Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Czy wszyscy Ukraińcy popierali UPA?

Dziewczynki w strojach regionalnych. Zdjęcie poglądowe (fot. domena publiczna).

fot.domena publiczna Dziewczynki w strojach regionalnych. Zdjęcie poglądowe (fot. domena publiczna).

Przeprowadzoną w 1947 roku „Akcję Wisła” uzasadniano tym, że wojsko musi odciąć UPA od zaopatrzenia, które ochoczo dostarcza mu miejscowa ludność. W rzeczywistości był to wyłącznie fałszywy pretekst, a ukraińscy powstańcy wcale nie cieszyli się wielką popularnością.

Przymusowe migracje ludności z południowo-wschodniego pogranicza Polski zaczęły się zaraz po wojnie. Wcale nie objęły one wyłącznie Ukraińców. Wszyscy, którzy pisali cyrylicą i modlili się przed ikonostasem, bez względu na to, czy byli Bojkami, Łemkami czy Dolinianami, w oczach komunistycznych władz stawali się podejrzanymi. Miejscowi nie potrafili zrozumieć, dlaczego nagle mianowano ich Ukraińcami i dlaczego muszą opuścić swoje domy, zabierając ledwie garść dobytku i jedną krowę na postronku.

Sytuacja na tym obszarze wrzała od lat. We wsiach pogranicznych województw co rusz pojawiali się ludzie z karabinami – Niemcy, Sowieci, Polacy i Ukraińcy. Podejrzliwość nie zelżała wraz z zakończeniem II wojny światowej. Komuniści twierdzili, że niepolska ludność z województw rzeszowskiego, lubelskiego i krakowskiego gremialnie popiera ukraińskie podziemie. Takie same sądy wydają obecnie ukraińscy historycy, jak np. Wołodymyr Wiatrowycz (szef tamtejszego odpowiednika IPN). Wbrew tym opiniom, zdecydowana większość wspomnianej ludności chciała przede wszystkim wreszcie zaznać odrobiny spokoju.

Herojam slava? Bynajmniej!

Pragnienie stabilizacji najwyraźniej widać nie w statystykach czy dokumentach, a we wspomnieniach samych zainteresowanych. Mieszkanka Cisnej, urodzona w 1934 roku Anna stwierdza, że o banderowcach usłyszała dopiero jako nastoletnia dziewczyna. Cytowana przez Krzysztofa Potaczałę w książce „Zostały tylko kamienie. Akcja ‚Wisła’: wygnanie i powroty wyjaśnia, że miejscowym Ukraińcom wcale nie spieszyło się do walki w ich szeregach:

[Banderowcy] nie byli jednoznacznie dobrze postrzegani przez ukraińską społeczność. Niektórzy miejscowi wprawdzie żywili jakieś nadzieje na niepodległą Ukrainę, ale większość marzyła o spokoju. Nie zajmowała ich polityka. Wielu Ukraińców w czasie wojny wzięto do sowieckiej armii, co najmniej połowa nie wróciła, dlatego ludzie nie garnęli się masowo do nowego konfliktu.

Łemkowie w tradycyjnych strojach (fot. domena publiczna)

fot.domena publiczna Łemkowie w tradycyjnych strojach (fot. domena publiczna)

Jak podkreśla Grzegorz Motyka w książce poświęconej konfliktowi polsko-ukraińskiemu w latach 1943-1947, najmniejsze poparcie UPA miała wśród Łemków. Mimo usilnych zabiegów propagandowych i prób rozprowadzania bibuły i książek, mieszkańcy Beskidu Niskiego byli absolutnie obojętni na kwestię niepodległej Ukrainy. Rachityczna siatka ukraińskich nacjonalistów objęła na tym terenie zaledwie… kilkadziesiąt osób. Co ciekawe, Łemkowie nie tylko nie poddawali się ukraińskiej nacjonalistycznej agitacji, ale też czuli się w obowiązku informować władze polskie o tym, że na ich terenie pojawiają się partyzanci z tryzubem na czapkach.

Także wielu rdzennych Ukraińców wcale nie było zwolennikami UPA. Paulina z domu Karpecka, z rodziny mieszanej (ojciec Ukrainiec, matka Polka), wychowała się w środowisku skręcającym mocno w stronę tożsamości ukraińskiej, w miejscowości Romanowa Wola. Chodziła do ukraińskiej szkoły oraz do cerkwi i do kościoła, a zdecydowana większość jej sąsiadów to były rodziny ukraińskie. Około roku 1944 po raz pierwszy zetknęła się z oddziałem UPA.

