Ciekawostki Historyczne
Druga wojna światowa

Latająca pięść Hitlera

W czasie II wojny światowej niemieccy inżynierowie dokonywali cudów, by zrównoważyć przewagę technologiczną, a przede wszystkim ilościową, którą od 1943 r. uzyskali alianci. Do zwalczania radzieckich czołgów żołnierze Wehrmachtu i SS dostali pancerfausty – skuteczne granatniki przeciwpancerne. Doniesienia o setkach czołgów zniszczonych pancerfaustami zainspirowały Hitlera, który zażądał stworzenia podobnej broni do zwalczania samolotów. I taka broń powstała! Nosiła nazwę „fliegerfaust”. Słyszeliście o czymś takim?

Każdy interesujący się historią drugiej wojny światowej słyszał o pancerfauście – niemieckim granatniku przeciwpancernym. Była to odpowiedź niemieckiego przemysłu zbrojeniowego na prośby żołnierzy walczących na froncie wschodnim. Domagali się oni dostarczenia broni, która pozwoli im zatrzymać radzieckie czołgi. Jeżeli na danym odcinku frontu było chociaż kilka Tygrysów lub Panter, działa przeciwpancerne, czy przeciwlotnicze „acht koma acht”, Niemcy potrafili utrzymać pozycję tygodniami, a nawet miesiącami. Trudniej było zatrzymać „Iwana” tam, gdzie nie było broni przeciwpancernej. A ze względu na wielką długość frontu, takich miejsc było bardzo dużo.

Pancerfaust trafia na front

Inżynierowie III Rzeszy opracowali więc w błyskawicznym tempie prostą broń przeciwpancerną – pancerfausta. Pierwsze egzemplarze trafiły na front już w 1943 roku. Była to, ważąca około 5 kg, broń obsługiwana przez pojedynczego żołnierza. Składała się z metalowej rury zawierającej ładunek miotający i głowicy kumulacyjnej, stabilizowanej skrzydełkami rozwijającymi się po wystrzeleniu. Zasada działania pancerfausta była bardzo prosta: ładunek prochowy wystrzeliwał głowicę kumulacyjną, która leciała w stronę czołgu. Jeżeli trafiła, przebijała pancerz i zabijała załogę wewnątrz. Rurę z wystrzelonego pancerfausta żołnierz porzucał na polu bitwy.

Żołnierz z Panzerfaustem, Ukraina, grudzień 1943.fot.domena publiczna

Żołnierz z Panzerfaustem, Ukraina, grudzień 1943.

Do końca wojny opracowano kilka typów pancerfaustów o oznaczeniach: „Klein”, „Gross”, „60”, „100”, „150” i „250”, gdzie liczby oznaczały zasięg skuteczny broni podany w metrach. Późno wojenne pancerfausty 250 m były pierwowzorami używanych w wielu armiach RPG (ręcznych granatników przeciwpancernych). RPG używane np. w Wojsku Polskim w latach 80 i 90 wyglądały i działały dokładnie tak, jak pancerfaust 250.

Porzucanie stalowych wyrzutni pancerfaustów nie było mile widziane, ze względu na kurczące się zasoby surowców. Poszukiwano więc innych rozwiązań. Żołnierzom zalecano np. zbieranie stalowych rur po bitwie, co zwykle jednak nie było to możliwe. W 1943 r. opracowano też, działającą na nieco innej zasadzie, rakietową wyrzutnię przeciwpancerną Raketenpanzerbüchse 43, której później nadano propagandową nazwę „panzerschreck” – postrach czołgów.

Panzerschreck sieje grozę

Ta broń, wykorzystująca rozwiązania zaczerpnięte ze zdobycznej amerykańskiej „Bazooki”, była wielorazowego użytku. Ładowniczy wkładał do wyrzutni pocisk rakietowy kaliber 88 mm, uzbrajał go, a celowniczy naciskając spust, wystrzeliwał w kierunku radzieckiego, amerykańskiego czy brytyjskiego czołgu. Dwaj żołnierze obsługujący „Panzerschrecka” nosili ze sobą 10 pocisków, mieli więc większe szanse na zniszczenie nieprzyjacielskiego wozu pancernego. „Panzerschrecki”, tak jak panzerfausty, zbierały krwawe żniwo na wszystkich frontach, a żołnierze bardzo je chwalili.

Hitler był zachwycony doniesieniami o możliwościach pancerfaustów i panzerschrecków. Żądał zwiększenia produkcji i wyposażenia jednostek frontowych w wielkie ilości tej broni. O ogromnej skali produkcji świadczy fakt, że w czasie walk o Poznań w 1945 roku Rosjanie przechwycili pociąg, w którym było ponad 25 tysięcy panzerfaustów! Łączną produkcję tej broni do końca wojny szacuje się na 6,7 milionów sztuk.

Aliantom udało się zdobyć tysiące pancerfaustów i panzerschrecków. Zostały one poddane wnikliwym badaniom technicznym, a najciekawsze rozwiązania techniczne skopiowano i wykorzystano w różnych typach broni. O uniwersalności panzerfausta świadczy fakt, że przez kilka lat po wojnie w Ludowym Wojsku Polskim było „na stanie” około 5 tysięcy zdobycznych pancerfaustów. Polscy inżynierowie wojskowi stworzyli też granatnik przeciwpancerny oparty na rozwiązaniach zaczerpniętych z pancerfausta.

