Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Najkrwawszą bitwą I wojny światowej wcale nie było Verdun. Boje toczyły się na… ziemiach polskich!

Niemiecka armia na ziemiach polskich. Zdjęcie poglądowe

Do tej wojny Europa i świat szykowały się od dawna. Szykowały się, chociaż powszechne było poczucie, że jest mało prawdopodobna. Krwawe doświadczenia wieku XIX i początku XX zdawały się wystarczającą nauczką dla kolejnych pokoleń. Uważano, że ludzkość wkroczyła w pokojową erę, gdzie wzajemna gospodarcza i polityczna zależność państw od siebie uniemożliwia jakiekolwiek działania agresywne.

Te płonne, jak się okazało, nadzieje rozwiały się szybko niczym dym z rewolweru Gavrila Principa. Zastrzelenie austriackiego następcy tronu Franciszka Ferdynanda w Sarajewie okazało się iskrą na beczkę prochu, jaką w rzeczywistości była Europa – w ciągu miesiąca kontynent stanął pod bronią.

Początkowo była to barwna wojna. W 1914 roku żołnierze francuscy walczyli w czerwonych spodniach i kepi, jakże łatwych do wypatrzenia przez wroga. Niemcy szli w bój w tradycyjnych, błyszczących pikielhaubach. Nikt nie myślał o maskowaniu, a nad polami bitew rozlegały się patriotyczne pieśni.

fot.domena publiczna/ CC BY-SA 4.0 Alfred von Schlieffen

To była wojna jeszcze duchem XIX-wieczna, ale technologicznie już wkraczała w erę lotnictwa, artylerii dalekiego zasięgu, gazów bojowych czy okrętów podwodnych. W październiku pod Amiens szarża 200 francuskich kawalerzystów została zmieciona ogniem karabinów maszynowych – zmory tej wojny. W listopadzie pod Langemarck wystrzelano ogniem karabinowym kilka tysięcy młodych niemieckich ochotników, tworząc legendę rzezi niewiniątek. Takich krwawych miejsc przybywało szybko i to nie tylko na zachodnim teatrze działań wojennych.

Wojna błyskawiczna?

W pierwszych tygodniach wojny Niemcy co prawda nie przywiązywali większej wagi do walk na froncie wschodnim. Gros niemieckich sił skierowano bowiem w ramach tzw. planu Schlieffena na Zachód w celu jak najszybszego zajęcia Paryża i zmuszenia Francji do kapitulacji. Niemiecka strategia wojny błyskawicznej nie doczekała się jednak realizacji wobec francusko-brytyjskiego oporu i kontruderzenia nad Marną. Jednocześnie z krwawymi walkami u wrót Paryża, na rozpaczliwe wezwania strony francuskiej 4 sierpnia granicę Prus Wschodnich przekroczyła armia rosyjska. Pomimo nieukończonej mobilizacji siły generałów Rennenkampfa i Samsonowa ruszyły na Niemców z dwóch kierunków.

Po początkowych sukcesach strony rosyjskiej w bitwach pod Gołdapią i Gąbinem napędzana bardziej entuzjazmem niż umiejętnościami carska machina wojenna jakby się zacięła. Niemcy, odrzuciwszy pierwotny plan wycofania się na linię Wisły, postanowili stawić zdecydowany opór. Ryzykując osłabienie sił na froncie zachodnim, błyskawicznie przerzucili z Francji dwa korpusy piechoty oraz dywizję kawalerii. Wykorzystując owo wzmocnienie oraz brak skoordynowania działań armii rosyjskich, Niemcy całością sił wystąpili przeciwko jednej z nich. W bitwie pod Tannenbergiem (26–31 sierpnia) armia rosyjska została całkowicie rozbita, a jej dowódca gen. Samsonow popełnił samobójstwo. Tydzień później Niemcy pokonali kolejną osamotnioną armię carską w bitwie nad jeziorami mazurskimi. Jej resztki wycofały się za Niemen, oddając pole nieprzyjacielowi.

Niemieccy żołnierze jadący na front, napis na wagonie głosi: Z Monachium przez Metz na Paryż

Jednocześnie w Galicji Rosjanom udało się pokonać wojska austro-węgierskie, podejść pod Kraków, a następnie wyprzeć siły niemieckie z terenów Królestwa Polskiego. Na fali tych sukcesów oraz na usilne prośby strony francuskiej sztab rosyjski przygotował operację pod nazwą „walec parowy”. Jej celem było uderzenie na Poznań, Berlin oraz Śląsk i Wiedeń. Liczono, że będzie to ostateczna ofensywa na Wschodzie, która pomoże zakończyć wojnę przed Bożym Narodzeniem. Do pierwszego ataku przygotowano ok. 367 tys. żołnierzy oraz ok. 1300 dział.

