Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Musiały oddawać swoje ciała w Buchenwaldzie i Auschwitz. Jak po wojnie traktowano kobiety, które pracowały w obozowych domach publicznych?

Kobiety, które trafiły do obozowych domów publicznych, dopiero po wielu latach zdecydowały się opowiedzieć swoją historię.

fot.kadr z filmy „Przeklęte wieczory: Prostytucja w obozach koncentracyjnych” Kobiety, które trafiły do obozowych domów publicznych, dopiero po wielu latach zdecydowały się opowiedzieć swoją historię.

Były nagrodą i zachętą do pracy dla innych więźniów. Codziennie musiały przyjmować nawet po dziesięciu „klientów”. Gdy zachodziły w ciążę, zmuszano je do aborcji lub odbierano im dzieci. Te kobiety przeszły w obozach prawdziwe piekło. Ale do niedawna nie mogły o tym mówić.

Frau W. była jedną z wielu Niemek, które trafiły do obozu koncentracyjnego za „aspołeczne zachowanie”. Oskarżenia tego typu zwykle służyły do ścigania prostytutek. Ale nie tylko. By zostać skazanym, wystarczyło mieć podejrzane koneksje albo związać się z Żydem, jak stało się w tym przypadku. Kobieta, aresztowana pod koniec 1939 roku, została osadzona najpierw w Ravensbrück, a następnie przeniesiona do Buchenwaldu.

Po wojnie była więźniarka dowiedziała się, że mimo wieloletniego pobytu w obozie nie przysługuje jej prawo do odszkodowania. Władze NRD odrzuciły wniosek Frau W. w oparciu o… powód aresztowania. Rozpoczęła się wieloletnia batalia, której końca – zresztą niepomyślnego dla niej – kobieta już nie doczekała. Zmarła w 1990 roku.

To, do czego nie odważyła się przyznać w trakcie kolejnych przesłuchań, to fakt, że w trakcie pobytu w Buchenwaldzie była „zatrudniona” w obozowym domu publicznym. Jak wszystkie inne pracownice tych przybytków, zorganizowanych przez lagrową administrację w celu motywowania więźniów do pracy, obawiała się dyskryminacji. Dopiero niedługo przed śmiercią, jako jedna z nielicznych, odważyła się mówić. Tylko dlaczego ofiary takie, jak ona tak długo milczały o tym, co je spotkało?

Pierwszy dom publiczny dla więźniów powstał w Mauthausen.

fot.Bundesarchiv / CC-BY-SA 3.0 fot.Bundesarchiv / CC-BY-SA 3.0 Pierwszy dom publiczny dla więźniów powstał w Mauthausen.

„Grymaśne pensjonariuszki”

W obozowych „Puffach” (od niemieckiego słowa Puff, czyli burdel), istniejących w latach 1942-1945, pracowała grupa około 200-210 więźniarek. Z tego 190 służyło w domach publicznych dla osadzonych, a 20 – w ich odpowiednikach dla ukraińskich esesmanów. Wiemy mniej więcej, kim były. Większość – ponad 60% – stanowiły Niemki. Sporo było również Polek. Rzadziej zdarzały się Rosjanki, Ukrainki i Białorusinki.

Czy wiesz, że ...

...celem matki Natalie Wood było uczynienie z córki gwiazdy? Była w stanie zrobić wszystko, by dziewczynka dobrze zagrała. Pewnego razu rozdarła na strzępy żywego motyla w celu zmuszenia córki do płaczu na planie.

...w zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1981 roku ranna została Ann Odre? Kobieta była amerykanką polskiego pochodzenia i według prasy urodziła się tego samego dnia i w tym samym miejscu, co papież. W rzeczywistości urodziła się ona w USA i była trzy lata młodsza od Jana Pawła II… Z Wadowic pochodziła natomiast jej matka.

...jedynym "nawróconym" nazistą w Norymberdze był Hans Frank, generalny gubernator okupowanych ziem polskich? Twierdził, że w celi śmierci "odnalazł Boga".

...jedna z najważniejszych radzieckich snajperek w przeciwieństwie do większości ochotniczek, które zgłaszały się do Armii Czerwonej nie była młoda, a jednak stała się śmiertelnie skuteczna. Zdążyła zabić ponad 100 Niemców i wyszkolić setki następczyń.

Komentarze (10)

  1. Anonim Odpowiedz

    …………………. a dzisiaj opiekują się swoimi oprawcami , one albo ich córki ” dobrze płatna praca , wyjedź do Niemiec i opiekuj się starym człowieki
    em..”

  2. Anonim Odpowiedz

    Znam dokładnie los takiej więźniarki i jej żal wręcz do świata w ogóle za to co ją spotkało. Była tak nieufna, że nie życzyła sobie najpierw by do niej mówić „dzień dobry” przy spotkaniu na ulicy. Kiedyś wykonałem jej prostą naprawę sprzętu domowego – ucieszyła się i zaczęła mnie opowiadać jakoby śmieszne historie z życia w obozie. Może tak chciała ale dreszcz przeszywał człowieka po każdym zdaniu. W wyniku swoich przeżyć, miała ataki wściekłości wobec tzw. normalności życia codziennego, potrafiła wtedy wyrzucać przez okno np. wszystkie naczynia kuchenne przez okno. Wezwano służby i ślad po niej zaginął, niekiedy los potrafi być okrutny dla ludzi do końca???

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Anonimie, bardzo dziękujemy za podzielenie się z nami tą smutną historią. Udowadnia ona jednak, że los tych kobiet nawet po wojnie nie był do pozazdroszczenia. Pozdrawiamy.

  3. Anonim Odpowiedz

    Dlaczego autorka artykułu nazywa więżniarki „pracownicami” obozowych domów publicznych? Czyżby otrzymywały wynagrodzenie, miały opłacane składki na ubezpieczenie, płaciły podatki ?

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Anonimie, ponieważ nie robiły one tego dobrowolnie, ale wykonywały pracę, do której były zmuszone. Nie za każdą pracę otrzymuje się wynagrodzenie. Podobnie jak inni więźniowie obozów koncentracyjnych pracowali na rzecz Niemców. Pozdrawiam.

Odpowiedz na „Anna DziadzioAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.