Ciekawostki Historyczne
Druga wojna światowa

Wrzesień 1939 oczami Niemców. Szacunek dla polskiego żołnierza zamiast propagandowych mitów

Choć nazistowska propaganda przedstawiała kampanię wrześniową jako łatwe zwycięstwo nad słabym przeciwnikiem, wspomnienia niemieckich żołnierzy pokazują zupełnie inny obraz. Z ich relacji wyłania się portret Polaków jako odważnych, dobrze wyszkolonych i zdeterminowanych obrońców, których opór budził uznanie nawet w szeregach Wehrmachtu.

Publikowany tekst jest fragmentem książki Piotra Zychowicza „Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie. Część VII” (Dom Wydawniczy Rebis, 2026).

Tekst ten dedykuję pamięci profesora Pawła Wieczorkiewicza

Podobno uznanie w oczach nieprzyjaciela jest najwyższą formą zadość uczynienia za żołnierski trud. Jeżeli tak, to polscy żołnierze broniący ojczyzny podczas kampanii 1939 roku spisali się znakomicie. Z zachowanych wspomnień Niemców walczących w Polsce wyłania się bowiem zupełnie inny obraz wojny niż z późniejszych enuncjacji machiny propagandowej Josepha Goebbelsa.

Niemieckie mass media po kampanii 1939 roku robiły wszystko, aby ośmieszyć pokonanego przeciwnika i jego siły zbrojne. Twierdziły, że Polacy bronili się tylko osiemnaście dni, że walczyli fatalnie, wykazali się brakiem kompetencji i ducha bojowego. Wojna ich zdaniem obnażyła prymitywizm polskiej myśli wojskowej, czego wymownym przykładem były rzekome szarże naszych ułanów na czołgi. Kampania polska dla potężnych sił zbrojnych III Rzeszy ponoć była „spacerkiem”. Tymczasem w relacjach żołnierzy niemieckich, a nawet w pisanych na gorąco artykułach korespondentów wojennych polscy żołnierze są przedstawiani jako wymagający przeciwnik. Twardy, znakomicie wyszkolony i przede wszystkim niezwykle groźny. Niemieccy żołnierze podkreślali patriotyzm i olbrzymią wolę walki Polaków, która momentami graniczyła wręcz z fanatyzmem.

Polacy otworzyli ciężki ogień z karabinów maszynowych. Odłamki pocisków fruwają między drzewami, gałęzie sypią nam się na głowy. Żołądek podszedł mi do gardła – wspominał 1 września 1939 roku pułkownik Hans von Luck. – Pociski z ckm-u trafiły znajdującego się w moim pobliżu szeregowego Uhla. Od razu padł trupem. Teraz naprawdę zaczęliśmy się bać. Zdobyliśmy trochę przestrzeni, ale musieliśmy się ukryć przed ogniem. Podziwiamy naszych przeciwników za ich narodową dumę i poświęcenie. Zasłużyli na nasz szacunek.

Dzień później niezwykle dramatyczne przeżycie stało się udziałem młodego oficera Richarda von Weizsäckera, przyszłego prezydenta Niemiec.

Doszło do starcia z polskimi oddziałami na nasypie kolejowym w Kłonowie w Borach Tucholskich – wspominał po latach. – Pierwszy wśród oficerów pułku poległ mój ukochany brat Heinrich. Przez całą noc czuwałem przy jego ciele, a nad ranem pochowaliśmy go wraz z innymi poległymi na skraju lasu. Moje życie już nigdy nie było takie jak przed wojną.

Polska kula rozpruła Heinrichowi Weizsäckerowi tętnicę szyjną. W pierwszych dniach kampanii Polacy na nadgranicznych pozycjach stawiali zacięty opór. Często walczyli do ostatniego pocisku.

