Europa pogrążała się w strachu przed zarazą, której przyczyn nikt nie rozumiał. Potrzebowano winnych – i znaleziono ich w żydowskich społecznościach. Plotki o zatruwaniu studni, zeznania wymuszane torturami i religijna histeria doprowadziły do pogromów, które w wielu miastach zakończyły się zagładą całych gmin.
Wiara w to, że Żydzi dokonują rytualnych mordów na chrześcijanach, powstała w XII wieku prawdopodobnie z potrzeby odtworzenia na nowo sceny ukrzyżowania i rozwinęła się w przekonanie, że znają oni sekretny obrzęd, za pomocą którego pozbawiają hostię jej świętej mocy. Szerzona przez prostych kaznodziejów mitologia krwi wrosła w zwierciadlany obraz chrześcijańskiego obrzędu picia krwi Zbawiciela. Uważano, że Żydzi porywają i torturują dzieci chrześcijańskie, a także piją ich krew dla różnych zbrodniczych celów, od sadyzmu i czarów po konieczność, ponieważ jako istoty anormalne muszą zasilać własną krew krwią chrześcijańską, by uzyskać ludzki wygląd. Jakkolwiek zawzięcie zbijane przez rabinów i ostro krytykowane przez cesarza i papieża, oszczerstwa te zawładnęły pospolitymi umysłami, a najbardziej rozpowszechnione były w Niemczech, gdzie w XII wieku zrodziło się oskarżenie o zatruwanie studni.
Oskarżenie o zbrodnię krwi tworzyło kanwę jednej z opowieści Chaucera, którego tematem była relacja przeoryszy o zamęczeniu dziecka, co następnie stało się podstawą oskarżenia, osądzenia i spalenia na stosie bardzo wielu Żydów.
Na skutek gorliwości Ludwika Świętego, którego celem życiowym było pomnożenie chwały oraz trzymanie się doktryny chrześcijańskiej, swobody Żydów we Francji ograniczono i nękano ich coraz to bardziej narastającymi restrykcjami. Za jego panowania odbył się w Paryżu w 1240 roku słynny proces przeciw Talmudowi o herezję i bluźnierstwo. Zakończył się z góry powziętym wyrokiem skazującym i spaleniem zawartości dwudziestu czterech wozów wypełnionych pracami talmudycznymi. Jednym z obrońców w tej sprawie był rabin Moses ben Jacob z Coucy, intelektualny przywódca północnej gminy żydowskiej w czasach Enguerranda III.
Przez cały ten wiek Kościół mnożył dekrety mające na celu izolację Żydów od społeczności chrześcijańskiej, zgodnie z poglądem, że kontakt z nimi sprowadza niesławę na wiarę chrześcijańską. Żydom zabroniono zatrudniania chrześcijańskich służących, pełnienia posług lekarskich u chrześcijan, zawierania mieszanych małżeństw, sprzedawania chrześcijanom mąki, chleba, wina, oleju, butów i wszelkiej odzieży, dostarczania i otrzymywania towarów, budowania nowych synagog, posiadania ziemi lub też roszczenia sobie do niej prawa za niespłacone długi hipoteczne. Zawodami, do których zagrodziło im drogę prawo cechowe, były: tkactwo, obróbka metali, górnictwo, krawiectwo, szewstwo, złotnictwo, piekarstwo, młynarstwo, stolarstwo.
Dla podkreślenia ich odrębności papież Innocenty III zarządził w 1215 roku, by nosili specjalne oznaki, zazwyczaj w kształcie koła lub owalnej łatki z żółtego filcu mającej wyobrażać złotą monetę. Niekiedy oznaki te były zielone lub czerwono-białe; obowiązywały zarówno mężczyzn, jak i kobiety od dzieciństwa: zaczynano je nosić między siódmym a czternastym rokiem życia. W walce z wszelkimi herezjami i odstępstwami Kościół XIII wieku narzucił podobne oznaki muzułmanom, ludziom uznanym za winnych herezji i wskutek jakiegoś kaprysu doktryny – także prostytutkom. Kapelusz ze szpicem w kształcie rogu, który, jak wiadomo, był symbolem diabła, został dodany już później, by jeszcze bardziej Żydów wyróżnić.