Front wschodni

Plan miał duże szanse powodzenia, gdyby nie jeden szczegół. Strona niemiecka z przejętych na początku listopada sztabowych depesz, których Rosjanie często nie szyfrowali z braku dostatecznej liczby wyszkolonej kadry, dowiedziała się, którędy ma przejechać rosyjski walec. Niemcy zorientowali się również, że rosyjska ofensywa musi zostać opóźniona z powodu trudności zaopatrzeniowych. To tylko zintensyfikowało działania niemieckiego sztabu, który jednak nie mógł tym razem liczyć na szybkie wzmocnienie posiłkami z Zachodu. W tej sytuacji należało wykorzystać dostępne siły. Rozkazem nowo mianowanego dowódcy frontu wschodniego gen. Hindenburga z okolic Kalisza i Częstochowy przerzucono świeżo utworzoną 9. armię gen. Mackensena na linię Toruń–Inowrocław. W rejonie przewidywanego uderzenia wojsk rosyjskich Niemcy skoncentrowali ok. 250 tys. żołnierzy z ponad 1000 dział. Ich działania miały wspomagać na południowej flance wojska austro-węgierskie w sile 124 tys. ludzi i 480 armat.

Uprzedzając Rosjan, 11 listopada wojska gen. Mackensena rozpoczęły ofensywę, która do historii przeszła pod nazwą „Operacji łódzkiej”. Plan niemieckiego sztabu zakładał wbicie klina między armie rosyjskie, a następnie ich okrążenie. Dzięki zaskoczeniu Niemcy systematycznie spychali Rosjan w kierunku Łodzi. Po krwawych walkach w ręce kajzerowskich żołdaków wpadły kolejno: Włocławek, Kutno oraz Łęczyca. Artyleria niemiecka nie miała pardonu dla Aleksandrowa, Konstantynowa, Zgierza i Pabianic, które obróciła w gruzy.

August von Mackensen

Tempo tego pierwszego na Wschodzie blitzkriegu było imponujące – Niemcy w ciągu 6 dni dotarli na przedpola Łodzi. Na ulicach miasta pojawiły się barykady. Na linię obrony żołnierze rosyjscy (zwłaszcza oficerowie) dojeżdżali tramwajami, które w drodze powrotnej pełniły rolę sanitarek oraz często karawanów. W ostrzeliwanym oraz pełnym rannych (ok. 40 tys.) mieście szybko zaczęło brakować lekarstw i żywności. Żołnierzom przyszło walczyć na terenie szpitala psychiatrycznego, którego pacjenci rozbiegli się po mieście, dopełniając obrazu wojennej grozy. Wkrótce wykrwawionym pułkom rosyjskim zaczęło brakować amunicji, a widmo głodu i zupełnego okrążenia zajrzało im oczy.

Rosjanie jednak nie upadli na duchu, mimo że w niektórych oddziałach brakowało już kadry dowódczej. Nocą z 20 na 21 listopada grupa uderzeniowa gen. Scheffera, której zadaniem było domknięcie pierścienia okrążenia, natknęła się na drodze do Pabianic na… dwa rosyjskie samochody pancerne – po raz pierwszy użyte na froncie wschodnim. Ich zadaniem było osłanianie wycofujących się oddziałów. Nikt jednak się nie spodziewał, jak bardzo pokrzyżują one niemieckie plany. Na niczego niespodziewające się kolumny szturmowe gen. Scheffera spadła lawina ołowiu z karabinów maszynowych zainstalowanych w rosyjskich pojazdach. Dopiero po 10 minutach krwawej jatki Niemcy odpowiedzieli ogniem. Wyeliminowali oni co prawda auta pancerne, które zresztą zostały zniesione na rękach z pola bitwy, ale zmasakrowane pułki nie były już w stanie kontynuować natarcia. Co gorsza, Rosjanie przeszli do kontruderzenia, a z północy nadciągały rosyjskie posiłki. Teraz to oddziały Scheffera (trzy dywizje dowodzone przez gen. Litzmanna) stanęły wobec groźby okrążenia.

Operacja łódzka

Sytuacja Niemców stała się na tyle poważna, że z frontu zachodniego zaczęto ściągać posiłki. 23 listopada w krwawej bitwie w okolicach Brzezin Niemcom udało się jednak przebić do swoich. Na nic zdało się bohaterstwo żołnierzy rosyjskich. Na nic zdały się brawurowe szarże kawalerii, w których odwagą odznaczył się skądinąd znany nam Siemion Budionny. Do wieczora niemiecka artyleria dosłownie rozstrzelała rosyjskie pozycje.