Banderowcy zjawili się uzbrojeni, bez zaproszenia i kazali gospodyni nagotować sobie jedzenia, za które wcale nie mieli zamiaru płacić. Zażądali jajecznicy i placków. Następnie kazali rodzinie stanąć na czatach i sprawdzać, czy nie nadchodzą Polacy, a sami porozkładali się w ich łóżkach i zasnęli. Kobieta wspomina, że się bała. Jak pokazuje historia jednego z jej sąsiadów – słusznie. Autor książki „Zostały tylko kamienie. Akcja ‚Wisła’: wygnanie i powroty cytuje:

Niedaleko mieszkał znajomy taty. Chodził w konkury do pewnej panny, nosił dla niej miód, a na którejś randce wyrwało mu się, że UPA wywalczy niepodległą Ukrainę, jak mu kaktus na dłoni wyrośnie. Nazajutrz przepadł bez wieści.

Paulina opisuje też podobne zdarzenie, ale z udziałem dwóch kobiet. Obie Ukrainki wracały z cerkwi i przy tej okazji (jak i przy wielu innych) zwyczajnie wymieniały się ploteczkami. Pierwsza z nich w trakcie rozmowy zapytała po jaką cholerę ci banderowcy chodzą po wioskach, ludziom żyć nie dają. Dalsze wydarzenia dowiodły, że język rozwiązał jej się w złą godzinę. Nie spodziewała się, że jej koleżanka wspiera UPA i doniesie na nią do „leśnych”. Jak opisuje Paulina:

Nocą przyszli do jej chaty, pobili i pognali w brzozowy zagajnik. Dzieci błagały o litość dla matki, lecz chwilę później zawisła na gałęzi.  

Nastawienia ludności do sprawy walki o niepodległość Ukrainy nie poprawiał prowadzony przez UPA przymusowy zaciąg wśród młodzieży ukraińskiej, który rozpoczął się od 1945 roku. Czy im się to podobało, czy nie, młodzi chłopcy musieli iść do lasu. Nawet tacy, którzy właśnie wrócili z frontu i byli ranni. Jedna z bohaterek książki Krzysztofa Potaczały „Zostały tylko kamienie. Akcja ‚Wisła’: wygnanie i powroty opisuje, że jej brat wrócił z wojska do domu bardzo słaby, po wielomiesięcznym pobycie w szpitalu. Na wieść o tym zjawili się banderowcy i zaraz chcieli go zabrać do sotni. Dzięki wojskowemu przeszkoleniu był doskonałym rekrutem. Nie przewidzieli jednak, że on wcale nie ma ochoty do nich dołączyć.

Tablica na kaplicy pod świętą górą Jawor - takich tablic spotkamy wiele na cerkwiach w Beskidzie Niskim (fot. Meteor2017, lic. GNU FDL)

fot.Meteor2017, lic. GNU FDL Tablica na kaplicy pod świętą górą Jawor – takich tablic spotkamy wiele na cerkwiach w Beskidzie Niskim (fot. Meteor2017, lic. GNU FDL)

Chłopak chciał się wymigać do tego stopnia, że rozdrapywał swoje ledwie zagojone rany i sypał do nich wapno, żeby jak najdłużej się paprały. Od pójścia do oddziału udało mu się wyłgać, jednak od zbierania kontyngentów już nie. Jeżeli zależało mu na życiu i zdrowiu bliskich, nie mógł tak po prostu powiedzieć „nie”. Ci, którzy protestowali, musieli się liczyć z konsekwencjami, a te były brutalne.

Banderowcy podkładali ogień pod domy niepokornych rekrutów, a tych, którzy po przymusowym zabraniu ich do oddziału uciekali, zabijali strzałem w głowę. Także bliskich chłopaka, który nie chciał iść do UPA, mogła spotkać kara. Tak stało się w przypadku ojca nastoletniej Marii, jednej z bohaterek książki Krzysztofa Potaczały „Zostały tylko kamienie. Akcja „Wisła”: wygnanie i powroty”. Jak opisuje po latach:

Banderowcy przy każdej okazji zabierali młodych Ukraińców do lasu, nieustannie wzmacniali szeregi. Kiedyś przyszli do Seredniego, wywlekli ojca z chałupy i za to, że nie oddał syna do sotni, obili go batogiem. Potem ksiądz się nad nim modlił, bo leżał prawie bez ducha. Całe plecy miał w ranach, mięso z niego wyłaziło, ale szczęśliwie się wylizał.

