Ciekawostki Historyczne

Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Czy ostatnią akcję zbrojną Armii Krajowej przeprowadzono… w 1982 roku?

Czy tak wyobrażali sobie walkę z reżimem młodzi ludzie w 1982 roku? Plakat Stanisława Miedzy-Tomaszewskiego, kolportowany podczas Powstania Warszawskiego oraz fragment murala upamiętniającego Radio Solidarność (fot. Mateusz Opasiński, lic. CC ASA 3.0).

Czy tak wyobrażali sobie walkę z reżimem młodzi ludzie w 1982 roku? Plakat Stanisława Miedzy-Tomaszewskiego, kolportowany podczas Powstania Warszawskiego oraz fragment murala upamiętniającego Radio Solidarność (fot. Mateusz Opasiński, lic. CC ASA 3.0).

Utopienie we krwi Powstania Warszawskiego, zrównanie z ziemią stolicy, wybicie po wojnie żołnierzy wyklętych – to była tragiczna lekcja, z której Polacy mieli wreszcie wyciągnąć wnioski. Kolejna polska rewolucja – Solidarności – była już pokojowa. Gen walki z bronią w ręku jednak nie zniknął…

Ręce do góry! Oddaj broń! W imieniu Powstańczej Armii Krajowej! Jadący do pracy sierżant milicji Zdzisław Karos nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Mroźny lutowy poranek 1982 roku, zapchany warszawski tramwaj linii 24, smutna rzeczywistość stanu wojennego. I trzech wątłych, nastoletnich chłopców, którzy grożąc mu zdobyczną TT-ką chcieli pozbawić go służbowej broni.

– Synku… – mruknął pobłażliwe sierżant Karos, chwytając za lufę pistoletu, którym straszył go roztrzęsiony Robert Chechłacz. Szamotanina, strzał, ciężko ranny w brzuch milicjant osunął się na podłogę. Zmarł pięć dni później. Osierocił dwójkę dzieci.

TT-ka. Młodzi "AK-owcy" właśnie tego typu pistoletem grozili sierżantowi Karosowi (fot. KEN, lic. CC BY-SA 3.0).

TT-ka. Młodzi „AK-owcy” właśnie tego typu pistoletem grozili sierżantowi Karosowi (fot. KEN, lic. CC BY-SA 3.0).

Prawdziwe powstanie na wiosnę

Siły Zbrojne Polski Podziemnej, czyli konspiracyjna grupa kilku nastolatków, zawiązały się ledwie miesiąc wcześniej. Młodzieńcom z Grodziska Mazowieckiego zaimponował dojeżdżający z Lublina Stanisław Matejczuk.

Student historii oszołomił uczniów szkół średnich bajkowymi opowieściami o ogólnopolskim zbrojnym ruchu oporu przeciwko dyktaturze Wojciecha Jaruzelskiego i planach wywołania narodowego powstania. Zapewniał, że wybuchnie ono lada moment, już na wiosnę.

Matejczuk polecił chłopakom zorganizować się w konspiracyjne piątki, przybrać pseudonimy i prowadzić działania wywiadowcze, propagandowe i małego sabotażu. Wszystko według wzorców wypracowanych kilkadziesiąt lat wcześniej przez Armię Krajową i Szare Szeregi.

I może do żadnej tragedii by nie doszło, gdyby chłopcy poprzestali na rozrzucaniu solidarnościowych ulotek. Niestety, w młodych, gorących głowach zrodził się kompletnie utopijny plan odbicia osób internowanych w warszawskiej Białołęce. Do tego z kolei potrzebna im była broń…

Areszt Śledczy w Białołęce - największy ośrodek dla internowanych w czasie stanu wojennego i główny cel Powstańczej Armii Krajowej (fot. Grzegorz Gołębiowski, lic. CC BY-SA 4.0).

Areszt Śledczy w Białołęce – największy ośrodek dla internowanych w czasie stanu wojennego i główny cel Powstańczej Armii Krajowej (fot. Grzegorz Gołębiowski, lic. CC BY-SA 4.0).