W jednym z pułków przy życiu zostało zaledwie 13 ludzi, a dowódca rozbitej rosyjskiej dywizji gen. Hennings doznał załamania nerwowego i z krzykiem zbiegł z pola bitwy. Z kolei do gen. Litzmanna za manewr wyrwania się z okrążenia przylgnęło miano „Lwa spod Brzezin”. Pokiereszowane jednak bojem oddziały niemieckie nie były w stanie podjąć dalszych działań zaczepnych, a Rosjanie, liżąc rany, ponownie zamknęli się w Łodzi. Obie strony zapadły na swoich pozycjach.

Operacja łódzka okazała się niezwykle krwawa

Wraz z przybyciem niemieckich posiłków z Zachodu gen. Mackensen postanowił jednak wznowić natarcie na rosyjskie pozycje. 30 listopada rozpoczęła się artyleryjska kanonada. Rosjanie byli jednak zbyt wykrwawieni, by podjąć się dalszej obrony. Pod gradem niemieckich pocisków opuścili miasto 5 grudnia, a nazajutrz do Łodzi wkroczyli Niemcy.

Operację łódzką uważa się za nierozstrzygniętą, chociaż każda ze stron to właśnie sobie przypisywała zwycięstwo. Przecież Niemcy koniec końców udaremnili rosyjskie uderzenie na Rzeszę, przy okazji zdobywając Łódź. Ale z kolei Rosjanie nie dopuścili do całkowitego okrążenia swych sił i szybko zorganizowali nową linię obrony 80 km na wchód od miasta. I co bardzo ważne – zmusili Niemców do wstrzymania ofensywy na froncie zachodnim i przejścia tam do wojny pozycyjnej.

Jakby nie było, trwająca 26 dni bitwa łódzka przyniosła walczącym stronom straszliwe straty. Z szeregów rosyjskich ubyło ok. 110 tys., a niemieckich ok. 90 tys. żołnierzy (w dużej części Polaków wcielanych do armii zaborczych). Oznacza to, że w walkach ginęło średnio 7692 żołnierzy każdego dnia (zdecydowanie więcej niż nad Sommą czy pod Verdun) i tym samym walec parowy pod Łodzią można uznać za najkrwawszą bitwę I wojny światowej.

Bibliografia:

  1. Agnieszka Gronczerska, 1914: wielka bitwa na obrzeżach Łodzi, https://dzienniklodzki.pl/1914-wielka-bitwa-na-obrzezach-lodzi-do-dzis-zostaly-po-niej-wojskowe-cmentarze/ar/c1-14635891 [dostęp: 21.07.2020].
  2. Georgij K. Korolkow, Operacja łódzka 1914. Najciekawsza batalia pierwszej wojny światowej, Oświęcim 2014.
  3. Janusz Pajewski, Pierwsza wojna światowa 1914–1918, Warszawa 2006.
  4. Operacja Łódzka. Zapomniany fakt I wojny światowej, red. Jolanta A. Daszyńska, Łódź 2011.
  5. Przemysław Grzymski, Bitwa łódzka 1914, Zabrze 2014.
  6. Wielka wojna o ziemię obiecaną. Operacja Łódzka 1914, http://www.lodz1914.pl/pl,136.html [dostęp: 21.07.2020].
  7. Wielka Wojna 1914-1918, „Polityka”, Wyd. spec. „Pomocnik Historyczny” 2014, nr 3.

Czy wiesz, że ...

...jedyna polska cichociemna generał Elżbieta Zawacka będąc dzieckiem nie umiała powiedzieć ani słowa po polsku? Było to bezpośrednim tego, że mieszkała na ziemiach zaboru pruskiego, gdzie jej rodzinę poddawano germanizacji.

...Zofia Glavani była bohaterką najbardziej spektakularnego awansu społecznego w historii Polski? Od kochanki polskiego posła w Stambule przez ślub z komendantem Józefem Wittem aż po związek z arcybogatym arystokratą i targowiczaninem Stanisławem Szczęsnym Potockim.

...XIX-wieczni mężczyźni powszechnie przyjmowali, że seks to sprawa, która nie dotyczy ich partnerek? Kobietom odmawiano prawa do jakiejkolwiek erotycznej satysfakcji. Święcie wierzono, że bez penisa nie da się osiągnąć orgazmu.

...poeta Percy Shelley przed sądem oskarżył swoją zmarłą żonę o prostytuowanie się? Myślał, że w ten sposób zwiększy swoje szanse na odzyskanie praw do opieki nad dziećmi.

