Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Czy Polska naprawdę była krajem bez stosów?

Czy w Polsce naprawdę nie płonęły stosy? Na ilustracji spalenie kobiet oskarżonych o czary w szwajcarskim Baden.

fot.domena publiczna Czy w Polsce naprawdę nie płonęły stosy? Na ilustracji spalenie kobiet oskarżonych o czary w szwajcarskim Baden.

Nowożytna (i nowoczesna) Rzeczpospolita – kraina mlekiem, miodem i tolerancją płynąca. Taki obraz XVI- i XVII-wiecznej Polski, wolnej od prześladowań religijnych, zbrodni inkwizycji i procesów o czary, lansuje się do dziś. Ale czy rzeczywiście nad Wisłą nigdy nie płonęły stosy?

W XV wieku, gdy na zachodzie Europy zaczęto masowo rozpalać ogień pod stopami osób podejrzewanych o czary i konszachty z diabłem, w Rzeczpospolitej o podobnych zabobonach mało kto jeszcze słyszał. A nawet jeżeli, to do domniemanych wiedźm podchodzono raczej z pobłażaniem. Stąd też właściwie brak ofiar bestialskich egzekucji na stosie. Taki stan rzeczy nie trwał jednak wiecznie.

Polski historyk zajmujący się dziejami procesów o czary w dawnej Polsce, Bohdan Baranowski, podkreślał, że „na przełomie XVI i XVII wieku pojawił się w Polsce nowy rodzaj procesu o czary, ściśle według niemieckich wzorów. Procesy związane z osobą diabła odbywały się już nie przed sądami kościelnymi, lecz świeckimi, najczęściej miejskimi”. To właśnie wtedy zaczęto zasądzać za uprawianie magii najwyższy wymiar kary.

Według badacza, od XVI do XVIII wieku na terenie obecnego państwa polskiego ofiar polowań na czarownice było nawet 20–40 tysięcy. Współcześnie wyliczenia te uznaje się za zdecydowanie przesadzone, co jednak nie jest równoznaczne z twierdzeniem, jakoby w naszym kraju stosów w ogóle nie było. A zatem ile istnień pochłonęła wiara w zabobony?

Wiedźma przed sądem

Najprawdopodobniej pierwszym przypadkiem wydania wyroku śmierci na domniemaną czarownicę była sprawa pewnej kobiety z Chwaliszewa koło Poznania. W 1511 roku zapłaciła ona głową za zniszczenie za pomocą magii kilku browarów i narażenie ich właścicieli na duże szkody materialne. Z czasem podobne procesy zaczęły się mnożyć.

"Czarownica" z Chwaliszewa koło Poznania trafiła w 1511 roku na stos za rzekome zniszczenie kilku browarów za pomocą uroków.

fot.domena publiczna „Czarownica” z Chwaliszewa koło Poznania trafiła w 1511 roku na stos za rzekome zniszczenie kilku browarów za pomocą uroków.

Co groziło skazanej bądź skazanemu (bo wśród podejrzanych zdarzali się również mężczyźni)? Przebieg „typowej” egzekucji w sugestywny sposób opisuje w swojej najnowszej powieści historycznej „Czas pomsty” Maciej Liziniewicz:

Schwyciwszy czarownicę, tłum zaczął ją wywlekać ze świątyni. Nie szczędzili wierni chrześcijanie razów. Ludzie zbici u wejścia deptali się wzajem, byle prędzej na rynek się dostać. A między nimi ciągnięto już skrwawioną Rytę. Dziesiątki rąk szarpały jej ubranie. Każdy chciał choć jeden cios zadać przeklętej (…).

Nagość jeszcze bardziej rozjuszyła motłoch. Podnieciła mężczyzn i zasiała nienawiść w zazdrosnych kobietach. «Śmierć! Śmierć! Spalić kurwę!» – niosło się przez plac (…). Szarpnęli oprawcy nieszczęsną kobietę w dół, przez skarpę (…). Nad San ją powlekli i spalili.

