Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Wojownicy z piekła rodem i książę bez głowy

Bitwa pod Legnicą zakończyła się tragicznie

Przybywali z dalekich azjatyckich stepów, nieśli śmierć i zniszczenie. Nie okazywali strachu ani litości. Pojawiali się nagle i nagle znikali pozorując odwrót i wciągając przeciwnika w pułapkę. W 1241 roku na rozbite na dzielnice państwo polskie z wielkim impetem ruszyła mongolska nawała, pod wodzą wnuka samego Czyngis-chana. Tatarzy mordowali i grabili. Puścili z dymem Kraków. Na mocniejszy opór trafili dopiero na zachodnich rubieżach Polski. Pod Legnicą stanął przeciw nim książę śląski Henryk Pobożny. Za obronę kraju przed nawałą pogan poniósł śmierć z tatarskich rąk. Do dziś nie jest jasne czy zginął w walce, czy został zamęczony przez wrogów.

Tatarskie okrucieństwo po raz pierwszy objawiło się na wschodnich rubieżach kraju na początku tragicznego 1241 roku. Wtedy to dziwnie wyglądający wojownicy, o płaskich nosach, małych oczach, wyposażeni w zakrzywione miecza, włócznie z hakami, łuki i kołczany pełne strzał pojawili się w okolicach Lublina.

Najazd pokazał Polakom z jak dzikim wrogiem będą musieli się zmierzyć. Pojawili się nagle na swych rączych konikach. Na miejscu od razu mordowali starców, dzieci i chorych. Gród palili. Tym, których uznali za wartościowych jako niewolników, zakładali powrozy na szyje. Następnie gonili ich w siarczystym mrozie i popędzali uderzeniami nahajek. Kto nie wytrzymywał tempa marszu był zabijany.

Czyngis-chan był założycielem imperium mongolskiego

Niedługo wcześniej około 100 tysięcy zdyscyplinowanych i odpornych na trudy żołnierzy mongolskich, krwawo podporządkowała sobie Ruś Kijowską. Po tym sukcesie Tatarzy (nazwa obiegowa- używana jako synonim Mongołów w ówczesnej Europie. W rzeczywistości Tatarzy stanowili tylko jedno z plemion wchodzących w skład imperium mongolskiego. Upowszechniła się m.in. ze względu do podobieństwa do greckiego słowa Tartar, a więc mitologicznego piekła) zamierzali uderzyć w dwóch kierunkach. Główne siły mongolskie pod wodzą Batu-chana – wnuka wielkiego Czyngis-chana kierowały się w stronę Węgier króla Beli IV, natomiast odłam wojsk mongolskich pod wodzą Bajdara, miał najechać i złupić Polskę, jednocześnie uniemożliwiając Polaków wsparcie sojuszniczych Węgrów.

W styczniu 1241 roku, wyglądający niczym wysłannicy z piekła, wojownicy azjatyccy, puścili z dymem Lublin i Zawichost. To było zaledwie rozpoznanie, ale wystarczające, by wzbudzić lęk w sąsiednich grodach. Dowodzący miał zapamiętać drogę, by niedługo wrócić tu z całą armią. Tak też się stało.

Tatarski Blitzkrieg

W lutym 1241 roku nawała mongolska w sile ponad 10 tysięcy jeźdźców uderzyła w głąb kraju. Zagony azjatyckich wojowników podeszły pod Sandomierz, który w tym czasie pękał w szwach od uciekinierów, przerażonych opowieściami o okrucieństwie tatarskim, którego próbkę dali w Lublinie. Sandomierz bronił się dzielnie. W trakcie walk obrońcom udało się nawet zabić jednego z większych dowódców mongolskich. Była to na tyle licząca się postać, że najeźdźcy przez całą kampanię, wieźli jego zwłoki ze sobą, by pochować w ojczyźnie. Ostatecznie jednak 13 lutego 1241 roku Sandomierz padł. Tatarzy po wdarciu się do miasta rozpoczęli regularną rzeź mieszkańców.

Tak opisywał te wydarzenia Jan Długosz.

