Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Indiańscy szyfranci zamiast Enigmy. Jak Amerykanie „kodowali” depesze?

W armii amerykańskiej w czasie I i II wojny światowej pracowali indiańscy szyfranci

Armia amerykańska stosowała w czasie II wojny szyfry doskonałe. Zamiast mozolnie podstawiać cyfry zamiast literek lub dźwigać na linię frontu ciężkie maszyny szyfrujące – do oddziałów łączności wcielono żołnierzy, którzy mówili niezrozumiałym językiem. Przy radiostacjach siedzieli… Indianie.


Pomysł na wykorzystanie do tajnej komunikacji niezrozumiałego języka, jest stary jak świat. Wykorzystują to np. dzieci, porozumiewając się językiem lub hasłami, których nie rozumieją dorośli. Świetnie opisał to Mikołaj Łoziński w popularnej w ostatnich miesiącach powieści pt. „Stramer”. Dorastający chłopcy z żydowskiej rodziny Stramerów z Tarnowa posługują się w rozmowach przy stole skrótem „PKP”, co oznacza „pozwoli pan prutnąć?” Odpowiedzią jest np. „ATR” – „ale tylko raz”.

Ten dziecięcy kod jest dość prosty do złamania, szczególnie dla rodziców znających dobrze swoje dzieci. Na wojnie zabezpieczenie łączności musi być lepsze. Przekonali się o tym Amerykanie, gdy w 1918 r. wylądowali w Europie, by wesprzeć wojska Ententy i zaprowadzić pokój na „Starym Kontynencie”…

Gdy Amerykańskie Siły Ekspedycyjne w końcu ruszyły do walki z Niemcami, okazało się, że ci radzą sobie wyjątkowo dobrze, zaciekle się broniąc i ustępując dopiero po wielodniowych krwawych bojach. Nie było wątpliwości, że znają amerykańskie zamierzenia, bo zawsze byli tam, gdzie miało ich nie być.

Niektózy z indiańskich „code talkers” byli bardzo młodzi

Okazało się, że złamali amerykańskie szyfry, odszyfrowują i tłumaczą na niemiecki amerykańskie meldunki radiowe, a do tego podsłuchują rozmowy telefoniczne! Działali prawie tak sprawnie jak Google! Rozkazy i raporty wysyłane przez Amerykanów były w tym samym momencie czytane po jednej i po drugiej stronie frontu. Jeśli kolejna wielka ofensywa miała się udać, należało coś z tym zrobić.

Czoktawów nikt nie rozumie

Rozwiązanie znalazł kpt. E.W. Homer ze 141. Pułku Piechoty, adiutant jednego z wyższych dowódców, który – wracając z kolejnej nerwowej narady – usłyszał jak w okopie rozmawiają dwaj żołnierze: Salomon Lewis i Mitchell Bobb. Homer zdał sobie sprawę, że jego ludzie nie mówią po amerykańsku. Pochodzili oni z indiańskiego plemienia Czoktawów z Oklahomy i posługiwali się swoim językiem narodowym – żargonem czoktawskim, zrozumiałym tylko dla ich współplemieńców i najbliższych terytorialnie sąsiadów. Zasady i słownictwo języka Czoktawów nie zostały do tego czasu spisane, zatem nie było szans, by jakikolwiek biały człowiek zrozumiał, o czym mówią Indianie.

Okazało się, że w pułku Lawrence’a jest jeszcze ośmiu Indian Czoktawów, których natychmiast zdjęto z linii i wcielono do jednostek łączności. Dzięki temu całkowicie zabezpieczono łączność przez nasłuchem nieprzyjaciela. Pierwszy raz język Czoktawów został użyty „bojowo” 26 października 1918 r. Wzięty do niewoli niemiecki oficer potwierdził, że ich rozpoznanie radiowe „rozłożyło się” w ostatnich godzinach, bo niemieccy lingwiści nie mogli nawet zidentyfikować języka, którego słuchali.

