Jan Zumbach. Tego asa przestworzy z Dywizjonu 303 nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Po zakończeniu II wojny światowej bynajmniej nie spoczął na laurach. W latach 60. wyruszył do Afryki, by organizować siły powietrzne prowincji walczącej o niepodległość.
Ropy naszej nie oddamy. A przynajmniej nie bez zysków dla nas
Republika Biafry. Zdecydowanej większości ludzi, którzy nie interesują się historią, nazwa ta zapewne nic nie mówi. Tymczasem wątek ten jest ważny również dla Polaków, ponieważ w siłach powietrznych Biafry służył nie kto inny, jak nasz as przestworzy z Dywizjonu 303 – Jan Zumbach. Czym jednak była Republika Biafry, której terytorium stanowiło około 1/7 powierzchni Nigerii, i dlaczego chciała się od niej odłączyć?
Otóż właśnie ta część kraju zdecydowała się w 1967 roku na secesję. Dlaczego? Powód był prosty – ekonomiczny. To właśnie na terenach Biafry znajdowały się najważniejsze nigeryjskie złoża tego cennego surowca energetycznego. Złoża te eksploatowały przede wszystkim zachodnie koncerny, co oczywiście nie przekładało się na poziom życia miejscowej ludności.
30 000 powodów secesji
Nie był to jednak jedyny powód secesji. Kolejny miał swoje źródło częściowo jeszcze w czasach kolonialnych, a częściowo w wydarzeniach, które nastąpiły już po opuszczeniu Afryki przez kolonizatorów. Jak wiadomo, wiele granic nowych państw zostało wytyczonych sztucznie, bez uwzględnienia czynników etnicznych, w tym istniejących pomiędzy plemionami konfliktów. W przypadku Biafry miało to szczególnie istotne znaczenie.
Na terenie Biafry mieszkali przede wszystkim członkowie plemienia Ibo. Ich sąsiadami, a zarazem wrogami, byli członkowie znacznie silniejszego plemienia Hausa. To właśnie Hausa dokonali w 1966 roku napadu na Ibo. Była to prawdziwa rzeź. Głównie przy użyciu maczet zamordowano około 30 000 członków tego plemienia. Trudno się zatem dziwić, że wydarzenia te przelały czarę goryczy. Biafrańczycy powiedzieli: „dość”.
fot.Nieznany – Narodowe Archiwum Cyfrowe, Sygnatura: 37-703-2 / domena publicznaJan Zumbach
Zaledwie rok później podjęli decyzję o odłączeniu się od Nigerii. Ich przywódcą został charyzmatyczny pułkownik Odumegwu Ojukwu. Ponieważ zyski ze sprzedaży ropy zaczęły trafiać do Biafry, a nie do Nigerii, zbuntowaną republikę było stać na zatrudnienie najemników do walki. Wśród nich znaleźli się także Europejczycy. Jednym z nich był właśnie Jan Zumbach, o którym więcej dowiecie się z naszego artykułu.
Próbował już uwolnić Katangę od Konga
Zumbach miał już doświadczenie w walkach na afrykańskich frontach i wspieraniu zbuntowanych prowincji. Zaledwie kilka lat wcześniej, w 1962 roku, organizował siły powietrzne Katangi, która również zamierzała odłączyć się od Konga. Tamtejszy rząd wspierany był przez ZSRR. Jak wynika z zapisków samego Zumbacha, nie był on tam jedynym Polakiem. Oto opis jednego z przeprowadzonych podczas tej wojny ataków, który Piotr Zychowicz przytoczył w książce Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie:
„Z rykiem silników runęliśmy w dół – wspominał polski pilot. – Nasze cztery karabiny maszynowe strzelały ogniem ciągłym. Zrzuciłem swoją pierwszą bombę. Eksplodowała za daleko od ciężarówek! Niech to cholera! Ale było to jak wbicie kija w mrowisko. Gdzie nie spojrzeć, z ukrycia wyskakiwali uzbrojeni ludzie i uciekali na wszystkie strony.
