Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Bitwa w Lesie Teutoburskim. Najbardziej haniebna porażka starożytnego Rzymu

Podczas bitwy w Lesie Teutoburskim zginęło około 20 tysięcy rzymskich żołnierzy.

fot.Otto Albert Koch/domena publiczna Podczas bitwy w Lesie Teutoburskim zginęło około 20 tysięcy rzymskich żołnierzy.

Na wieść o tej klęsce Oktawian August walił podobno głową o ścianę, wołając: „Kwintyliuszu Warusie, oddaj legiony!”. W Rzymie zapanowała panika. Spodziewano się przecież łatwego zwycięstwa – a tymczasem 20 tysięcy legionistów poległo w męczarniach, wpadłszy w pułapkę, zorganizowaną przez barbarzyńskiego wodza.

Porażka, jakiej w 9 roku naszej ery rzymskie legiony doznały w Lesie Teutoburskim, wywołała szok wśród mieszkańców Wiecznego Miasta. Pisarz i historyk Swetoniusz tak opisywał reakcję cesarza Oktawiana Augusta:

Na wieść o tej klęsce kazał August rozstawić po Rzymie straże, aby zapobiec panice, na prowincjach przedłużył urzędowanie wojskowe dotychczasowym namiestnikom aby władza nad sprzymierzeńcami utrzymała się w rękach doświadczonych i obeznanych z miejscowymi warunkami (…) Wreszcie podobno tak był tym przybity, że przez szereg miesięcy nie golił brody ani włosów nie strzygł. Nieraz tłukł głową o ścianę, wołając głośno: „Kwintyliuszu Warusie, oddaj legiony!

Całkowita zagłada trzech legionów w praktyce oznaczała koniec ekspansji rzymskiej na północny-wschód. Zacięte walki z Germanami o opanowanie prawego brzegu Renu trwały wówczas już od przeszło dwudziestu lat. Mimo rozlicznych trudności, nie brakowało w ich trakcie sukcesów. Lucjan Domicjusz Ahenobarbus przekroczył nawet Łabę, stając się pierwszym i jedynym w historii rzymskim dowódcą, który dotarł tak daleko na północny-wschód.

Zachęcony powodzeniem cesarz chciał utworzyć nową prowincję – Germanię Nadreńską (Germanię Wielką). Dokończenie tego zadania powierzono doświadczonemu dyplomacie, Publiuszowi Kwintyliuszowi Warusowi, który wcześniej zarządzał w Afryce i Syrii. Wsławił się też skuteczną interwencją w Judei w 4 roku przed naszą erą, gdzie stłumił poważne niepokoje po śmierci Heroda Wielkiego. Wydawało się, że niewiele może przeszkodzić Rzymianom w umocnieniu swojej władzy na nowym terytorium. Okazało się jednak, że w czasie wojny niczego nie można uznać za przesądzone.

August chciał umocnić rzymską władzę w Germanii i utworzyć nową prowincję.

fot.Giovanni Battista Tiepolo/domena publiczna August chciał umocnić rzymską władzę w Germanii i utworzyć nową prowincję.

Przeciw Rzymianom niespodziewanie wystąpił bowiem Arminiusz, wódz Germanów z plemienia Cherusków. Ten urodzony około 17 roku przed Chrystusem syn wodza Sigimera wychował się w Wiecznym Mieście. Trafił tam po klęsce Germanów w czasie kampanii Druzusa, czyli około 8 roku przed naszą erą. Odebrał klasyczne wychowanie rzymskie, otrzymał też obywatelstwo i tytuł ekwity. Zanim zwrócił się przeciw imperium, służył w legionach – walczył między innymi w Panonii (dzisiejsze Węgry) oraz w Germanii pod Tyberiuszem. Dla Rzymian stanowił wzór zromanizowanego arystokraty barbarzyńskiego – aż wydało się, że ma wobec siebie znacznie ambitniejsze plany.

Kampania 9 roku

Od Warusa oczekiwano, że poradzi sobie zarówno z oporem, jak i uporem tubylczych plemion w nowo powstającej prowincji. Liczono na to, że wykorzysta swój talent dyplomatyczny, wspierany przez powagę pięciu legionów, by zastosować w działaniu zasadę divide et impera. Miał utrzymać dotychczasowych sprzymierzeńców, przekonać niezdecydowanych, a pokonanych trzymać w ryzach posłuszeństwa. Zakładano, że jego misja nie będzie miała charakteru militarnego, jaki posiadały wcześniejsze kampanie Druzusa i Tyberiusza.

