Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

„Co nocy było słychać nieludzkie wrzaski, jęki, wycie”. Tak bolszewicy wieźli Polaków na Syberię

Podobnie jak carscy urzędnicy, bolszewicy zsyłali Polaków na Syberię. Jak więźniowie wspominali podróż?

fot.Piotr Stachiewicz/domena publiczna Podobnie jak carscy urzędnicy, bolszewicy zsyłali Polaków na Syberię. Jak więźniowie wspominali podróż?

Bolszewicy odziedziczyli po upadłym caracie niechęć do Polaków. Za ich rządów kolejne transporty „wrogów Moskwy” trafiały na Syberię. Już sama podróż była wstępem do czekającego zesłańców piekła Gułagu. Jak więźniowie ją wspominają?

Bolszewicy – tak, jak wcześniej carscy urzędnicy – doskonale wiedzieli, w jaki sposób walczyć z Polakami. Wzajemna niechęć narastała przecież od wielu wieków, choć to dopiero upadek I Rzeczpospolitej i kolejne powstania nakręciły spiralę przymusowych przesiedleń. Dopełnieniem dzieła był okres lat trzydziestych i czterdziestych w XX wieku, który ostatecznie pozwolił ZSRR uwolnić od ludności polskiej tereny uznawane za „obszar dominacji kultury rosyjskiej”.

Niewiele miejsc zesłania zapisało się w historii Polski równie źle, co Kołyma, gdzie wywożono Polaków z terenów dzisiejszych Kresów i centralnej Polski. Tak grozę położenia przesiedleńców spróbował oddać Sebastian Warlikowski, jeden z autorów książki „Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach”:

Kołyma – synonim śmierci, powolnego umierania i innego świata, gdzie nie obowiązują żadne reguły, a człowiek to tylko nieistotny element większej machiny. Grupa obozów pracy przymusowej, znajdujących się w krainie niemal wiecznego mrozu, gdzie przez prawie 10 miesięcy trwała wycieńczająca zima […].

„Przywieziono prawie samych trupów”

Jednak zanim wypędzeni z domów ludzie trafili do tej koszmarnej krainy, musieli odbyć wielotygodniową podróż. Już na tym etapie pojawiały się pierwsze ofiary wywózek – wiele słabszych fizycznie osób nie było w stanie przetrwać nieludzkich warunków transportu.

Droga na Kołymę była wieloetapowa. Podróżowano różnymi środkami transportu, między innymi pociągiem.

fot.domena publiczna Droga na Kołymę była wieloetapowa. Podróżowano różnymi środkami transportu, między innymi pociągiem.

Droga na Kołymę była wieloetapowa. Więźniowie musieli kilkukrotnie zmieniać środki lokomocji. Na miejsce katorgi docierali statkiem. Leonarda Obuchowska, której wspomnienia znalazły się w zbiorze „Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach”, tak opisała swoją drogę na zesłanie:

[…]  załadowano nas na statek towarowy niczym bydlęta i wieziono w kierunku Mahadan. Podróż trwała ponad 1 miesiąc. Tu znów były tysiące ludzi różnych narodowości, razem mężczyźni i kobiety. Przez cały okres tej podróży statkiem wszyscy byli chorzy na tzw. chorobę morską. Ludzie nic nie mogli jeść tylko leżeli, a ci co byli słabi kolejno umierali. Do miejsca docelowego przywieziono prawie samych trupów, a nie żywych ludzi.

Co ciekawe, napotykana po drodze ludność rosyjska nie miała złego nastawienia względem więźniów. Można to tłumaczyć faktem, że od pokoleń w głębi kraju osadzano osoby niewinne. Polacy jadący na wschód mogli więc liczyć na gesty litości ze strony cywilów, a nawet żołnierzy przemieszczających się w odwrotnym kierunku! Janusz Siemiński pisał o nich:

Mijani żołnierze rzucali nam chleb i tytoń w okratowane okienka wagonów […]. Chleb najczęściej dostawał się uprzywilejowanym więźniom, kórzy odpychali nas do okienka, natomiast machorka rozsypywała się w wagonie i mogliśmy czasem zebrać okruchy […].