fot.Domena publicznaPrześladowanie Żydów w czasie Czarnej Śmierci. Miniatura z kroniki Gillesa Li Muisisa, ok. 1350 roku
Wypędzeniom i prześladowaniom Żydów towarzyszyła niezmiennie grabież żydowskiego mienia. Już w roku 1190 kronikarz William z Newburgh pisał, że masakra Żydów w Yorku była nie tyle dziełem religijnego zapału, co bezczelnych i chciwych ludzi, którzy „stworzyli sobie interes z własnej chciwości”. Dla oficjalnych wydaleń, orzekanych przez miasta i królów, motyw pozostawał ten sam. Gdy Żydzi napływali z powrotem, osiedlając się we wsiach, miejscowościach targowiskowych, a szczególnie w miastach – nadal uprawiali lichwę i drobny handel, prowadzili lombardy, znajdowali zatrudnienie w charakterze grabarzy, a dla wspólnej obrony mieszkali w skupieniu w ciasnych dzielnicach żydowskich. W Prowansji, zbliżywszy się z Arabami z Hiszpanii i północnej Afryki, zostawali uczonymi i poszukiwanymi lekarzami. Ale ich dawne, pełne wigoru życie w gminach przygasło. W tym okresie, kiedy tak łatwo było wzniecić pobudliwość ludzką, żyli w ciągłym zagrożeniu. Zrozumieli, że Kościół może „wydać im sprawiedliwą wojnę” jako wrogom chrześcijaństwa.
W udrękach zarazy łatwo było przypisać żydowskiej złośliwości zatruwanie studni. W roku 1348 Klemens VI wydał bullę, w której zakazał zabijania, ograbiania i przymusowego nawracania Żydów bez postępowania sądowego, lecz gdy niepokoje rozszerzyły się dalej na północ, nakaz ten całkowicie zignorowano. W wielu miejscowościach władze starały się na początku ochraniać Żydów, lecz stopniowo uległy powszechnemu naciskowi, nie mówiąc już o tym, że miały także na oku możliwość konfiskaty żydowskiego mienia.
W Sabaudii, gdzie we wrześniu 1348 roku przeprowadzono pierwsze formalne procesy, mienie Żydów skonfiskowano jeszcze w toku śledztwa, gdy przebywali w areszcie. Oskarżenie, sformułowane na podstawie wymuszonych torturami zeznań według powszechnie stosowanych w średniowieczu praktyk, ujawniło międzynarodową żydowską konspirację, wywodzącą się z Hiszpanii, z wysłannikami z Toledo przenoszącymi truciznę w małych paczkach lub w „wąskim, zaszytym, skórzanym woreczku”. Przenosili oni też rzekomo rabinackie instrukcje o sposobie wsypywania trucizny do studni i źródeł oraz konsultowali się ze swymi współwyznawcami na tajnych naradach. Skoro dowiedziono oskarżonym winę, skazywano ich na śmierć. Jedenastu Żydów spalono żywcem, pozostałym wymierzono za zezwolenie pozostania w Sabaudii grzywnę 160 florenów miesięcznie, którą zobowiązani byli płacić przez następne sześć lat.
Wydobyte od oskarżonych w Sabaudii zeznania przekazywano listownie z miasta do miasta; dały one podstawę fali oskarżeń i napaści w całej Alzacji, Szwajcarii i Niemczech. Na spotkaniu przedstawicieli miast alzackich patrycjat strasburski usiłował te zarzuty odeprzeć, lecz został przegłosowany przez grupę żądającą akcji odwetowej i wypędzenia Żydów. Prześladowanie ich za spowodowanie Czarnej Śmierci nie było spontanicznym wybuchem, lecz działaniem, o którym wcześniej poważnie już dyskutowano.
I znów papież Klemens VI usiłował powstrzymać histerię bullą z września 1348 roku, w której mówi, że chrześcijanie imputujący Żydom zarazę zostali „skuszeni przez tego łgarza – diabła”, że zarzut zatruwania studni oraz następujące w ślad za tym pogromy są „okropną rzeczą”. Papież wskazywał, że „niezgłębionym wyrokiem Boga” zaraza dotknęła wszystkich ludzi, nie wyłączając także Żydów, że szaleje również w miejscach, gdzie nie mieszka żaden Żyd, a gdzie indziej są oni ofiarami jak wszyscy; dlatego zarzut, że to Żydzi ją spowodowali, jest „niewiarygodny”. Nalegał na duchowieństwo, by brało Żydów w opiekę, tak jak on to uczynił w Awinionie, lecz głos jego był słabo słyszalny wobec lokalnego wrogiego nastawienia.
