Ciekawostki Historyczne
Średniowiecze

Polanie i inne „plemiona prapolskie”

Czy Polanie naprawdę istnieli? Najnowsze spojrzenie na początki polskiej państwowości podważa jeden z najbardziej utrwalonych elementów naszej historycznej narracji. Analiza najstarszych źródeł prowadzi do zaskakującego wniosku: wiele tzw. „plemion prapolskich”, od Polan po Wiślan, może być późniejszym konstruktem historiograficznym, a nie historycznym faktem.

Tekst stanowi fragment książki Korzenie Polski. Tom 1, prof. Przemysława Urbańczyka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2026. Lead, ilustracje oraz śródtytuły pochodzą od redakcji CiekawostekHistorycznych.pl.

Polanie

Polanie są obecni na każdej mapie prezentującej dorzecza Wisły i Odry sprzed czasów Mieszka I i w niemal każdym tekście omawiającym początki naszej państwowości. Wiekopomną zasługą tego plemienia miało być stworzenie warunków do budowy państwa, w którym rządy objęła „polańska” dynastia Piastów, oraz użyczenie swojej nazwy temu państwu i jego mieszkańcom. Fundamentalną rolą, jaką odegrali w nadaniu ostatecznego impulsu procesowi budowania tożsamości narodowej Polaków, Polanie zasłużyli sobie na prominentne miejsce we wszystkich podręcznikach historii Polski. Zna ich każdy, kto pamięta ze szkoły choćby zarys początków państwa.

Niestety, krytyczne spojrzenie na dostępne źródła musi doprowadzić do zaskakującego wniosku, że żadnych Polan nigdy nie było, bo nie ma jakichkolwiek wiarygodnych dowodów ich istnienia! Radykalizm tej opinii jest prostą konsekwencją przeglądu najstarszych źródeł. Wśród nazw zbiorczych (etnonimów) nie znajdziemy bowiem przed pojawieniem się państwa piastowskiego ani śladu Polan. Palani, Poliani, Poleni czy Poloni pojawiają się dopiero w tekstach napisanych około roku 1000 i nie odnoszą się bynajmniej do jakiegoś „plemienia”, lecz określają poddanych Bolesława Chrobrego. Była to więc nazwa raczej polityczna niż etniczna.

Długotrwałe powtarzanie hipotezy polańskiej, która miała objaśniać pochodzenie nazwy całego kraju (Polonia) i jego mieszkańców (Poloni), zamazało jednak wszelkie wątpliwości i nabrało cech przekonania, że tak powinno było być. Jako wygodne narzędzie objaśniania początków naszej państwowości to wymyślone plemię było więc poza wszelką krytyką. Usunięcie go z czasów przedpiastowskich skutkuje bowiem pojawieniem się ziejącej pustki w samym środku mapy wypełnionej przez mediewistów rozmaitymi „plemionami prapolskimi”. Tę bolesną stratę próbuje się zanegować (np. Żmudzki 2017) lub zrekompensować przez doszukiwanie się „prawdziwych” Polan w zachodniej Małopolsce (np. Łuczyński 2016; Buko 2021, s. 80–83), gdzie też nie są widoczni źródłowo.

Brak polańskiego kamienia węgielnego naszego mitu narodowotwórczego nie jest jedynym problemem osłabiającym tradycyjny fundament „polskości”. Krytyczny przegląd źródeł pozwala bowiem zakwestionować obecność na tej mapie również innych „plemion”.

Wiślanie

Małopolskim konkurentem Polan mieli być Wiślanie. Im też przypisano zdolności państwotwórcze, które jednak nie doprowadziły do stworzenia własnego państwa. W ich przypadku mamy przynajmniej jedno dobre źródło, jakim jest pochodzący z połowy IX wieku tekst przypisywany tzw. Geografowi Bawarskiemu (por. niżej). Wśród różnych nazw znajdziemy w nim etnonim Vuislane, łatwo skojarzony z „Wiślanami”. Jest to jedyny racjonalny punkt zaczepienia, bo wszystkie pozostałe źródła przywoływane przez polskich mediewistów nie wspominają ludu „Wiślan”, lecz wyłącznie rzekę Wisłę.