Polski piechur zginął jak prawdziwy żołnierz – pisali korespondenci wojenni Kurt Frowein i Wilfried von Oven. – Bronił stanowiska do końca. Jego ładownice były puste, gdy trafi ł go śmiertelny strzał. Obok śniło już swój wieczny sen dziewięciu jego towarzyszy. Żołnierze ci wiedzieli, że ich opór może zatrzymać nieprzyjaciela tylko przez kilka godzin. A może minut. Tych dziesięciu nie myślało jednak o odwrocie. Nie przyszło im do głowy, żeby wsiąść na stojące w pogotowiu rowery. Gdy z niemieckiej strony świsnęła pierwsza kula, odpowiedzieli strzałem na strzał

fot.Bundesarchiv, Bild 183-2008-0513-500 / CC-BY-SA 3.0

Kikuty drzew na Westerplatte po zakończeniu walk

Wyjątkowy podziw Niemców wzbudziła heroiczna obrona Westerplatte. Komandor podporucznik Fritz Otto Busch był na pancerniku Schleswig-Holstein podczas ataku na polską składnicę.

Cały okręt przypomina górę zionącą ogniem spowitą w chmury dymu – pisał.

– Na Westerplatte kłębią się chmury dymu, szaleją ognie. Żelazo, stal, drewno i ziemia wirują w powietrzu, wylatują i znów powracają na ziemię.

– Czy sądzicie, że tam jeszcze ktoś żyje? – pyta bosmanmat obsługę swojego działka.

Marynarze, potrząsając milcząco głowami, wycierają pot z mokrych czół.

– Nie, panie bosmanmacie, z pewnością nikt. A jednak, gdy kompania szturmowa przystąpiła do ataku, terkocze szalony ogień polskiej broni maszynowej, chlaszczą strzały karabinowe, pękają granaty ręczne.

7 września po kapitulacji polskiej placówki, której załoga, choć znalazła się w beznadziejnej sytuacji, walczyła przez tydzień z przeważającymi siłami przeciwnika, Niemcy głośno wyrażali swoje uznanie i podziw dla majora Sucharskiego, kapitana Dąbrowskiego i ich żołnierzy.

Dowódca Schleswiga-Holsteina oddał im honory wojskowe i oświadczył: „Tapfer geschlagen” (dzielnie walczyliście). Major Sucharski decyzją samego Oberkommando der Wehrmacht otrzymał prawo do zachowania szabli w niewoli. Niemiecki oficer Willi Aurich, który znalazł się na Westerplatte po kapitulacji, notował w swoim dzienniku:

Jeżeli obecnie ogląda się umocnienia, to musimy się jednak dziwić, jak Polacy mogli się tak długo trzymać. Pomijając trzy bunkry, Westerplatte nie jest zbyt silnie ufortyfikowane. Wszędzie widać leje po bombach i można poznać, jak dokładnie nasze Sztukasy przeczesały Westerplatte. Polacy nie mieli jednak wiele broni i można powiedzieć, że trzymali się i bili mężnie.

Bardzo wysoko polskich obrońców ocenili żołnierze niemieccy, którzy brali udział w słynnej bitwie pod Wizną. Dowodzący załogami polskich fortyfikacji kapitan Władysław Raginis na czele garstki żołnierzy do 10 września powstrzymywał tam pancerne wojska Heinza Guderiana.

Walka była ciężka i zacięta – pisał Eugen Hadamovsky – załoga polskich bunkrów broniła się z zaciętą wściekłością. Obrońcy padli dopiero po walce wręcz i znaleźli obok blokhauzów skromny żołnierski grób, znaczony drewnianym krzyżem i polskim hełmem.

Trzeci blokhauz bronił się tak długo i zacięcie, aż granat szybkostrzelnej armaty trafi ł w strzelnicę i eksplodował wewnątrz ze straszliwą siłą. W blokhauzie zapaliła się słoma, ogień rozszerzył się gwałtownie. Gdy weszliśmy, dzielny obrońca leżał w poprzek drzwi pancernych jak czarna zwęglona bryła.

fot. Hiuppo – Praca własna / CC BY 3.0

Grób kpt. Władysława Raginisa k. Góry Strękowej

Niestety Niemcy nie zawsze okazywali rycerską postawę wobec Polaków. Zdarzało się, że łamali prawa wojny, rozstrzeliwując jeńców i dokonując masakr ludności cywilnej. Jak udowadnia znakomity niemiecki historyk Jochen Böhler, zbrodnie te były często skutkiem napadów paniki w szeregach Wehrmachtu. Posuwający się w głąb Polski nieostrzelani i niedoświadczeni niemieccy żołnierze cierpieli bowiem na psychozę „polskich partyzantów”.