Dziewiątego stycznia 1349 roku w Bazylei cała gmina żydowska, składająca się z kilkuset osób, została spalona w drewnianym budynku, specjalnie w tym celu zbudowanym na wyspie na Renie. Uchwalono tam dekret, że żaden Żyd nie ma prawa osiedlić się w Bazylei w ciągu następnych dwustu lat. W Strasburgu rada miejska, która sprzeciwiała się prześladowaniom, została po przeprowadzeniu głosowania w gildiach usunięta i wybrano nową, gotową spełnić wolę ogółu. W lutym 1349 roku zanim jeszcze zaraza dosięgła miasta, około dwóch tysięcy Żydów ze Strasburga sprowadzono na cmentarz i wszystkich, z wyjątkiem tych, którzy zgodzili się na nawrócenie, spalono na specjalnie w tym celu przygotowanych stosach.

Tekst jest fragmentem książki Barbary W. Tuchman „Odległe zwierciadło, czyli rozlicznymi plagami nękane XIV stulecie”, w przekładzie Marii Janiny Michejdy i Andrzeja Michejdy, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Prześwity.
Teraz dołączył się jeszcze jeden głos podżegający do napaści na Żydów. Pojawili się biczownicy. Wśród rozpaczliwego błagania o zmiłowanie Boże ruch ten wybuchł w nagłym szale i popędził przez całą Europę z taką samą porywającą siłą, jak i zaraza. Samobiczowanie miało wyrażać skruchę i zadośćuczynienie za grzechy wszystkich. Jako forma pokuty, mająca skłonić Boga do wybaczenia grzechów, ruch ten na długie lata wyprzedził zarazę. Biczownicy uważali się za wybawców, którzy biczując się aż do krwi, tak jak to czyniono Chrystusowi, odbywają pokutę za ludzką nikczemność i wypraszają jeszcze jedną szansę dla rodzaju ludzkiego.
Zorganizowane grupy dwustu, trzystu ludzi, a czasem nawet większe (kronikarze mówią i o tysiącu), ciągnęły od miasta do miasta. Obnażeni do pasa biczowali się skórzanymi batami zakończonymi żelaznymi kolcami. Gdy głośno błagali Chrystusa i Matkę Boską o litość i wołali do Boga: „Oszczędź nas!”, patrzący na nich mieszczanie szlochali ze współczuciem. Grupy te dawały regularne występy trzy razy dziennie: dwa publiczne na placu obok kościoła, a trzeci w odosobnieniu. Zorganizowani pod przewodnictwem świeckiego mistrza na ustalony okres, zazwyczaj na trzydzieści trzy i pół dnia, co miało symbolizować lata ludzkiego życia Chrystusa, uczestnicy zobowiązani byli do płacenia za swe utrzymanie po cztery pensy dziennie lub inną określoną kwotę i przysięgali uratowania świata przed zagładą poprzez zadawanie sobie bólu, zaraził się żądzą władzy i dążył do przejęcia roli Kościoła.
fot.Domena publicznaBiczownicy w Tournai w 1349 roku. Średniowieczna miniatura z kroniki Gillesa Li Muisisa.
Zaczęto się ich bać jako źródła rewolucyjnego fermentu i zagrożenia dla klas posiadających: świeckiej i kościelnej. Cesarz Karol IV wniósł petycję do papieża, by poskromił biczowników, jego apel zaś uzyskał poparcie równie majestatycznego Uniwersytetu Paryskiego. W czasie, gdy wydawało się, że świat znajduje się na skraju przepaści, podjęcie akcji przeciw biczownikom, którzy przypisywali swe powstanie Boskiej inspiracji, nie było decyzją łatwą. Kilku kardynałów w Awinionie sprzeciwiło się środkom represyjnym.