Czy wiesz, że ...

...XVIII-wieczna polska szkoła uczyła młodzież wszystkich negatywnych zachowań szlacheckich, jakie stały się wtedy przekleństwem Rzeczypospolitej? Wychodzili z niej obywatele przekonani o wyjątkowości swojego stanu i przywiązani do zepsutego ustroju państwa. Nie brakowało też fanatyków religijnych.

...słynny Casanova w pewnym momencie życia chciał się ustatkować? Poważnie myślał o ślubie z tajemniczą Henriettą, która nie chciała zapewnić mu trwałego związku. W ramach rozstanie napisała tylko jedno słowo: „Żegnaj”.

...walka o odkrycie bieguna południowego była prawdziwym morderczym wyścigiem dwóch podróżników? Wygrał Amundsen, który postawił na psy oraz wytrawnych narciarzy, podczas gdy jego rywal Scott zabrał na pokład... mandżurskie kucyki.

...zesłańcy na Syberię podążali w miejsce odbycia kary, tak zwaną Władimirką? Droga ta budziła grozę w więźniach, ponieważ cała usiana była kośćmi.

Komentarze (12)

    • Andrzej T Odpowiedz

      I co za idioci napisali taką bzdurę o „ostatniej w Europie kobiecie spalonej na stosie w Polsce w okolicach Reszla? W tych latach Polski nie było na mapach, a okolice Reszla to Prusy Wschodnie, barany!

  1. Miroslaw Odpowiedz

    No to pięknie. 20-30tysięcy w samej Polsce. Można oszacować liczbę ofiar w całym świecie katolickim na kilkaset tysięcy. Ciekawe co wtedy myślał Jezus w niebie? KK nie ma nic wspólnego z Jezusem i tak jak Polska domaga się odszkodowań od Niemców tak powinno się domagać odszkodowań od KK.

    • A... Odpowiedz

      No to obaj chyba czytaliśmy całkiem dwa inne artykuły. Autorka przecież napisała być może o jednym tylko udokumentowanym stosie (co nie znaczy, że w rzeczywistości nie było ich o kilka, ale chyba „góra” kilkanaście, więcej), a liczbę rzekomych 20-40 tys. uznaje de facto za „wziętą z sufitu”…

      „…ściśle według niemieckich wzorów…”

      I tutaj właśnie „da liegt der Hund begraben!” – czyli chyba jest najpełniejsza odpowiedź na pytanie o rzeczoną „polską” nietolerancję.

      W skrajnie narcystycznym blogu „Se czytam”, autor w jednym z postów oskarża nas Polaków o prześladowanie Żydów i innowierców. Czyni to na podstawie akt archiwalnych patrycjatów miast polskich, gdzie donoszono np. o oskarżeniach żydowskich mieszkańców o mordy rytualne ale… Ale najprawdopodobniej – wg autora blogu, skrzętnie usuwano z czasem – usunięto, informacje o rzekomych pogromach będących efektem tych oskarżeń… Ma to obciążać nasze polskie sumienie. Problem jednak w tym, że patrycjaty polskich miast praktycznie zawsze od czasów piastowskich w I Rzeczypospolitej były prawie w 100 %. niemieckie…

      Twierdzić więc, że Rzeczypospolita Obojga Narodów była krajem nietolerancji ze strony polskiej szlachty i włościan, to tak jakby suponować Żydom, podobnie jak np. Hugenotom, czy protestanckim, Holendrom czy Szkotom etc., którzy uciekając od prześladowań w wielkiej liczbie osiedlali się wówczas w Polsce, że robią to zapewne „jeno” z przyrodzonej im, w genach nieomal zapisanej, masochistycznej skłonności do perwersji…
      ………………….
      Prawda jest jednak inna: do Polski – RON, uciekali oni masowo z „renesansowo – oświeconych” krajów zachodu, gdzie najwięcej stosów postawiono właśnie w czasach odrodzenia – renesansu, a renesansową tutaj „biblią” stały się wypociny dwóch, a jakże, tak, tak – zgadliście, niemieckich profesorów, czyli „Młot na czarownice”…

      Jednak dzisiaj zdecydowana większość mieszkańców Europy to Polskę uważa za odwieczną kolebkę nietolerancji. Bijąc się bez żenady za swoje winy w nasze piersi!

