Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Kozacy w Wehrmachcie (Samuel J. Newland)

Kozacy w Wehrmachcie Był spokojny dzień. Bez pośpiechu, bez nerwów. Jednak nadszedł TEN moment i tak… trzeba popracować. Na szczęście obędzie się bez ofiar, bo książka o której chcę napisać, z trudem bo z trudem, ale się wybroniła.

W Polsce rozpowszechniony jest stereotypowy sposób myślenia o kozakach. Kozak = Chmielnicki, nowożytne wojny kozackie i Zaporoska Sicz. Jest to błędne rozumowanie. Zagadnienie kozaczyzny jest w rzeczywistości dużo bardziej złożone, sięga zamierzchłych czasów i rozciąga się na wiele stuleci oraz ogromne połacie terenów na wschód od Dniepru. Kozacy to nie tylko rzekomi przodkowie Ukraińców, ale też przeróżni uciekinierzy, ludzie wolni, najemnicy, zubożała szlachta ruska i żołnierze. Cała kategoria społeczeństwa Imperium Rosyjskiego, istniejąca aż do czasów ZSRR.

Kozacy w sposób oczywisty kojarzą się z wojskiem. Autor omawianej książki nazywa ich zresztą „pretorianami carów”. Co jednak mają oni wspólnego z siłami wojskowymi III Rzeszy? Wehrmacht dla Polaka to z grubsza Hitler, Blitzkrieg, nazizm i okupacja. Mało kto wie, że w armii niemieckiej podczas II wojny światowej służyło kilkadziesiąt tysięcy kozaków – głównie tzw. kozaków dońskich.

Właśnie ich formacjom ochotniczym oraz podejmowanej przez nie walce z bolszewizmem swoją książkę – zatytułowaną „Kozacy w Wehrmachcie 1941–1945” – poświęcił Samuel J. Newland. Jest to interesująca praca licząca przeszło dwieście stron.

 

Pretorianie cara i… Hitlera

Samuel J. Newland podjął próbę przeanalizowania motywów, które stały za działaniami niemieckich dowódców na froncie wschodnim. Dlaczego jedni z nich udzielali poparcia idei utworzenia cudzoziemskich (w tym kozackich) dywizji w ramach dowodzonych przez siebie wojsk, podczas gdy inni całkowicie odrzucali takie rozwiązanie i dążyli do jego storpedowania? Tematem pracy jest także pochodzenie jednostek kozackich i proces formowania ich zalążków w ramach Wehrmachtu. Przy okazji czytelnik dostaje okazję zaznajomienia się z zarysem historii Kozaczyzny.

Autor wspomina o wielu grupach kozaków, ich pochodzeniu, roli w historii, wcześniejszych przywilejach i obszarze przez nich zamieszkiwanym. To przynajmniej w niewielkim stopniu pozwala zrozumieć mentalność tej społeczności. Bez tego nie byłoby możliwe zrozumienie motywów, które kierowały tymi uzdolnionymi żołnierzami w interesującym nas okresie.

W pierwszych rozdziałach Newland przybliża sylwetki osób, które miały największy wkład w powstanie oddziałów kozackich w służbie Wehrmachtu oraz najbardziej wpłynęły na ich kształt. Ponadto odnosi się do osobistego stosunku Hitlera oraz nazistowskich oficjeli do tego projektu. Wyjaśnia (choć trochę zbyt obszernie) założenia niemieckiej polityki wschodniej, przytacza poglądy nazistów dotyczące Słowian i ich przyszłej roli w Wielkiej Rzeszy. W tej części książki najbardziej interesujące są wymieniane przez autora przypadki odstępstw od ogólnych założeń, na rzez rekrutowania Słowian do służby.

Trzon pracy stanowi historia samych dywizji kozackich – ich szkolenia oraz akcji bojowych.