Zdobywszy je wreszcie, zabijają opata koprzywnickiego i wszystkich braci klasztoru koprzywnickiego, zakonu cystersów, oraz wielką liczbę duchownych i świeckich, mężczyzn i kobiet, szlachty i ludu obojga płci, którzy się tam zgromadzili w celu ratowania życia lub obrony miejsca. Urządzają wielką rzeź starców i dzieci i jedynie kilku młodym darują życie, ale zakuwają ich jak najgorszych niewolników w straszne dyby.

Po zniszczeniu Sandomierza jeźdźcy ze stepów po raz pierwszy stanęli w otwartym polu przeciwko kawalerii polskiej. Rycerstwo zebrało się pod dowództwem Włodzimierza – starosty krakowskiego. Oba wojska spotkały się w rejonie wsi Tursko Wielkie. Polakom udało się w początkowej fazie bitwy uzyskać przewagę. Zmusili Tatarów do ucieczki, jednak nie zdawali sobie sprawy, że był to manewr pozorowany.

Gdy przegnali wroga z pola bitwy, przekonani, że już po wszystkim, zaczęli szukać łupów – zbierać z pola bitwy broń, porzucony rynsztunek, kosztowności, a nawet zdejmować ubrania z trupów. Na to wszystko nagle rzuciła się tatarska jazda, zmuszając Polaków do panicznej ucieczki.

Henryk Pobożny

Mimo to bitwa nie była całkowitą klęską. Mongołowie ponieśli tak duże straty, że postanowili się wycofać. Najpierw ukryli się głęboko w lesie, potem wrócili na Ruś.

W marcu przybyli silniejsi. Kilkanaście tysięcy wojowników pod wodzą Ordy – wnuka samego Czyngis – chana ruszyło na Kraków. Kolejne 10 tysięcy na północ w kierunku Kujaw, po to by po rzeziach i pożogach wrócić na południe.
Tuż przed przybyciem Azjatów Kraków nieomal całkowicie się wyludnił, mimo że wcześniej pełen był uciekinierów. Wieść o kolejnej klęsce rycerstwa polskiego – pod Chmielnikiem – wywołała w mieście panikę. Ucieczką na Węgry salwował się 15 letni wówczas książę dzielnicy sandomierskiej – Bolesław Wstydliwy. Lud uciekał natomiast gdzie się da, najczęściej w knieje, w nadziei że borach uda się przeczekać rzeź.

1 kwietnia 1241 Tatarzy weszli do nieomal opuszczonego Krakowa. Broniła się jedynie załoga Okołu (dawne podgrodzie wawelskie) i ostatecznie Mongołowie ich nie przełamali, choć trzeba przyznać, że bardzo im na tym nie zależało. Spalili zabudowania i ruszyli dalej w kierunku Śląska.

W tym czasie na Śląsku na Tatarów czekał już książę Henryk Pobożny i zagraniczne posiłki. Bitwy w Małopolsce – choć przegrane przez rycerstwo polskie – na tyle spowolniły ekspansję mongolską, że Pobożny zdążył zebrać armię złożoną z sił książąt dzielnicowych, posiłków morawskich, krzyżowców (Templariuszy, Joannitów i prawdopodobnie również rycerzy Zakonu Niemieckiego – Krzyżaków) oraz z górników niemieckich. Całość się europejskich szacuje się na na około 6 – 7 tysięcy rycerstwa. Z kolei Mongołowie dysponowali około 8 – 10 tysiącami ludzi.

Takie armie wywodzące się z dwóch różnych kultur i dwóch różnych modeli wojskowości stanęły naprzeciwko siebie prawdopodobnie w rejonie dzisiejszej miejscowości Legnickie Pole, kilka kilometrów od Legnicy.

Otyły daje tyły

Tym razem Polacy byli czujniejsi i nie dali się tak łatwo nabrać na pozorowany odwrót. Wręcz przeciwnie – to ciężkozbrojnym hufcom pod wodzą Pobożnego udało się zaskoczyć i przełamać Tatarów. Wróg sam dał się złapać na przynętę. Gdy większość oddziałów mongolskich była już w polu i walczyła z hufcami zakonników i ochotników z zagranicy, na wroga runęło polskie ciężkozbrojne rycerstwo.