Tymczasem biczownicy znaleźli lepszą ofiarę. W każdym z miast, do którego weszli, śpieszyli do dzielnicy żydowskiej, pociągając za sobą mieszkańców i nawołując do zemsty na „trucicielach studni”. We Fryburgu, Augsburgu, Norymberdze, Monachium, Królewcu, Ratyzbonie i innych miastach Żydzi zostali wymordowani tak doszczętnie, że zdawało się, iż jest to już rozwiązanie ostateczne. W marcu 1349 roku w Wormacji czterystuosobowa gmina żydowska, podobna do tej w Yorku, uciekając się do dawnej tradycji, spaliła się sama we wnętrzu własnych domów, woląc to niż śmierć zadaną przez wrogów. Jeszcze większa gmina we Frankfurcie nad Menem wybrała w lipcu to samo wyjście, przy okazji wzniecając pożar w sporej części miasta. Rada miejska w Kolonii przytaczała słowa papieża, że Żydzi umierają od zarazy jak wszyscy inni, lecz biczownicy zgromadzili wielki tłum pospólstwa „z tych, co to nie mają nic do stracenia”, nie licząc się wcale z tym argumentem.
Członkowie największej w Europie gminy żydowskiej z Moguncji uciekli się w końcu do samoobrony. Posługując się zgromadzoną wcześniej bronią, zabili dwieście osób z tłumu. Czyn ten ściągnął na nich wściekły atak mieszczan, będący odwetem za śmierć chrześcijan. Żydzi walczyli do upadłego, a w końcu wycofali się do swych domów i podpalili je. Mówiono, że 24 sierpnia 1349 roku sześć tysięcy Żydów z Moguncji straciło życie. Z trzech tysięcy Żydów w Erfurcie żaden podobno nie przeżył.
Pełne dane są w historii rzadkością, a kronikarze żydowscy mogli także cechować się średniowieczną skłonnością do przesadnych ocen. Pewna liczba Żydów zdołała się ocalić poprzez konwersję, zaś grupom uchodźców udzielili schronienia Rupert z Palatynatu i inni książęta. Książę Albert II z Austrii, stryjeczny dziadek Enguerranda VII, należał do tych nielicznych, którzy podjęli na swoim terytorium skuteczne kroki dla uchronienia Żydów przed napaściami. Ostatnie pogromy miały miejsce w Antwerpii i w Brukseli, gdzie w grudniu 1349 roku cała gmina żydowska uległa zagładzie. Gdy epidemia wygasła, w Niemczech i w Niderlandach pozostało zaledwie kilku Żydów.
W tym czasie i państwo, i Kościół były już gotowe do podjęcia ryzyka zlikwidowania ruchu biczowników. Patrycjat miast nakazał zamykanie przed nimi bram; Klemens VI w bulli z października 1349 roku wezwał do ich rozpędzania i aresztowania; Uniwersytet Paryski zaprzeczył ich oświadczeniom, że działają z inspiracji Boskiej; wkrótce Filip VI zakazał pod karą śmierci publicznego biczowania się; lokalni władcy ścigali odtąd „mistrzów błędu”, aresztowali ich, wieszali i ścinali im głowy. Biczownicy poszli w rozsypkę i pierzchli, „znikając tak nagle, jak się pojawili – pisze Henryk z Herefordu – niby nocne widma i złudne upiory”. Tylko gdzieniegdzie, aż po rok 1357, błąkały się jeszcze resztki band.

Pogrzeb ofiar Czarnej Śmierci w Tournai – miniatura z Kronik Gillesa Li Muisisa
Żydzi, bezdomni tułacze, przesączali się z powrotem ze wschodniej Europy, dokąd uszli na wygnanie. W 1354 roku dwóch Żydów pojawiło się w Erfurcie przejazdem, następnie dołączyli do nich inni, a trzy lata później ponownie zaczęli się osiedlać. Do 1365 roku gmina żydowska liczyła osiemdziesięciu sześciu płatników podymnego oraz pewną liczbę rodzin biedoty, nieobjętych obowiązkiem podatkowym. Powracali tu i ówdzie, by żyć w osłabionych i bojaźliwych gminach, w warunkach gorszych i w większej separacji niż poprzednio. Zarzut zatruwania studni i późniejsze pogromy utrwaliły stereotypowy wizerunek wrogiego Żyda.
Ponieważ jednak Żydzi byli użyteczni, miasta, które wydały nakazy wypędzenia, obecnie ich ściągały, a przynajmniej pozwalały im na ponowne osiedlanie się, ustalając dla nich jednak dalsze ograniczenia prawne. Wcześniejsze kontakty uczonych, lekarzy i finansistów z „elity żydowskiej” ze społecznością chrześcijańską wygasły zupełnie. Okres średniowiecznej prosperity dla Żydów się zakończył. Wzniesiono mury getta, choć jeszcze nie w sensie fizycznym.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.