Warus szybko przekonał się jednak, że zarządzanie Wschodem i tworzenie podstaw struktur państwowych na dzikich ostępach Germanii nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Pierwszy rok upłynął mu na ściąganiu podatków i niezbyt subtelnym wprowadzaniu rzymskiego prawa, co zostało fatalnie odebrane przez poszczególne plemiona. Cesarski namiestnik, który przemieszczał się po prowincji, rozwiązywał spory i przyjmował poselstwa, szybko też zraził do siebie miejscową arystokrację, co stało się wodą na młyn Arminiusza.

Celem zbuntowanego wodza było wywołanie ogólnogermańskiego powstania i jednocześnie, dzięki temu, wzmocnienie swojej pozycji wśród Cherusków. Dokonać tego mógł tylko po odniesieniu znaczącego zwycięstwa nad Rzymianami. To, że doskonale znał taktykę legionów oraz wkupił się uprzednio w łaski Warusa, ułatwiło mu sprawę. Udało mu się nakłonić legata, by kolejna jego wyprawa udała się na ziemie oficjalnie przyjaznego Rzymianom plemienia Cherusków i by tam rozbito obóz letni. Następnie chciał wywabić legionistów z obozu i odciągnąć od rzeki – maszerowali oni bowiem wzdłuż dopływu Renu, Lippe, wspomagani przez niewielką flotyllę. Gdyby wracali za Ren tą samą trasą, uderzenie, nawet z zaskoczenia, byłoby ryzykowne i trudne do przygotowania.

Inspiracją dla artykułu była fabuła książki Gerainta Jonesa "Krwawy las" (Rebis 2019).

Inspiracją dla artykułu była fabuła książki Gerainta Jonesa „Krwawy las” (Rebis 2019).

Tymczasem zbliżał się wrzesień i Arminiusz wiedział, że Rzymianie wkrótce będą kończyć pobyt w Germanii. Nie chciał, by okazja do wzniecenia powstania przepadła. Zaaranżował więc ataki swoich sprzymierzeńców, między innymi Brukterów, na ziemie Cherusków i zaczął przekonywać rzymskiego dowódcę, że właśnie nadarza się niepowtarzalna okazja na umocnienie struktur nowej prowincji. Zachęcał go, by podjął próbę przekonania niezdecydowanych do współpracy z Rzymem, ukarania agresorów i stłumienia wszelkich niepokojów.

Przeciwnicy tego planu bez wątpienia argumentowali, że jest już za późno na wyruszanie przeciwko buntownikom. Bali się, że uniemozliwi to powrót na stanowiska zimowe przed rozpoczęciem zimy. Arminiusz postawił jednak na swoim. Warus uwierzył mu, że wystarczy wybrać krótszą drogę, wskazaną przez Cherusków, i bez problemu uda się rozbić przeciwnika, a następnie w chwale wrócić nad Ren.

W krwawym lesie

Rzymianie opuścili obóz letni z początkiem września. Tego samego dnia odjechał także Arminiusz z większością swojej jazdy, oficjalnie po to, by zebrać wojowników i dołączyć wkrótce do kolumny marszowej, a w rzeczywistości – by koordynować atak. Co istotne, pozostawił przy legionistach przewodników, którzy pilnowali, by wojska szły ustalonym uprzednio traktem i nie zawróciły na południe.

Legioniści otrzymali żołd, przygotowano tabory i wyruszono w drogę. Regulaminowo przemierzano aż 26 kilometrów dziennie. Armia rzymska, mimo uszczuplenia swoich sił poprzez wydzielanie garnizonów do fortów, liczyła w kolumnie marszowej około 14 tysięcy żołnierzy (bez cywilów) i rozciągała się mniej więcej na 15 kilometrów.

Warus dał się przekonać, że może pokonać zbuntowane plemiona jeszcze przed zimą.

fot.domena publiczna Warus dał się przekonać, że może pokonać zbuntowane plemiona jeszcze przed zimą.