Sprzyjający ukraińskiemu ruchowi nacjonalistycznemu historycy chcą budować obraz, w którym Ukraińską Powstańczą Armię popierali wszyscy mieszkańcy ziem uważanych przez nią za ukraińskie. Prawda leży jednak gdzie indziej. Wielu tych ludzi było przeciwnych działalności UPA, lub nawet nie interesowała ich wolna Ukraina. W 1947 roku nikt jednak nie pytał ich o poglądy i poza nielicznymi wyjątkami, wszyscy padli ofiarą „Akcji Wisła”.

Źródła informacji:

  1. Akcja „Wisła”. Dokumenty i materiały, red. Eugeniusz Misiło, Archiwum Ukraińskie 2013.
  2. Koprowski M.A., Akcja „Wisła”.Krwawa wojna z OUN-UPA, Replika  2016.
  3. Koprowski M.A., Akcja „Wisła”. Ostateczna rozprawa z OUN-UPA, Replika 2017.
  4. Motyka G., Od rzezi wołyńskiej do Akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947, Wydawnictwo Literackie 2011.
  5. Potaczała K., Zostały tylko kamienie. Akcja „Wisła”: wygnanie i powroty, Prószyński i S-ka 2019.
  6. Wiatrowycz W., Druga wojna polsko ukraińska 1942-1947, Archiwum Ukraińskie 2013.

 

 

Czy wiesz, że ...

...Stalin porównywał chińskich komunistów do… rzodkiewki, czerwonej na zewnątrz, ale białej w środku? W gronie najbliższych kolegów przezywał też Mao „Pugaczowem”, nawiązując do przywódcy nieudanego osiemnastowiecznego ludowego powstania.

...żona ostatniego szacha Persji Alego Rezy Pahlawiego, Farah, zapisała w swoim pamiętniku, że przyczyną samobójczych śmierci dwójki spośród jej dzieci były dziecięce przeżycia, których ciężaru nie potrafili się pozbyć? Nie wykluczała też jednak… rzuconej przez islamistów klątwy.

...polska lekarka, Stefania Perzanowska, gdy za swoją działalność w podziemiu została aresztowana i wywieziona do Majdanka, od razu zakasała rękawy i na przekór Niemcom zaczęła ratować ludzi. Udało jej się zorganizować w obozie szpital, który szybko stał się ogromnym przedsięwzięciem, a ona sama była w nim… jedynym lekarzem.

...jedną z przyczyn zbrodni katyńskiej mogło być przeludnienie w więzieniach? Według rosyjskiego historyka, prof. Iwanowa, NKWD nie radziło sobie z tak ogromną liczbą polskich jeńców, dlatego konieczna była ich likwidacja.

Komentarze (22)

  1. Marek Odpowiedz

    Znów burżujska propaganda oczerniania „zbrodniczego” PRL-u. Gdzie autor wyczytał usprawiedliwianie akcji Wisła, poparciem ludności ukraińskiej dla banderowców. Najważniejszym uzasadnieniem było; wyeliminowanie w czasie walk ofiar wśród ludności cywilnej, banderowcy często ukrywali się i bronili we wsiach, posługiwali się cywilami jak tarczami, Ludność była bardzo często przymusową bazą zaopatrzenia w żywność i przymusowego rekruta. dlatego Wisła była konieczna. Samo wysiedlenie odbyło się bez ofiar nie wywieziono ich do obozów koncentracyjnych tylko na ziemie odzyskane gdzie dostali poniemieckie gospodarstwa, chcą wracać i odzyskać ojcowiznę, proszę bardzo ale niech udadzą to co dostali po przesiedleniu.