Na stacji Kirow, naprzeciw naszego wagonu, zatrzymał się wagon z młodzieżą jadącą na zachód odbudować zniszczenia […]. Przez kratę okienka dostrzegła mnie młoda dziewczyna. na długą chwilę nasze oczy spotkały się, jej – wyrażały współczucie, moje – zachwyt jej urodą. W końcu dziewczyna zaczęła śpiewać, jakby z żalem. Utkwiły mi w pamięci pierwsze słowa zwrotki: Młody chłopcze, dlaczegoś dostał się za kratki, moje serce za tobą płacze.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę "Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach" (Wydawnictwo Fronda 2019).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę „Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach” (Wydawnictwo Fronda 2019).

„Jedynym prawem był mocny kułak”

Trzeba też pamiętać, że zesłani musieli obawiać się nie tylko strażników, ale często także współwięźniów. W końcu „polityczni” byli wymieszani z pospolitymi kryminalistami i recydywistami. Ci ostatni wielokrotnie pełnili ważne funkcję w trakcie transportu (a niekiedy później byli odpowiedzialni za dyscyplinę w obozie). Prawo silniejszego było jedyną regułą, a brak poszanowania dla innych – oczywistością. Maciej Żołnierczyk, którego wspomnienia znalazły się w zbiorze „Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach”, tak zapamiętał śmierć innego Polaka w drodze na zesłanie:

Urbański konał powoli, rzęził i coś bełkotał.  […] Wtem podpełzł młody żulik i widząc umierającego, szybko spuścił gacie i zaczął załatwiać się Urbańskiemu na nogi. […] Ja zawarczałem na ruskiego, który szybko, tak jak przyszedł, uciekł, ale swoją „pieczęć” zostawił. Później z daleka widziałem jak inni podpełzali do konającego Urbańskiego i załatwiali się, po prostu dlatego, że on nie mógł się ani bronić, ani protestować.

To było normalne w tym transporcie, gdzie jedynym prawem był mocny kułak. Trzeba pamiętać, że okręt płynął prawie dwa tygodnie. Ludzi musiało być około 3 tysięcy. Jak mogę ocenić, cztery symboliczne latryny na pomoście nie miały żadnego znaczenia.

Żołnierczyk dodał, że zwłaszcza pod koniec piekielnej podróży statkiem „żuliki jakby oszaleli”. Zaczęli bez opamiętania znęcać się nad towarzyszami niedoli – jak pisał były więzień, „co nocy było słychać nieludzkie wrzaski, jęki, wycie którejś z ich ofiar”.

Więźniowie nieraz odkrywali po drodze ślady swoich rodaków - choćby krzyże na grobach polskich zesłańców... Zdjęcie poglądowe.

fot.Kaunas 9th Fort Museum/CC BY 4.0 Więźniowie nieraz odkrywali po drodze ślady swoich rodaków – choćby krzyże na grobach polskich zesłańców… Zdjęcie poglądowe.

Innym przerażającym doświadczeniem zesłanych Polaków było odkrywanie śladów rodaków, którzy na zsyłce zakończyli życie. Na dalekim wschodzie, w głębi Rosji, kolejne pokolenia zaznaczały swoją obecność. Zbigniew Lewicki tak zapamiętał jeden z etapów swojej drogi na Kołymę w roku 1939:

Za Bajkałem, w architekturze napotkanych osiedli zauważyłem jakiś swojski pierwiastek. Domy z ciosanych belek, nie okrągłych, ganki na słupkach, węgły i dachy, żurawie studzienne, serca wycięte w okiennicach, malwy pod oknami, wreszcie cmentarze pełne krzyżów polskich zesłańców.

Koniec wojny!

W trakcie drugiej wojny światowej wywózki polskiej ludności nie ustały, choć władza sowiecka miała „przejściowe” kłopoty z powodu ataku armii niemieckiej. Skończyły się one jednak, gdy tylko alianci zaczęli zyskiwać przewagę na froncie.

