Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Bitwa, której… nie było?

Bitwa pod Valmy to jedna z najdziwniejszych bitew w dziejach Europy

Karne szeregi w rytm werbli maszerujące we mgle i deszczu. Nawoływania oficerów i śpiewy żołnierzy. Ziejące ogniem paszcze armat i górujący nad tym wszystkim… wiatrak. Wiejący w jego skrzydła wiatr historii sprawił, że stał się symbolem bitwy, której być może nie było, a która uratowała rewolucję francuską.


Po wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej w 1789 r. początkowy entuzjazm mas ludowych zaczął gasnąć wobec ogromnych kłopotów gospodarczych. Mająca ratować sytuację konfiskata majątków szlacheckich i kościelnych okazała się niewystarczająca i nad rewolucją zawisło widmo głodu. W tej sytuacji władze uciekły się do sprawdzonego zabiegu w takich okolicznościach.

Obca interwencja?

Gdy w kraju źle się dzieje, należy przekierować uwagę opinii publicznej na kwestie polityki zagranicznej. Postanowiono przenieść ogień rewolucji poza granice Francji. Było to łatwe do uzasadnienia, bo ludowa armia francuska nie byłaby przecież agresorem, a wyzwolicielem narodów spod feudalnego jarzma. Oczekując na łatwe zwycięstwo, już liczono zyski z kontrybucji narzuconych podbitym władcom. Nie bez znaczenia był również argument uprzedzenia ataku państw ościennych, które podejrzliwie patrzyły na sytuację we Francji. A do tego swoją cegiełkę dokładali rojalistyczni emigranci, którzy próbowali namówić sąsiadów na interwencję.

Początkowo Austria i Prusy poprzestawały na bacznej obserwacji poczynań rewolucjonistów. Cesarz Leopold nie reagował na listy o pomoc wysyłane przez jego siostrę Marię Antoninę. Dopiero nieudana ucieczka pary królewskiej w czerwcu 1791 r. sprawiła, że 6 lipca wystosował memoriał do władców europejskich. Apelował w nim o podjęcie wspólnych działań zapewniających bezpieczeństwo parze królewskiej oraz obronę monarchii. Pod koniec sierpnia doszło w Pilnitz do spotkania cesarza z królem pruskim Fryderykiem Wilhelmem II. Zadeklarowali tam, że nie chcą się mieszać w wewnętrzne sprawy Paryża, ale wyrazili nadzieję na przywrócenie pełni władzy królewskiej, restytucję przywilejów Kościoła i szlachty oraz zwrot Awinionu papieżowi.

Ludwik XVI

Rozpoczęta jesienią przez Paryż wymiana not z rządem w Wiedniu na temat wojsk emigrantów oraz zamierzeń interwencyjnych cesarza doprowadziła do zaognienia sytuacji. Na dworze wiedeńskim uznano, że szybka i sprawna, jak zakładano, wyprawa wojenna może przynieść same korzyści. Pogląd ten podzielał również król pruski. Kanclerz austriacki Kaunitz wręcz dolewał oliwy do ognia, pouczając w swych depeszach Francuzów, jak mają rozwiązywać problemy wewnętrzne. Na początku lutego 1792 r. powstał z kolei wspólny austriacko-pruski plan kampanii w ramach powstałej koalicji.

Władze rewolucyjnej Francji zdawały się tylko na to czekać. 20 kwietnia 1792 r. nakłoniły króla Ludwika XVI do wypowiedzenia wojny Austrii. Jednak na nic się zdał entuzjazm wojsk francuskich. Rewolucyjny chaos, głód, fiskalne kłopoty, a co za tym idzie – brak żołdu, wywołały masową dezercję doświadczonych żołnierzy i zawodowych oficerów. Na ich miejsce zgłaszały się rzesze ochotników, którzy co prawda z nawiązką uzupełniali przerzedzone szeregi, ale brakowało im dyscypliny i zwykłego ostrzelania. Nowi żołnierze łatwo wpadali w panikę i zamiast z wrogiem walczyli z własnymi oddziałami.

Ku bitwie

Okrutny los spotkał m.in. gen. Dillona, który, niesprawiedliwie oskarżony o zdradę, został zastrzelony i podziurawiony bagnetami, a następnie spalony na placu w Lille. W tej sytuacji nie dziwiły porażki oręża francuskiego na tym etapie wojny. Sami rewolucjoniści pisali, że „Nieprzyjaciel ma przewagę nad nami i tylko coś na kształt cudu może nas uratować”.

