Czy Polanie naprawdę istnieli? Najnowsze spojrzenie na początki polskiej państwowości podważa jeden z najbardziej utrwalonych elementów naszej historycznej narracji. Analiza najstarszych źródeł prowadzi do zaskakującego wniosku: wiele tzw. „plemion prapolskich”, od Polan po Wiślan, może być późniejszym konstruktem historiograficznym, a nie historycznym faktem.
Polanie
Polanie są obecni na każdej mapie prezentującej dorzecza Wisły i Odry sprzed czasów Mieszka I i w niemal każdym tekście omawiającym początki naszej państwowości. Wiekopomną zasługą tego plemienia miało być stworzenie warunków do budowy państwa, w którym rządy objęła „polańska” dynastia Piastów, oraz użyczenie swojej nazwy temu państwu i jego mieszkańcom. Fundamentalną rolą, jaką odegrali w nadaniu ostatecznego impulsu procesowi budowania tożsamości narodowej Polaków, Polanie zasłużyli sobie na prominentne miejsce we wszystkich podręcznikach historii Polski. Zna ich każdy, kto pamięta ze szkoły choćby zarys początków państwa.
Niestety, krytyczne spojrzenie na dostępne źródła musi doprowadzić do zaskakującego wniosku, że żadnych Polan nigdy nie było, bo nie ma jakichkolwiek wiarygodnych dowodów ich istnienia! Radykalizm tej opinii jest prostą konsekwencją przeglądu najstarszych źródeł. Wśród nazw zbiorczych (etnonimów) nie znajdziemy bowiem przed pojawieniem się państwa piastowskiego ani śladu Polan. Palani, Poliani, Poleni czy Poloni pojawiają się dopiero w tekstach napisanych około roku 1000 i nie odnoszą się bynajmniej do jakiegoś „plemienia”, lecz określają poddanych Bolesława Chrobrego. Była to więc nazwa raczej polityczna niż etniczna.
Długotrwałe powtarzanie hipotezy polańskiej, która miała objaśniać pochodzenie nazwy całego kraju (Polonia) i jego mieszkańców (Poloni), zamazało jednak wszelkie wątpliwości i nabrało cech przekonania, że tak powinno było być. Jako wygodne narzędzie objaśniania początków naszej państwowości to wymyślone plemię było więc poza wszelką krytyką. Usunięcie go z czasów przedpiastowskich skutkuje bowiem pojawieniem się ziejącej pustki w samym środku mapy wypełnionej przez mediewistów rozmaitymi „plemionami prapolskimi”. Tę bolesną stratę próbuje się zanegować (np. Żmudzki 2017) lub zrekompensować przez doszukiwanie się „prawdziwych” Polan w zachodniej Małopolsce (np. Łuczyński 2016; Buko 2021, s. 80–83), gdzie też nie są widoczni źródłowo.
Brak polańskiego kamienia węgielnego naszego mitu narodowotwórczego nie jest jedynym problemem osłabiającym tradycyjny fundament „polskości”. Krytyczny przegląd źródeł pozwala bowiem zakwestionować obecność na tej mapie również innych „plemion”.
Wiślanie
Małopolskim konkurentem Polan mieli być Wiślanie. Im też przypisano zdolności państwotwórcze, które jednak nie doprowadziły do stworzenia własnego państwa. W ich przypadku mamy przynajmniej jedno dobre źródło, jakim jest pochodzący z połowy IX wieku tekst przypisywany tzw. Geografowi Bawarskiemu (por. niżej). Wśród różnych nazw znajdziemy w nim etnonim Vuislane, łatwo skojarzony z „Wiślanami”. Jest to jedyny racjonalny punkt zaczepienia, bo wszystkie pozostałe źródła przywoływane przez polskich mediewistów nie wspominają ludu „Wiślan”, lecz wyłącznie rzekę Wisłę.
Dla odległych komentatorów z południa i z zachodu ta największa rzeka wpadająca do Bałtyku była emblematem nazewniczym obszaru położonego na północ od Karpat i Sudetów, toteż od starożytności była stałym identyfikatorem naszych ziem (por. rozdz. 2).
fot.Pedros.lol – Z. Kurnatowska, M. Kara / CC BY-SA 4.0Zasięg domniemanego państwa Siemomysła i jego syna Mieszka I (datowanie dendrochronologiczne grodzisk)
Zatem wszystkie tak chętnie przytaczane wczesnośredniowieczne wzmianki źródłowe – „kraj Wisły” w angielskiej kronice króla Alfreda Wielkiego, czy też określenia „w Wiśle” użyte w morawskim Żywocie św. Metodego lub „nad Wisłą” wykorzystane w ruskiej Powieści minionych lat – nie dowodzą istnienia jakichś „Wiślan”, bo są tylko wskazówkami lokalizującymi opisywane wydarzenia. Ich autorzy użyli „wiślanego” identyfikatora dla określenia odległego kraju, bo nie znali jego nazwy. Były to więc określenia czysto geograficzne, a nie etniczne.