Paradoksalnie koniec wojny nie dla wszystkich był powodem do radości. Nawet 9 maja 1945 roku ruszył bowiem kolejny transport na wschód. W gronie zesłańców znalazł się Janusz Siemiński:

9 maja wywołano nas do transportu. […] Wchodziliśmy pojedynczo, odliczani, do bydlęcych wagonów. Byłem już w środku, gdy w pewnym momencie usłyszałem strzały, krzyki, wrzaski.[…] Na peronie żołnierze ściskali się i całowali. To koniec wojny! Koniec wojny! Czekaliśmy na ten dzień pięć długich, krwawych lat, a przeżywamy go w transporcie na wschód z wyrokiem piętnastu lat katorgi…

Na miejscu czekały zesłańców zabójcze mrozy. Zdjęcie poglądowe (Workuta).

fot.Kaunas 9th Fort Museum/CC BY 4.0 Na miejscu czekały zesłańców zabójcze mrozy. Zdjęcie poglądowe (Workuta).

Równie gorzko o wywózce piszą Polacy, którzy doświadczyli jej rok po zakończeniu działań wojennych, gdy propaganda sowiecka z dumą prezentowała ZSRR jako „wyzwoliciela” Polski. Małgorzata Giżejewska w książce „Kołyma 1944-1956 w wspomnieniach polskich więźniów” przywołała relację Stanisława Jachniewicza, jednego z aresztowanych i wywiezionych w 1946 roku. Wyraźnie widać, że „bracia” ze wschodu nie zrezygnowali z oczyszczania terenów, które uznali za „swoje”:

Najpierw cieszyliśmy się, że wiozą nas na wschód, a nie na północ. Aby nie do Workuty. W Irkucku nastąpiła zmiana eskorty, zrozumieliśmy, że to dopiero pół drogi. Zaprowadzono nas do łaźni. 40 st. mrozu, grudzień. Łaźnia zamarznięta, nie bardzo nam się chciało tam wchodzić, ale poszczuto nas psami i poszliśmy.

Były prysznice i dali po małym kawałku mydła. Byliśmy strasznie brudni, bo w wagonach panowały okropne warunki i nie myliśmy się, nie było czym. Jeśli nawet dostaliśmy nawet trochę wody, to nawet do picia nie starczyło. Zeskrobywaliśmy szron ze ścian i tak gasiliśmy pragnienie.

W „wolnej i demokratycznej” Polsce Ludowej jeszcze niejeden „wróg ludu” zakosztował smaku piekielnej podróży. Na koniec koszmarnych transportów trzeba było czekać o wiele za długo…

 Bibliografia:

  1. Małgorzata Giżejewska, Kołyma 1944-1956 ws wspomnieniach polskich więźniów, Instytut Studiów Politycznych PAN 2000.
  2. Zbigniew Lewicki, Dziennik, Instytut Teologiczny Księży Misjonarzy 2000.
  3. Janusz Siemiński, Moja Kołyma, Wydawnictwo KARTA 1995.
  4. Autor zbiorowy, Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach, Wydawnictwo Fronda 2019.

Kup książkę taniej w księgarni Wydawcy:

Czy wiesz, że ...

...książę Karol Stanisław Radziwiłł „Panie Kochanku” słynął z rozrzutności i dzikich wybryków. Pewnego razu latem chciał pojeździć na saniach. A ponieważ nie było śniegu, to kazał wysypać dziedziniec nieświeskiego zamku cukrem i na nim urządzono kulig.

...niemiecki generał Friedrich Paulus, wzięty w sowiecką niewolę pod Stalingradem, w procesach norymberskich wziął udział jak świadek oskarżenia? Jego przyjazd wzbudził dużo emocji. Kiedy siedzący na ławie oskarżonych Hermann Göring zobaczył go na sali rozpraw, z wściekłością nazwał go „brudną świnią”.

...w armii Adolfa Hitlera służyć mogło nawet 500 tysięcy Polaków – czyli więcej niż w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie i w armii polskiej w ZSRR? Najwięcej z nich wcielono ze Śląska i z Pomorza.

...jedyna polska cichociemna generał Elżbieta Zawacka będąc dzieckiem nie umiała powiedzieć ani słowa po polsku? Było to bezpośrednim tego, że mieszkała na ziemiach zaboru pruskiego, gdzie jej rodzinę poddawano germanizacji.