Po ostrym skręcie obniżyłem lot, a Wanowski tuż za mną, na wysokość czubków drzew. Zaczęliśmy ostrzeliwanie ziemi z broni pokładowej, jak ongiś w 1944 roku podczas lądowania w Normandii. Zrzuciłem drugą bombę. Ciężarówka zapaliła się jasnym płomieniem.
Ponownie lot w górę, aby uniknąć kolizji z drzewami. Próbę trafienia nas podjęli strzelcy wyborowi, ale bezskutecznie”.
fot. Don-kun, Uwe Dedering – Praca własna, oparta na: Democratic Republic of the Congo location map.svg + dtv-Atlas Weltgeschichte / CC BY 3.0
Położenie Katangi na mapie Afryki
Niestety rebelia Katangi nie zakończyła się sukcesem. Interweniowały tam nawet wojska ONZ. Stworzona z wysiłkiem przez Zumbacha flota powietrzna została zniszczona przez nowoczesne, szwedzkie myśliwce Narodów Zjednoczonych. Może zatem w Biafrze poszło mu lepiej? Przyjrzyjmy się temu i wróćmy do Nigerii, gdzie w 1967 roku rozpoczęła się wspomniana wcześniej wojna domowa.
Lotnictwo bojowe „zrób to sam”
Siły rządowe, które starały się odzyskać kontrolę nad Biafrą, podobnie jak rząd Konga, mogły liczyć na wsparcie Związku Radzieckiego. Biafra miała jednak istotną przewagę – w powietrzu. Wynikało to z prostego faktu: nigeryjskie lotnictwo bojowe praktycznie nie istniało. Tymczasem Biafrańczykom i Zumbachowi udało się zorganizować coś, co nie tylko było zdolne wzbić się w powietrze, ale przedstawiało także pewną wartość bojową.
Oddajmy głos Piotrowi Zychowiczowi, autorowi książki Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie. Tom VII:
„Był to stary, rozklekotany B-26 Invader uratowany ze złomu i złożony do kupy z części wielu samolotów. Nierówno pracujące silniki wydawały potworny ryk, a na dżunglę sypały się odpadające nity i fragmenty kadłuba. Na aluminiowym nosie osobliwej maszyny widniała groźna, szczerząca zęby paszcza rekina, nad nią zaś z niewielkiej dziury sterczała lufa ciężkiego karabinu maszynowego.
Leżał przy nim murzyński żołnierz, do którego prawej ręki przywiązany był sznurek. Jego drugi koniec znajdował się w rękach pilota. Gdy pilot nadlatywał nad cel (miał na przedniej szybie kokpitu naklejony celownik), szarpał sznurek, a w odpowiedzi żołnierz automatycznie wypuszczał serię z kaemu. Sam bowiem, leżąc w ciemnym, nieprzeszklonym nosie samolotu, oczywiście niczego nie widział.
Jednocześnie znajdujący się w tylnej części maszyny czarni „bombardierzy” przez otwarte drzwi wyrzucali „bomby”. Owe pociski były zwykłymi… rondlami wypełnionymi szczelnie trotylem i rozmaitym żelastwem – gwoździami, śrubami i puszkami po konserwach. Po uderzeniu w ziemię robiło to znacznie więcej huku i dymu niż poważnych szkód”.
fot.U.S. Air Force, originally from en.wikipedia (17:58, 19 February 2004 . . Morven (Talk) . . 652×402 (32667 bytes) (A-26. USAF photo, public domain.) – Nieznane
Douglas A-26 Invader
Później flota powietrzna Biafry nieco się powiększyła, między innymi o samoloty DC-3. Za produkcję wspomnianych specyficznych bomb odpowiadał Biafrańczyk znany jako Mr Willy. Był kowalem, który jednocześnie pełnił funkcję dentysty, posługując się w tym fachu obcęgami. Zdarzyło mu się nawet wyprodukować bombę w kształcie totemu z zapalnikiem o opóźnionym działaniu. Zrzucona nad pogańskim plemieniem Joruba została zaciągnięta do wioski, gdzie podczas oddawania jej czci nastąpiła detonacja.