    • Wacław Odpowiedz

      „…chcą wracać i odzyskać ojcowiznę, proszę bardzo ale niech udadzą to co dostali po przesiedleniu.” Czyli zrujnowane gospodarstwa i przeorane pola, które trzeba było odnowić i od początku zagospodarować? I oddać Niemcom, których też przesiedlono a nie Państwu Polskiemu.
      A co do przesiedlonych w ramach Akcji Wisła:
      – Często ich w ramach wynaradawiana rozpraszano, i mieszano z ludnością polską. Mimo to się wyprowadzali się z tych „gospodarstw” i łączyli w mniejsze diaspory jak była tylko taka możliwość. – „Bez ofiar” nie jest tożsame z brakiem dramatów rodzinnych, późniejszych represji czy zabieraniem tożsamości. Taka dygresja i podkreślam że to moja opinia

      • Czytacz Odpowiedz

        Doucz się, przesiedlanie stosowani już Asyryjczycy. Co do akcji Wisła metoda może nie zbyt moralna ale skuteczna. Pozwoliła ocalić wiele polskich istnień.

    • K T Odpowiedz

      PRL z przyczyn politycznych temat działalności UPA podlegał zniekształceniom, przemilczeniom i zafałszowaniom, a polska obecność na Kresach stała się tematem tabu.

      Prawdę mówiąc, barbarzyńskie masowe mordy na polskich cywilach, jakich w 1943 r. dopuściła się na Wołyniu i w 1944 r. w Galicji UPA, stanowiły jeden z najbardziej przerażających epizodów wojennych. (…) Władza komunistyczna rozproszyła ocalałych w całej Polsce. Nie wolno im było zabierać głosu, by mówić o swych przeżyciach, ponieważ dyskusja o utraconych przedwojennych terytoriach stanowiła tabu. Udziałem ocalałych Polaków stało się także głębokie upokorzenie, wynikające z upadku cywilizacyjnej misji na Wschodzie, która to idea określała niegdyś Polską tożsamość narodową (…)[11].

      Prawdziwe zbrodnie UPA dokonane na Kresach Wschodnich traktowano zdawkowo, nie pozwalając na ich rzetelne badanie i sporządzenie rejestru ofiar[12]. W powstających artykułach, pracach naukowych i beletrystyce wyolbrzymiano wkład partyzantki sowieckiej w obronę Polaków, przemilczając istnienie i rolę Armii Krajowej. Przemilczane zbrodnie na Kresach rekompensowano, szczególnie w pozycjach beletrystycznych, opisami niekiedy fikcyjnych zbrodni UPA na terenie powojennej Polski oraz ubarwionymi opisami walki z UPA po wojnie[12]. Zdaniem G. Motyki władze stworzyły „mit Bieszczadów”, który miał zastąpić „mit Kresów” i ukoić tęsknotę kresowiaków za utraconymi ziemiami. Jego celem było także przedstawienie funkcjonariuszy Polski Ludowej walczących z UPA jako polskich patriotów[12]. Według tego historyka w okresie PRL w różnym stopniu takiemu skażeniu politycznemu, niezależnie od intencji autorów, podlegały wszystkie publikacje – w sumie 58 prac naukowych i popularnonaukowych, 50 wspomnień, 10 tomików serii „Żółtego Tygrysa” i ponad 60 powieści[12].

      Na prywatne inicjatywy zmierzające do policzenia ofiar zbrodni UPA na Kresach władze pozwoliły dopiero w 1985 roku[12].

    • K T Odpowiedz

      G PRL z przyczyn politycznych temat działalności UPA podlegał zniekształceniom, przemilczeniom i zafałszowaniom, a polska obecność na Kresach stała się tematem tabu.

      Prawdę mówiąc, barbarzyńskie masowe mordy na polskich cywilach, jakich w 1943 r. dopuściła się na Wołyniu i w 1944 r. w Galicji UPA, stanowiły jeden z najbardziej przerażających epizodów wojennych. (…) Władza komunistyczna rozproszyła ocalałych w całej Polsce. Nie wolno im było zabierać głosu, by mówić o swych przeżyciach, ponieważ dyskusja o utraconych przedwojennych terytoriach stanowiła tabu. Udziałem ocalałych Polaków stało się także głębokie upokorzenie, wynikające z upadku cywilizacyjnej misji na Wschodzie, która to idea określała niegdyś Polską tożsamość narodową (…)[11].