Komentarze (27)

  1. Prawda historyczna Odpowiedz

    Kolejny rusofobski artykuł pisany na zamowienie CIA jak mogli przywozić same trupy skoro śmiertelność wynosiła 0,3%. Tak jest zapisane w dokumentach. Autor skąd czerpie dane? Dokumenty już dawno zostały oddajnione ale pewnie pseudohistorykom nie pasują do ogólnej nagonki i wytycznych z Wall Street

    • Maciej Zborek Odpowiedz

      Dane czerpię ze wspomnień oraz innych tekstów wymienionych w bibliografii. Odnośnie dokumentów i ich wiarygodności, to przypominam, że Sowieci uparcie przekonywali o niemieckiej zbrodni w Katyniu. Również o głodzie na Ukrainie dowiedzieliśmy się z relacji świadków, bo strona sowiecka uparcie twierdziła, że to wymysł wrogów ZSRR.

      • Prawda historyczna Odpowiedz

        Widzę że reprezentuje Pan typową filozofię „Kalego” dokumenty o Katyniu, które ujawniła kapitalistyczna Rosja to prawda a dokumenty które ujawniono na inny temat to kity? Bo co? Bo akurat to co niepasuje do ogólnej antykomunistycznej nagonki jaką stosują kapitalisci i ich agenci od dziesięcioleci to odrazu prawda obiawiona. Wspomnień? Czyli w każdym pocjagu siedział polski archiwista i wszystko notował? To już całkiem Pan orbituje

        • Maciej Zborek

          To może od początku. Co do pierwszej wątpliwości „dokumenty które ujawniono na inny temat to kity?”. ZSRR nie ujawniło dokumentów w sprawie Katynia. Dlaczego? Jakie inne dokumenty nazywa Pan kitami? Kapitalizm? Akurat najwięcej o sowieckich warunkach zycia wiemy od ludzi, którzy byli mocno lewicujący. Trzy nazwiska: Andre Gide, Gustaw Herling-Grudziński i George Orwell. Na Kołymę trafiło tysiące Polaków, co sprawia, że jakis procent zdołał zapisać, co też się dzialo. Jeśli wspomnienia są dla Pana niewiarygodne, to musi Pan odrzucić większość wydarzen, jakie miały miejsce w przeszlosci.

        • Prawda historyczna

          Nie obracają Pan kota jajkami do góry to Pan napisał że Katyń ujawniono dopiero po upadku ZSRR. Czyli napisze jeszcze raz mianowicie twierdzi Pan że dopiero kapitalistyczna Rosja ujawniła Katyń i twierdzi Pan że to prawda zgoda 100% natomiast kapitalistyczna Rosja ujawniła również np. Dokumenty o wywozkach których Pan już nie uznaje a z których jasno wynika że śmiertelność wynosiła dużo mniej niż 1% bo od 0, 3do 0,7 czyli wywieziono 320 tys obywateli polskich nawet 0,7% to jest 2240 osób które zmarły podczas transportu skoro jeden statek zabierał jakieś 7tys i wszyscy zmarli to jeden statek przebił trzykrotnosc archiwów NKWD??? Międzynarodowe historycy maja dostęp do archiwów od lat 90 tych i zbadano już losy kilkudziesięciu tysięcy represionowanych w czasach stalinowskich i jakoś wszystko się potwierdziło czyli prawie na 100%archiwa są prawdziwe. Był już kiedyś taki gościu który był idolem burzuazyjnych historyków a twierdził ze w gulagach zginęło 60 milionów ????? Nazywał się Sołżenicyn. Obecnie nawet kapitalistyczna wiki podaję 2700 tys (i tak zawyżone) czyli ponad 20 krotnie mniej. Tak też pewnie było z tą całą kolyma.

        • Maciej Zborek

          Nigdzie nie napisałem, że nie uznaje dokumentów przedstawionych przez Rosję. To już Pana nadinterpretacja. Przedstawione statystyki są o tyle kłopotliwe, że powstały w czasie, gdy władze sowieckie używały ich do różnych gierek i manipulacji. Jeśli bierze Pan pod uwagę realność tych statystyk to proszę odnieść je do konkretnego kontekstu. Nie sposób ich zweryfikować, bo nie istnieje taka możliwość. Sporo osób, które umierały na zsyłce nigdy nie miało grobu, bo w takich warunkach to niemożliwe. To w jaki sposób chciałby Pan zweryfikować takie ustalenia statystyczne? W przypadku reszty Europy można próbować to robić w oparciu o badania antropologów fizycznych (np. w byłej Jugosławii) i próbować dociekać ile osób zginęło.