A cud był potrzebny na już, bo 25 lipca w obawie przed zbytnim wzmocnieniem Austrii w razie samodzielnego zwycięstwa, do wojny przystąpiły Prusy. Pewny triumfu głównodowodzący wojskami interwencyjnymi Karol Wilhelm Ferdynand, książę Brunszwiku, wobec dotychczasowych porażek Francuzów bagatelizował zagrożenie z ich strony. Do zgromadzonych na uroczystym przeglądzie żołnierzy, widząc ich sprawność w wykonywaniu musztry, miał powiedzieć: „Panowie, po co tyle ambarasu, nie zużywajcie tyle sił, to będzie tylko wojskowy spacerek”.

Karol Wilhelm Ferdynand

Jego słowa zdawały się potwierdzać, gdy 19 sierpnia dowodzący rewolucyjną Armią Północy doświadczony gen. La Fayette przeszedł na stronę interwentów, a pozostałe oddziały nie reagowały, ponieważ straciły dowódców na skutek przeprowadzanych czystek. Na Francję ruszyły trzy korpusy sojusznicze, zajmując po drodze niemal bez wystrzału twierdzę Longwy. Z kolei chcący bronić za wszelką cenę Verdun gen. Beaurepaire wobec paniki mieszkańców popełnił samobójstwo i twierdza upadła.

Mianowany na nowego dowódcę Armii Północy gen. Dumouriez otrzymał rozkaz powstrzymania wroga na linii rzeki Marny. W tym celu morderczym marszem z Niderlandów poprzez bagniste lasy Argonów udało mu się obejść główne siły ks. Brunszwiku i zająć pozycje w okolicach Sainte-Menehould oraz wiatraka w Valmy. Tam już czekali na niego Prusacy, którzy rozciągnęli siły na łagodnym wzniesieniu frontem na wschód.

Co ciekawe, mieli za sobą otwartą drogę na zachód, jednak nie ruszyli na Paryż. Walnej bitwy domagał się bowiem obecny przy sztabie król Fryderyk, który chciał szybko zakończyć wojnę i powrócić do spraw wschodnich – rozbioru Polski. Ponadto obawiano się o powodzenie kampanii, mając armię francuską na tyłach. Do podjęcia walki skłaniał również nie najlepszy stan armii interwentów.

Bitwa, której nie było?

Wrzesień 1792 r. był wyjątkowo deszczowy. Porozmywane drogi były trudno przejezdne dla dział, ale przede wszystkim dla ciężkich wozów z zaopatrzeniem. A było się czym przejmować, bowiem główne magazyny armii pruskiej znajdowały się w odległym o ok. 200 km Trewirze. Prowiant docierał z opóźnieniem, a żołnierze, ratując się przed głodem, jedli niedojrzałe winogrona. Efektem tego był czerwonka i biegunka. W związku z tym wartość bojowa żołnierzy ks. Brunszwiku malała w oczach.

Obie armie w siąpiącym deszczu czekały nocą na to, co przyniesie ranek 20 września. Siły francuskie wzmocnione dwa dni wcześniej korpusem gen. Kellermanna miały co prawda przewagę liczebną nad przeciwnikiem (47 tys./36 tys.), ale nie zdecydowały się na zaatakowanie owianej wojenną sławą armii pruskiej. Gdy się nieco przejaśniło, obie strony rozpoczęły intensywny ostrzał artyleryjski.

Służący w kawalerii pruskiej Johann Wolfgang Goethe wspominał: „kule sypały się na nas wściekle, a my nie mogliśmy pojąć, skąd nadlatują…”. Wreszcie najeżone bagnetami szeregi wiarusów Fryderyka ruszyły do frontalnego ataku. Linie francuskie nie zachwiały się jednak i zmasowanym ogniem działowym powstrzymały parokrotne próby nieprzyjacielskiego uderzenia. Sporo pocisków grzęzło w błocie, nie wybuchając, ale mimo to efekt ostrzału był wystarczający. Książę Karol przerwał atak, chcąc najpierw złamać opór Francuzów własną artylerią. Zniecierpliwiony król pruski, aby dodać ducha swym żołnierzom, wysunął się przed pierwszą linię, wystawiając się na cel francuskim kanonierom.