      Dlaczego?

      Problem w tym, że w Polsce zapłonęły, i co z tego że incydentalnie?, stosy w tych czasach, gdy w Europie zachodniej one już dogasały.
      Głównie „winien” jest tutaj tak zwany tumult (16 lipca 1724), a dalej proces toruński powstały (którego opis – jako obraz polskiej „typowej” nietolerancji, pewnie autorka artykułu pozostawiła – zachowała sobie na następny celowo „kontrowersyjny” post).
      Tutaj jednak też, żeby było „śmieszniej”, głównymi autorami rozruchów byli również w zdecydowanej większości, niemieccy protestanci i katolicy. Tylko sędziami niestety byli praktycznie wyłącznie Polacy – katolicy, choć głównym podżegaczem do wydania surowych wyroków, jakże by inaczej, był król August II Mocny, i… I chyba nie muszę wyjaśniać czytającym jakiej był on narodowości, a co za tym idzie z jakiego kręgu kulturowego pochodził.

      A w jaki sposób wpłynęło to na utrzymujące się do dzisiaj oskarżenie Polaków rzekomo samych katolików o „odwieczną” skłonność do nietolerancji?

      Oddam na dosłownie „chwilę” tylko głos Wikipedii:
      „Jednostronny i okrutny wyrok [12 skazanych na śmierć – wyłącznie protestantów] sprawił, że sprawa odbiła się szerokim echem poza granicami kraju, protest w sprawie toruńskiej złożyło wiele państw wśród nich Dania, Holandia, Prusy, Rosja, Szwecja i Wielka Brytania. Wykorzystały go one do ANTYPOLSKIEJ KAMPANII, oskarżając Rzeczpospolitą o nietolerancję [dodajmy bardzo skutecznej kampanii – bo aż do dzisiaj przynoszącej obrzydliwie kłamliwe efekty]. Warto zauważyć, że w rzeczonych państwach NIETOLERANCJA RELIGIJNA BYŁA PODSTAWĄ USTROJU, a sam Piotr I osobiście mordował odstępców od prawosławia. Wydarzenie stanowiło jednak kolejny sygnał zmierzchu epoki tolerancji.”

      …i co gorsza:
      „Tragedia z 1724 roku TRWALE zapisała się w pamięci zbiorowej niemieckich [ale i europejskich] protestantów. Otto von Bismarck nawiązywał do tego symbolicznego wydarzenia, uzasadniając swoją niechęć wobec Kościoła katolickiego (realizowaną w ramach Kulturkampfu).”

      Prawda jest więc taka, że „niestety” Polska jednak była jedynym w Europie krajem właściwie bez stosów, i tylko dziwi mnie dlaczego aż tak stoi to, ten fakt, (k)ością w gardle lewicującym „liberałkom” z kręgu tzw. „prawdziwych europejczyków” (pisowni z małej litery użyłem świadomie).

  2. Bul Odpowiedz

    „Według badacza, od XVI do XVIII wieku na terenie obecnego państwa polskiego ofiar polowań na czarownice było nawet 20–40 tysięcy. Współcześnie wyliczenia te uznaje się za zdecydowanie przesadzone, co jednak nie jest równoznaczne z twierdzeniem, jakoby w naszym kraju stosów w ogóle nie było. A zatem ile istnień pochłonęła wiara w zabobony?”

    A więc Pomorze, Prusy i Śląsk! (Teren obecnego państwa polskiego). Ostatni stos w Europie również na terenie obecnego państwa polskiego (Reszel, wtedy Prusy).