Pogromca okrętów i śmigłowców
Z reguły pojawienie się Invadera na niebie miało przede wszystkim znaczenie psychologiczne. Żołnierze armii rządowej na jego widok porzucali broń, a nawet pieszo wracali do swoich wiosek. Jak napisał sam Zumbach: „Nasze bombardowania wywoływały u wroga więcej przerażenia niż strat”.
Miał jednak także swoje pięć minut. Uczestniczył bowiem w wyjątkowo spektakularnych – jak na realia tej wojny – akcjach.
Pewnego dnia jego B-26 nadleciał nad lotnisko w Makurdi. Wówczas udało się zniszczyć śmigłowiec z szefem sztabu nigeryjskiej armii oraz grupą oficerów na pokładzie. Nie była to jedyna ważna akcja z jego udziałem. Kolejną było skuteczne odpędzenie od wybrzeży Biafry i Port Harcourt jedynego wówczas okrętu wojennego przeciwnika – niszczyciela „Nigeria”. Na potrzeby tej operacji Mr Willy przygotował nawet specjalne bomby skonstruowane z beczek po benzynie. Takich misji było zresztą więcej. W międzyczasie Zumbach zajmował się również organizowaniem zakupów wojskowych u europejskich dostawców.
Willa i… syn dla bohatera
Po swoich spektakularnych, jak na warunki tej wojny domowej, akcjach Jan Zumbach znalazł się na ustach Biafrańczyków. Okrzyknięto go nawet Zbawcą Biafry. Można wręcz powiedzieć, że stał się człowiekiem numer dwa w państwie, zaraz po Ojukwu.
Kiedy Zumbach podróżował po Biafrze, wystarczyło, by jego kierowca zatrzymał samochód, a natychmiast gromadzili się ludzie chcący wyrazić swoją wdzięczność i podziw dla polskiego bohatera.
Otrzymywał również inne dowody uznania, między innymi listy miłosne. Jedna z kobiet przybyła nawet do hotelu, w którym przebywał, domagając się odpowiedzi na wcześniej złożoną propozycję zostania matką jego dziecka. Podobno jednak nie przypadła Zumbachowi do gustu. Jego sława urosła do takich rozmiarów, że Ojukwu postanowił przenieść go do bardziej odizolowanej willi.
fot.Mzungu – Praca własna / CC BY 3.0Grób Jana Zumbacha na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie
Niestety również ta przygoda Jana Zumbacha zakończyła się niepowodzeniem. Przeważające siły nigeryjskie, wspierane sprzętem z zagranicy, opanowały zbuntowaną prowincję, a wojna domowa zakończyła się w 1970 roku. Zdobyły też dominację w powietrzu po dostarczeniu do Nigerii czechosłowackich samolotów L-29. Niszczyciel „Nigeria”, choć wcześniej przepędzony z portu, skutecznie blokował dostawy dla Biafry.
Nie bez znaczenia były również błędy organizacyjne oraz korupcja towarzysząca zaopatrzeniu. Tym razem był to już definitywny koniec afrykańskiej przygody Jana Zumbacha, który nie tylko dla Polaków, ale i dla wielu mieszkańców Afryki na zawsze pozostał bohaterem.
Literatura uzupełniająca
- Jan Zumbach, Ostatnia walka, Bellona, Warszawa 2020.
- Spuścizna Jana Zumbacha, Muzeum Polskie w Rapperswilu, https://polenmuseum.ch/wp-content/uploads/2022/12/Zumbach-Jan.pdf (dostęp: 17.06.2026).


KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.