Latająca pięść Hitlera

Podobnego sukcesu oczekiwano w przypadku „latającego pancerfausta”, zaprojektowanego i wyprodukowanego pod koniec wojny, jako broń „ostatniej szansy”. Pomysłodawcą był podobno sam Adolf Hitler, który zainspirowany doniesieniami o skuteczności panzerfaustów, zaczął domagać się stworzenia, działającej na podobnej zasadzie, broni przeciwlotniczej. Chciał dać swoim żołnierzom broń, która pozwoli im zestrzeliwać atakujące ich z niskiej wysokości radzieckie „Szturmowiki” i amerykańskie Thunderbolty.

W tym okresie wojny – rok 1944 – alianci osiągnęli już absolutną przewagę w powietrzu. Jeśli pozwalała na to pogoda, amerykańskie i brytyjskie samoloty atakowały z niskiego pułapu niemieckie umocnienia polowe, kolumny pancerne i pociągi z transportami wojskowymi. Podobnie działo się na froncie wschodnim, gdzie postrach wśród Niemców budziły radzieckie „latające czołgi” typu Ił-2 i Ił-2m3. Pomysł na stworzenie przeciwlotniczego pancerfausta był oczywisty, więc przystąpiono do urzeczywistniania pomysłu Hitlera.

Fliegerfaustfot.domena publiczna

Fliegerfaust

Mimo trwających bombardowań ośrodków przemysłowych i spowolnieniu produkcji w całej Rzeszy, na początku 1945 roku inżynierom Hugo Schneider AG udało się opracować oczekiwaną broń o nazwie „Luftfaust A”. Prace projektowe i wdrożeniowe trwały zaledwie miesiąc! „Luftfaust A” składał się z zespołu czterech wyrzutni rurowych, podobnych do tych wykorzystywanych w panzerfauście. Rury były położone jedna nad drugą, dlatego broń przypominała kaloryfer. Z wyrzutni odpalano cztery zmodyfikowane (przerobione na rakiety) pociski kaliber 20 mm. Odpalanie odbywało się z ramienia, a do naprowadzania pocisków na cel służyły proste urządzenia celownicze.
Ta prototypowa broń strzelająca rakietami typu ziemia-powietrze była jednak dość niecelna i nieporęczna (kto by chciał strzelać z kaloryfera?), szybko opracowano więc wersję rozwojową „Luftfaust B”. Ten wynalazek składał się z dziewięciu rur-wyrzutni długości 130 cm. Osiem rur było położonych pierścieniowo wokół centralnej, dziewiątej. Pociski, a dokładniej rakiety kaliber 20 mm, były odpalane naprzemiennie najpierw z czterech, później z pozostałych pięciu luf, by zrównoważyć działanie gazów prochowych i zachować skupienie w celu. Zasięg skuteczny broni szacowano na 500 metrów, a maksymalny na 1000 metrów. Była to więc broń przeznaczona wyłącznie do zwalczania nisko lecących celów, a właśnie takie najbardziej doskwierały tkwiącym w okopach i bunkrach niemieckim piechociarzom i grenadierom. Po pierwszych testach złożono gigantyczne zamówienie na 10 tys. wyrzutni i 4 miliony rakiet. Nie udało się go zrealizować, bo na szczęście wojna dobiegła końca. Prawdopodobnie wykonano kilkadziesiąt (100?) Luftfaustów typu B, z czego 80 sztuk trafiło w kwietniu 1945 r. do Berlina.

Żołnierze mieli używać tej broni do zestrzeliwania, a przede wszystkim odstraszania, operujących na niskim pułapie alianckim myśliwców i samolotów szturmowych. Po odpaleniu dziewięciu rakiet, operator mógł dość szybko przygotować broń do kolejnej salwy. By przyśpieszyć przeładowanie broni, celowniczy nosił w zasobniku przewieszonym przez ramię dziewięć zapasowych rakiet mieszczących się w specjalnym magazynku, łatwym do zamontowania. Kolejne zasobniki przenosił ładowniczy. Zaprojektowano też skrzynie do transportu broni zawierające wyrzutnię i do ośmiu zasobników. Wyrzutnia ta na początku 1945 roku otrzymała nazwę „Flegerfaust” (latająca pięść) i w ostatnich tygodniach wojny trafiła na front. Nieznane są doniesienia o skuteczności fliegerfaustów, chociaż prawdopodobnie użyto ich bojowo. Na jednym ze zdjęć zrobionych po bitwie o Berlin można dostrzec trzy egzemplarze tej broni. Fotografia, o której mowa przedstawia pobojowisko i gruzowisko przed Hotelem Adlon na ulicy Unter den Linden.

