Damy - empik

Trzy krążowniki zatopione w godzinę. Już w 1914 roku niemiecki U-boot siał postrach na morzach!

Autor: | 17 lipca 2014 | 13,587 odsłon

Otto Weddingen. Człowiek, który upokorzył Royal Navy.Pierwsza wojna światowa trwała od niespełna dwóch miesięcy, gdy 22 września 1914 r. niemiecki okręt podwodny U-9 dowodzony przez kpt. Otto Weddigena dokonał niezwykłego wyczynu. Ta niepozorna jednostka z załogą liczącą zaledwie 29 osób w ciągu godziny storpedowała i zatopiła 3 brytyjskie krążowniki. Na ich pokładach zginęło ponad 1400 marynarzy. Upokorzona Royal Navy wobec zagrożenia ze strony U-bootów okazała się kompletnie bezbronna.

W chwili wybuchu Wielkiej Wojny flota podwodna kajzerowskich Niemiec liczyła zaledwie 29 jednostek. Dalszych 21 znajdowało się w różnych fazach budowy. Okręty podwodne traktowano wówczas nieco po macoszemu. Nie liczono się poważnie z realnym zagrożeniem z ich strony i zarezerwowano dla nich raczej działania patrolowe i rozpoznawcze. Głównym orężem flot nadal miały być potężne pancerniki i krążowniki. Jednak pierwsze miesiące konfliktu boleśnie zweryfikowały te poglądy.

Wilk wyrusza na łowy

Zgodnie z rozkazem U-9 miał wyjść w morze z bazy na Helgolandzie 16 września 1914 r. Zadaniem kpt. Weddigena było rozpoznanie ruchów francuskich i brytyjskich statków i okrętów w rejonie belgijskiej Ostendy. Niemcom początkowo towarzyszył pech. Ze względu na silny sztorm na Morzu Północnym wypłynięcie z portu przesunęło się o trzy dni.

U-9 - okręt kapitana Otto Weddigena gotowy do kolejnego rejsu bojowego. Może i tym razem uda się posłać na dno jakiś wraży statek, a może i okręt wojenny?

U-9 – okręt kapitana Otto Weddigena gotowy do kolejnego rejsu bojowego. Może i tym razem uda się posłać na dno jakiś wraży statek, a może i okręt wojenny?

Dwa dni później w pobliżu holenderskiej wyspy Ameland zepsuł się kompas i załoga zmuszona była nawigować, korzystając wyłącznie z obserwacji wzrokowej. Morze nadal było niespokojne i żeglując w takich warunkach, U-boot znalazł się w rejonie wejścia do holenderskiego portu Scheveningen. Tam Weddigen zadecydował, że U-9 przeczeka sztormową noc, leżąc na dnie, co okazało się niemożliwe z uwagi na ryzyko uszkodzenia kadłuba. Niemców czekała zatem ciężka noc na miotanym przez fale okręcie.

Rano, około godz. 6.00, marynarz wachtowy na kiosku poinformował o zaobserwowaniu wierzchołków masztów na horyzoncie. W tej sytuacji Weddigen zarządził alarmowe zanurzenie i skierował U-9 na przecięcie kursu zauważonej jednostki w celu jej wzrokowej identyfikacji. Jakież było zdziwienie niemieckiego kapitana, gdy w okularze peryskopu ujrzał, zamiast jednego, trzy gęsto dymiące okręty, które rozpoznano jako krążowniki należące do brytyjskiego typu „Cressy”.

Zwierzyna wystawia się na strzał

Brytyjczycy płynęli stałym kursem, nie próbując zygzakować, nigdzie nie widać było okrętów eskorty. Wyglądało na to, że sami wejdą Niemcom pod lufę. Na niemieckim okręcie natychmiast zarządzono alarm bojowy. Rozpoczęto ustalanie parametrów niezbędnych do wystrzelenia torped. Odległość do najbliższego brytyjskiego okrętu wynosiła wówczas około 500 m…

Wykryte krążowniki: „Cressy”, „Hogue” i „Aboukir” nieświadome zagrożenia kontynuowały tymczasem patrol wzdłuż holenderskiego wybrzeża. Na okrętach trwała normalna, poranna krzątanina. Morze uspokoiło się, jak okiem sięgnąć było puste, nigdzie nie było widać nawet najmniejszej jednostki rybackiej. Nic nie zapowiadało nadciągającej tragedii.

Załoga U-9 w pełnej okazałości. To właśnie ci marynarze i oficerowie okazali się pogromcami Royal Navy (źródło: Bundesarchiv; lic. CC ASA 3.0)

Załoga U-9 w pełnej okazałości. To właśnie ci marynarze i oficerowie okazali się pogromcami Royal Navy (źródło: Bundesarchiv; lic. CC ASA 3.0)

Rozstrzelana eskadra

Nagle tuż przy lewej burcie płynącego na czele eskadry flagowego HMS „Aboukir” wyrosła fontanna wody i podniósł się słup dymu. Okrętem silnie zakołysało. Przełamała się jego dziobowa część i jednocześnie on sam mocno przechylił się na lewą burtę. Dowódca krążownika oraz całego zespołu, kmdr Drummond, rozkazał wywiesić sygnał: Wszedłem na minę. Potrzebuję pomocy…! Los okrętu był już jednak przesądzony. Do flagowej jednostki podszedł „Hogue” z zamiarem ewakuacji załogi. Również „Cressy” zastopował i spuścił na wodę szalupy ratunkowe.