Czoktawowie nie byli jedynymi indiańskimi szyfrantami armii amerykańskiej w tym czasie. Chociaż I wojna dobiegała już końca, to nastąpiła właśnie kulminacja walk i wojska Ententy prowadziły głębokie ofensywy, które miały skłonić Niemcy do kapitulacji. Amerykanów wspierała na froncie także grupa Indian z plemienia Czirokezów, którzy odpowiadali za łączność 30 Dywizji Piechoty walczącej m.in. w drugiej bitwie pod Sommą. Jako szyfranci służyli również Indianie z plemienia Ponca, różnych plemion z narodu Sioux (Siuksów-Lakotów), Pawnee (Paunisi), Osage (Osadżowie), Meskwaki oraz Komancze.

Czas szyfrów maszynowych

W okresie międzywojennym zasługi Indian (obecnie zalecane jest stosowanie określenia „Rdzenni Amerykanie, „Pierwsze Narody” lub podobne – przyp. red.) – na froncie były okryte zasłoną tajemnicy, a szyfranci wrócili do rezerwatów, gdzie – w większości wypadków – żyli w skrajnej nędzy. Rząd amerykański nadal prowadził skuteczną politykę antyindiańską, ograniczając powierzchnie rezerwatów, zachęcając Indian do przeprowadzania się do miast i porzucania zwyczajów i tradycji przodków. Indianie byli prześladowani i dyskryminowani na każdym kroku i w każdym miejscu.

fot.courtesy Navajo Code Talker Association Pierwszy oddział Navajo Code Talkers

Nie oznacza to, że wszyscy zapomnieli o ich wojennych zasługach. Pamiętali o nich np. …Niemcy. Wywiad niemiecki zidentyfikował I-wojenną amerykańską metodę szyfrowania, jako pochodzącą z języka indiańskiego. Do USA wysłano grupę niemieckich lingwistów i antropologów, którzy odwiedzali plemiona indiańskie i usiłowali poznać ich kulturę, a przede wszystkim język. Jednak plemion było bardzo dużo, a ich języki znacznie różniły się od siebie. Niemieccy językoznawcy i antropolodzy zapewne poznali kilka języków indiańskich, ale do „opracowania” były setki kolejnych.

Jednocześnie wszystko wskazywało na to, że metody lingwistyczne w kryptologii idą już w odstawkę. W latach 20. zaczęto bowiem stosować metody matematyczne. Kraje najbardziej rozwinięte, które wkrótce miały zetrzeć się z sobą w II wojnie światowej, przechodziły na systemy szyfrowania maszynowego, w których depesze były kodowane przy użyciu skomplikowanych maszyn elektromechanicznych, jak np. niemiecka Enigma, brytyjska Typex, czy amerykańska Hagelin.

Jak wiemy, metodę odczytywania depesz szyfrowanych maszynowo jako pierwszy wynaleźli polscy matematycy: Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, którzy w grudniu 1932 r. złamali zasadę działania niemieckiej Enigmy. Dokonali tego metodami matematycznymi i do 1938 r., z przerwami, odczytywali niemieckie depesze. W 1939 r., w obliczu zbliżającego się nieuchronnie wybuchu wojny, przekazali swoje odkrycia naukowe sojusznikom: wywiadowi francuskiemu i angielskiemu.

Jedynym warunkiem postawionym przez Polaków było utrzymanie faktu złamania Enigmy w absolutnej tajemnicy. Brytyjczykom udawało się to do końca wojny, a nawet dłużej i właśnie z tych względów operację deszyfrażu Enigmy i przekazywania meldunków z tego źródła, obdarzono kryptonimem „Ultra” (od ultra secret – przyp. red.).