Fliegerfaust Bfot.domena publiczna

Fliegerfaust-B

Alianci dopiero po kapitulacji Niemiec zidentyfikowali i przejęli fliegerfausty. Niestety nie wiadomo gdzie i kto poddawał je badaniom technicznym i jakie były oceny. Nieliczne „latające pięści Hitlera” przetrwały do dziś. Jeden zdekompletowany egzemplarz „Fliegerfausta” znajduje się w zbiorach Centralnego Muzeum Sił Zbrojnych w Moskwie. Drugi jest podobno w rękach prywatnego kolekcjonera w USA. Muzeum w Dreźnie posiada odnalezione w ostatnich latach dwa destrukty tej broni, inne muzea prezentują jej kopie. Kopie fliegerfaustów mają także na wyposażeniu grupy rekonstrukcyjne zajmujące się odtwarzaniem jednostek niemieckich z końcowego okresu wojny.

Rosjanie wykorzystali pomysł inżynierów Hugo Schneidera i opracowali w latach 60 wyrzutnię rakietową „Kolos”, działającą na podobnych zasadach, co Fliegerfaust. Radziecki „Kolos” miał siedem wyrzutni rurowych kalibru 30 mm. Ponieważ odznaczały się niską skutecznością i nadawały przede wszystkim do zestrzeliwania nisko lecących celów, pewna partia „Kolosów” miała być przekazana Vietkongowi i użyta do zwalczania amerykańskich śmigłowców. Ostatecznie do tego nie doszło, bo w owym czasie pojawiły się już nowocześniejsze rakiety przeciwlotnicze, naprowadzane termicznie m.in. typu Strieła.

Idea „Fligerfausta”, czyli broni przeciwlotniczej obsługiwanej przez pojedynczego żołnierza, przetrwała. Niemiecka Bundeswehra tak właśnie nazwała swój przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy, który jest używany do dziś.

Bibliografia:

  1. Ian Hogg „Niemiecka tajna broń drugiej wojny światowej”, Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  2. Leszek Rościszewski „Niemieckie pancerzownice Panzerschreck i Panzerfaust”, Fenix Editions
    Technika Wojskowa Historia Nr Spec. 3/2017, 4/2017
    Poligon 1/2015
  3. Firing the Fliegerfaust, a portable air defense weapon: when enemy aircrafts attack at sea: https://www.youtube.com/watch?v=SIV1sS1UyC8

KOMENTARZE (4)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kTn

Latająca pięść Hitlera vs. fruwające pośladki Stalina… To dopiero byłby clickbaitowy tytuł!

podpis

Nie kolos ale Kołos , czyli kłos.

ZQW

Jeżeli o chodzi o pancerfausty, to Rosjanie w 1945 znaleźli na nie sposób. Na czołgach sznurami przytwierdzali zwykłe materace sprężynowe, wyjęte pewnie z opuszczonych niemieckich domów. Pociski pancerfaustów odbijały się od tych materacy nie czyniąc czołgom żadnej szkody.

    Anonim

    Albo montowali ramy od łóżek.

Zobacz również

Dwudziestolecie międzywojenne

Sowieckie psy przeciwko niemieckim czołgom

Zatrzymanie niemieckich rajdów pancernych, prowadzonych w 1941 i 1942 r. głęboko na terytorium ZSRR, było dla Armii Czerwonej sprawą najważniejszą. Sowieci nie nadążali ze stawianiem...

3 lutego 2020 | Autorzy: Paweł Szymański

Druga wojna światowa

Bitwa o Ardeny. Guderian był na...

Dlaczego bitwa o Ardeny ciągle jeszcze rozpala emocje na Zachodzie? Czy dlatego, że mogła odmienić losy wojny? A może dlatego, że 20 tysięcy Amerykanów dostało...

16 grudnia 2019 | Autorzy: Paweł Szymański

Druga wojna światowa

Amerika III Rzeszy – kwatera główna...

Dzisiaj najsłynniejszą ruchomą kwaterą głowy państwa jest Air Force One. Ten potężny samolot mieści w sobie m.in. gabinet prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, centrum dowodzenia kryzysowego,...

11 grudnia 2019 | Autorzy: Anna Baron-Jaworska

Druga wojna światowa

Monstrualne bunkry III Rzeszy – niezniszczalne...

Osiem ogromnych, betonowych bunkrów tzw. Flakturme zbudowano w czasie wojny w najważniejszych miastach III Rzeszy: Berlinie, Hamburgu i Wiedniu. Na szczycie budowli zamontowano najcięższe działa...

8 grudnia 2019 | Autorzy: Paweł Szymański

Dwudziestolecie międzywojenne

Achtung – Panzer!

Heinz Guderian uważał, iż Niemcy mogą sobie pozwolić jedynie na krótką wojnę, szybko bowiem zostaną wyczerpane skromne zapasy surowców strategicznych. Dlatego opracował koncepcję wojsk pancernych,...

29 listopada 2019 | Autorzy: Paul Roland

Dwudziestolecie międzywojenne

Tur na miarę hitlerowskich możliwości

Ta pragermańska puszcza miała kryć w sobie kopytnego uciekiniera i choć to parafraza cytatu z nieśmiertelnej komedii Stanisława Barei, rzecz wcale nie jest do śmiechu....

25 listopada 2019 | Autorzy: Marcin Moneta

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.