Marsz został spowolniony nagłym atakiem Brukterów, który uznaje się za rozpoczęcie bitwy. Jednocześnie pogorszyła się pogoda. Rzymianie, ciągle nękani przez wroga, w ulewnym deszczu weszli w lesisty teren. Gdy znaleziono sprzyjające miejsce, wybudowano obóz, a wieczorem Warus zwołał naradę wojenną. Następnego dnia, najprawdopodobniej ze względu na fatalną aurę, legioniści pozostali w obozie. Rozesłano zwiadowców, by ustalili, gdzie znajduje się Armeniusz. Wciąż jeszcze nie podejrzewano jego zdrady.

Z pewnością misja wywiadowcza zakończyła się powodzeniem, bowiem Cheruskowie znajdowali się bliżej, niż sądzono, jednakże legioniści zostali przez Germanów przyjęci zupełnie inaczej, niż się spodziewali. Wieczorem Warus i jego dowódcy musieli uświadomić sobie powagę swojej sytuacji. Wskazuje na to zmiana sposobu przemieszczania się: postanowiono ruszyć rano niezależnie od warunków. Tabor nakazano spalić bądź porzucić i zabrano tylko najpotrzebniejszy ekwipunek. Zamierzano też zmniejszyć rozciągnięcie kolumny marszowej. Wobec coraz bardziej prawdopodobnej zdrady Arminiusza jedyne wyjście stanowiła próba przebicia się w kierunku zachodnim, by ewentualnie w sprzyjającym terenie stoczyć z wrogiem walną bitwę.

Gdy trzeciego dnia Rzymianie zgodnie z planem opuścili obóz, ukryci w gęstwinie leśnej barbarzyńcy wznowili uporczywe ataki. Często nacierali gwałtownie, z doskoku, rozbijając kolumnę na mniejsze grupy i zwiększając odległości pomiędzy maszerującymi. Walki toczyły głównie jednostki pomocnicze i jazda, z trudem poruszająca się w leśnych ostępach. Tymczasem ciężka piechota próbowała kontynuować marsz.

Straty w legionach rosły, zaczęła też rozluźniać się dyscyplina i organizacja. Kilka kilometrów od Kalkriese, na wzniesieniu blisko wsi Schwagstorf, żołnierze Wiecznego Miasta wyszli na otwarty teren i najprawdopodobniej założyli kolejny obóz. Trudno zrekonstruować, co działo się w kolejnych godzinach, ale bezdyskusyjne wydaje się, że na tym etapie zorientowali się, że są okrążeni i pozostaje im tylko jeden kierunek marszu. Musiało dojść też do kolejnych ataków, a do walki włączyły się oddziały Arminiusza. Utracono jazdę. Wreszcie ranny Warus popełnił samobójstwo.

Legioniści zostali otoczeni przez plemiona germańskie.

fot.Peter Janssen/domena publiczna Legioniści zostali otoczeni przez plemiona germańskie.

Nie wiemy jednak, w jakiej kolejności następowały po sobie te wydarzenia. Znaków zapytania jest zresztą więcej. Czy bitwa trwała trzy, czy cztery dni? Czy Rzymianie zdołali założyć nowy obóz, czy zabrakło im czasu? Czy Numoniusz Wala, dowódca kawalerii uciekł z pola bitwy, czy też próbował przebić się na północ z polecenia głównego dowódcy? Czy to klęska jazdy, zmiażdżonej przez Cherusków, ostatecznie załamała Warusa? A może to pojawienie się Arminiusza przelało czarę goryczy?

Po samobójczej śmierci namiestnika w jego ślady poszło wielu wyższych oficerów. Możemy podejrzewać, że za nimi podążyła również część szeregowych żołnierzy. Okrucieństwo Germanów było powszechnie znane i nie chciano trafić żywcem w ich ręce. Jeszcze tego samego dnia (lub, jak podają niektórzy, czwartego dnia bitwy o świcie), niedobitki legionów pod wodzą Lucjusza Eggiusza i Cejoniusza podjęły próbę dalszego marszu w kierunku zachodnim. Gdy czołówka wojska, prowadzona przez Eggiusza, po zejściu ze skarpy dotarła do kolejnego lasu, wódz Cherusków przeprowadził gwałtowny atak na ariergardę, na czele której stał Cejoniusz. Kolejna część armii została rozbita.

