Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Śmierć oswojona – wypadki, wojny, choroby codziennością średniowiecza

Śmierć stanowiła element codzienności średniowiecznej rodziny

Z jednej strony zarazy, głód i wojny, z drugiej – proza życia. Sprawunki, miłości, relacje rodzinne. Jak to wyglądało w średniowieczu? Ne pewno będziesz zaskoczony!

Sir John nie pogodził się pokornie z perspektywą utraty Caister za zawsze. Już wcześniej dwukrotnie tracił ten zamek i dwa razy go odzyskał. Chwilowo ograniczył się do zaproponowania, żeby John III pomówił z księżną Norfolk i ustalił „nastawienie jej samej i świty jej do mnie i ciebie, i czy możliwym jest przejęcie Caister na nowo i za ich dobrą wolą; nadto proszę, abyś się wywiedział, jaki garnizon i zarząd jest w Caister, i wysłał szpiega tam i z powrotem, co mógłby ich sekrety poznać”. Dodał przestrogę dotyczącą panującej atmosfery politycznej:

Wielkie niepokoje na północy [Anglii] panują, jak powiadają; bacz zatem na swe poczynania, a zwłaszcza na mowę swoją, iżby […] nikt nie uznał, iż popierasz kogoś wbrew króla upodobaniu.

Zaraza

Ale list ten sir Johna, napisany z siedziby biskupa Waynflete’a w Winchester do Johna III w Norwich, dotyczył bardziej gwałtownego wybuchu zarazy w Norwich, aniżeli faktu zajęcia Caister przez księcia:

Proszę, abyś mi napisał, czy jacyś z przyjaciół naszych i dobrze nam życzących ludzi pomarli, jako że lękam się, iż pomór wielki w Norwich i innych miastach gminnych w Norfolk [zapanował]. Na miłość Boga, niech matka ma zatroszczy się, iżby moi bracia młodsi w żadnym miejscu nie przebywali, gdzie choroba panuje, albo aby nie zabawiali się z inną młodzieżą, co żyje tam, gdzie zaraza na-stała; a jeśli jacyś martwi albo zarażeni są […] w Norwich, tedy, na Boga, niechaj odeśle [dzieci] do jakichś przyjaciół swoich na wsi, a ty uczyń tak samo. […] Niech matka moja lepiej z domostwem całym na wieś wyjedzie.

Jego związek z Anne Haute, po trzech latach „bycia po słowie”, miał bardzo luźny charakter; mimo że nadal byli sobie „przeznaczeni” – czyli zaręczeni – to widywali się rzadko. „Nieomalże pomówiłem z panią Anną Haute – napisał – lecz tak się nie stało. Jednakowoż w czasie nadchodzącym mam nadzieję ułożyć z nią sprawy tak czy owak; teraz rozmawiać ze mną się zgodziła i liczy, iż rad jej będę, jak powiada”. W tym samym czasie John III zalecał się do lady Elizabeth Bourchier, wdowy po sir Humphreyu Bourchier zabitym pod Barnet, a sir John dopytywał się o postępy, jakie jego brat czynił na tym polu. „Uczynić coś zdołałeś, ale nie wiem jak; znać mi daj, czy sprawy ku dobremu idą, czy gorszemu”.

Artykuł jest fragmentem książki Życie średniowiecznej rodziny, która właśnie ukazała się na rynku

W którymś momencie w lecie 1471 roku sir Johnowi udało się „wydębić” od matki sto marek, ona z kolei pożyczyła tę kwotę od swojej kuzynki Elizabeth Clere. Nim nastał listopad, Elizabeth prosiła o pieniądze, rozpaczliwie potrzebne jednemu z jej przyjaciół. Margaret wolała napisać do Johna III, przebywającego akurat chwilowo w stolicy, aniżeli zwrócić się z tym wprost do jego brata:

Co mam czynić, nie wiem, jako że zaprawdę nic nie mam ani zdobyć nie mogę, choćbym do lochu poszła; rozmów się zatem z bratem swym i znać mi daj, jak prędko je [pieniądze] zdobędzie. W przeciwnym razie muszę sprzedać całe drewno swoje, a przez to straci więcej niż sto marek, kiedy zemrę; [bo] gdybym sprzedała je teraz, każdy da mi o sto marek mniej, niźli jest warte, gdyż o tej porze wiele drewna się sprzedaje w Norfolku.

Śmierć oswojona

Pochodzący z 1562 roku obraz Pietera Bruegla starszego „Triumf śmierci” pokazuje, jak często ludzie średniowiecza i wczesnej nowożytności stykali się z ostatecznym – wypadki, wojny, choroby, kary oraz zarazy poniekąd wpisywały się w codzienność. Echa tych sytuacji pobrzmiewają też w listach Pastonów.