Dla odległych komentatorów z południa i z zachodu ta największa rzeka wpadająca do Bałtyku była emblematem nazewniczym obszaru położonego na północ od Karpat i Sudetów, toteż od starożytności była stałym identyfikatorem naszych ziem (por. rozdz. 2).

fot.Pedros.lol – Z. Kurnatowska, M. Kara / CC BY-SA 4.0

Zasięg domniemanego państwa Siemomysła i jego syna Mieszka I (datowanie dendrochronologiczne grodzisk)

Zatem wszystkie tak chętnie przytaczane wczesnośredniowieczne wzmianki źródłowe – „kraj Wisły” w angielskiej kronice króla Alfreda Wielkiego, czy też określenia „w Wiśle” użyte w morawskim Żywocie św. Metodego lub „nad Wisłą” wykorzystane w ruskiej Powieści minionych lat – nie dowodzą istnienia jakichś „Wiślan”, bo są tylko wskazówkami lokalizującymi opisywane wydarzenia. Ich autorzy użyli „wiślanego” identyfikatora dla określenia odległego kraju, bo nie znali jego nazwy. Były to więc określenia czysto geograficzne, a nie etniczne.

Jak widać, potężne „plemię Wiślan” wykreowano na podstawie jednego tylko słowa zapisanego daleko na zachodzie w połowie IX wieku. Na tak wątłej podstawie polscy mediewiści wykreowali nawet rzekome „państwo Wiślan”, rządzone przez anonimowego „silnego wielce księcia”, którego wedle Żywota św. Metodego miał ochrzcić ten morawski arcybiskup. Na zasadzie prostego skojarzenia stolicą tego „państwa” uczyniono oczywiście Wiślicę. Taką wizję z całą powagą promowało kilka pokoleń polskich mediewistów, kreując rzekomy małopolski epizod naszej wczesnej państwowości.

Opolanie

Innym z mocno podejrzanych plemion są dolnośląscy Opolanie. Ich również wykreowano na podstawie wzmianki tajemniczego Geografa bawarskiego, w którym znajdujemy niejakich Opolini. Proste skojarzenie tej nazwy z Opolem pozwoliło tam umiejscowić centrum kolejnego rzekomego „plemienia prapolskiego”. Na tamtejszej śródodrzańskiej wyspie Ostrówek faktycznie odkryto pozostałości wczesnośredniowiecznego grodu, ale zbudowano go dopiero po 977 roku, a więc już w czasach Mieszka I.

Sama nazwa nadodrzańskiego miasta pojawia się w dokumentach dopiero w późnym średniowieczu. Zatem również to rzekome „plemię Opolan” wydaje się konstruktem historiograficznym opartym na zaledwie jednym źródle, dość niefrasobliwie skojarzonym z informacją późniejszą o kilkaset lat. Możemy więc mówić co najwyżej o Opolanach jako mieszkańcach śląskiego grodu, a nie przedpiastowskim plemieniu.

Wolinianie

Wiele uwagi badaczy przyciągali zachodniopomorscy Wolinianie. Ich też wykreowano na potężne „plemię”, które ponoć długo opierało się ekspansji Sasów, Polaków i Duńczyków. Przemożna chęć nadania mu głębokich korzeni sprawiła, że z Velunzani wymienionych w połowie IX wieku przez Geografa Bawarskiego zrobiono właśnie „Wolinian”, co wymagało dużej fantazji leksykalnej. Najprostsze jest przecież odczytanie tej nazwy jako V[i]elun[c]zani[e], zamieszkujący nie nad dolną Odrą, lecz nad Notecią, gdzie leżał wspomniany przez Anonima Galla gród Velun, czyli dzisiejszy Wieleń. Ale przecież „Wolinianie” są o wiele bardziej atrakcyjni od jakichś „Wieluńczan/Wielenian”, którym nie da się przypisać żadnej historycznej roli.

Sto trzydzieści lat po Geografie Bawarskim cesarski kronikarz Widukind z Corvey opisał, jak to w 967 roku zbuntowany saski graf Wichmann wyruszył przeciw Mieszkowi I ze Słowianami nazwanymi Vuloini. Sto lat później Adam Bremeński wymienił niejakich Wilini. Te dwa etnonimy miały być koronnym dowodem długiego funkcjonowania nad dolną Odrą silnego plemienia Wolinian. Zwolennicy tej wizji starannie jednak ignorowali to, że w dokumentach dotyczących miasta Wolin jest ono nazywane Vulin i Willin. Narzucające się podobieństwa nazewnicze VuloiniVulin oraz WiliniWillin sugerują, że obaj kronikarze pisali nie o jakimś pomorskim plemieniu, lecz o mieszkańcach słynnego grodu kontrolującego ujście Odry do Bałtyku. I tutaj mamy więc mieszkańców grodu, co nakazuje wykreślenie z podręczników również i tego wyimaginowanego „plemienia”.

fot.Adam of Bremen – Austriacka Biblioteka Narodowa / domena publiczna

Fragment XI-wiecznych „Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum” Adama z Bremy wymieniający Polan żyjących wzdłuż Odry „trans Oddaram sunt Polanos”.