Kres podbojów

Niektórzy z pozostałych przy życiu rzucili się w stronę wojsk Eggiusza. Reszta wraz z Cejoniuszem zawróciła do obozu, gdzie skapitulowała przed germańskim wodzem, pieczętując swój los. W tym czasie dowódca przednich oddziałów zorientował się, że jego droga prowadzi wzdłuż umocnionego szańca obsadzonego przez Germanów. Podjął rozpaczliwą próbę przebicia się przez zaporę – bez powodzenia. Rzymianie byli atakowani z lewej i prawej flanki. W końcu Arminiusz zamknął okrążenie od tyłu. Legioniści nie mieli już żadnych szans na ocalenie.

Arminiusz nie pozostawił Rzymianom żadnej drogi ucieczki.

fot.Johannes Gehrts/domena publiczna Arminiusz nie pozostawił Rzymianom żadnej drogi ucieczki.

W walkach Wieczne Miasto straciło trzy legiony: XVII, XVIII i XIX. Cesarz August, wstrząśnięty klęską, zakazał ich odtwarzania. Po stronie Imperium poległo około 20 tysięcy ludzi. Wielu z tych, którzy dostali się do niewoli, także zginęło, i to w męczarniach. Byli torturowani i składani w ofierze. Zwłoki Warusa odkopano, a jego głowę Arminiusz odesłał swojemu wielkiemu rywalowi, wodzowi Markomanów, Marbodowi. Nie wiemy, czy gest ten stanowił prztyczek dla konkurenta, czy też wezwanie do podniesienia buntu za przykładem Cherusków i ich sprzymierzeńców. Jedyną reakcją Marboda było odesłanie głowy nieszczęsnego dowódcy do Rzymu.

Wieść o klęsce rozpaliła pożar powszechnego powstania. Na terenie Wielkiej Germanii atakowano i niszczono rzymskie obozy, forty i osiedla. Kto mógł, uciekał za Ren. Porzucono ideę podbojów na północnym wschodzie – granica ustaliła się na rzece i przetrwała aż do upadku cesarstwa.  Porażka urosła do rangi legendy. Germanie szczycili się nią jeszcze po wielu wiekach – bez wątpienia mocno wpłynęła na rozwój i charakter XIX-wiecznego nacjonalizmu niemieckiego.

Inspiracja:

Inspiracją dla powstania artykułu stała się fabuła książki Gerainta Jonesa Krwawy las (Rebis 2019) – opowieść o rzymskich legionistach, którzy stoczyli batalię na śmierć i życie ze zbuntowanymi Germanami.

Kup książkę z rabatem na stronie empik.com:

Kup „Krwawy las” w swojej ulubionej księgarni:

Bibliografia:

Źródła:

  1. Kasjusz Dion, Historia rzymska, przekł. W. Madyda, Ossolineum 2005.
  2. Lucjusz Anneusz Florus, Zarys dziejów rzymskich, przekł. I. Lewandowski, Ossolineum 2006.
  3. Swetoniusz, Żywoty Cezarów, przekł. J. Niemirska-Pliszczyńska, Ossolineum 1960.
  4. Tacyt, Dzieła, przekł. S. Hammer, Czytelnik 1957.
  5. Tacyt, Germania, przekł. T. Płóciennik, Wydawnictwo Naukowe UAM 2008.
  6. Wellejusz Paterkullus, Historia rzymska, przekł. E. Zwolski, Ossolineum 2006.

 Opracowania:

  1. Delbrück H., Antyczna sztuka wojenna, tom III. Cesarstwo rzymskie i Germanie, Napoleon V 2013.
  2. Goldsworthy A., Pax Romana, Rebis 2017.
  3. Iwaszkiewicz P., Łoś W., Stępień M., Władcy i wodzowie starożytności. Słownik, WSiP 1998.
  4. Krawczuk A., Cesarz August, Ossolineum 1973.
  5. Matyszak P., Wrogowie Rzymu, Bellona 2007.
  6. McNally M., Bitwa w Lesie Teutoburskim, Osprey Publishing 2011.
  7. Rochala P., Las Teutoburski 9 rok n.e., Bellona 2005.
  8. Southern P., Oktawian August, PIW 2003.
  9. Ziółkowski A., Historia Rzymu, PTPN 2005.

Czy wiesz, że ...

...Aleksander Wielki kazał zamordować swojego przyrodniego brata Karanosa? Biednego chłopca podobno wrzucono do rozgrzanego pieca.