Znów zamartwiała się tym, że ludzie zaczęli plotkować o jej tarapatach finansowych; a to, że o jej problemach z brakiem pieniędzy powszechnie wiedziano, było „dla serca mego niczym grot włóczni”, zwłaszcza wobec zobojętnienia sir Johna na kłopoty matki i jego rozrzutne gospodarowanie „pieniądzem wszelkim, jakie dostał”.

W Norwich nadal szalała epidemia.

Kuzyn twój [John] Berney z Witchingham odszedł do Boga. […] Żona Veyly’a i żona Lodona i Picard, piekarz z Tombland [starego targowiska w Norwich] pomarli takoż; wszyscy domownicy i cała parafia nasza tako się mają, jak [wtedy, gdy] wyjeżdżałeś, Bogu dzięki; żyjemy w strachu, ale nie wiemy, czyliż uciekając, bezpieczniejsi będziemy aniżeli tutaj.

Nie zważając na zarazę, na końcu listu zamieściła tradycyjną listę sprawunków do załatwienia i wysłała pieniądze, mimo deklarowanego ich braku, na zakup cukru i daktyli, zapytując również o ceny pieprzu, goździków, macisu (muszkatołowca), imbiru i cynamonu oraz migdałów, ryżu, szafranu i rodzynek z Coruny, które mogły być tańsze w Londynie niż w Norwich. Mniej więcej w tym samym czasie trzeci syn Margaret, Edmund, napisał do Johna III list dotyczący głównie zakupów w Londynie. Edmund chciał stamtąd:

trzy jardy purpurowego kamlotu [delikatnej wełny] po 4 s. [szylingi] za jard; czepek ciemnopurpurowy, za cenę 2 s. i 4 d. [pensów]; belę żółtego kersey [zgrzebnej tkaniny wełnianej] – jak sądzę, kosztowała będzie 2 s.; gorset z błękitno-szarej materii, cena 6 d.; trzy tuziny koronek czerwonych i żółtych, za cenę 6 d.; trzy pary chodaków [codziennych butów]. […] Niech niewysokie będą; długie na tyle i szerokie, by piętę okryć.

Przekazał pozdrowienia od Margaret i jej błogosławieństwo oraz życzenie, żeby John „nabył dla niej antałek [beczułkę] małmazji. […] A jeśli wyślesz go do domu, prosi ona [Margaret], iżby w płótno owinąć, aby woźnice go nie napoczęli, ponieważ – jak powiada – zdarzało się tak przedtem.”

Życie rodzinne w średniowieczu znacząco różniło się od naszego

Edmund, który nieco wcześniej ukończył studia prawnicze w Staple Inn, jednej z Inns of Chancery [Hospidia Cancellarie], szukał zatrudnienia i poprosił Johna, by ów znalazł mu „jakąś służbę zyskowną. […] Służbę chciałbym całkiem łatwą, póki z długów nie wyjdę”. Jak można było się spodziewać, sir John nie zwrócił Elizabeth Clere stu marek, a Margaret użalała się z tego powodu w liście do Johna III:

Pomnę, co przedtem mieliśmy i jak lekko to wydane zostało, z zyskiem nieznacznym dla wszystkich nas, a teraz tako nam się dzieje, iż wspomagać się wzajemnie nie możemy, bez ujmy szczególnej dla nas – albo drewno wyprzedając, albo ziemię, albo rzeczy takowe, co potrzebne są koniecznie w domach naszych. […] Zamartwiam się, gdy o tym dumam […]. [Sir John] pisze mi, iż wydał funtów czterdzieści w tym okresie. Suma to wielka, a sądzić mi wolno, że wiele z tego zaoszczędzić by się dało. Ojciec twój, niech Bóg duszę jego pobłogosławi, sprawami wielkimi się trudnił, tak jak uważam [że sir John] czyni to w czasie obecnym, a i po-łowy [tylu] pieniędzy nie wydał na nie w czasie tak krótkim, i zaiste uczynił słusznie.

Pamięć o zapobiegliwym mężu skłoniła Margaret do wspomnienia o jeszcze jednej sprawie, której jej najstarszy syn nie dopatrzył: pięć lat po śmierci Johna I jego miejsce pochówku w klasztorze Bromholm nadal nie miało nagrobka. „Wstyd to i rzecz, o jakiej mówi się dużo w tej krainie”. W istocie sir John dwa miesiące wcześniej poprosił swego brata o dokładne wymiary miejsca na nagrobek w Bromholm, ale działał w tej sprawie opieszale. „Myślę o brata twego podejściu – pisała dalej Margaret – iż pisać do mnie nie skory, a zatem i ja nie obarczę go listem ode mnie”. A jeśli chodziło o wspomniany antałek wina

posłałabym ci pieniądze na niego, lecz nie poważę się wy-stawiać ich na rabunek, gdyż złodziei tu wielu w okolicy. Człeka pewnego od Johna Lovedaya z koszuli obdarto, gdy do domu wracał. Mniemam, że jeśli uprosisz Townshenda albo Playtera, albo jakiegoś innego krajana naszego dobrego, aby użyczył ci ich dla mnie, gdy do domów powrócą, uczy-nią to dla mnie, a ja im zapłacę.