Niejako w odpowiedzi na ten królewski gest generałowie Dumouriez i Kellermann, pod którym chwilę wcześniej kula armatnia zabiła konia, sami ustawili się przed frontem swych wojsk. Prowadzony przez Prusaków z wielką siłą ostrzał wreszcie okazał się skuteczny, bo około godz. 14.00 udało im się trafić w jaszcze amunicyjne. Ich wybuch zniszczył jedną z baterii, raniąc i zabijając wielu żołnierzy oraz powodując zamieszanie w szeregach francuskich. Wydawało się, że to najlepszy moment do przełamania ich szyków. Jednakże Kellermann nie stracił głowy i przywrócił spokój wśród piechurów. W ciągu dwudziestu minut miejsce zniszczonych armat zajęły nowe, które ze zdwojoną intensywnością podjęły pojedynek ogniowy z bateriami pruskimi.

Czy biegunka przesądziła o losie bitwy?

Około godz. 16.00 kolumny pruskiej piechoty ponownie ruszyły do natarcia. Kiedy już zdawało się, że wreszcie tego dnia sprawna machina pruskiej armii zmiecie śpiewające Marsyliankę i wymachujące czapkami szeregi rewolucjonistów, ks. Brunszwiku nakazał… przerwać atak.

Czyżby krwawa biegunka okazała się na tyle skuteczna, że duch bojowy opuścił szeregi pruskie? Może chodziło jedynie o demonstrację siły? Czy jednak zawiodło rozpoznanie i Prusacy nie wiedzieli, co ich czeka za wzgórzem z wiatrakiem? Jakby nie było, wzajemna kanonada trwała do godz. 17.30, kiedy to zmierzch oraz gwałtowna burza przerwały wymianę ognia.

Do sił pruskich dołączyły co prawda spóźnione oddziały austriackie gen. Clerfayta, ale nie zmieniło to sytuacji na polu bitwy. Spodziewanego być może przez wielu oficerów i żołnierzy drugiego dnia zmagań nie było. Bitwę, o której mówi się, że jej nie było, gdzie nie skrzyżowano bagnetu, a sprawę rozstrzygnęły armaty i hart ducha, zakończyły słowa ks. Brunszwiku – „Tutaj nie będziemy walczyć”.

Bibliografia

  1. Bogdan Borucki, Valmy 1792 – zwycięstwo w imię rewolucji, „Mówią wieki” 2000, nr 12 (492).
  2. Bogdan Borucki, Valmy 1792, Warszawa 1990.
  3. Jan Baszkiewicz, Historia Francji, Wrocław 2008.
  4. Jan Baszkiewicz, Ludwik XVI, Wrocław 1985.
  5. Jan Baszkiewicz, Wolność, równość, własność. Rewolucje burżuazyjne, Warszawa 1981.
  6. Zygmunt Ryniewicz, Bitwy świata, Warszawa 1995.

Czy wiesz, że ...

...pewna amerykańska kucharka była prawdziwie zabójczą kobietą. Choć sama zdrowa jak rydz, była nosicielką tyfusu. Przenosiła się z domu do domu, zatrudniając się jako kucharka. Niedługo po tym, jak poczęstowała swoich pracodawców swoimi pysznymi potrawami, zaczynali umierać ludzie.

...gdy w 1556 roku do Siedmiogrodu wróciła Izabela Jagiellonka, najstarsza córka Zygmunta Starego i Bony Sforzy oraz matka tamtejszego księcia, z okazji jej przyjazdu Izabeli 23-letni Stefan Batory wygłosił w nienagannej łacinie mowę powitalną? Nie mógł jeszcze wiedzieć, że dwie dekady później ożeni się z jej młodsza siostrą, Anną Jagiellonką, i zasiądzie na polskim tronie!

...podczas pobytu w Polsce słynny Giovanni Casanova najwięcej czasu spędzał w bibliotece biskupa kijowskiego? Przebywał tam prawie każdego poranka, przeglądając autentyczne dokumenty dotyczące intryg i tajemnych spisków mających na celu obalenie starego porządku w Polsce, którego biskup był jednym z głównych orędowników.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.