Lekko uzbrojeni Tatarzy na małych konikach, odczuli walec rycerzy, wspomagany kanonadą z kusz. Mongołowie zaczęli się cofać. Wydawało się, że ostatecznie poniosą klęskę, jednak wtedy wydarzyło się coś co przesądziło o klęsce Europejczyków.

Bitwa pod Legnicą, Legenda o świętej Jadwidze (1353)

Nagle wśród Polaków, z niewyjaśnionych powodów padł sygnał do odwrotu!

Sprawę opisuje Jan Długosz w swojej Kronice, który wspomina, że w pewnym momencie przed rycerzami pojawił się jeździec, krzyczący: Bieżajcie! Bieżajcie! Te słowa zresztą jako jedyne w tej relacji zapisał Długosz po polsku. Kim był ten jeździec? Czy istotnie wzywał do ucieczki, a może został źle zrozumiany? Może był to podstęp Mongołów? A może to któryś z żołnierzy ruskich, zmuszonych do walki w tatarskich szeregach krzyczał te słowa?

Dziś ciężko określić, co tak naprawdę się stało, ale oddziały księcia opolskiego Mieszka II Otyłego zinterpretowały te słowa jako sygnał do ucieczki i zaczęły się wycofywać. Henryk Pobożny próbował temu zapobiec i sam ze swoim wojskiem ruszył mocno w głąb sił wroga, ale nie powstrzymało to dezorientacji wśród Polaków.

Średniowieczna broń chemiczna

Później stało się coś, co część historyków interpretuje jako użycie przez Mongołów gazów bojowych. Takie stwierdzenie pozornie brzmi sensacyjnie. Broń chemiczna wcale nie zadebiutowała na polu walki w XX wieku, podczas I Wojny Światowej (użyta przez Niemców w bitwie pod Ypres w 1915 roku). 700 lat wcześniej najeźdźcy ze stepów znali podobne rozwiązania, które zapożyczyli od Chińczyków.

Jak wspomina Jan Długosz:

Była tam w ich (mongolskim) wojsku między innymi chorągwiami jedna ogromnej wielkości. (…) na wierzchołku jej drzewca tkwiła postać głowy wielce szpetnej i potwornej z brodą, kiedy więc Tatarzy o jedną staję w tył się byli cofnęli i zabierali do ucieczki, chorąży niosący ów proporzec począł tą głową z całej siły machać, a natychmiast buchnęła z niej jakaś para gęsta, dym i wiew tak smrodliwy, że za rozejściem się między wojskami tej zabójczej woni Polacy mdlejący i ledwo żywi ustali na siłach i niezdolnymi się stali do walki.

Czy na polskich rycerzach zastosowano broń chemiczną? Nie wiadomo, w każdym razie szyki Polaków poszły w rozsypkę.

Książę bez głowy

Otoczony przez wrogów książę Henryk w towarzystwie kilku rycerzy z najbliższej świty bronił się dzielnie i zaciekle, jednak napór Azjatów się nasilał. Nie udało się wyrwać księcia ze śmiertelnego uścisku. Henryk Pobożny nie przeżył starcia z mongolskimi najeźdźcami. Do dziś jednak nie do końca jest jasne, jak dokładnie zginął.

Wg Jana Długosza poległ na polu walki:

Ale kiedy podniósłszy prawą rękę chciał ugodzić Tatara, który mu zagrodził drogę, drugi Tatar przebił go dzidą pod ramię. [Książę] zwiesiwszy ramię, zsunął się z konia ugodzony śmiertelnie. Tatarzy wśród głośnych okrzyków i chaotycznej, nieprawdopodobnej wrzawy ujmują go i wyciągnąwszy poza teren walki na odległość dwóch miotów z kuszy, mieczem obcinają głowę, zerwawszy odznaki, pozostawiają nagie ciało.

Z tego opisu wynika, że obcięcie głowy Henryka Pobożnego dokonało się już po jego śmierci. Była to więc profanacja zwłok.