        • Prawda historyczna

          Właśnie właśnie manipulacje były po śmierci Stalina bo Chruszczow chciał go oczernić jest to już fakt obecnie znany że Nikita kłamał. Jeśli idąc już Pana tropem niewyjaśnione zajścia powinny działać raczej na korzyść „oskarżonego” czyli w tym wypadku komunistów bo teraz akurat nikt ich nie broni a wszystkie środki przekazu i ośrodki naukowe są zdominowane przez kapitalistyczno-nazistowsko-watykanski układ, który był w wyraźnym konflikcie ze Stalinem. Przykładem są tu Kuropaty gdzie odkryto 7 tyś ofiar a nacionalisci orbitowali w okolicach 250 tys. Przypomnę też że dominujaca wiekszosc łagierników to więźniowie niepolityczni.

    • Anonim Odpowiedz

      Nie wierzę aby tak wykształcony człowiek opowiadał takie bajki sam z siebie Bo to poziom stadionowych mutantów

  2. Wiedźma Odpowiedz

    Kolejne antyrosyjskie pierdolamento, żałosne. Dzięki takim wywózkom część mojej rodziny ocalała przed ukraińskimi zwyrodnialcami i spokojnie po wojnie wrócili do Polski. Inni krewni za to bardziej się bali po wojnie leśnych terrorystów przeklętych niż wywózek.

    • Felix Odpowiedz

      Co najmniej 60 tys. Polaków nie miało tego szczęścia żeby „wrócić” i zostało tam zagłodzonych lub zaharowało się na śmierć. Czyżby nowa narracja rosyjskiej ambasady? Wywieźli ich żeby chronić przed wrednymi Ukraińcami? To coś jak z polskimi oficerami. Podobno uciekli do Mongolii…

      • Nie dramatyzuj Odpowiedz

        Dzięki Katyniowi powojenny rząd polski zaoszczędził tysiące kulek na dezerterów, a dzięki ewakuacji Polaków z Kresów ocalono ich od hi/tlerowskiego i ukr/aińskiego bestialstwa.

    • Prawda historyczna Odpowiedz

      Nie tylko Twoja rodzina ocalała ale i my wszyscy Polacy bo gdyby nie Rosjanie wszystich nas naziści wrzucili by do pieca. Babka mi opowiadała jak Bandyci Przekleci kumali się z UPA i napadali na polskich chłopów i w 2017r opublikoeano raport CIA z 1947r najwiekszych antykomuchow, który to potwierdza

  3. Jasiu Odpowiedz

    Szanowny autorze powyższego artykułu. Nie wiem czy zna Pan język rosyjski? Zapewne nie skoro używa Pan często rosyjskiego słowa „sowiet” czy jego odmiany sowieci, sowiecka etc. Otóż informuję Pana, iż sowiet po rosyjsku znaczy rada. Używanie obcego słowa w polszczyźnie, w której jest jego adekwatny odpowiednik uważam za zachwaszczanie naszego języka. Jest Pan absolwentem UJ i powinno to do czegoś Pana zobowiązywać.

    • Maciej Zborek Odpowiedz

      Uniwersalny słownik języka polskiego PWN wyd. 2008 definiuje słowo sowiet w następujący sposób: „pot. mieszkaniec Związku Radzieckiego”.

      • ThiDoIn Odpowiedz

        życzę by się Pan nie zrażał osobistymi wycieczkami kierowanymi do Pana. Jak czytam komentarze (nie tylko na tym portalu) to przypominam sobie treść króciutkiego wyjaśnienia „Głupi, mądry i wariacje na ich temat”

        • Maciej Zborek

          Dziękuję za słowa otuchy. W moim przekonaniu autor powinien być odporny na krytykę i różne zaczepki. Skoro podjąłem się pisania, to i muszę przyjmować cięgi. Cierpliwość to podstawa w tym fachu. Serdecznie pozdrawiam

    • Anonim Odpowiedz

      Czytam i oczom nie wierzę…jak można negować to, co robili Sowieci wkraczając na tereny Polski. Zarzucać bezpośrednim świadkom kłamstwa ? W ten sposób piszą tylko moskiewskie trole lub „ludzie” którzy sprzedali by własną matkę aby tylko przypodobać się сволочи ( !!!! ) że wschodu

Odpowiedz na „ThiDoInAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.