Jak widać, potężne „plemię Wiślan” wykreowano na podstawie jednego tylko słowa zapisanego daleko na zachodzie w połowie IX wieku. Na tak wątłej podstawie polscy mediewiści wykreowali nawet rzekome „państwo Wiślan”, rządzone przez anonimowego „silnego wielce księcia”, którego wedle Żywota św. Metodego miał ochrzcić ten morawski arcybiskup. Na zasadzie prostego skojarzenia stolicą tego „państwa” uczyniono oczywiście Wiślicę. Taką wizję z całą powagą promowało kilka pokoleń polskich mediewistów, kreując rzekomy małopolski epizod naszej wczesnej państwowości.
Opolanie
Innym z mocno podejrzanych plemion są dolnośląscy Opolanie. Ich również wykreowano na podstawie wzmianki tajemniczego Geografa bawarskiego, w którym znajdujemy niejakich Opolini. Proste skojarzenie tej nazwy z Opolem pozwoliło tam umiejscowić centrum kolejnego rzekomego „plemienia prapolskiego”. Na tamtejszej śródodrzańskiej wyspie Ostrówek faktycznie odkryto pozostałości wczesnośredniowiecznego grodu, ale zbudowano go dopiero po 977 roku, a więc już w czasach Mieszka I.
Sama nazwa nadodrzańskiego miasta pojawia się w dokumentach dopiero w późnym średniowieczu. Zatem również to rzekome „plemię Opolan” wydaje się konstruktem historiograficznym opartym na zaledwie jednym źródle, dość niefrasobliwie skojarzonym z informacją późniejszą o kilkaset lat. Możemy więc mówić co najwyżej o Opolanach jako mieszkańcach śląskiego grodu, a nie przedpiastowskim plemieniu.

Tekst stanowi fragment książki Korzenie Polski. Tom 1, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2026. Z kodem CIEKAWOSTKI – 25% rabatu od cen katalogowych na wszystkie książki PWN dostępne na ksiegarnia.pwn.pl. Oferta obowiązuje do końca sierpnia. Kod należy wpisać w ostatnim kroku składania zamówienia.
Wolinianie
Wiele uwagi badaczy przyciągali zachodniopomorscy Wolinianie. Ich też wykreowano na potężne „plemię”, które ponoć długo opierało się ekspansji Sasów, Polaków i Duńczyków. Przemożna chęć nadania mu głębokich korzeni sprawiła, że z Velunzani wymienionych w połowie IX wieku przez Geografa Bawarskiego zrobiono właśnie „Wolinian”, co wymagało dużej fantazji leksykalnej. Najprostsze jest przecież odczytanie tej nazwy jako V[i]elun[c]zani[e], zamieszkujący nie nad dolną Odrą, lecz nad Notecią, gdzie leżał wspomniany przez Anonima Galla gród Velun, czyli dzisiejszy Wieleń. Ale przecież „Wolinianie” są o wiele bardziej atrakcyjni od jakichś „Wieluńczan/Wielenian”, którym nie da się przypisać żadnej historycznej roli.
Sto trzydzieści lat po Geografie Bawarskim cesarski kronikarz Widukind z Corvey opisał, jak to w 967 roku zbuntowany saski graf Wichmann wyruszył przeciw Mieszkowi I ze Słowianami nazwanymi Vuloini. Sto lat później Adam Bremeński wymienił niejakich Wilini. Te dwa etnonimy miały być koronnym dowodem długiego funkcjonowania nad dolną Odrą silnego plemienia Wolinian. Zwolennicy tej wizji starannie jednak ignorowali to, że w dokumentach dotyczących miasta Wolin jest ono nazywane Vulin i Willin. Narzucające się podobieństwa nazewnicze Vuloini – Vulin oraz Wilini – Willin sugerują, że obaj kronikarze pisali nie o jakimś pomorskim plemieniu, lecz o mieszkańcach słynnego grodu kontrolującego ujście Odry do Bałtyku. I tutaj mamy więc mieszkańców grodu, co nakazuje wykreślenie z podręczników również i tego wyimaginowanego „plemienia”.
fot.Adam of Bremen – Austriacka Biblioteka Narodowa / domena publicznaFragment XI-wiecznych „Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum” Adama z Bremy wymieniający Polan żyjących wzdłuż Odry „trans Oddaram sunt Polanos”.