Interesujące nas oddziały pełniły rolę szybkiego, mobilnego zwiadu i przeprowadzały głębokie wypady na terytorium wroga. Zwalczały też komunistyczną partyzantkę. Najczęściej walczyły na własnym terytorium, choć przerzucano je także na Bałkany oraz do Rzeszy, gdzie kozacy pełnili pod koniec wojny służbę garnizonową. Wehrmacht – naruszając ogólne wytyczne nazistowskiej polityki rasowej – obiecał kozakom, że po wojnie uzyskają autonomię, własne władze w okręgach m.in. na Kubaniu i nad Donem oraz kozackie szkolnictwo. Aby załatać sprzeczności ideologiczne oficjalnie przestano ich uważać za Słowian. Kozacy, mimo że obiecano im stosunkowo niewiele, aktywnie zaangażowali się w służbę wojskową. Skończyło się to dla nich w sposób opłakany – 35 tysięcy zostało pojmanych przez Brytyjczyków i oddanych w niewolę Sowietom. Kozaczyzna jako odrębne pojęcie społeczne po wojnie stosunkowo szybko zanikła i dzisiaj stanowi wyłącznie historyczny relikt.

Ciekawa książka na ciekawy temat?

Niewątpliwą zaletę „Kozaków w Wehrmachcie” stanowi sam temat książki. Zagadnienie kozackich oddziałów ochotniczych doczekało się nielicznych opracowań. Na polskim rynku dotąd była dostępna jedna podobna pozycja oraz rozdziały lub fragmenty w książkach poświęconych siłom zbrojnym III Rzeszy. Najczęściej kozaków traktuje się niczym swoistą ciekawostkę. Tymczasem Samuel J. Newland uczynił z ich zaangażowania w II wojnę światową autonomiczny temat.

Książkę ogółem czyta się przyjemnie i z zainteresowaniem. Autor nie zasypuje nas suchymi datami i setkami nazwisk nie osadzonych w wydarzeniach. Wręcz przeciwnie. W efekcie jest to lektura zarówno relaksująca, jak i wartościowa. Niewątpliwie wybija się na tle dziesiątek książek poświęconych wciąż tym samym oddziałom, bitwom i dowódcom.

Kozacy w Wehrmachcie

 

Tylko trochę niekonkretna…

Zastanówmy się także nad wadami książki. Po pierwsze autor postawił na stanowczo zbyt obszerne wprowadzenie do zagadnienia wykorzystania Hiwisów – jeńców z Armii Czerwonej i sowieckich cywilów w służbie Wehrmachtu. Wyczekiwane z utęsknieniem konkrety dotyczące służby kozaków pojawiają się dopiero około strony 90. Oznacza to, że wspomniane wprowadzenie zajmuje ponad jedną trzecią książki.

Także bibliografia nie imponuje. Wprawdzie temat nie został dotąd gruntownie przebadany, ale jednak pojawiło się sporo pozycji o nim traktujących, lub przynajmniej wzmiankujących. Należy zwrócić uwagę na to, że autor w przytłaczającej większości korzysta z opracowań anglojęzycznych, z pewnej liczby prac w języku niemieckim, ale nawet nie próbuje się odnieść do publikacji w języku, którym władali kozacy.

Należałoby także wspomnieć o błędach dotyczących strony graficznej i językowej. Już po przewertowaniu kilku stron da się zauważyć pierwsze potknięcia. Spis ilustracji wygląda koszmarnie. Można odnieść wrażenie, że ktoś tworzył go gdzieś w biegu, na kolanie. W treści można natrafić na wstawki pisane cyrylicą. Według zasad edytorskich w tekście właściwym powinna się znaleźć nie cyrylica, a jej transkrypcja, natomiast w zapisie bibliograficznym należy w tym wypadku użyć transkrypcji lub transliteracji. W omawianej pracy zaobserwować można „wolną amerykankę”. Przykładowo skrajnie różny zapis tego samego tytułu czasopisma. Na jednej stronie pojawia się transkrypcja, a na drugiej po prostu cyrylica, w dodatku nie odmieniona („Kali lubić dobra pan?”).

***

Pomimo paru potknięć całość jest ciekawa i w miarę spójna. Pozwala w przystępny sposób zapoznać się z zagadnieniem kozaków w armii niemieckiej. Myślę, że gdyby wyciąć część treści z rozdziałów 1–3 książka stałaby się jeszcze bardziej przystępna. Gdy już przebrnie się przez tą część, resztę czyta się bardzo przyjemnie.

Ocena recenzenta: -4/6

Autor: Samuel J. Newland

Tytuł: Kozacy w Wehrmachcie 1941-1945

Wydawca: Bellona

Data wydania: 2010

ISBN: 978-83-11-11882-9

Liczba stron: 238

Oprawa: miękka

Cena: ok. 30 zł

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.