16 stycznia 1632 roku w Amsterdamie wykonano wyrok śmierci na 28-letnim recydywiście Arisie Kindcie. Termin nie był przypadkowy. Tego samego dnia miejski cech chirurgów potrzebował ciała do wydarzenia, które przyciągało tłumy mieszkańców. Wśród ludzi związanych z tym niezwykłym spektaklem znalazł się również młody Rembrandt, stojący dopiero u progu wielkiej kariery.
16 stycznia 1632 roku w Amsterdamie zostaje powieszony Adriaan Adriaanszoon alias Aris Kindt. Szubienica jest karą za zbrojny rabunek. Dwudziestoośmioletni kotlarz już dawno porzucił cnotliwą drogę wyrabiania rondli, aby imać się przestępczego rzemiosła. Był recydywistą. Wcześniej został wygnany z rodzinnej Lejdy, następnie dużą część życia spędził w więzieniach. Ostatecznie kara śmierci zasądzona jest za rabunek płaszcza. Nie czeka długo na wymierzenie kary. Wszak zbliża się coroczna publiczna lekcja anatomii.
Cech chirurgów Amsterdamu potrzebuje ciała. Przestępca zostaje więc powieszony w dniu, w którym doktor Nicolaes Tulp ma dokonać sekcji zwłok. Ciało przetransportowano do okazałego budynku Waag. To nie tylko budynek miejskiej wagi, lecz także siedziba kilku cechów: kowali, malarzy, murarzy oraz chirurgów. Każde bractwo ma osobne wejście. Bramy ozdobione są herbami gildii. Nad portalem wiodącym do sal cechu chirurgów znajduje się napis Theatrum Anatomicum. To do tego miejsca wczesnym popołudniem zaczną ściągać tłumy amsterdamskich mieszczan żądnych cudów natury.
To także to miejsce – budynek Waag – ma udekorować obraz zamówiony u dwudziestopięcioletniego lejdejskiego artysty przez cech chirurgów. Przedstawiciele cechu złożyli zamówienie na portret grupowy u słynnego marszanda i właściciela pracowni malarskiej Hendricka van Uylenburgha. Ten zleca wykonanie dzieła Rembrandtowi; młodemu, nieznanemu w Amsterdamie mistrzowi malarstwa, przybyłemu niedawno z Lejdy, którego zatrudnił u siebie w warsztacie.
fot. Patrick Verdier – Darmowe zdjęcia w sieciAmsterdamska Waag , pierwotnie brama miejska, później wykorzystywana jako waga i ratusz . Na piętrze spotykały się Cech Chirurgów i Cech Świętego Łukasza w Amsterdamie, gdzie przez wieki wisiała lekcja anatomii Rembrandta
Terminowanie mistrza – którym w tym czasie był już Rembrandt – w pracowni marszanda wytłumaczyć można w jeden sposób: przenosząc się do innego miasta, malarz zrzeszony w cechu Świętego Łukasza, czyli w cechu malarzy, miał obowiązek odbyć roczny staż jako zwykły czeladnik u miejscowego rzemieślnika. Dopiero po spełnieniu tego warunku mógł zostać przyjęty w poczet miejskich malarzy. Rembrandt u van Uylenburgha przepracował cztery lata, a do amsterdamskiego cechu Świętego Łukasza został przyjęty dopiero w 1634 roku, dwa lata po namalowaniu Lekcji anatomii. Ten pierwszy portret grupowy Rembrandta otworzył mu drzwi do kariery i przyniósł bogactwo. Trudno o lepszą możliwość zaistnienia w Amsterdamie niż na fali popularności niezwykłych spektakli anatomicznych.
Republika Zjednoczonych Prowincji
Odbywały się one regularnie od 1555 roku i były znakiem nastania nowych czasów. W obrazie tym zbiegło się kilka tendencji obecnych w XVII-wiecznej Holandii. Pierwszą jest odejście od malarstwa religijnego – wręcz ikonoklastyczny zakaz przedstawiania Boga i świętych. W 1579 roku kalwińska północ Niderlandów zrzuciła habsbursko-hiszpańskie jarzmo, a dwa lata później powstała Republika Zjednoczonych Prowincji. Nowe protestanckie państwo zakazywało kultu katolickiego i odcinało się od katolickiej ikonografii. Kościół przestał być zleceniodawcą malarzy. Patronat przeszedł w ręce bogatych mieszczan, którzy składali liczne zamówienia. To wpływało na powstawanie i rozwój nowych tematów malarskich i typów ikonograficznych.
