Zofia Dzierżyńska przez ponad czterdzieści lat żyła w cieniu swojego słynnego męża, Feliksa, jednego z twórców sowieckiego aparatu terroru. Była fanatyczną komunistką, bezwzględnie lojalną wobec władz ZSRR. Nawet śmierć bliskich podczas stalinowskich czystek nie zachwiała jej przekonaniami. Gdy w grudniu 1948 roku przyjechała do Polski na zjazd zjednoczeniowy PPR i PPS, doszło do nieoczekiwanego wydarzenia, którego konsekwencje okazały się dramatyczne dla kilkudziesięciu osób.
Feliks Edmundowicz Dzierżyński zmarł na atak serca 20 lipca 1926 roku podczas obrad Komitetu Centralnego. Śmierć nastąpiła bezpośrednio po wyczerpującym przemówieniu promującym rozwój przemysłu. Spoczął na Placu Czerwonym pod murami Kremla.
Oczywiście nie zabrakło podejrzeń, że został zabity z inspiracji Stalina. Raczej nie jest to prawdą – nie miał przecież ambicji politycznych i sam był doświadczonym mordercą, więc potrafił zachować ostrożność. W niczym Stalinowi nie zagrażał, a nawet mógł się okazać przydatny. Zapewne skutecznie nadzorowałby aparat terroru podczas wielkich czystek politycznych w latach trzydziestych. Czy jednak podpisałby się pod rozkazem mordu w Katyniu?
Zofia przeżyła męża o ponad czterdzieści lat, pełniła funkcję kierowniczki polskojęzycznej szkoły imienia Róży Luksemburg w Moskwie, wykładała również na Komunistycznym Uniwersytecie Mniejszości Narodowych Zachodu.
Jakub Berman uważał ją za „w gruncie rzeczy dość nieszczęśliwego człowieka”. Do tego „bardzo rygorystycznie, bez wahań wykonywała wszelkie zalecenia”, była niezwykle „sztywną w poglądach”, a wychowana w „określonym sposobie myślenia” potrafiła wyłącznie „posługiwać się znanymi wcześniej rozwiązaniami”. Dzierżyńska „trzymała się kanonów” i nie miała zwyczaju kontestować zaleceń przełożonych. Pozostała również zagorzałą zwolenniczką włączenia Polski w skład ZSRR jako kolejnej republiki radzieckiej. Takie poglądy wyrażał dawniej jej mąż, a z jego koncepcjami Zofia nie zwykła dyskutować.
fot.Nieznany Oryginalnym przesyłającym był Glavkom NN z rosyjskiej Wikipedii, (30 stycznia 2010 (original upload date)) – собственноручный скан журнала Родина № 12. — 2007 — с. 18.Feliks Dzierżyński i Zofia Dzierżyńska z synem Janem w Lugano, październik 1918
Z kolei Zygmunt Berling uważał ją „za najbardziej ograniczonego człowieka, jakiego znał”; a warto przypomnieć, że ten renegat pozytywnie wypowiadał się nawet o Wandzie Wasilewskiej i Janinie Broniewskiej. Zatem Zofia musiała być dla niego uosobieniem sowieckiego betonu ideologicznego i nie trafiały do niej żadne argumenty. Co jednak ważne, do końca życia posługiwała się piękną polszczyzną. Upodobanie Dzierżyńskiej do języka polskiego znalazło kontynuację w jej działalności publicznej, gdyż po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 roku została kierowniczką polskojęzycznej rozgłośni propagandowej imienia Tadeusza Kościuszki.
„Gdy usłyszeliśmy przez radio o napaści Niemiec hitlerowskich na Związek Radziecki, od razu zatelefonowałam do Kominternu, gdzie wówczas pracowałam – wspominała. – Zadałam jedno tylko pytanie: »Czym mogę pomóc?«. Otrzymałam rozkaz natychmiastowego stawienia się w Radiokomitecie, gdzie zastałam także pracowniczki wydawnictwa Inostrannaja Literatura: Henrykę Krzyżanowską i Stefanię Marską. Zaczęłyśmy przygotowywać tłumaczenie przemówienia wygłoszonego przez ministra spraw zagranicznych Związku Radzieckiego Mołotowa, aby nadać je przez radio. Przed mikrofonem przeczytała go Stefania Marska. W ten sposób Radio Moskiewskie po raz pierwszy przemówiło do słuchaczy w języku polskim”.
Oczywiście wypełniała również mniej oficjalne zadania – była bardzo wierną sowiecką agentką w Centralnym Biurze Komunistów Polskich w ZSRR. Uchodziła za fanatyczną komunistkę, nic nie wzbudzało jej wątpliwości (w końcu była wdową po „żelaznym Feliksie”). W latach wielkich czystek zasłynęła z denuncjowania nawet najbliższych przyjaciół. Wątpliwe, by w ten sposób broniła siebie – zapewne uważała, że walczy z wrogami komunizmu.
Swoje obyczaje przeniosła na czasy wojny, wzbudzając prawdziwy popłoch w gronie członków Związku Patriotów Polskich. Nie gardziła jednak odrobiną luksusu w szarej sowieckiej rzeczywistości. Wanda Brońska-Pampuch, córka działaczy KPP, opowiadała o obiedzie, na który zaprosiła ją wdowa po „krwawym Feliksie”.