Pistolety w głośniku na plebanii

Zdobyć broń można była tylko w jeden sposób – rozbrajając milicjanta czy żołnierza na ulicy. Z oczywistych względów najtrudniej było o pierwszy pistolet. Grotowi (Robert Chechłacz) i Kowaczowi (Tomasz Łupanow) sprzyjało jednak szczęście. W Grodzisku udało im się obezwładnić i okraść ze służbowej broni kompletnie pijanego milicjanta.

Artykuł powstał w dużej mierze na podstawie książki Patryka Pleskota "Zabić. Mordy polityczne w PRL" (Znak Horyzont 2016).

Artykuł powstał w dużej mierze na podstawie książki Patryka Pleskota „Zabić. Mordy polityczne w PRL” (Znak Horyzont 2016).

Grożąc pierwszym zdobytym pistoletem przypadkowo spotkanemu w autobusie chorążemu zdobyli kolejną sztukę broni. I tak dalej, aż do uzbrojenia całej grupy. Plan wydawał się nie mieć słabych punktów…

Tymczasem kontakt ze Studentem był mocno utrudniony. Matejczuk pojawiał się tylko raz na tydzień – dwa z tajemniczymi zaleceniami, płynącymi rzekomo z samej góry. Dlatego w poszukiwaniu autorytetu, inspiracji i wsparcia chłopcy zwrócili się do księdza Sylwestra Zycha z parafii św. Anny w Grodzisku.

31-letni duchowny miał świetny kontakt z młodzieżą. Dyskutował, zapraszał na plebanię szybko przechodził na „ty” i traktował po partnersku. Tym razem był jednak bardzo poważnie zaniepokojony aktywnością swoich podopiecznych i olbrzymim ryzykiem, które podjęli.

Wtajemniczony w ich plany zgodził się przyjąć na przechowanie dwa zdobyczne pistolety, które ukrył w kościelnym głośniku, i udostępnić im plebanię na konspiracyjne zebrania.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Zych odmówił jednak objęcia funkcji dowódcy Sił Zbrojnych Polski Podziemnej, widząc dla siebie raczej rolę moralnego przewodnika. Jak to później tłumaczył: jako ksiądz czułem się zobowiązany udzielić im pomocy i schronienia.

To tu odprawiał w spokoju swoje msze ksiądz Sylwester Zych, dopóki jego życia nie zmienił kontakt z grupą młodych bojowników... Kościół św. Anny w Grodzisku Mazowieckim w 2007 roku (fot. Jan Stradowski, lic. CC BY 3.0).

To tu odprawiał w spokoju swoje msze ksiądz Sylwester Zych, dopóki jego życia nie zmienił kontakt z grupą młodych bojowników… Kościół św. Anny w Grodzisku Mazowieckim w 2007 roku (fot. Jan Stradowski, lic. CC BY 3.0).

Ksiądz na czele organizacji chcącej zbrojnie obalić ustrój

Jak można się było spodziewać, komunistyczny aparat represji zareagował niezwykle stanowczo na zamordowanie swojego człowieka. Nieważne, że był to tylko milicjant – w wyjaśnienie sprawy zaangażowane zostały olbrzymie środki i najlepsi specjaliści.

Nieświadomi rozpętanej burzy członkowie Powstańczej Armii Krajowej ćwiczyli strzelanie ze zdobycznych pistoletów (co bardzo imponowało dziewczynom) i odbywali długie posiadówy u księdza Zycha. W nocy z 4 na 5 marca wszyscy członkowie organizacji trafili do aresztu.

Komunistyczna propaganda prawie oszalała z radości. Pokojowe, pełne rozsądku stanowisko Solidarności i Episkopatu wyraźnie kontrastowało z bezprawiem i okrucieństwem wojskowego przewrotu przeciwko własnemu narodowi!

Od rozbicia wolnych związków i wprowadzenia stanu wojennego minęły już ponad dwa miesiące. Tymczasem wciąż nie potwierdziły się żadne z kolportowanych przez władzę informacji o planowanym przez Solidarność zbrojnym przejęciu władzy i krwawym rozliczeniu z rządzącymi. I wreszcie komuniści dostali w ręce dowód na to, że wolnościowcy dążą tak naprawdę do przelewu krwi bratniej. Ba, mogli się też odtąd obnosić z faktem, że w ich szeregach padła pierwsza ofiara.