      Prawdziwe zbrodnie UPA dokonane na Kresach Wschodnich traktowano zdawkowo, nie pozwalając na ich rzetelne badanie i sporządzenie rejestru ofiar[12]. W powstających artykułach, pracach naukowych i beletrystyce wyolbrzymiano wkład partyzantki sowieckiej w obronę Polaków, przemilczając istnienie i rolę Armii Krajowej. Przemilczane zbrodnie na Kresach rekompensowano, szczególnie w pozycjach beletrystycznych, opisami niekiedy fikcyjnych zbrodni UPA na terenie powojennej Polski oraz ubarwionymi opisami walki z UPA po wojnie[12]. Zdaniem G. Motyki władze stworzyły „mit Bieszczadów”, który miał zastąpić „mit Kresów” i ukoić tęsknotę kresowiaków za utraconymi ziemiami. Jego celem było także przedstawienie funkcjonariuszy Polski Ludowej walczących z UPA jako polskich patriotów[12]. Według tego historyka w okresie PRL w różnym stopniu takiemu skażeniu politycznemu, niezależnie od intencji autorów, podlegały wszystkie publikacje – w sumie 58 prac naukowych i popularnonaukowych, 50 wspomnień, 10 tomików serii „Żółtego Tygrysa” i ponad 60 powieści[12].

      Na prywatne inicjatywy zmierzające do policzenia ofiar zbrodni UPA na Kresach władze pozwoliły dopiero w 1985 roku[12].

  2. Rhadzio Odpowiedz

    Czytając przykłady podane przez autora raczej jawi się obraz że to niechętni UPA byli mniejszością która była w ten czy inny sposób prześladowania. A nawet jeśli Ukraińcy zaraz po wojnie byli niechętni partyzantce nie znaczy że za 10 lat nie zmienili by zdania. Podobny problem jest w Europie zachodniej gdzie getta islamskie są potencjalnym siedliskiem terrorystów. Problem stanowi odmienność i uczucie odrębności od reszty kraju co w przypadku np kryzysu gospodarczego może prowadzić do skrajnych poglądów. Akcja Wisła się wzglednie udała Francuzi podobnej akcji nie zrobią i przez to będą żyć w strachu może już zawsze…