Bali się, że zwrotne i szybkie polskie wojska okrążą ich na koniach i zaatakują znienacka. Charakterystyczną scenę opisał porucznik Hans Weicker ze 102. Pułku piechoty:

Wszyscy strzelają jak w amoku, na oślep. Oficerowie usiłują uspokoić żołnierzy, którzy w swej ślepej nerwowości zagrażają sobie wzajemnie. Panuje istny zamęt. Wszyscy wołają do nas. Jakaś stodoła stoi w płomieniach. Major musi podjąć energiczne działania, by powstrzymać grupkę bojaźliwych [żołnierzy] siedzących w kucki przy murze, przed otworzeniem ognia w naszą stronę. Na dziedzińcu leży umierający podoficer. Jęczy w agonii.

 Nagle słychać huk. Nie wiadomo, skąd dochodzi. Naraz wywiązuje się dzika strzelanina. Kule i rykoszety sypią się gradem. To straszne. Do kilku domów wrzucono granaty. Jakiś żołnierz z raną postrzałową brzucha leży na skrzyżowaniu dróg. Po piętnastu minutach on też umiera.

Opisany przez Weickera napad paniki był typowy dla niemieckiego wojska w Polsce. W nocy z 15 na 16 września pod Mużyłowicami rozbity został niemiecki pułk SS „Germania”. Tu muszę zrobić wyjątek i zacytować polską relację. Niemieckich opowieści z najbardziej dramatycznego momentu bitwy nie ma bowiem zbyt wiele. Wspomnienie pułkownika Bronisława Prugara-Ketlinga znakomicie oddaje sytuację, w której znaleźli się esesmani:

Polscy strzelcy wtargnęli do [zajętej przez Niemców] wsi, siekąc i kłując bagnetem każdego, kto im się nawinął – pisał polski oficer. – Odzywające się od czasu do czasu serie strzałów pistoletów maszynowych urywały się nagle w połowie magazynków. Czuło się, że ręka, która jeszcze przed ułamkiem sekundy naciskała spust, martwieje i bezwładnie opada, paraliżowana uderzeniem kolby lub pchnięciem bagnetu.

I dalej:

Bój toczył się w ciemnościach i złowrogiej ciszy. Nikt o pardon nie prosił. Wrażenie było niesamowite. Toteż groza, która opanowała Niemców, musiała przewyższać wszystkie ich dotychczasowe przeżycia. Z takim zaskoczeniem i takim atakiem nie spotkali się nigdy. Trupy, które później oglądaliśmy, miały wyraz straszny. Trwoga, wśród której ginęli, nie zniknęła z ich twarzy. Czarna wstążeczka z napisem „Germania” zdobiła wrogie mundury.

Wrześniowe relacje niemieckich żołnierzy dowodzą również, że Polacy potrafi li sobie poradzić nawet z niemiecką bronią ciężką. Rozbijają zatem mity narosłe później wokół kampanii 1939 roku. Opowiada podoficer Bernard, który 9 września szturmował warszawską Ochotę:

Próbujemy jechać dalej ulicą. Wtem otwiera się piekło. Przed nami uderzają szybko, jeden po drugim, granaty. Polska placówka jest tu gdzieś na stanowisku. Rozglądam się wkoło. Oczy moje rozszerza przerażenie. Obydwa lekkie czołgi stoją w płomieniach. A więc mamy działa i poza sobą. Może są tu czołgi, a może i działka przeciwpancerne. Nie mam czasu się zastanawiać. Ciężkiemu czołgowi obok mnie daję rozkaz zawrócić i wycofać się prędko.