Japończycy znają angielski

Amerykańska armia i marynarka także wykorzystywały do szyfrowania depesz maszyny elektromechaniczne podobne do Enigmy (była to np. M-209 – maszyna Hagelina – przyp. red.). Jednak, ponieważ Amerykanie wiedzieli o sukcesach Brytyjczyków w łamaniu Enigmy, M-209 nie była uznawana za całkowicie bezpieczną. Spekulacje Amerykanów potwierdzili Niemcy, którzy po przystąpieniu Ameryki do wojny potrafili łamać depesze szyfrowane za pomocą M-209. Amerykańscy sztabowcy przyjęli, że mogą tego dokonać także Japończycy, szczególnie, że mieli wielu zdolnych kryptologów.

Japonia dysponowała także „armią” gotowych do ciężkiej pracy obywateli, znających doskonale język anglo-amerykański. Wielu Japończyków skorzystało bowiem z międzywojennego okresu pokoju i odprężenia i wyjechało na stypendia na amerykańskie uniwersytety. Np. sam admirał Isoroku Yamamoto, dowódca japońskiej floty, mówił doskonale po angielsku, bo ukończył… studia językowe na Uniwersytecie Harvarda i przez dziewięć lat uczył się i pracował w USA.

Indiańscy szyfranci wpłynęli na losy II wojny światowej

By zabezpieczyć się przed możliwym japońskim włamaniem do systemu amerykańskich szyfrów, sięgnięto po sprawdzone metody. Pomysłodawcą tego rozwiązania był inżynier z Los Angeles – Phillip Johnston, wychowany w… indiańskim rezerwacie. Był synem protestanckiego misjonarza, dorastał wśród Indian Nawaho i mówił w ich języku.

Jednocześnie Johnston był weteranem z I wojny i wiedział o wykorzystaniu języka Czoktawów w tym konflikcie. Kilka tygodni po ataku na Pearl Harbour zgłosił armii swoją propozycję i, po pewnych oporach ze strony twardogłowych sztabowców, został wreszcie wysłuchany.

Na początku 1942 r. armia przeprowadziła testy, w których wzięli udział Nawahowie mówiący biegle po angielsku. Udowodnili oni, że w warunkach bojowych, mogą wysyłać dowolne depesze radiowe w swoim języku i tłumaczyć je na angielski dużo szybciej niż robiły to maszyny. Przekazanie jednej depeszy zajmowało im 20 sekund, podczas gdy szyfrowanie i deszyfrowanie maszynowe trwało aż pół godziny.

Nawahowie idą na front

Ponieważ w sztabach zdawano sobie sprawę, że idea wykorzystania indiańskiego języka w łączności radiowej nie była już ściśle tajna, zbadano znajomość tego języka Nawaho wśród osób spoza plemienia. Okazało się, że mówi nim (na różnym stopniu zaawansowania) zaledwie 28 białych, z których wszyscy przebywali w tym czasie na terytorium USA. Do tego żaden nie był Niemcem ani Japończykiem! Gwarantowało to pełną „szczelność” tej metody szyfrowania.

Ważną kwestią była także liczebność narodu Nawahów, których przetrwało aż 50 tysięcy, a więc plemię dysponowało dużym potencjałem rekrutacyjnym. Szyfranci musieli bowiem nie tylko mówić po angielsku, ale także odznaczać się sprawnością fizyczną i przejść normalne szkolenie wojskowe, jak inni rekruci wyruszający na front. Dodatkowym argumentem przemawiającym za wyborem języka Nawahów było jego skomplikowanie.

Dźwięki w języku Nawahów muszą być odtwarzane z pedantyczną starannością. Wymowa tych, którzy nauczyli się tego języka jako ludzie dorośli będzie dla ucha prawdziwego Nawaho zła i ślamazarna. Rdzenie wielu czasowników w języku Nawahów zmieniają się w zależności od obiektów, których dotyczą. Jeden rdzeń jest używany do opisywania obiektów długich i twardych (ołówek, patyk), inny wobec cienkich i giętkich (wąż, rzemień). Za pomocą jednego słowa, kilku sylab i odpowiedniej intonacji można wyrazić bardzo wiele, czasownik w języku Nawaho jest jak miniaturowy poemat

– pisał antropolog Clyde Kluckholn.