fot.Rembrandt – Mauritshuis online catalogue.Lekcja anatomii doktora Tulpa
Po drugie, Niderlandy XVII wieku to zwrot ku wynalazkom i odkryciom, z mocno naukowym zacięciem. Znosząc technologiczny impas poprzednich epok, Holendrzy przeżywający swój złoty wiek stali się genialnymi wynalazcami. Teleskop optyczny i mikroskop – przełomowe dla poznania człowieka – wynaleźli Hans i Zacharias Janssenowie. Antoni van Leeuwenhoek jako pierwszy człowiek na świecie obserwował przez soczewkę mikroskopu pierwotniaki, plemniki, erytrocyty, jądro komórkowe, bakterie, sinice etc.
Były to tak pionierskie odkrycia, że nauka jeszcze przez setki lat nie miała prawa znać większości organizmów ze szkiełka van Leeuwenhoeka, które on sam określał utworzonymi przez siebie pojęciami. W 1608 roku Zelandczyk Hans Lipperhey opatentował teleskop. Wynalazek szybko rozprzestrzenił się po Niderlandach, później po całej Europie. Galileuszowi pozostało tylko udoskonalanie narzędzia Holendrów. Nowoczesne mapy i atlasy geograficzne, sterowalna łódź podwodna, dokładny zegar mechaniczny i wiele innych – to osiągnięcia technologiczne holenderskiego złotego wieku. Obraz Rembrandta ukazuje ten moment naukowego wrzenia w Niderlandach. Księga (De humani corporis fabrica autorstwa Andreasa Vesaliusa) i notatki zilustrowane na obrazie nie są tylko nic niemówiącymi rekwizytami – to symbole wielkich przemian, nowego nastawienia i odkrycia mocy nauki.
Po trzecie, Lekcja anatomii, podobnie jak inne niderlandzkie portrety zbiorowe, uchwyciła zmiany społeczne zachodzące w Niderlandach. Tradycyjna potęga morska i kupiecka – Wenecja – zaczęła tracić pozycję na rzecz nowego gracza: Republiki Zjednoczonych Prowincji. Rozwój gospodarczy Niderlandów i szybkie bogacenie się kraju za sprawą międzynarodowego handlu miały przełożenie na powstanie zamożnego społeczeństwa. Fakt, że w XVII wieku pięćdziesiąt procent europejskiego handlu transportowano na niderlandzkich statkach, a Holenderska Kompania Wschodnioindyjska miała porty i faktorie na Oceanie Indyjskim, Formozie, w Japonii, na Jawie, w Indiach Wschodnich i Zachodnich, Gujanie, Brazylii i Nowym Amsterdamie (dzisiejszy Nowy Jork), mówi wiele o tym, jak mogło wyglądać życie w centrum tego kolonialnego mocarstwa.
Cechy rzemieślnicze – ważne instytucje życia miast – miały środki i czas, aby zająć się czymś innym niż tylko wytwarzanie dóbr. Nastała moda na zamawianie portretów grupowych ilustrujących przedstawicieli gildii w scenach charakteryzujących ich fach. Takie portrety były więcej niż tylko pamiątką – stały się symbolami nowej, wzbogaconej klasy społecznej, którą dziś określilibyśmy jako klasę średnią. Oprócz niej wykształcił się bogaty patrycjat, którego przedstawiciele również wywodzili się z warstwy kupców, oczywiście najzamożniejszych.
Nicolaes Tulp
Byli to rządzący krajem regenci, radni zasiadający w radach miast, które posiadały wielką autonomię polityczną, właściciele fortun, wysocy urzędnicy z kolonii etc. Cech amsterdamskich chirurgów różnił się od innych cechów, takich jak garbarzy, tkaczy czy tragarzy sera. Nie zrzeszał zwykłych mieszczan-rzemieślników, lecz doskonale wykształconych, bogatych przedstawicieli patrycjatu. Doktor Nicolaes Tulp studiował medycynę na Uniwersytecie w Lejdzie gdzie uzyskał doktorat. Po powrocie do Amsterdamu zmienił imię i nazwisko. Z pospolitego Claesa Pieterszoona przedzierzgnął się w Nicolaesa Tulpa. Aby stać się patrycjuszem pełną gębą, utworzył herb rodzinny uzasadniający nazwisko: kwiat tulipana (tulp znaczy tulipan). Szyld z herbem umieścił przy wejściu do swego domu, a wozem ozdobionym malunkiem tulipana odwiedzał licznych pacjentów.