Jak widać, te cztery przykłady wybrane z listy „plemion prapolskich” mają bardzo słabe (Wiślanie, Wolinianie i Opolanie) albo nie mają żadnych (Polanie) podstaw źródłowych. Z argumentami na rzecz istnienia innych „plemion” też nie jest lepiej i też można je uznać za produkty twórczej wyobraźni mediewistów, którzy ochoczo zapełniali mapy „plemionami prapolskimi”, niefrasobliwie żonglując bliskimi sobie brzmieniowo nazwami wyciągniętymi ze źródeł powstałych od połowy IX wieku do XII wieku.
Geograf Bawarski
Wszyscy ci promotorzy „plemion prapolskich” przywołują wspominany już tekst Geografa bawarskiego napisany w Fuldzie po 844 roku (ryc. 12). Jego autorem był prawdopodobnie królewski kapelan i kanclerz Grimald, co pozwala uznać tekst za oficjalną wykładnię wiedzy o wschodniej „zagranicy” w państwie Ludwika II Niemieckiego (843–876). Interesujący nas fragment brzmi lakonicznie:
Prissani, ciuitates LXX. Velunzani, ciuitates LXX. […] Vuislane. Sleenzane, ciuitates XV. Lunsici ciuitates XXX. Dadosesani ciuitates XX, Milzane, ciuitates XXX. Besunzane, ciuitates II. Verizane, ciuitates X. Fraganeo, ciuitates XL. Lupiglaa, ciuitates XXX. Opolini, ciuitates XX. Golensizi, ciuitates V.
Już kilka pokoleń polskich mediewistów uznaje tę skromniutką wzmiankę za wiarygodne źródło informacji o tym, co działo się między Bałtykiem a Sudetami, zanim tereny te zostały podporządkowane dynastii piastowskiej. Nie przeszkadzało im, że tylko niektóre z tych nazw znajdują jakieś potwierdzenie w dużo późniejszych źródłach (np. Sleenzane, czyli „Ślężanie”, i Dadosesani, sprytnie spolszczeni na „Dziadoszan”). Inne „plemiona” są identyfikowane zdroworozsądkowo i z dużą fantazją przez poszukiwanie podobieństw leksykalnych – na przykład Verizane mieliby zamieszkiwać tereny nad Wieżycą, Golensizi lokowani są koło Grodźca Gołęszyckiego, zaś Lupiglaa próbuje się łączyć z Głubczycami (por. inne skojarzenia w Łuczyński 2016).
Pozostałe tereny w dorzeczach Odry i Wisły zapełniano sukcesywnie nazwami wyekstrahowanymi z innych fragmentów Geografa bawarskiego lub z równie niejasnych późniejszych źródeł. Podstawowym kryterium dowodowym było zawsze podobieństwo zapisanego w IX wieku „etnonimu” do znacznie później zarejestrowanych nazw geograficznych i możliwość przerobienia go na modłę słowiańską. Zatem: Trebouane to Trzebowianie, Lendizi – Lędzianie, Prissani – Pyrzyczanie, Busani – Bużanie, Milzane – Milczanie itd.
Duży kłopot interpretacyjny sprawiają liczby tajemniczych civitates przypisane w tym tekście każdej nazwie własnej. Długo uznawano je za informacje o grodach znajdujących się we władaniu poszczególnych „plemion”, ale przed połową IX wieku na tych terenach grodów jeszcze nie budowano. Liczby późniejszych grodów też nie da się w żaden sposób dopasować do cyfr podanych przez Geografa (LXX, LXX, XV, XXX, XX, XXX, X, XXX, XX, V), które sprawiają wrażenie zupełnie przypadkowego mnożenia liczb 10 lub 5.
Wydaje się więc, że na wschodniofrankijskim dworze coś słyszano, prawdopodobnie od kupców i jeńców, o jakichś ludach zamieszkujących za Odrą i Sudetami, ale nikt nie potrafił ich precyzyjnie zlokalizować ani określić ich wielkości. Królewskie „służby wywiadowcze” nie chciały się przyznać do swojej niewiedzy, więc sporządziły raport stwarzający pozory dokładności. Za dobrą monetę wzięto jakieś zasłyszane nazwy, nadając im formę zlatynizowanych etnonimów i przypisując im wymyślone liczby civitates. Król Ludwik Niemiecki i tak nie mógł przecież zweryfikować tych informacji. Gdyby to bałamutne źródło nie zachowało się do naszych czasów, to żadna mapa „plemion prapolskich” by nie powstała.


KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.