Bitwa pod Legnicą

Inną relację dostajemy jednak od franciszkanina Benedykta Polaka, który w 1245 roku wyruszył z poselstwem papieskim do chana mongolskiego – Ujuka, wnuka Czyngis -chana. Relację franciszkanina z tej podróży spisał jego towarzysz – niejaki de Brida, również zakonnik. W ten sposób powstała Historia Tartarorum, czyli Historia Tatarów.

W tym dziele kronikarskim zawarty jest inny opis śmierci Pobożnego. Wynika z niego, że książę został pojmany i zginął męczeńską śmiercią.

Wówczas to pojmali Tatarzy księcia Henryka. Ograbiwszy go doszczętnie, kazali mu uklęknąć do egzekucji przed zwłokami księcia zabitego uprzednio w Sandomierzu. Głowę jego dostarczyli przez Morawy dla Batu chana, po czym rzucili na wprost innych odciętych głów.

Owymi „zwłokami księcia” byłoby zapewne ciało znaczniejszego dowódcy Tatarów, który zginał podczas oblężenia Sandomierza.

Zbezczeszczone ciało Henryka Pobożnego rozpoznała na polu bitwy jego żona. Zidentyfikowała męża po anomalii anatomicznej, a mianowicie sześciu palcach u stopy, które podobno miał władca. Czy istotnie dysponował o jednym palcem więcej? Tego się nie dowiemy, gdyż zwłoki księcia, które pierwotnie znajdowały się w kościele św. św. Wincentego i Jakuba we Wrocławiu… zaginęły! Przepadły w trakcie wojny. Z Wrocławia Niemcy wywieźli je w głąb III Rzeszy i tam zniknęły bez śladu.

Epilog

A wojownicy z piekła rodem? Po odcięciu księciu głowy, mieli jeździć z nią nabitą na włócznię wokół legnickiego zamku próbując zmusić załogę do poddania się. Ostatecznie jednak odpuścili oblężenie. Zniszczyli kilka okolicznych wsi i zgodnie z planem ruszyli na południe, by połączyć się z głównymi siłami Batu-chana i zgodnie z planem podbić Węgry. Po drodze zniszczyli Morawy, a po przełamaniu Węgrów nękali najazdami Bałkany. Brama na Zachód stała dla nich otworem, ale ostatecznie wycofali się.

Batu-chan władca mongolski, wnuk Czyngis-chana

W XIII stuleciu Mongołowie jeszcze dwa razy najeżdżali Polskę. O ile za drugim razem – na przełomie 1259/1260 – tatarska nawała znów przemieszczała się po kraju bez żadnych przeszkód, o tyle trzeci najazd na przełomie 1287 i 1288 roku, zakończył się już klęską Tatarów. Zostali wyparci m.in. z Podhala, gdzie twardy odpór dali im górale. Dzielnie broniły się też miasta. Żadnego z dużych ośrodków nie udało się Tatarom zdobyć. Widząc determinację i współdziałanie Polaków z węgierskimi posiłkami, wojownicy ze stepów wycofali się na Ruś Halicką (rejon dzisiejszej północno – zachodniej Ukrainy), którą złupili wetując sobie nieudany najazd na Polskę.

Niestety nie był to koniec krwawych zmagań z piekielnymi zagonami. Tatarzy z Chanatu Krymskiego od końca XV wieku, jeszcze przez dwa stulecia regularnie najeżdżali Rzeczpospolitą, grabiąc, mordując i paląc wschodnie rubieże kraju. Efektem ich najazdów było zupełne wyludnienie niektórych obszarów na kresach państwa. Szacuje się, że w tatarski jasyr trafiły setki tysięcy ludzi.