Był wykładowcą anatomii (praelector anatomiae) cechu chirurgów, członkiem rady miejskiej, praktykującym lekarzem, autorem dzieł medycznych i naukowcem. W latach 1631-1650 przeprowadził dziewięć publicznych lekcji anatomii. Po zaprzestaniu praktyki chirurgicznej przez trzy kadencje pełnił funkcję burmistrza Amsterdamu.

Nicolaes Tulp autorstwa Nicolaesa Pickenoya (1633).
Jego Pharmacopoea Amstelredamensis, czyli kodeks apteczny dla miasta Amsterdam, ujednolicił skład i dawkowanie leków. Było to szczególnie istotne właśnie w Amsterdamie, mieście portowym i ośrodku międzynarodowego handlu, gdzie liczba medykamentów, ziół i substancji leczniczych pochodzących z najdalszych zakątków ziemi, dostępnych dzięki nowym szlakom handlowym, była wyjątkowo duża.
Do tego dochodziło błędne dozowanie, jak w przypadku epidemii dżumy, podczas której wiele osób zmarło na skutek nieprawidłowej dawki farmaceutyków. Dzieło przyczyniło się do ustanowienia standardów medycznych w mieście. Zostało także włączone do listy lektur obowiązkowych przy egzaminie mistrzowskim cechu farmaceutów.
Jednak opus magnum doktora Tulpa była księga Observationes medicae, którą z racji przedmiotu badań nazywano księgą potworów (opisane i zilustrowane przypadki wodogłowia, polipów, krost, rozstępu podniebienia, nowotworów itp.). W dziele przedstawił sto sześćdziesiąt cztery przypadki z własnej praktyki lekarskiej. Notatki w formie dziennika spisywał od początku kariery. Ryciny, które ozdabiają książkę, są najprawdopodobniej autorstwa Tulpa. Pierwotnie adresatem tekstów miał być syn doktora, Pieter, student medycyny, dla którego ojciec przygotowywał kompendium wiedzy medycznej oparte na własnym doświadczeniu.
Syn zmarł młodo, a książkę, która doczekała się kilku wydań, Tulp zadedykował Pieterowi. Opisuje w niej wiele błyskotliwych i wartościowych naukowo obserwacji. Być może jako pierwszy na świecie zauważył negatywny wpływ palenia tytoniu na ludzkie zdrowie, w szczególności na płuca, odkrył naczynia limfatyczne, zaobserwował i opisał zastawkę krętniczo-kątniczą, wprowadził termin „rozszczep kręgosłupa”, badał istotę migreny i efektu placebo.
W książce znajduje się niebywale interesująca rycina. Jest to przedstawienie małpy człekokształtnej nieznanego wcześniej gatunku, określonej jako „indyjski satyr”. Zwierzę doskonale wpisuje się w historię życia Tulpa i łączy go z pewną zoologiczną tajemnicą. Lekarza poznajemy z obrazu Rembrandta w kontekście przeprowadzania sekcji ludzkich zwłok. Jednak Tulp dokonywał autopsji nie tylko ludzi, badał też zwłoki zwierząt przywożonych z kolonii. W XVII wieku świat zwierzęcy krainy orientalnej (najogólniej mówiąc, dalekiej Azji) był powoli eksplorowany i poznawany.
fot.Jane023 / domena publicznaIlustrowana książka Tulpa, na której widać stronę z orangutanem
Natomiast łatwiej dostępna i bliższa w sensie geograficznym fauna Afryki pozostawała dziedziną kompletnie nieznaną. Portugalskie, angielskie czy holenderskie ekspedycje omijały Czarny Ląd szerokim łukiem, ograniczając znajomość kontynentu i jego ekosystemów do brzegów z nielicznymi portami. Dopiero sto dwadzieścia lat po powstaniu książki Tulpa zaczęła się eksploracja wnętrza Afryki, jej zwierząt i roślin.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.