  3. pavise Odpowiedz

    „Jak wylicza historyczka Małgorzata Pilaszek, od XVI do XVIII wieku w Polsce przed sądami świeckimi przeprowadzono ogółem 867 procesów o uprawianie magii.”

    „Według badacza, od XVI do XVIII wieku na terenie obecnego państwa polskiego ofiar polowań na czarownice było nawet 20–40 tysięcy. Współcześnie wyliczenia te uznaje się za zdecydowanie przesadzone, co jednak nie jest równoznaczne z twierdzeniem, jakoby w naszym kraju stosów w ogóle nie było. A zatem ile istnień pochłonęła wiara w zabobony?”

    Trochę sobie przeczymy…fakty kontra mity?

    No i ostatnia osobą skazana za czary była Jane Rebecca Yorke skazana w Wielkiej Brytanii w bodajże 1944 roku…

    Ciekawostki idą w stronę pudelka , co chyba ma niewiele już wspólnego z historią….

    • Członek redakcji | Autor publikacji |Maria Procner Odpowiedz

      Nie, nie przeczymy sobie – podajemy wcześniejsze ustalenia (Baranowskiego), następnie piszemy, że współcześnie pojawiła się polemika i w dalszej części artykułu przytaczamy tę polemikę (Pilaszek – serdecznie polecam jej książkę, sporo w niej odwołań do obliczeń Baranowskiego, a że pozycja ma przeszło 500 stron, jest więc zdecydowanie więcej miejsca na przedstawianie argumentów, niż w artykule liczącym kilka tysięcy znaków). Co do ostatniej czarownicy – faktycznie w śródtytule umieszczono Europę jednak już w tekście uściślone jest, iż chodzi o Europę kontynentalną.
      Pozdrawiam serdecznie

    • Anonim Odpowiedz

      > No i ostatnia osobą skazana za czary była Jane Rebecca Yorke skazana w Wielkiej Brytanii w bodajże 1944 roku…

      Nie w 1944, a ponad dwieście lat wcześniej!

      • Parostatek Odpowiedz

        1836 Chałupy (te od golasów) – co prawda nie stos, ale spławienie „czarownicy”. Wyroków innych, niż stos przecież nie brakowało…

  4. ja Odpowiedz

    „Komunistyczne władze podeszły do sprawy bardzo pragmatycznie i tępiły wrogie pisarstwo „metodą racjonalnego zagospodarowania surowców wtórnych”, a więc… przerabiając księgozbiór na makulaturę. „ – to jest wierutne kłamstwo.
    Wszystkie książki w PRLu były traktowane z wielkim szacunkiem, ludzie nauczywszy się czytać wiedzieli, ile jest warta literatura, nawet typu „Trędowata”. Nie znam nikogo, kto by dawał na makulaturę książki. Gazety, owszem, jakie były, ale nie książki.
    Natomiast w ramach „transformacji” stało się to naprawdę, to niszczenie książek. Pod pretekstem „remontów bibliotek” przeczesywano księgozbiory pod kątem poprawności politycznej niezwykle bezwzględnie, zastępując niemal całą wartościową, np. młodzieżową literaturę z czasów Polski Ludowej byle czym, harlekinami i innym badziewiem.
    Na śmietnikach było takich książek pełno, ludzie ratowali to ile mogli, ale większość traktowała to barbarzyństwo obojętnie. Dziś na internetowych aukcjach jest mnóstwo książek wycofanych z bibliotek. Można je kupić za parę złotych; one mają numery katalogowe i skreślone pieczątki na pierwszych, wewnętrznych stronach.
    Palenie na stosach to wiadomo, co to było.
    Ale czym jest nadgorliwa poprawność polityczna współczesnych „historyków”? Czy nie czymś znacznie gorszym niż stosy w średniowieczu? W ten sposób nie zabija się pojedynczych ludzi, ale morduje tożsamość całych pokoleń Polaków.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.