Wprowadzając stan wojenny ekipa Jaruzelskiego liczyła na wykrycie planów zbrojnego obalenia systemu. Powstańcza Armia Krajowa im ich dostarczyła... (Archiwum Dokumentacji Mechanicznej, Wojskowa Agencja Fotograficzna, domena publiczna).

Wprowadzając stan wojenny ekipa Jaruzelskiego liczyła na wykrycie planów zbrojnego obalenia systemu. Powstańcza Armia Krajowa im ich dostarczyła… (Archiwum Dokumentacji Mechanicznej, Wojskowa Agencja Fotograficzna, domena publiczna).

We wszystkich medialnych przekazach na pierwszy plan wysuwano informację, że pomysłodawca i najstarszy członek grupy był studentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Dowódcą organizacji był z kolei katolicki ksiądz, znany z antykomunistycznych przekonań. Młodociani sprawcy, którzy mogliby wzbudzić współczucie społeczeństwa, byli traktowani drugoplanowo.

Artykuł powstał w dużej mierze na podstawie książki Patryka Pleskota "Zabić. Mordy polityczne w PRL" (Znak Horyzont 2016).

Artykuł powstał w dużej mierze na podstawie książki Patryka Pleskota „Zabić. Mordy polityczne w PRL” (Znak Horyzont 2016).

Taki komunikat był oczywiście manipulacją. Żaden z członków organizacji nie należał do Solidarności. Młodzi spiskowcy, zafascynowani Legionami Polskimi i Kamieniami na szaniec, mieli tylko głowy pełne romantycznych ideałów i utopijne plany walki z reżimem.

Zabójstwo sierżanta Karosa nie było planowane. Do tragedii doszło w wyniku nieszczęśliwego wypadku i ataku paniki. A ksiądz Sylwester Zych nie był żadnym przywódcą „szajki”. O akcjach chłopców dowiadywał się po fakcie, podczas cotygodniowych spotkań na plebanii. Tych zresztą odbyło się nie więcej niż pięć! Jak pisze Patryk Pleskot w książce pt. „Zabić. Mordy polityczne w PRL”:

Duchowny przyznawał, że nie wierzył w te najbardziej śmiałe plany. Odradzał odbijanie internowanych, przestrzegał przed rozlewem krwi, starał się hamować „gorące głowy”.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Czy ksiądz Zych mógł nie dopuścić do życiowej tragedii młodych ludzi i śmierci szeregowego milicjanta? Pytanie pozostaje otwarte.

Zakład Karny w Braniewie, gdzie na odsiadkę trafił ksiądz Zych. Widok z przedwojennej pocztówki (źródło: domena publiczna).

Zakład Karny w Braniewie, gdzie na odsiadkę trafił ksiądz Zych. Widok z przedwojennej pocztówki (źródło: domena publiczna).

25 lat więzienia

Śledztwo było brutalne. Podejrzanych bito, poniżano i torturowano, stosowano wobec nich groźby. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego także nie miał litości dla, jak to ujęto, członków nielegalnego związku zbrojnego. Roberta Chechłacza – bezpośredniego sprawcę śmierci sierżanta Karosa – skazano na 25 lat więzienia. Uniknął kary śmierci tylko dlatego, że był niepełnoletni. Towarzyszący mu Tomasz Łupanow dostał 13 lat odsiadki, a Stanisław Student Matejczuk – 6.

Artykuł powstał w dużej mierze na podstawie książki Patryka Pleskota "Zabić. Mordy polityczne w PRL" (Znak Horyzont 2016).

Artykuł powstał w dużej mierze na podstawie książki Patryka Pleskota „Zabić. Mordy polityczne w PRL” (Znak Horyzont 2016).

Ksiądz Zych za przynależność do nielegalnej organizacji zbrojnej i przechowywanie broni bez zezwolenia dostał wyrok 4 lat więzienia. Sąd Najwyższy zmienił wymiar kary na 6 lat. Pozostałe osoby skazano na wyroki krótsze lub w zawieszeniu. Wszyscy ukarani opuścili jednak więzienie po kilku latach, jeszcze przed upadkiem komunizmu.