Szyfranci z plemienia Navaho

Pierwszych szyfrantów z plemienia Nawaho było tylko 30, ale gdy się sprawdzili, powołano kolejnych 420. Szkolenie bojowe, a także przeszkolenie w zakresie łączności i szyfrów odbyli w obozie Camp Pendleton w pobliżu San Diego, po czym wyruszyli na wyspy Pacyfiku. Swój chrzest bojowy przeszli w walkach na Guadalcanal, które były krwawą łaźnią dla Amerykanów. Po walkach na tej wyspie przydzielono ich do wielu jednostek walczących na tym froncie i odtąd towarzyszyli oni Marines w desantach i walkach na zajętych przez Japończyków wyspach i atolach m.in.: Bougainville, Tarawie, Tinnian, Saipan, Guam, Pelieu, a wreszcie na Iwo-Jimie i Okinawie.

Krwawa Iwo Jima i… Normandia

By ułatwić komunikację radiową opracowano (przy współudziale Nawaho) system kodowy. Przedmioty czy zjawiska nieistniejące w języku Nawaho zostały nazwane kryptonimami. Odpowiednie słowa określały więc samoloty jako ptaki, np. bombowiec (myszołów), myśliwiec (koliber), samolot torpedowy (jaskółka), samolot obserwacyjny (sowa), samolot transportowy (orzeł). Okręty nazywano jak zwierzęta morskie np. pancernik (wieloryb), okręt podwodny (żelazna ryba), stawiacz min (bóbr), niszczyciel (rekin). Niemcy byli ukryci pod kryptonimem „żelazna czapka”, Japończycy niezbyt odkrywczym „skośne oczy”, bomby określano jako jajka, granaty jako ziemniaki, a czołg – żółw.

Szczególnie duże zasługi indiańscy szyfranci oddali w czasie długotrwałych, zaciętych walk na Iwo-Jimie, gdzie dzięki błyskawicznemu przekazywaniu wiadomości ocalili życie wielu żołnierzy i walnie przyczynili się do zwycięstwa nad Japończykami m.in. precyzyjnie wskazując artylerii okrętowej cele położone na silnie ufortyfikowanej wyspie.

Major Howard Connor z 5 Dywizji Piechoty Morskiej miał do dyspozycji sześcioosobową sekcję szyfrantów Nawaho. W ciągu dwóch pierwszych dni bitwy jego sześciu szyfrantów przekazało ponad 800 depesz, bez żadnego błędu. Connor ocenił potem, że zdobycie Iwo-Jimy bez Nawahów było niemożliwe.

Nawahowie byli największą liczebnie grupą indiańskich szyfrantów działających na frontach II wojny światowej. Na mniejszą skalę wykorzystywano także szyfrantów z innych plemion. 14 Indian z plemienia Komanczów wzięło udział w desancie i walkach w Normandii w szeregach 4. Dywizji Piechoty. Lądowali oni na plaży Utah i natychmiast po zejściu na ląd rozpoczęli transmisję wiadomości. Kilku zostało rannych, ale żaden nie zginął.

Szyfrantami byli też Indianie z plemion Assiniboine (Assiniboini), Seminiole, Creek używający języka Muscogee, a także Mohawkowie (służący w 3. Armii Pattona) i niewielka grupa Indian z nielicznego plemienia Meskwaki, którzy służyli w Afryce Północnej, gdzie Amerykanie mieli duże trudności z zapewnieniem tajności swojej łączności. Swoich szyfrantów mieli też Indianie z plemion Oneida, różnych plemion Lakota-Sioux, Kiowa, Hopi, Ho-Chunk, Komancze, Czirokezi, Tlingit, Pueblo Acoma, a także Apacze z odłamów Tonto i White Mountains. US Army i US Navy wykorzystywały do szyfrowania swojej łączności aż 33 języków różnych plemion indiańskich!