Gdy HMS „Hogue” ruszył na ratunek załodze tonącego HMS "Aboukir" jego również dosięgły niemieckie torpedy.

Gdy HMS „Hogue” ruszył na ratunek załodze tonącego HMS „Aboukir” jego również dosięgły niemieckie torpedy.

W tym samym czasie U-9 wykonywał zwrot. Kpt. Weddigen obserwował akcję ratowniczą. Tym razem na cel wzięto „Cressy”, jednak ze względu na owe szalupy, które mogły przeciąć bieg torped, zaatakowano HMS „Hogue”. Na okręcie tym znajdowała się już duża część załogi z tonącego właśnie „Aboukira”. Około 6.55 w jego prawą burtę uderzyły dwie torpedy. Krążownik szybko przechylił się na prawą burtę. Tym razem nie było już żadnych wątpliwości: krążowniki zostały zaatakowane przez kilka okrętów podwodnych – tak przynajmniej sądzili Brytyjczycy.

Kmdr Robert W. Johnson, dowódca ostatniego nieuszkodzonego okrętu, HMS „Cressy”, wysłał do Admiralicji dramatyczną depeszę, w której podał pozycję i straty eskadry. Wzbudziła ona prawdziwy popłoch w sztabie brytyjskiej floty, gdy wyszło na jaw, że krążowniki nie miały zapewnionej osłony przeciwpodwodnej. Natychmiast w sukurs wysłano im flotyllę niszczycieli.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Dariusz Kaliński - Specjalista od II wojny światowej i działań sił specjalnych, a także jeden z najpoczytniejszych w polskim internecie autorów z tej dziedziny. Od 2014 roku stały publicysta "Ciekawostek historycznych.pl". Wielbiciel zlotów militarnych, zespołu Dżem i talentu aktorskiego Clinta Eastwooda.

Okupacja
Komentarze do artykułu (9)
      • Gdy podejmuje się równą walkę, wtedy można mówić, że taka jest wojna. Tutaj torpedowano nieruchome jednostki, nie biorące udziału w starciu, lecz ratujące rozbitków.
        Można to porównać do sytuacji, w której myśliwy rusza na dzikiego zwierza, ale po drodze zauważa krowę uwiązaną do płotu, więc „podejmuje walkę”. To dlatego nie mam współczucia, gdy „bohaterskiego” dowódcę i jego okręt rozjechał niszczyciel. Po prostu rozdeptał insekta.

        • U-29 został staranowany i zatopiony przez pancernik HMS „Dreadnought”

        • Leszek trochę przesadzasz- wojna rządzi się swoimi prawami- piszesz o tym że u-bott torpedował stojące okręty a zapominasz o wielu u-bottach staranowanych przed okręty nawodne eskorty po ich uszkodzeniu i w konsekwencji wynurzeniu na powierzchnie. Taki okręt podwodny tracił zdolność bojową a mimo to był taranowany i topiony z załogą. Wojna ma dwa oblicza- zachowaj obiektywizm.

      • cofnij się o 1000 lat i prześledź postępowanie tych narodów które zamieszkiwały ten rejon – i poczytaj kiedy niemcy zostały zjednoczone – nie trudno stwierdzić że jest to zlepek plemion najbardziej nikczemnych w europie – od zawsze wydawało im się że są nadludźmi i zawsze dostawali w dupę – jesteś z grupy grzybków czy krasnoludków – w sumie nie dziwie się że nie wiesz – ale chyba najmądrzejszy w grupie

  1. Niemcy trochę się przeliczyli z tymi U-Bootami. Chcieli podbić nimi świat nie przewidując postępu w radiolokacji, a także rozciągnięcie działań zbrojnych w okolicach Gibraltaru słono ich kosztowało. Nieudolne „unowocześnianie” okrętów przez montowanie chrap i stale rosnącej produkcji nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Okręty podwodne nie mające wsparcia powietrznego Luftwafe były spisane wyłącznie na straty. Kto wie jak by teraz wyglądał świat gdyby poszczególne komórki militarne III Rzeszy bardziej ze sobą współpracowały?

    • Komentarz raczej odnosi się do konfliktu z lat 1939-45, a i w tym przypadku można polemizować na ten temat. Niemcy pod koniec 2 wojny wprowadzili do służby okręty podwodne typu XXI które były najbardziej awangardową konstrukcją w tej klasie okrętów pierwszej połowy XX wieku. Nie wystarczyło im czasu aby wprowadzić ich zbyt wiele do służby- na szczęście.

  2. Nie mogę się zgodzić z Leszkiem, chociaż nie jestem germanofilem, ale wojna to wojna. Przecież nie mógł podpłynąć i tak po prostu dać się zatopić. Jeśli nie on ich to oni jego….

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Wagner
…słynna amerykańska aktorka zginęła po szamotaninie wyrzucona z jachtu? To nie jedyny przykład, gdy młoda kobieta oddała życie dla sławy.

rosa
…mit o zębatej waginie jest stary jak świat? Nawet Apacze, mieszkańcy Dalekiego Wschodu i Oceanii mieli swoje wersje opowieści o żarłocznej otchłani między kobiecymi udami.

Charlotta
…księżniczka Charlotta pruska, siostra cesarza Wilhelma II, nienawidziła dzieci? Gdy jej niekochana jedynaczka nie mogła zajść w ciążę, nie okazała cienia współczucia, warcząc, że może żyć „bez przeklętego miotu”.