My ci tego Karosa nie darujemy

Już podczas pobytu w zakładzie karnym esbecy i strażnicy więzienni wprost zapowiadali księdzu Zychowi, że zostanie zamordowany po wyjściu na wolność. Nie od razu, bo byłoby to zbyt oczywiste, ale po jakimś czasie. W 1986 roku, po 4 latach odsiadki, zastosowano wobec niego amnestię i wypuszczono go z więzienia.

Od pierwszych chwil na wolności był bombardowany anonimowymi listami i telefonami z pogróżkami. Nic dziwnego, że już po 3 dniach niespełna 37-letni mężczyzna nagrał na magnetofonie swój testament:

Czuję, że zbliża się mój dzień. (…) Walczyłem, jak umiałem, walczyłem do końca, byłem w więzieniu, ale myślę, że Polsce trzeba dać więcej, trzeba dać siebie do końca – jak ks. Jerzy [Popiełuszko].

Na tego typu sprzęcie została zapisana przerażająca ostatnia wola księdza Zycha. Na zdjęciu magnetofon MK2500 (fot. psm93 - oldradio.pl, lic. CC BY 2.5).

Na tego typu sprzęcie została zapisana przerażająca ostatnia wola księdza Zycha. Na zdjęciu magnetofon MK2500 (fot. psm93 – oldradio.pl, lic. CC BY 2.5).

W lutym 1989 roku, po dwóch tajemniczych zgonach (najpewniej morderstwach) księży Niedzielaka i Suchowolca, ksiądz Sylwester Zych mógł już tylko mruknąć do siebie: Teraz esbecy wezmą się za mnie.

Ksiądz Zych dokończył swego żywota w tajemniczych okolicznościach w Krynicy Morskiej. Na zdjęciu kościół pw. św. Piotra Apostoła i św. Franciszka (fot. Ludwig Schneider, lic. CC BY-SA 3.0).

Ksiądz Zych dokończył swego żywota w tajemniczych okolicznościach w Krynicy Morskiej. Na zdjęciu kościół pw. św. Piotra Apostoła i św. Franciszka (fot. Ludwig Schneider, lic. CC BY-SA 3.0).

Pod koniec marca został napadnięty w Warszawie przez trzech nieznanych sprawców, którzy próbowali siłą wlać mu do gardła wódkę. Napastników spłoszyła przypadkowa kobieta.

11 lipca 1989 roku (już po obradach Okrągłego Stołu i pierwszych częściowo wolnych wyborach 4 czerwca) zwłoki księdza zostały znalezione przy Dworcu PKS w Krynicy Morskiej. Oficjalnie za przyczynę zgonu uznano zatrucie etanolem – miał ponad 4 promile we krwi. Jednak ksiądz znany był z awersji do alkoholu.

Dopiero w czasie powtórnej sekcji zwłok specjaliści doliczyli się aż 54 uszkodzeń ciała, w tym licznych pręg z tyłu głowy, będących być może śladami uderzeń pałką. Tajemnica śmierci księdza Sylwestra Zycha nigdy nie została wyjaśniona.

Robert Chechłacz i Stanisław Matejczuk wyemigrowali z kraju obawiając się, że nawet w wolnej Polsce może spotkać ich taki sam los, jak zaprzyjaźnionego kapłana.

Bibliografia

  1. Zbigniew Branach, Tajemnica śmierci ks. Zycha, Wyd. Agencja Reporterska Cetera 2002.
  2. Patryk Pleskot, Zabić. Mordy polityczne w PRL, Znak Horyzont 2016.
  3. Oskarżeni. Śmierć sierżanta Karosa, Dramat dokumentalny TVP 2007.

Czy wiesz, że ...

...szpiegowskie gadżety mogły przybierać najbardziej niezwykłe formy? Posługujący się kodem Morse’a radionadajnik, który  informował żołnierzy U.S. Army o ruchach Wietkongu, miał kształt... psiej kupy!

...słowo «Polak» i «Polska» w ZSRS lat trzydziestych były synonimami zdrady i wrogości wobec państwa i ustroju sowieckiego”? Ciągłe podkreślanie wrogości wobec sąsiadów z zachodu sprawiło, że po ataku III Rzeszy na Związek Radziecki Stalin i jego świta, chcący nagle zjednać sobie polskich obywateli, znaleźli się w niemałym kłopocie.