Podczas zawracania ciężki czołg dostaje pocisk 37 mm w silnik. Sprzyjający los sprawia, że palące się w czołgach objętych pożarem świece dymne okrywają nas. Wracamy na pozycję wyjściową. Tu zastajemy już garść towarzyszy, którzy po rozbiciu ich czołgów granatami lub minami wycofali się na piechotę. Opowiadają o kolegach, którzy spłonęli w czołgach. Powoli zbiera się batalion, gdyż pięć godzin trwało natarcie. Załamało się jednak na mieście bronionym jak twierdza.

fot.Central Photographic Agency Warsaw / Centralna Agencja Fotograficzna (CAF), Military Photographic Agency Warsaw (WAF) – Jerzy Piorkowski (1957) Miasto Nieujarzmione, Warszawa: Iskry, ss. 17 no ISBN / domena publiczna

Stanowisko obrony przeciwlotniczej w czasie oblężenia Warszawy

To właśnie w walkach pod Warszawą 22 września 1939 roku poległ jeden z najwyższych rangą oficerów Wehrmachtu zabitych podczas II wojny światowej. Mowa o generale pułkowniku Wernerze von Fritschu, byłym naczelnym dowódcy niemieckich wojsk lądowych.

Herr Generaloberst otrzymał postrzał w lewe udo – relacjonował adiutant porucznik Rosenhagen – kula rozerwała tętnicę. Natychmiast upadł. Zdjąłem mu szelki, żeby zatamować upływ krwi. Herr Generaloberst powiedział: „Proszę zostawić”, stracił przytomność i zmarł z uśmiechem na twarzy. Od postrzału do śmierci minęła zaledwie minuta.

Według jednej z wersji śmiertelną kulę wystrzelił porucznik Jan Borkowski.

Niemiecki oficer Johann von Kielmansegg opisywał, jak polskie samoloty jednego dnia dokonały piętnastu nalotów na kolumny 1. Dywizji Pancernej. Był to prawdziwy koszmar. Cały czas w niemieckich szeregach rozlegały się pełne przerażenia okrzyki: „Uwaga, bomby!”. Wreszcie poczuliśmy się względnie bezpiecznie, kiedy tuż koło nas rozbił się płonący polski samolot i podpalił las. Znowu musieliśmy uciekać. Ale mimo wszystko to był sukces! [Polscy lotnicy] wykonali rozkazy, wykazując się wielką odwagą i znacznymi umiejętnościami. Zestrzelony Polak był jednym z wielu jeńców, którzy pomimo odniesionych ran nic nie powiedzieli w czasie przesłuchań.

Koszmar odwrotu

Oczywiście nie wszystkie relacje niemieckich żołnierzy były pochwalne wobec polskiego przeciwnika. Wojsko Polskie wojnę przegrało, dlatego też na kartach wspomnień jej niemieckich uczestników możemy znaleźć również wiele opisów rozpadu polskiej armii i tragicznego odwrotu. Nie są to relacje, które czyta się łatwo.

Wszędzie leżeli martwi Polacy – pisał Heinz Borwin Venzky. – Niektórzy polegli wyglądali, jakby spali, inni byli krwawą miazgą. Ranni Polacy siedzieli apatycznie obok drogi. Wszędzie rozrzucone były zakrwawione strzępy mundurów i pozgniatane stalowe hełmy. W rowach tkwiły potrzaskane armaty przeciwpancerne. Z bladej twarzy [Polaka] patrzyły w niebo szeroko otwarte, martwe oczy.

Niezwykle ciekawy i tragiczny obraz polskiego oporu znajdujemy w książce Adama Buchnera Kierunek Lwów. Jest to opowieść niemieckiego żołnierza 1. Dywizji Górskiej Wehrmachtu, która w 1939 roku nacierała od strony Popradu w kierunku Lwowa.

Nagle ktoś się potknął. Leży tam martwy polski żołnierz, jeszcze z karabinem gotowym do strzału, obok hełm, dwa granaty ręczne. Oświetlony słońcem leży bez ruchu, pocisk trafi ł go w skroń. Po młodej twarzy wolno spływa cienka strużka krwi. Rozwiane włosy blond. Leży z otwartymi ustami, tak jakby umierając, jednocześnie chciał oskarżać każdego, kto tej wojny pragnął i kto był jej winien.