Pomnik upamiętniający indiańskich szyfrantów został odsłonięty w Window Rock w 2007 roku

Kilka lat temu w powszechnym obiegu w Kanadzie pojawiła się informacja, że także kanadyjskich Indian wykorzystywano w czasie II wojny w roli szyfrantów-łącznościowców. Byli to Indianie z plemienia Cree, którzy opracowali kod i zabezpieczali łączność 8. Amerykańskiej Armii Powietrznej stacjonującej w Wielkiej Brytanii.

Dopiero w 1968 r. Stany Zjednoczony odtajniły informacje o służbie indiańskich szyfrantów, a od 1982 r., żyjącym jeszcze „code talkers”, przyznano „Certyfikaty Uznania”. Także w tym roku prezydent Ronald Reagan ustanowił 14 sierpnia „Dniem Nawajskiego Szyfranta”. Z kolei w listopadzie 2017 r. trzech nawajskich szyfrantów zostało przyjętych w Białym Domu przez prezydenta Donalda Trumpa. (Nie obyło się przy tym bez zgrzytu, bo Trump przy tej okazji nazwał „Pocahontas” senator Elizabeth Warren, która twierdziła że ma indiańskie korzenie – przyp. red.)

Również inne kraje wykorzystywały w czasie wojen ludzi mówiących językami nieznanymi powszechnie. Wielka Brytania wykorzystywała do tego Walijczyków, a Egipt – Nubijczyków. W 1967 r., w czasie wojny sześciodniowej izraelscy żołnierze m.in. piloci i czołgiści zaczęli używać „szyfru”, którego nie mogli złamać Arabowie. Tym szyfrem był język polski, ale to już zupełnie inna historia.

Bibliografia:

  1. S. McClain – Navajo weapon. The Nawajo Code Talkers, Rio Nuevo Publishers
  2. D. Kahn – Łamacze kodów. Historia kryptologii, Zysk i S-ka
  3. R. Daily – The Code Talkers: American Indians in World War II. New York: Franklin Watts
  4. S. Singh – Księga szyfrów, Albatros

Czy wiesz, że ...

...podczas powstania warszawskiego dowództwo niemieckie wiedziało o tym, że Polacy używali kanałów, i postanowiło to wykorzystać? Z rozkazu Ericha von dem Bach-Zelewskiego mówiący po polsku Volksdeutsche mieli infiltrować środowisko jako przemytnicy żywności w sieci kanałów.

...Wołyń w oczach decydentów z AK był krainą lojalną i niestanowiącą problemu, o czym wspominał generał Grot-Rowecki jeszcze pod koniec maja 1942 roku? M.in. dlatego Państwo Podziemne nie od razu zareagowało na doniesienia o zbrodniach Ukraińców na Polakach.

...Alfred Rosenberg, jeden z twórców zbrodniczej ideologii III Rzeszy, twierdził, że nie miał pojęcia o tym, co działo się w obozach koncentracyjnych. Gdy miał okazję odwiedzić Dachau, zrezygnował "ze względów estetycznych".

...Elżbieta Zawacka była jedyną kobietą wśród cichociemnych awansowaną na stopień generała brygady? Jako łączniczka podróżowała po Europie, przenosząc meldunki i informacje. Wielokrotnie przekraczała granicę Rzeszy, zawsze szczęśliwie wracając do kraju, czasami w brawurowy sposób.

Komentarze (1)

  1. Dodo Odpowiedz

    czyz by jezyk Polski byl najlepsza ” kabala ” , i to ze ci co rozszyfrowali Enigne to obywatele Polski , i ci co uczyli szyfrowania Japonczykow po I wolnie swiatowej , to tez Polacy ?? … po wizycie jednego z Gen. USA w Warszawie w 1932 r . nagle Amerykanie zlamali szyfry Japonskie ?????…..

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.