...po II wojnie światowej piłkarzom zdarzało się grać mecze w zamian za cebulę i ziemniaki. W PRL-u Zbigniew Boniek, by wyjść na swoje oficjalnie pracował na pięciu etatach.

…pierwowzorem stereotypowego fryzjera geja był polak Antoni Cierplikowski? Żona tego króla fryzjerów musiała patrzeć, jak trwonił pokaźny majątek na utrzymanków.

Komentarze (30)

  1. Anonim Odpowiedz

    Rok 1982 stan wojenny godzina policyjna jako żołnierz służby zasadniczej często nocą godzinami sam czekałem w bardzo, bardzo zimnym gaziku na swoich oficerów mając przy sobie KBKAM plus 120 ostrych. Kilka razy młode osoby koniecznie musiały rozmawiać dyskutować wyzywać prowokować trzask jaki daje przeładowywanie broni kończył wszystkie spory. Czy ci młodzi bohaterowie myśleli, że nam było łatwo. Mieliśmy po 20 lat wielu przez rok nie było w domu poczta prawie nie docierała, a te listy co doszły były otwarte z nabita pieczątka ocenzurowano.

      • Anonim Odpowiedz

        Wielu z nich wcielono do Wermachtu 300 tysięcy pochodziło z Polski polecam film Kolumbowie w Kolorze Feldgrau 2000 – YouTube

      • mariner Odpowiedz

        Przeklamujesz historie.Zarzucam ci klamstwo. Wermacht i SS poslugiwalo sie specjalnie dla nich skonstruowanymi tabletkami ” antystresowymi” ktorych glownym skladnikiem byla amfetamina.Mozna wiec powiedziec ze wyjatkowa dzielnosc formacji Wermachtu byla wzbudzana „hajem”.Tak ze nie odczuwali stresu w czasie akcji .Bylo im wiec bardzo dobrze stad tyle zbrodniczych akcji ,bo nie mieli zadnych hamulcow.
        .US Mariners poszli tym samym sladem i „lykaja ” przed akcja toche inna mieszanke .

      • Anonim Odpowiedz

        Proszę mnie nie obrażać. Byłem tylko szeregowym. Zostałem powołany do służby wojskowej jesienią 1980 roku i proszę nie nazywać mnie komunistą bo nigdy nim nie byłem.

        • Anonim

          Bo pewnie odpisuje panu jakis gimnazjalista, który myśli, że w latach 80 każdy kto nie był w Solidarności był komunistą oraz nie wie co to zasadnicza służba wojskowa i mus nie mus praktycznie każdy do tego wojska szedł a że trafiło się odbywać służbę wojskową w stanie wojennym to już nie wina wcielonego. Odpowiedź, że żołnierzom SS i Wehrmachtu nie było łatwo jest też z „dupy” – no ale kto nie był za poprzedniego ustroju wcielony do wojska siłą co może wiedzieć. Wielka młodzież z napchanymi głowami gównem oczywiście.

        • mariner

          Niepotrzebnie napisales te pare slow.Dla niektorych swiat ma kolory tylko czarni i bialy i nic do nich nie dociera.Nienawisc do wszystkiego ich napedza i umra na raka zatruci wlasnym jadem :) Trzeba i na to pozwolic :) .Historie tez mozna pisac wbrew faktom liczac na to ze ludzie nie pamietaja .Pamietaja! jednak. :) cyt (..) Pokojowe, pełne rozsądku stanowisko Solidarności i Episkopatu (…) Usmiac sie mozna na takie sformulowania. Kain tez mial pokojowe zamiary :)

        • Anonim

          porównywanie solidarności i episkopatu jest co najmniej nietrafione, żeby nie powiedzieć idiotyczne

        • Jakub

          Proszę się nie denerwować, bo nie warto. Sam mam kolegę, którego ZSW wypadła właśnie w okresie Stanu Wojennego. Żeby było mniej ciekawie, kolega jest z Gdańska, więc był pod dodatkowym „ostrzałem” ze strony kadry – wiadomo, ani słowa co się dzieje w domu, bo… Ale gówniarstwo nie rozumie, nie mają pojęcia o czym mowa, bo ich cieplarniane życie jest proste i bezstresowe. Dla nich niemalże każdy to komunista. Biedne toto, bo głupie…

      • Anonim Odpowiedz

        Dzięki widzę, że wielu mnie zrozumiało, a reszta jak dorośnie lub zmądrzeją to być może też zrozumie.