Bibliografia:

  1. Jasiński T., Przerwany Hejnał, Kraków 1988
  2. Kajdański E.: Długi cień wielkiego muru. Jak Polacy odkrywali Chiny. Warszawa: Oficyna Naukowa, 2005
  3. Korta W., Najazd Mongołów na Polskę i jej Legnicki epilog, Katowice 1983
  4. Krakowski S. , Polska w walce z najazdami tatarskimi w XIII wieku, Wyd. MON 1956
  5. Labuda G., Zaginiona kronika w rocznikach Jana Długosza, Poznań 1983
  6. Nowak T.,Wimmer: Historia oręża polskiego 963-1795. Warszawa: WiedzaPowszechna, 1981
  7. Pajewski J.: Buńczuk i koncerz: Z dziejów wojen polsko-tureckich. Warszawa: Wiedza Powszechna, 1978
  8. Rabiej P., Piastowie. Leksykon biograficzny, Kraków 1999
  9. Zientara B., Henryk Brodaty i jego czasy, Warszawa 1997

Źródła historyczne:

de Bridia C., Historia Tatarów [w:] Spotkanie dwóch światów. Stolica Apostolska a świat mongolski w połowie XIII wieku. Relacje powstałe w związku z misją Jana di Piano Carpiniego do Mongołów, pod red. Jerzego Strzelczyka, Poznań 1993

Czy wiesz, że ...

...odnaleziona we Wrocławiu rzekoma świątynia pogańska najprawdopodobniej była po prostu siedzibą miejscowego  wodza? Według Dariusza Andrzeja Sikory wszystkie dowody wskazują właśnie na tę funkcję odkrytego budynku.

...średniowieczni Polacy nie zdawali sobie sprawę ze śmiertelnego zagrożenia dla zdrowia, jakim było spożyciu sporyszu. Znalezione okazy zbożowych kłosów razem z kłosami z zarodnikami splatano w bukiet, który umieszczano u sufitu chaty, aby w porze siania zbóż te właśnie nasiona wysiać pierwsze.

...by dostać się do zakonu joannitów, trzeba było udowodnić wielowiekową przynależność do stanu szlacheckiego? Od francuskich rycerzy wymagano 8-pokoleniowego rodowodu, a od niemiecki - nawet 16-pokoleniowego! A to wszystko trzeba było udowodnić podczas procesu.

Komentarze (8)

  1. Grzegorz Odpowiedz

    Bardzo ciekawie, napisany artykuł, niemal jak opis książki historyczno-przygodowej. Ale pozostaje pewien niedosyt. Choćby, wzmianka o Góralach, którzy przyczynili się do klęski Tatarów oraz w jaki sposób Tatarzy zdobywali, ówczesne warowne miasta? Wiem, że dziś można wyklikać sobie w necie, prawie każdą, dowolną informację. Ale w sumie, fajnie by było, jakby autor artykułu, pokusił się (w wolnej chwili) na kontynuację (w równie porywającym stylu) tego ciekawego tematu.

    Pozdrawiam.

  2. Kto??? Odpowiedz

    Wojownicy z piekła rodem i książę bez głowy- obecnie też są, np:Prokuratura Wojskowa w W-wie. Często wpadają.MÓw im, a oni swoje. Nie można ich żałować.Należy tak-jak oni tobie. Puste głowy.Często bronią przestępców- i to dokonując, jednocześnie różnych przestępstw. Przez okna zaglądają, z mieszkań uciekają. To wyjątek-ale można złapać. To wojaki-bez głowy. Niech ich cholera weźmie, albo koronawirus. Potrafią dużo, ale nie to co trzeba.Dyplomy mają-ale nieuki.Jak to, prawo ukończyli-nie wiem. szkoda mi munduru polskiego dla nich. Lepiej szpadel i mogą szukać złota. Albo do Niemiec, Niemki podmywać.Bez taktu-obecnie, pegerowcy. Jak wygląda w Polsce życie od góry-to widać w TV.