Komentarze (3)

  1. Atanazy pustelnik Odpowiedz

    Wakacje, upał… Ludzie co prawda czytają… Ale…

    Ale nie chce się nikomu komentować… A tutaj skomentować niestety trzeba, bo…
    Leniwe „kanikuły” w XIX wieku by powiedziano, więc mimo, że trzeba…
    Dlaczego?
    A no bo Napoleon już przegrał swoją „bitwę narodów” i był w 1814 właśnie na Elbie.
    A Europa właśnie dochodziła do siebie po wielkiej wojnie. Walczono jeszcze co prawda na peryferiach Europy (Tuluza, Skandynawia) oraz w USA: Brytyjczycy właśnie podpalali amerykańską stolicę, ale… Ale przyszło tornado z ulewą i pożar zgasiło…
    Był to – ta dawna „mega burza”, zwiastun ogromnych perturbacji w pogodzie jako efektu wzmożonej równikowej aktywności wulkanicznej zakończonej latem bez lata w 1816 r….
    Ale…
    Ale wojny pierwszej światowej zwanej na zachodzie Europy Wielką Wojną, to na początku XIX wieku nie było, oj na pewno nie było…!!!
    ………………………………………
    Lecz, mimo to…
    Zaliczenie artykułu powyższego do kategorii XIX wieku to nic takiego specjalnie niezwykłego. No bo przecież mamy sezon ogórkowy – psychologowie mówią: sezon na trywialne błędy, więc nie ma się czego i przyczepić tak naprawdę: kanikuła – dominacja „psiego” gwiazdozbioru „odpowiadającego” za letnie upały przecież trwa w pełni, jak tutaj w taki upał „panie szanowny” wojny do odpowiedniego wieku segregować…

    Ale skoro już zacząłem komentować (i przeczytałem artykuł) Pana Piotra, którego chyba zostanę „fanem” (dobre by nie powiedzieć świetne pióro, temat wyczerpany w obecnie „na czasie” „kompaktowej” wręcz obrazkowej formie, dobrze dobrane źródła…), to mam tylko parę uwag, i do tego, powiedzmy, „obocznych”.

    I. Po pierwsze „technologicznie” wśród nowości tej wojny wyróżnia się zdecydowanie technologia ta okrętowa, a głównie jeden typ okrętów: DREDNOTY. Morska technika wojenna zmieniała się bowiem wówczas niewiarygodnie szybko: doby napoleońskiej drewniany żaglowy liniowiec w niczym nie przypominał stalowego kolosa napędzanego turbinami !
    Jeden z historyków wyliczył, że przy konstruowaniu drednotów uwzględniono AŻ 99% (!!!) najnowszych wynalazków i rozwiązań technicznych!!!
    Jednak wprowadzając ten typ okrętu pancernego „do linii” Wielka Brytania sama sobie de facto „wbiła nóż w plecy” – „skazała się” bowiem praktycznie na udział w każdej wojnie ogólnoeuropejskiej czy też takiej o światowym zasięgu…
    Dlaczego?
    Drednoty niewiarygodnie bowiem górowały nad każdym innym artyleryjskim okrętem wojennym – dosłownie odsyłały do „muzeum” sztuki wojennej okręty wybudowane ledwie kilka lat wcześniej, tzw. predrednoty…
    Stąd nagle „w jednej chwili” dosłownie, w przysłowiowe „diabły” poszła cała angielska doktryna wojenna, czyli „standard dwóch sił”, który przewidywał, że Królewska Marynarka Wojenna powinna utrzymywać liczbę pancerników równą lub większą od dwóch kolejnych pod względem znaczenia i wielkości flot wojennych.
    Dlaczego?
    Wraz z pojawieniem się bowiem nowego typu pancernika, „w jednej chwili” wszystkie floty świata mogły zaczynać wyścig zbrojeń na morzu dosłownie od zera. Do tegoż wyścigu zbrojeń skwapliwie przystąpili więc jako pierwsi (i głównie) Niemcy mający do tej pory flotę bardziej niż słabą, następnie Amerykanie i Japończycy, dalej Austriacy a nawet Węgrzy (!) nie mający przecież dostępu do morza. Jedynie Francuzi „przespali” odpowiedni moment próbując się wykpić „tanim kosztem”, tj. budując hybrydy predrednotów i drednotów.