Jak widać, te cztery przykłady wybrane z listy „plemion prapolskich” mają bardzo słabe (Wiślanie, Wolinianie i Opolanie) albo nie mają żadnych (Polanie) podstaw źródłowych. Z argumentami na rzecz istnienia innych „plemion” też nie jest lepiej i też można je uznać za produkty twórczej wyobraźni mediewistów, którzy ochoczo zapełniali mapy „plemionami prapolskimi”, niefrasobliwie żonglując bliskimi sobie brzmieniowo nazwami wyciągniętymi ze źródeł powstałych od połowy IX wieku do XII wieku.

Geograf Bawarski

Wszyscy ci promotorzy „plemion prapolskich” przywołują wspominany już tekst Geografa bawarskiego napisany w Fuldzie po 844 roku (ryc. 12). Jego autorem był prawdopodobnie królewski kapelan i kanclerz Grimald, co pozwala uznać tekst za oficjalną wykładnię wiedzy o wschodniej „zagranicy” w państwie Ludwika II Niemieckiego (843–876). Interesujący nas fragment brzmi lakonicznie:

Prissani, ciuitates LXX. Velunzani, ciuitates LXX. […] Vuislane. Sleenzane, ciuitates XV. Lunsici ciuitates XXX. Dadosesani ciuitates XX, Milzane, ciuitates XXX. Besunzane, ciuitates II. Verizane, ciuitates X. Fraganeo, ciuitates XL. Lupiglaa, ciuitates XXX. Opolini, ciuitates XX. Golensizi, ciuitates V.

Już kilka pokoleń polskich mediewistów uznaje tę skromniutką wzmiankę za wiarygodne źródło informacji o tym, co działo się między Bałtykiem a Sudetami, zanim tereny te zostały podporządkowane dynastii piastowskiej. Nie przeszkadzało im, że tylko niektóre z tych nazw znajdują jakieś potwierdzenie w dużo późniejszych źródłach (np. Sleenzane, czyli „Ślężanie”, i Dadosesani, sprytnie spolszczeni na „Dziadoszan”). Inne „plemiona” są identyfikowane zdroworozsądkowo i z dużą fantazją przez poszukiwanie podobieństw leksykalnych – na przykład Verizane mieliby zamieszkiwać tereny nad Wieżycą, Golensizi lokowani są koło Grodźca Gołęszyckiego, zaś Lupiglaa próbuje się łączyć z Głubczycami (por. inne skojarzenia w Łuczyński 2016).

Pozostałe tereny w dorzeczach Odry i Wisły zapełniano sukcesywnie nazwami wyekstrahowanymi z innych fragmentów Geografa bawarskiego lub z równie niejasnych późniejszych źródeł. Podstawowym kryterium dowodowym było zawsze podobieństwo zapisanego w IX wieku „etnonimu” do znacznie później zarejestrowanych nazw geograficznych i możliwość przerobienia go na modłę słowiańską. Zatem: Trebouane to Trzebowianie, Lendizi – Lędzianie, Prissani – Pyrzyczanie, Busani – Bużanie, Milzane – Milczanie itd.

Duży kłopot interpretacyjny sprawiają liczby tajemniczych civitates przypisane w tym tekście każdej nazwie własnej. Długo uznawano je za informacje o grodach znajdujących się we władaniu poszczególnych „plemion”, ale przed połową IX wieku na tych terenach grodów jeszcze nie budowano. Liczby późniejszych grodów też nie da się w żaden sposób dopasować do cyfr podanych przez Geografa (LXX, LXX, XV, XXX, XX, XXX, X, XXX, XX, V), które sprawiają wrażenie zupełnie przypadkowego mnożenia liczb 10 lub 5.

Wydaje się więc, że na wschodniofrankijskim dworze coś słyszano, prawdopodobnie od kupców i jeńców, o jakichś ludach zamieszkujących za Odrą i Sudetami, ale nikt nie potrafił ich precyzyjnie zlokalizować ani określić ich wielkości. Królewskie „służby wywiadowcze” nie chciały się przyznać do swojej niewiedzy, więc sporządziły raport stwarzający pozory dokładności. Za dobrą monetę wzięto jakieś zasłyszane nazwy, nadając im formę zlatynizowanych etnonimów i przypisując im wymyślone liczby civitates. Król Ludwik Niemiecki i tak nie mógł przecież zweryfikować tych informacji. Gdyby to bałamutne źródło nie zachowało się do naszych czasów, to żadna mapa „plemion prapolskich” by nie powstała.