...rzymskiemu wodzowi przysługiwało prawo do triumfu tylko, jeśli jego armia zabiła w bitwie co najmniej 5000 wrogów?

Komentarze (17)

  1. Jawor Odpowiedz

    Bardzo dobry artykuł. Rzadko w dzisiejszych czasach można przeczytać coś tak rzeczowego i dobrze napisanego. Jestem pod wielkim wrażeniem.

  2. dfgh Odpowiedz

    Kojarzę przerażającą historię zgwałcenia 2 córek na środku miasta przez legionistów, publicznie pewnej królowej ze zdaje się terenów wysp brytyjskich. Pomimo umowy według której miała być bezpieczna, zwabiono ją i potraktowany w taki sposób. Jak widać germanie dobrze zrobili z rzymianami. Zresztą w samym tym opisie widać jak chciano politycznie podporządkować sobie kolejne „państwo”, by czerpać z niego jak z niższego zyski.

  3. Grzegorz Odpowiedz

    No tak Alamenska propaganda. Armeniusz to rzymskie imię. Nikt nawet nie zwraca uwagi, że Ojcem tego wodzą był Siegimir bo znów czysto słowiańskie imię jest podane w alamenskim języku. Żal bo już i tak z tym nic nie zrobimy, historię piszą zwycięzcy. Za sto lat nasze wnuki będą się wstydzić, że to Polscy naziści wywołali II WS, bo tak będzie pisało w oficjalnych podręcznikach.

  4. lavinka Odpowiedz

    Nigdy nie pojmę, jak Niemcy mogli się szczycić osiągnięciami Germanów, skoro w tym momencie mieszkali na półwyspie skandynawskim i łowili ryby. To znaczy przodkowie Niemców, bo przecież Germanie to lud indoaryjski podobnie jak Celtowie, a Niemcy (Teutoni) pochodzili z północy i z ową wojną nie mieli nic wspólnego, nawet ich język jeszcze nie istniał (pierwsze wzmianki o języku praniemieckim są z VIII wieku).

    • ika Odpowiedz

      A jak my możemy się szczycić osiągnięciami Polan, którzy wyszli z lasów i wybili do nogi swoich poprzedników, a następnie wybudowali grody na ich zgliszczach i poszli po wsparcie do Rzymu przez chrzest i Święte Imperium Rzymskie Narodu Niemieckiego? Polityka, misiu… polityka!

      • Pascal Odpowiedz

        Będąc ścisłym to Polan wtedy jeszcze nawet nie było, (nie jestem pewien czy Słowianie się już wykrystalizowali), a ich przodkowie z tego co mi wiadomo żyli sobie nad Dnieprem wciąż błogo trwając bodajże w epoce kamienia, tylko nie wiem czy Słowianie nad Dnieprem nie pojawili się po najeździe Hunów, (którzy to ze Słowianami nie mieli nic wspólnego).

    • Parcal Odpowiedz

      Wtedy to nie istniało większość współczesnych języków, nie było włoskiego, francuskiego, hiszpańskiego, polskiego, ruskiego, był język germanów, (będący ojcem języka niemieckiego).
      Co do obecności tam germanów, to jakoś od I w. p.n.e. Rzymianie tak nazywają ten lud, który sobie tam pomieszkiwał, a z badań wychodzi, że z Słowianami to nie miał absolutnie nic wspólnego, ba to z tej grupy ludów wykrystalizowali się późniejsi Frankowie i Alemanowie, dalej Bawarowie, Sasi, a z tych ludów zrodził się naród niemiecki.
      O naszych przodkach pierwsze wzmianki to kupcy arabscy jak dobrze pamiętam VIII wiek, i Polanie wtedy cóż byli kilkaset lat za czołówką cywilizacji, (nie znali pisma, bez pisma nie ma imperium, zresztą jedyne pismo jakiego używali polanie do alfabet łaciński). Z wykopalisk wiemy, że na naszych ziemiach wtedy żyli Luigowie, (Ligowie), którzy z tego co wiem mają rodowód bałtycki, (rodzina Prusów, a dziś Litwnów, Łotyszy, Estończyków). Co do Słowian podejrzewa się, że łowili ryby nad Dnieprem w tym okresie czasu.

Odpowiedz na „ParcalAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.