„Któregoś dnia odwiedziłam na letnisku w Zubałowie, niedaleko Moskwy, Zofię Dzierżyńską. Spotkałam tam również starego polskiego komunistę, Adolfa Warskiego. Na obiad podano wspaniałe, obfite danie. Nie wytrzymałam i zapytałam obecnych, czy nie wstyd im zasiadać do tak suto zastawionego stołu, gdy w kraju panuje głód. Oczyma pamięci widzę Warskiego tak dokładnie, jakby to było dzisiaj: zatrząsł się ze zdenerwowania i powiedział, że za to wszystko, co zrobił dla ludzi, co wycierpiał i czego się wyrzekł dla ruchu komunistycznego w ciągu dziesiątków lat poniewierki, należy mu się chyba u schyłku życia pewien dobrobyt”.
Po śmierci Dzierżyńskiego została partnerką działacza Komunistycznej Partii Polski, Adolfa Warskiego (prawdopodobnie po raz trzeci), jednak ich związek nie trwał długo. W lipcu 1937 roku Warski został aresztowany przez NKWD, osądzony i jeszcze tego samego dnia stracony. Zofia przyjęła to ze zrozumieniem – a może sama brała udział w intrydze przeciwko niemu? Zawsze była wyjątkowo karną działaczką partii. Zresztą wysoko ceniła opinię swojego przełożonego, bułgarskiego komunisty Georgiego Dymitrowa, który twierdził, że „trzeba skrwawić zdrową tkankę, by pozbyć się chorej”. W szeregach Kominternu działał syn Zofii i Feliksa, Jan Dzierżyński. Jakub Berman zachował o nim pozytywne wspomnienie:
„Bardzo odpowiedzialny, zdyscyplinowany, szalenie dokładny w wykonywaniu swoich obowiązków, ale i okazujący życzliwość ludziom, których mu powierzono. Znał zresztą bardzo dobrze język polski. W domu Dzierżyńskich zawsze przecież mówiło się po polsku”.
Podobno syn „żelaznego Feliksa” sprawiał w młodości problemy wychowawcze. Uciekał z domu i „szukał własnej drogi”. Potem „ustatkował się, ożenił”, chociaż „długo jednak przeżywał rozmaite rozterki”. Nic dziwnego, trudno sobie wyobrazić gorsze miejsce do życia niż ZSRR w czasach stalinowskiego terroru. Zofia Dzierżyńska nie wróciła już do Polski, po wojnie czasami jednak odwiedzała kraj. Podczas jej wizyty na zjeździe zjednoczeniowym PPR-u i PPS-u w grudniu 1948 roku doszło do wydarzenia, które rzuca interesujące światło na stosunek polskiego kierownictwa do wdowy po Feliksie.
Szkoda tylko, że kilkadziesiąt osób przypłaciło to pobytem w więzieniu.
fot.unknown-anonymous – Henryk Cimek, Lucjan Kieszczyński, Komunistyczna Partia Polski. Warszawa 1984Zofia Dzierżyńska-Muskat (1882-1968)
W pałacyku, gdzie na czas zjazdu zatrzymała się Dzierżyńska, doszło do eksplozji. Nie zdetonowano jednak bomby czy też ładunku wybuchowego, wystrzelił… bojler z gorącą wodą. Władze uznały, że towarzyszka Zofia może potraktować zdarzenie jako zamach na swoje życie, i na wszelki wypadek aresztowano wszystkich, którzy brali udział w kupnie, transporcie i montażu nieszczęsnego bojlera.
Zofia Dzierżyńska zmarła w lutym 1968 roku. Przed śmiercią napisała wspomnienia o czasach konspiracji i rewolucji październikowej. Książka została wydana również w Polsce, wzbudzając negatywne odczucia. Ale według Stefana Kisielewskiego była sentymentalnym powrotem do czasów młodości.
„Są to wspomnienia Zofii Dzierżyńskiej, żony Feliksa, zatytułowane Lata wielkich bojów. Pierwsza część – zadziwiająca: występują w niej wszyscy starzy Żydzi warszawscy i krakowscy, znajomi moich rodziców, różni Warscy, Horwicowie, Sachsowie, Korczak etc., a i sama Dzierżyńska Żydówka, z domu Muszkat”.
Przygotowując niniejszy rozdział, miałem okazję zapoznać się z tą książką. Ze względu na różnicę wieku i doświadczeń życiowych dzielące mnie ze słynnym Kisielem odniosłem odmienne wrażenia. Nie odnalazłem w niej żadnych sentymentów – to wyjątkowo wstrząsająca lektura napisana przez fanatyczkę, dla której czas zatrzymał się w pierwszych dekadach XX stulecia. A do tego tchnąca wręcz nienawiścią do niepodległościowych ambicji Polaków.
Ciekawie potoczyły się losy szwagierki Zofii, Aldony Dzierżyńskiej. Do wybuchu drugiej wojny światowej mieszkała w Wilnie, potem przeniosła się do Łodzi. Dwukrotnie na prośbę rodziny interweniowała w sprawie generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Powoływała się na powinowactwo łączące ją z generałem (mężem córki Fieldorfa był jej siostrzeniec). Niestety bezskutecznie. Ale znacznie lepiej poszło jej w przypadku innego powinowatego, Władysława Siły-Nowickiego. Chociaż jako członek zrzeszenia Wolność i Niezawisłość został wraz z innymi działaczami skazany na karę śmierci, to jednak wstawiennictwo dalekiej ciotki spowodowało zamianę wyroku na dożywocie.
Pozostałych oskarżonych stracono, natomiast Siła-Nowicki opuścił więzienie na mocy amnestii w 1956 roku. Został znanym adwokatem, zasłynął jako obrońca działaczy opozycji w Polsce Ludowej. Aldona Dzierżyńska zmarła w styczniu 1966 roku w Łodzi, tam też spoczęła na cmentarzu katolickim.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.