Strzelcy górscy spoglądają na siebie z niepokojem – pierwszy zabity!

– Wróg?

Nie potrafi ą obudzić w sobie uczucia wrogości wobec tego młodego polskiego żołnierza, który wygląda, jakby był jednym z nich. Podnoszą go i niosą w dolinę, zbierając też innych rannych i zabitych…

fot.Nieznany – Apoloniusz Zawilski (1972) „Bitwy Polskiego Września” („Battles of Polish September”), Warszawa: Nasza Księgarnia ISBN 83-218-0817-4 / domena publiczna

Polskie działko przeciwlotnicze Bofors po ataku Luftwaffe w czasie bitwy nad Bzurą

Wielu polskich żołnierzy, zmęczonych i wyczerpanych ciągłymi marszami w odwrocie, siedzi na skraju drogi. Kiedy zbliżają się niemieckie pojazdy, podnoszą ręce i poddają się.

Obok drogi leżą polegli polscy żołnierze. Ich brązowe mundury są już prawie białe od nawianego kurzu. Porzucone hełmy, karabiny, amunicja, leżący dookoła sprzęt, a dalej martwe konie, które ze słodkawym smrodem stopniowo rozkładają się w upale. Kilka wozów bojowych z połamanymi kołami i dyszlami. Pojedyncze, szybko wykopane groby z hełmami stalowymi na wierzchu i pospiesznie zbitymi brzozowymi krzyżami: pozostałości śladów walki zmotoryzowanych grup pościgowych, które dotarły już tak daleko.

Z naprzeciwka nadchodzą długie rzędy zmęczonych jeńców. Są tak samo zakurzeni, tak samo wyczerpani, naznaczeni wysiłkiem jak żołnierze niemieccy. Jedyna różnica to brudne brązowe mundury, a tam brudne mundury feldgrau.

Publikowany tekst jest fragmentem książki Piotra Zychowicza „Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie. Część VII” (Dom Wydawniczy Rebis, 2026).

Zobacz również

Druga wojna światowa

Dziesięć mitów powstania warszawskiego. Rozmowa Piotra Zychowicza z Norbertem Bączykiem, archeologiem i historykiem wojskowości

Czy wokół Powstania Warszawskiego narosło więcej legend niż faktów? Historyk i archeolog wojskowości Norbert Bączyk rozprawia się z dziesięcioma najpopularniejszymi mitami dotyczącymi zrywu z 1944...

28 czerwca 2026 | Autorzy: Piotr Zychowicz

Zimna wojna

Jak Jan Zumbach o niepodległość Biafry i Katangi walczył

Jan Zumbach. Tego asa przestworzy z Dywizjonu 303 nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Po zakończeniu II wojny światowej bynajmniej nie spoczął na laurach. W latach...

23 czerwca 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Druga wojna światowa

NSZ: bohaterowie czy kolaboranci? – rozmowa Piotra Zychowicza z Arkadiuszem Karbowiakiem, badaczem podziemia niepodległościowego

Czy Brygada Świętokrzyska NSZ była bohaterską formacją walczącą o niepodległość Polski, czy organizacją uwikłaną we współpracę z III Rzeszą? Arkadiusz Karbowiak przekonuje, że jej historia...

15 czerwca 2026 | Autorzy: Piotr Zychowicz

Druga wojna światowa

Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie

Opowieści niepoprawne politycznie VII

8 czerwca 2026 | Autorzy: Redakcja

Druga wojna światowa

Dlaczego niemiecki as ocalił wrogów?

To było najbardziej zdumiewające spotkanie wrogów podczas drugiej wojny światowej. Dlaczego niemiecki pilot – jedyny raz w historii – ocalił życie Amerykanom?

25 stycznia 2025 | Autorzy: Maria Procner

Druga wojna światowa

Karol Świerczewski, ps. „Walter”

Zatwardziały komunista wierny ZSRR. Na sumieniu miał dziesiątki tysięcy ludzi. Gdy zginął, wiele osób... odetchnęło z ulgą. Kto zabił Karola Świerczewskiego?

8 grudnia 2022 | Autorzy: Herbert Gnaś

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.