  3. Anonim Odpowiedz

    Jako urodzonego w Złotoryji (tak odmieniam – piszę tą nazwę mojego rodzinnego miasta, bo zawsze tak to w młodości robiliśmy) pasjonowała mnie od lat historia najazdu tatarskiego z 1241 r. Wiem więc o tym zdarzeniu co najmniej tyle… co najwybitniejsi nasi i niemieccy historycy… (sorry za mój mega narcyzm :)
    Podoba mi się zatem powyżej zaznaczony brak oskarżenia przez autora artykułu, Otyłego o klęskę. Otyły mimo, że to chyba jednak był degenerat, który zmarł najprawdopodobniej z przejedzenia w wieku 26 lat, ale… To jednak i sam wodzem niezłym był, jak i jego dowódcy chyba jednak też „niezłymi” wojownikami. Skoro więc się wycofał on – jego rycerstwo, to musiał być tego istotny powód, a nie zwykła panika.
    Kwestia najbardziej dyskusyjna to stereotyp „historyczny” o tym, że…
    Czy rzeczywiście Tatarzy zrezygnowali z podboju Europy bo musieli wybrać nowego chana?
    („Nicola Di Cosmo, historyk z Uniwersytetu Princeton, uważa jednak, że nie był to jedyny [a może wcale – w ogóle nim nie był?] motyw odwrotu najeźdźców. Nigdy nie wrócili bowiem do Mongolii, by wziąć udział w politycznych rozgrywkach. Ich droga skończyła się na Rusi.”)
    Moim zdaniem to więc nonsens te „chańskie” wybory, tak jak i ten, że Tatarzy ponieśli jedynie niewielkie straty pod Legnicą. Po pierwsze rycerze biorący udział w bitwie w pewnej części co najmniej, już wiele lat wcześniej wspierali księstwa ruskie i Połowców w walkach z Tatarami. Dobrze poznali zatem taktykę i tych ostatnich.
    Po drugie ci nasi rycerze dali się poznać jako znakomicie uzbrojone, ćwiczone od wczesnej młodości w szermierce, sztuce wojennej, prawdziwe „maszyny do zabijania”. Znane są np. przypadki gdy kilkunastu rycerzy małopolskich czy śląskich liczące podjazdy, ledwie ze swymi giermkami i służebnymi, masakrowały setki liczące oddziały zwiadowcze tatarskie…
    To zatem na pewno nie były rozprężone drużyny dworskie ruskich książąt z którymi wcześniej potykali się Tatarzy.
    A bitwę pod Legnicą przegraliśmy tylko dlatego, że tych ww. rycerzy – „maszyn do zabijania”, mieliśmy za mało, maks. 2 tysiące (być może tylko tysiąc), wobec nie 8, a na pewno 10 (12?) tys. doświadczonych stepowych jeźdźców!
    Podobnie stosunkowo nieliczni Węgrzy – rycerze węgierscy, zadali najprawdopodobniej znacznie większe straty Mongołom niż się dawniej uważało, ale tez było ich po prostu za mało… Mimo to zniechęcili jednak skutecznie do trwałych podbojów skośnookich najeźdźców.

    I jeszcze jedno dla mnie ze zrozumiałych względów najważniejsze: pod Legnicą walczyli nie górnicy niemieccy, a złotoryjscy – TYLKO I WYŁĄCZNIE !!!
    …i to w liczbie co najmniej 500 lub być może nawet aż 600!
    Nie znamy dobrze ich narodowości.
    – wiemy, że ci z pod złotoryjskiej miejscowości – wsi Kopacz, to od wieków byli głównie słowiańskiego rodowodu – pochodzenia, nawet jeśli fizycznie przybyli z gór Harzu (wędrówki na duże odległości górników w ówczesnych czasach to była norma) – tacy de facto z miejsca zamieszkania i mowy byli to można powiedzieć: dolnośląscy Polacy;
    – z góry Mikołaja (teraz jest ot cmentarz złotoryjski) byli to nieomal wyłącznie niemieccy osadnicy – ale bardziej kupcy niż górnicy (stwierdzono tam bowiem tylko nikłe ślady złota);
    – ze Złotoryji nazwijmy to właściwej – być może wyłącznie (wraca ta koncepcja dawniej odsądzana od „czci i wiary”) byli to flamandzko-walońscy rzemieślnicy obsługujący „technicznie” górników ale niewydobywający złota…
    Wniosek:
    Niemców więc mogło być wśród tych w naszej historii (na pewno nie niemieckiej!) najbardziej bohaterskich z bohaterskich górników, tyle co kot napłakał – o ile by umiał płakać oczywiście…

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.