Czarna dziura

Mapa wypełniona nazwami wyciągniętymi ze źródeł wczesnośredniowiecznych nie zaspokajała ambicji badaczy, którzy zaczęli ją ochoczo uzupełniać. Najstarszą metodą dodawania do niej „plemion” było cofanie w pradzieje nazw wyodrębnionych dopiero w państwie piastowskim. Zgodnie z tym Kujawy mieli od dawien dawna zamieszkiwać jacyś „Kujawianie”, Pomorze – „Pomorzanie”, a Mazowsze – „Mazowszanie”. Wprawdzie nie wspomina ich żadne wczesne źródło, ale przecież wszyscy oni powinni byli być! Po dziesięcioleciach powtarzania skojarzeń nazewniczych te dodatkowe „plemiona” na stałe zagościły na mapach okresu przedpaństwowego i w podręcznikach szkolnych.

Innym popularnym sposobem uzupełniania listy „plemion” było dodawanie etnonimów, które były produktami wyobraźni pojedynczych historyków, jak „Czerwienianie”, „Bełżanie”, „Przemyślanie” czy „Staropodlasianie”. Nie zyskały one jednak szerszej akceptacji.

fot.Poznaniak, Popik – własna praca na podstawie: „Ilustrowany Atlas Historii Polski” i publikacji o badaniach na Ostrowie Tumskim w Poznaniu. / CC BY-SA 3.0

Przypuszczalny zasięg państwa Mieszka I – Civitas Schinesghe i ziemie przyłączone przez tego władcę.

Z czasem do tej „gry w plemiona” dołączyli również archeolodzy, którzy zaczęli wypełniać miejsca wciąż puste na mapie wymyślonymi przez siebie pseudoetnonimami, takimi jak „Sandomierzanie” lub „Lublinianie” (Buko 2005, s. 86 i n., ryc. 4.1). Jeszcze jedną metodą dogęszczania mapy było dzielenie już obecnych na niej „plemion” na mniejsze jednostki oznaczane kierunkami świata. Tak powstali przykładowo Mazowszanie „Zachodni”, „Wschodni” i „Południowi”, których wcześniej promowano jako plemiona „płockie”, „drohickie” i „łęczyckie” (Dulinicz 1999, s. 98; 2001, s. 212).

Dzięki tej inwencji mediewistów żadna część ziem polskich nie została bez swojego „plemienia”, bo udało się zapełnić nimi niemal całe dorzecza Odry i Wisły. Obdarzone nazwami zaczerpniętymi z niezbyt jasnych źródeł lub wręcz wymyślonymi przez historyków i archeologów pomogły wypełnić organizacjami terytorialnymi czas poprzedzający państwo wczesnopiastowskie.

Trzeba przyznać, że stulecia poprzedzające pojawienie się państwa Mieszka I stanowią bardzo trudny przedmiot badań. Są to kolejno okres wpływów rzymskich i okres wędrówek ludów, dla których dysponujemy pewnym zasobem antycznych źródeł pisanych (por. rozdz. 2 i 3) i dobrze rozpracowaną przez archeologów chronologią bogatych kolekcji zabytków metalowych. Po długiej przerwie dopiero dla X wieku mamy kanon przekazów historycznych i solidną wiedzę archeologiczną. Pomiędzy nimi utrzymuje się kilkusetletni „czas niepewności”.

fot.Poznaniak – Praca własna / CC BY-SA 3.0

Plemiona polskie

Trudno go wypełnić konkretną treścią, gdyż ubóstwo świadectw archeologicznych uniemożliwia zastosowanie klasycznych metod interpretacyjnych, tak dobrze sprawdzonych w badaniach starszych epok, a niemal całkowity brak źródeł pisanych nie daje podstaw do analiz historycznych. Toteż te kilkaset lat, jakie dzieliły uformowanie się cywilizacji wczesnosłowiańskiej w VI wieku (por. rozdz. 3) od wyłonienia się państwa wczesnopiastowskiego w drugiej ćwierci X wieku, traktowane jest z reguły bardzo pobieżnie. Wypełnienie go „plemionami prapolskimi” było dobrym sposobem ukrycia naszej faktycznej niewiedzy.

Niesprecyzowane pojęcie „plemienia”, zapożyczone z dawnych koncepcji etnologii obszarów pozaeuropejskich, pozwoliło zapełnić pustkę niepokojącą brakiem konkretów. Archeologom, stającym bezradnie wobec małego zróżnicowania wczesnosłowiańskiej kultury materialnej, „plemiona” zastąpiły stosowane dla wcześniejszych okresów pradziejów kultury archeologiczne. Dla historyków zaś, bezsilnych wskutek braku źródeł pisanych, „plemiona” stały się namiastką organizacji politycznych.