Na koniec poinformowała, że jej dawny sojusznik i agent Ja-mes Gresham „zachorzał i wciąż chory”. Słyszała, że sir Johnowi doradzano wytoczenie mu sprawy sądowej. „Na litość boską, niechaj nieprzychylności nie zazna, gdyż to rychło kres by jego życiu położyło. Pomnij, jakiż dobry był on i serdeczny dla nas w sił swych pełni. […] Pamiętaj o tym, gdyż inaczej nieprzyjaciele nasi radować się będą”.

Krytyczne słowa matki nie zrobiły zauważalnego wrażenia na sir Johnie, który na początku 1472 roku napisał do niej beztrosko, że nadeszło jego ułaskawienie, a święta Bożego Narodzenia spędził miło na wizytach u swej ciotki Elizabeth (Paston-Poynings), w tym czasie poślubionej sir George’owi Browne’owi, oraz u arcybiskupa Yorku. U tego ostatniego powitano go „radośnie bardzo i tak ciepło, jak tylko życzyć bym sobie mógł; a jeślibym pewność miał, iż Caister znowu nasze, tedy przybyłbym do domu [jeszcze] dziś”. Troskała go kwestia jego osobistego dobytku w Caister, więc ponaglił Johna III, który wrócił do domu na Boże Narodzenie: „Uczyń, co w mocy twej, abym odzyskał rzeczy swoje, księgi me i szaty odświętne jako i pościel”, nawet jeśliby, co John III uznał za konieczne, należało zapłacić lady Brandon, żonie sir Williama Brandona. Przekazał też nowiny: król „wydał ucztę wspaniałą na Narodzenie Pańskie”.

Wdowy

W Norwich John III usiłował bez powodzenia „pokój zawrzeć z panem mym z Norfolk albo panią moją, lecz każdy powiada mi, iż pani ma dobrze o mnie mówi pomimo wszystko”. Proces sądowy dwóch wdów poległych podczas oblężenia Caister nadal wisiał w powietrzu; poprzedniej jesieni sir John zasugerował, żeby jego brat sprawdził, czy „za mąż wyszły od pory owej, czy też nie, gdyż zdaje mi się, że ladacznice te już [ponownie] zaślubione; jeśli to tak, tedy ich apelację unieważnią”.

Artykuł jest fragmentem książki Życie średniowiecznej rodziny, która właśnie ukazała się na rynku

Prywatne śledztwo, przeprowadzone przez Johna w tej sprawie, przynajmniej częściowo potwierdziło słuszność obranej taktyki. Pewien sługa, który przezornie podpisał się tylko inicjałami „R.L.”, donosił, że rozmawiał z „kobietą, co żoną była folusznika z South Walsham, a teraz poślubiła niejakiego Toma Stewarda, w parafii Świętego Idziego w Norwich zamieszkującego, a rzekła mi kobieta owa, iż wcale apelacji nie wniosła, jeno podstępnie sprowadzono ją do New Inn w Norwich, a tamże był pan Southwell [człowiek księcia] i nakłaniał ją, iżby za wdowę pana owego się przedstawiła” – innymi słowy: żeby skierowała sprawę do sądu. Jednak „wyznała, iż nic już więcej czynić nie będzie w tej kwestii i dlatego [nowego] męża sobie wzięła”. Druga z wdów przyjęła pieniądze, by wszcząć rozprawę w sądzie, ale ostatecznie całą tę sprawę umorzono.

Artykuł jest fragmentem książki Życie średniowiecznej rodziny, która właśnie ukazała się na rynku.

Czy wiesz, że ...

...wikingowie wcale nie byli rosłymi, niebieskookimi blondynami – a przynajmniej nie wszyscy. Mit o ich ponadprzeciętnym wzroście narodził się w 1880 roku, kiedy znaleziono grób nordyckiego wojownika mierzącego 181 cm. Dopiero później okazało się, że mężczyzna cierpiał na gigantyzm.

...Jan Długosz uważał, że dawni Polacy musieli wierzyć w… to samo, co starożytni Grecy czy Rzymianie? Opisując panteon słowiańskich  bóstw uznał, że nasi przodkowie jedynie nadali bogom inne, rodzime imiona.

Komentarze (4)

  1. Iwona Odpowiedz

    Tytuł artykułu intrygujący, ale samego artykułu nie da się, niestety, czytać. Zlepek chaotycznie dobranych fragmentów, pociętych i sklejonych na chybił-trafił. Są trzy możliwości: albo książka fatalnie napisana, albo tłumacz kiepski, albo autor artykułu miał mało czasu… Tak czy inaczej, zrezygnowałam z czytania po pierwszym akapicie, czytanie ma być przyjemnością, nie męczarnią. Szkoda, bo temat bardzo ciekawy.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.