  2. Anonim Odpowiedz

    Dla dzisiejszej młodzieży świadomość faktów jest nie do ogarnięcia , tym bardziej ,że tak bardzo okrojono lekcje historii – dla nich kto nie był co najmniej internowany to komunista- czyli 99% społeczeństwa . A całe zło świata ( nawet efekt cieplarniany) to wyłącznie Czy jest sens udowadniać , ze nie jest się wielbłądem ?

    • Tomek Odpowiedz

      Ale za takie a nie inne postrzeganie historii odpowiedzialni są dorośli a nie młodzież, różni mędrcy tworzący programy nauczania, autorzy często beznadziejnych podręczników itp.Studiowałem kiedyś historię na kier. nauczycielksim, to był chyba drugi rok po tych słynnych czterech „reformach” i żeby przygotować się do zajęć na praktykach musiałem zaznajomić się z tymi nowymi podręcznikami. To było straszne. Wiadomo zresztą, że rzetelne przekazanie wiedzy historycznej uczniom jest na szarym końcu jeśli chodzi o cele nauczania(czy raczej prowadzenia lekcji) historii.

      • Anonim Odpowiedz

        Bardzo dobrzał to pan ujął. Jako świadka tamtych wydarzeń parę lat temu na zaproszenie liceum opowiadałem o tamtych czasach młodzieży na koniec odpowiadając na ich wiele pytań. Szkoda tylko, że to było w Niemczech i interesowało niemiecka młodzież.

  3. Anonim Odpowiedz

    Robert Chechłacz tak do końca nie wyemigrował. Na początku lat 90 cieżko ranił wartownika z jednostki wojskowej na Okęciu i zabrał mu broń, której następnie użył do rozboju na taksówkarzu. Żołnierz uderzony w głowę kłódką na łańcuchu zmarł. Co było z taksówkarzem w tej chwili nie pamiętam. Jest to jednak do sprawdzenia w archiwach prokuratury i sądu.

  4. Nasz publicysta |Redakcja Odpowiedz

    Kilka komentarzy z naszego profilu na fb:
    https://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1242303605798296

    Lucjan K.: Gdyby nie rozum i odwaga Wałęsy to Polska znowu spłynęłaby krwią, przybyłoby, jeden Bóg wie ile, nowych grobów młodych ludzi, czy tego nie mogą odżałować tchórzliwe kurduple, którzy osobiście nic nie zrobili a tak łatwo wysyłaliby na śmierć innych?

    Norbert D.: Tak gdyby nie Wałęsa polala by się krew.. Jaruzelskiego, Kiszczaka i wielu komunistycznych zbrodniarzy.. Jak mawiał Zbigniew Herbert „rewolucja bez rozlewu krwi, to żadna rewolucja”

    Lucjan K.: Norbert D*** Słuchaj rewolucjonisto, dzisiaj odwaga staniała bardzo, co robiłeś jak trzeba było iść na przeciwko plutonom ZOMO? Czy aby nie wzorem waszego hitlerka nie siedziałeś przypadkiem pod mamusiną kiecką?

    Janusz R.: Teraz okazało się że bezkrwawe przemiany roku 1989 to jednak nie to.Lepszym byłoby zbrojne powstanie bo wszak jasnym jest że Polak wolność musi okrasić swą krwią.I tak ten naród podpuszczany przez elity niesie ten swój krzyż.

    Jacek T.S.: Jeszcze chwila i okaże się, że wciąż walczą…

  5. Olek Odpowiedz

    „Komunistyczna propaganda prawie oszalała z radości”. Artykuł sam w sobie to dno jakich mało ale powyższym zdaniem mnie rozśmieszyłeś autorku. Każda władza ma swoich dyżurnych historyków.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      @Olek: Nie wydaje mi się, żeby był Pan na „Ty” z autorem tekstu. Krytykować każdy potrafi, a jakieś konkrety? Prosimy o merytoryczne komentarze.

Odpowiedz na „AnonimAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.