Było to pokłosiem długo dominującego w światowej nauce przekonania, że tzw. ludy pierwotne były zorganizowane w „plemiona”. Przez długi czas „plemię” było więc jedną z najważniejszych kategorii opisowych w badaniach wszystkich społeczeństw przedpaństwowych, bo taki teoretyczny model „natury” społeczeństw nieucywilizowanych pozwalał wygodnie pogrupować zebrane w terenie informacje.

Pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku zaczęto jednak zwracać uwagę na to, że opisywane przez etnologów „plemiona” były w gruncie rzeczy modelami analitycznymi stworzonymi przez samych badaczy w dążeniu do uporządkowania obserwacji terenowych. Bliższa analiza wykazała bowiem, że rzeczywistość społeczno-kulturowa jest niezbyt uporządkowana, co podważyło przekonanie, że ludzkość zawsze dzieliła się na homogenne wspólnoty lokalne jasno wyróżnialne kulturowo i językowo.

Niestety, polscy mediewiści pozostają na uboczu tych dyskusji teoretycznych, trwając w przekonaniu, że niejasne wczesnośredniowieczne źródła pisane lub wydzielane przez archeologów skupiska osadnicze obiektywnie odzwierciedlają stabilne podziały etniczno-terytorialne, którym nadaje się charakter plemienny. Bez „plemion prapolskich” byłby bowiem tylko chaos, a bez Polan trudniej wytłumaczyć pojawienie się „Polonii/Polski”, chyba że rozważy się alternatywne hipotezy (por. rozdz. 7 i 20).

Nie dziwi więc opór przeciw rezygnacji z terminu, który jest poręcznym narzędziem mitygowania własnej niepewności. Historycy przekonują, że „plemiona” można zidentyfikować przez tajemnicze etnonimy, a archeolodzy widzą „plemię” w każdym większym skupisku osadniczym.

Tekst stanowi fragment książki Korzenie Polski. Tom 1, prof. Przemysława Urbańczyka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2026. Lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji CiekawostekHistorycznych.pl.

Z kodem CIEKAWOSTKI – 25% rabatu od cen katalogowych na wszystkie książki PWN dostępne na ksiegarnia.pwn.pl. Oferta obowiązuje do końca sierpnia. Kod należy wpisać w ostatnim kroku składania zamówienia.

Zobacz również

Średniowiecze

Skąd się wzięli Słowianie?

Pochodzenie Słowian to w Polsce temat drażliwy, bo przecież nasi słowiańscy protoplaści nie mogli być byle kim. Nauka nie ustaliła jednak początków tej najliczniejszej dziś...

18 lipca 2026 | Autorzy: Przemysław Urbańczyk

Starożytność

Korzenie Polski. Tom 2

Jak głęboko wstecz sięgają nasze korzenie? Co starożytni wiedzieli o naszych ziemiach? Skąd się wzięli Słowianie? Gdzie była stolica państwa wczesnopiastowskiego? Co odziedziczył Bolesław Chrobry?...

10 lipca 2026 | Autorzy: Redakcja

Średniowiecze

Korzenie Polski. Tom 1

Profesor Przemysław Urbańczyk, wybitny badacz wczesnego średniowiecza, w pierwszym tomie Korzeni Polski próbuje odpowiedzieć na te i wiele innych frapujących pytań.

10 lipca 2026 | Autorzy: Redakcja

Starożytność

Początki Wielkiej Lechii zawdzięczamy mistrzowi Wincentemu, zwanemu Kadłubkiem?

Od wieków wokół Wielkiej Lechii narosło wiele legend i wyobrażeń dotyczących ich rzekomej potęgi. Warto jednak zadać pytanie, jak naprawdę średniowieczne źródła opisywały to tajemnicze...

29 listopada 2025 | Autorzy: Redakcja

Starożytność

Skąd wzięły się polskie nazwy miesięcy?

Polskie nazwy miesięcy kryją w sobie ślady dawnych Słowian, ich zwyczajów i obserwacji natury. Opisują kwitnienie lip, żniwa czy mrozy.

20 listopada 2025 | Autorzy: Redakcja

Historia najnowsza

Czy Piastowie pochodzą od Piktów?

Według najnowszych badań genetycznych polscy władcy z dynastii Piastów mogli być spokrewnieni z wojowniczymi Piktami ze Szkocji!

5 czerwca 2025 | Autorzy: Redakcja

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.