedzialności. Nie wiedział też, że działania bolszewików w rejonie Krzyżopola są jednym z elementów wielkiej ofensywy, która odrzuci Polaków aż pod Lwów i Warszawę, stawiając młodą, niepodległą Polskę na krawędzi zagłady.

I wreszcie, że 21. Eskadra Niszczycielska będzie walczyć w tym czasie z Konarmią Budionnego, wspierając cofające się na zachód polskie oddziały, jednak w kluczowym momencie walk o Lwów i bitwy warszawskiej zostanie pokonana przez problemy techniczne i epidemię czerwonki.

Źródło:

Tekst stanowi fragment książki Łukasza Sojki „Skrzydlata husaria. Historia polskich lotników bombowych”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Czy wiesz, że ...

...akcja dezinformacyjna przeprowadzona przez bolszewików po zamordowaniu Mikołaja II i jego rodziny była tak skuteczna, że matka cara, Maria Fiodorowna, jeszcze 10 lat później wierzyła, że jej syn żyje.

...Adolf Hitler w każdą podróż zabierał szczoteczkę do pielęgnacji swojego charakterystycznego zarostu. Był przekonany, że jego ikoniczny wąsik stanie się ostatnim krzykiem mody. Do pewnego stopnia miał rację – "na Hitlera" goliła się nie tylko partyjna wierchuszka, ale i zwyczajni Niemcy.

... żona rządzącego Rwandą dyktatora Juvénala Habyarimana, choć próbowała wszystkim wmówić, że jest kurą domową, w rzeczywistości rządziła krajem. Była u steru władzy także wtedy, gdy rozpoczęło się ludobójstwo. Nie miała zamiru go powstrzymywać.

...królowa Afganistanu od 1926 roku Soraja założyła pierwsze kobiece czasopismo w tym kraju i była ministrem edukacji? Z kolei jej szwagierka, Kobra, dała początek Organizacji Ochrony Kobiet, otwarcie zwalczającej stare zwyczaje, uprzedzenia, akty dyskryminacji.

Komentarze (2)

  1. Sewek Odpowiedz

    Fajnie, ale czy w książce NIC nie wspomniano, skąd mieliśmy te niemieckie samoloty? Bo przecież wiadomo, że były one zdobyte przez powstańców wielkopolskich na Ławicy i w Zeppelin Hali!

  2. Anonim Odpowiedz

    Robią z Rayskiego wielkiego „bohatera” ,tymczasem Emir ,był w Armii Tureckiej tylko obserwatorem. Jak słusznie zauważył Sewek ,ani słowa o zdobytych na Poznańskiej Ławicy ,przez Powstańców Wielkopolskich ,samolotach ,które broniły Polskiego nieba. Natomiast Rayski w 1939 doprowadził do tego ze Polskie Lotnictwo ,było słabsze niż w 1926 ,kiedy Rayski po puczu wojskowym Piłsudskiego został dowódca lotnictwa. Dzięki Rayskiemu w 1939 Polskie Lotnictwo miało 69 – P 7 z 1932 ,155 – P 11 z 1934.,166 – P 23 Karas z 1936 i 36 – P 37 Łoś z 1936. Kuriozum na skalę światową jest fakt że najszybszym samolotem lotnictwa 2 RP był ….. bombowiec P 37 Łoś – 410 km/h ,natomiast myśliwce które były najszybszym samolotami we wszystkich armiach świata rozwijały zaledwie P 7 – 320 km/h i P 11 – 370 km/h. Oczywiście w Polsce produkowano szybszy myśliwiec P 24 – 430 km/h z 1936 ,ale tylko na ….eksport.- Do Polskiego Lotnictwa od 1936 do 1939 ,nie wprowadzono do służby żadnego samolotu myśliwskiego.i ten sukces zawdzięczamy Rayskiemu.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.