  3. Łemk rzeczony Odpowiedz

    Jako potomek, już dość wiekowy, przesiedlonych…
    Nasza rodzina od wieków czuła się polska, mówiła doskonale czystą polszczyzną, i to tak na co dzień, nie tylko od święta, rodzina chodzącą do kościoła (cerkwie po I Wojnie świeciły pustkami w wyniku emigracji rusińskiej na wschód, i właściwie żyły one z tego, że „wynajmowały się” jako kościoły). Jak zdecydowana większość rzekomych Łemków będących tak naprawdę pochodzenia głównie wołosko-czesko-polskiego – nie rusińskiego, czuła się ona „do szpiku kości” polska, choć przyznaję była pod silnym wpływem ich – rusińskiej kultury, jak to ZAWSZE na pograniczu bywa.
    Zresztą pojęcia typu Łemkowie, Bojkowe zostały po części „odkurzone” – wyciągnięte z dość dalekiej przeszłości (XVI-XVII wiek), „przywrócone” przez naszych uczonych, którzy jak to w ich przypadku często bywa, chcą wszystko uporządkować co dla nich znaczy po prostu poszufladkować… A, że folklor łemkowsko-bojkowski etc., zaczął się w latach 30. b. dobrze sprzedawać… a i dzisiaj przecież sprzedaje się znakomicie…
    Długie lata żyłem na Dolnym Śląsku i widziałem jak sobie radzą rzekomi Łemkowie. Owszem jest tam kilka stowarzyszeń łemkowskich – z nazwy takich lecz raczej o nie polskiej ale o rusińskiej proweniencji. Moim jednak zdaniem to raczej tylko przykrywki dla ukraińskich nacjonalistów – tak by byli – stali się oni bardziej „strawni” dla sąsiadów Polaków. Zdecydowana większość jednak z Łemków uważa, że są i od zawsze byli Polakami. Po co tworzyć więc stowarzyszenia?
    A czy stracili, czy może skorzystali na akcji Wisła?
    Początkowo na tzw. ziemiach odzyskanych „Łemk” było to po prostu mocno pejoratywne przezwisko – jedno z najgorszych, było bowiem synonimem ułomnego intelektualnie, „brudnego”, biednego „Ukraińca” – takiego prawie „nie człowieka” z najgorszych nizin społecznych pochodzącego, czyli kogoś ze zdecydowanie najniższej kasty.
    Jednak prawda była inna. W wyniku celowej polityki władz Łemkom, by nie wracali w swoje rodzinne strony i z racji ich niezłego stosunkowo wykształcenia oraz doskonałej znajomości polskiego, dawano najczęściej najlepsze poniemieckie gospodarstwa. Ponadto zostawali bardzo często sołtysami i wójtami, nierzadko awansowali jeszcze wyżej! Mój wujek, wieloletni sołtys odznaczony brązowym i (chyba?) srebrnym krzyżem zasługi, na pytanie, czy by wrócił w rodzinne strony na stałe, zawsze więc chyba ze zrozumiałych względów, odpowiadał: „Nie. Tam miałem ledwie kilka hektarów ziemi z czego połowa to gleby szkieletowe- 10cm a potem skała. Z nich zbierałem co najwyżej często tylko raz na 5 lat kilka kwintali owsa…, także przez nawet miesiąc w roku jedliśmy tylko zupę z pokrzywy i lebiody…”
    Gospodarstwa poniemieckie. Owszem zawsze były one poddawane powojennemu szabrowi, zniknęły z nich meble, porcelana, drobny sprzęt, zwierzęta domowe ale… Ale zostawały znakomite maszyny rolnicze (szczególnie do omłotów) i – z czego się najbardziej cieszono – murowane domy i budynki inwentarskie! Te „cuda” były praktycznie nieobecne na wsi w Polsce przedwrześniowej. Jednak…
    Jednak pamiętano komunistom przesiedlenie, akcję Wisła: wyraźnie mniejszy odsetek przesiedleńców należał do partii, owszem zapisywali się gremialnie, skoro już musieli będąc na stanowiskach, ale… Ale do ZSL.
    A dzisiaj? Rzeczeni łemkowscy Polacy z dziada pradziada, vide wezwany tutaj „do tablicy” Frasyniuk (choć akurat dominują u nich – nas, nazwiska z końcówką -ak, a nie rusińską -uk), są to obecnie doskonale wykształceni, często bogaci ludzie biznesu – stanowią też znaczącą część do cna polskich elit intelektualnych ziem zachodnich, a zatem…
    No więc dlaczego mieliby wracać do ciągle jednych z najbiedniejszych w Polsce ziem Podkarpacia?

    Obok pozycji powyżej, którą, okey, niewątpliwie warto przeczytać – jak wszystko co ukazuje się na ten „trudny”, „zamiatany pod dywan” temat, ja jednakże polecam – aby zrozumieć lepiej decyzje większości przesiedlonych „o niewracaniu”, pozycję: „Za tamtą górą” A. Kroha, chyba obecnie najlepsze opracowanie na tematy tzw. łemkowskie na rynku, którą to było mi dane przeczytać, przeanalizować.

  4. Roni Bydlak Odpowiedz

    Na wojnie nikt pytań nie zadaje a wykonuje rozkazy. KBW nie miało jak rozkminić kto do jakiej mniejszości należy i czy popiera UPA czy nie. Politbiuro zdecydowało i koniec.

  5. holbi Odpowiedz

    „konfliktowi polsko-ukraińskiemu” – ciekawie nazwane ludobójstwo UPA. Poza tym cytowane wspomnienia dosłownie kilku wybranych osób ma „wybielić” Ukraińców… Do dziś czczą Bandere jako bohatera narodowego!

    • Czytacz Odpowiedz

      Gdyby artykuł polegał na prawdzie nie istniałaby partyzantka UPA. Łemkowie i Ukraińcy popierali UPA i już. Akcja „Wisła” zlikwidowała zaplecze UPA tzn. okazała się skuteczna. Zapanował upragniony cyt.” większość wspomnianej ludności chciała przede wszystkim wreszcie zaznać odrobiny spokoju.” – spokój. Niestety holibi ten portal staje się coraz bardziej ideologiczny i nieobiektywny.

  6. Wołyń'43 pamiętamy! Odpowiedz

    Akcję ocieplania wizerunku Ukraińców uważam za rozpoczętą.
    Jak z Niemcami – oni też nie zgadzali się z Hitlerem.
    buahahahaha

Odpowiedz na „MarekAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.