    II. Wśród publikacji źródłowych do artykułu na pewno warto wyróżnić obszerne książkowe opracowanie profesora Janusza Pajewskiego, Pierwsza wojna światowa 1914–1918. Jest to zbiór ogromnej ilości faktów, relacji, analiz… Ponadto daje ona możliwość snucia „spekulacji” o wysokim stopniu prawdopodobieństwa, co nie tylko ja chyba uwielbiam „czynić”.
    Owszem analizowałem wiele innych opracowań dot. I wojny jednak…
    To dopiero profesor „skłonił mnie” swoimi rozważaniami do przyjęcia za aksjomatyczne stwierdzenie, iż za wybuch Wielkiej Wojny głównie odpowiada Francja…
    Dlaczego?
    No cóż historię „piszą zwycięscy”, a… Owszem Niemcy chciały „skonsumować” swoją mocarstwową pozycję, możliwości swej ekonomii – potęgi przemysłu; zdobyć więcej kolonii, ale to Francuzi dziesiątki lat żyli wręcz „zwierzęcą” chęcią rewanżu za upokarzającą klęskę, a…
    A „drednotowa” okazja czasu niewiarygodnie upalnego lata roku 1914, była przecież „przednia” i mogło się okazać, że i niepowtarzalna.., gdy, gdyż…
    Racjonalność myślenia brytyjskich polityków – „serdecznego” przecież sojusznika Francji, paraliżował skutecznie paroksyzm strachu przed Hochseeflotte – flotą oceaniczną (!) liczącą „znienacka”, tj. po ledwie „paru latach” zbrojeń ogromnym kosztem (drednoty były droższe niż uzbrojenie, wyekwipowanie 10 dywizji piechoty!), 25 pancerników, w większości drednotów i kilka wielkich krążowników liniowych!
    Co prawda jednak flotą drednotów wyraźnie mniejszą od tej w składzie brytyjskiej Grand Fleet, ale… Ale „strach ma wielkie oczy” – zawsze większe niż to miałoby pokrycie w faktach…
    …………………
    Sumując: Tak więc Brytanię mieli więc Francuzi „pod ścianą”, nic tylko (nie)cierpliwie) czekać na wystrzał nieszczęsnego serbskiego idioty, przepraszam oczywiście „patrioty”…

    III. A czy bitwa łódzka była bardziej krwawa od tej pod Verdun?
    Najprawdopodobniej nie. Np. zabitych na pewno musiało być wyraźnie mniej. Uważa się (choćby przeliczając ilość zużytej amunicji artyleryjskiej na liczbę zabitych w innych rejonach umocnionych bitew I wojny światowej), że być może obie strony pod Verdun nawet kilkukrotnie (!) zaniżyły swoje straty w zabitych i zaginionych w wyniku uruchomienia tej „maszynki do mięsa”, jak nazwał ją Falkenhayn (chciał on celowo doprowadzić nie tyle do zdobycia Verdun, co do wyczerpania rezerw ludzkich armii francuskiej – mniejszych niż niemieckiej). Np. śmiertelnie ranni po stronie zarówno francuskiej jak i czasami – zdecydowanie jednak rzadziej – niemieckiej, nie byli uwzględniani jako zabici (szczególnie w końcowej fazie bitwy pomijano np. „odłożone w czasie” ofiary pocisków z fosgenem).

    IV. A co do operacji nad jeziorami mazurskimi – bitwy pod Tannenbergiem, i dalej kompletnej klęski wojsk carskich; to zgadzam się z wieloma historykami, że to był głownie efekt zwykłej zdrady Paula von Rennenkampfa i jego na służbie carskiej niemieckich kolegów, który spowolnił marsz rosyjskich wojsk, gdy zobaczył tysiące swoich „pruskich” rodaków w popłochu uciekających z całym dobytkiem „masakrycznie” zatłoczonymi grogami…

    P.S. Ponoć byli mieszkańcy Prus wschodnich przez pokolenia przechowali aż do dzisiaj w pamięci zbiorowej traumę właśnie tamtych wydarzeń…
    Były one bowiem – w przeciwieństwie do wydarzeń 1944-45 – czymś dla nich tak zaskakującym, niespodziewanym i niezwykłym…

  2. Atanazy pustelnik Odpowiedz

    …oczywiście „drogami”, a nie „grogami”, być miało, ma być…
    Grog… Kanikuła znowu winna czy też ‚freudowski” :) błąd wynikający z morskiej części mego komentarza?

  3. Arkadiusz Semczyszak Odpowiedz

    Och ten upał!
    No i zapomniałem o doskonałych włoskich drednotach budowanych dla nie tylko Królestwa Włoch ale i Rosji (tutaj bardzo powoli – latami!), przy okazji „zarzynających” wręcz „na cacy” carską gospodarkę…

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.