Szukanie ich w kronikach to zajęcie naprawdę żmudne. A jednak ludzie inter i transpłciowi, a także o innej orientacji niż heteroseksualna, istnieli od zawsze. Rodzili się, pracowali, brali śluby, dziedziczyli majątki. Co możemy powiedzieć o ich sytuacji prawnej w dawnej Polsce?
Szukanie ich w kronikach to zajęcie naprawdę żmudne. A jednak ludzie inter- i transpłciowi, a także o innej orientacji niż heteroseksualna, istnieli od zawsze. Rodzili się, pracowali, brali śluby, dziedziczyli majątki. Co możemy powiedzieć o ich sytuacji prawnej w dawnej Polsce?
Chrzest – pod jakim imieniem?
Osoby interpłciowe, czyli te, u których ciała nie da się jednoznacznie określić jako kobiece lub męskie. A mówiąc dokładniej – fizyczne wyznaczniki płci (takie jak geny, gonady, narządy płciowe czy hormony) są nietypowe lub występują krzyżowo. Niektóre oznaki interpłciowości są całkowicie niewidoczne bez badań, inne zostają odkryte przy porodzie albo w okresie dojrzewania. Sam termin „interpłciowość” został sformułowany przez Richarda Goldschmidta w 1917 r. Wcześniej mówiło się i pisało o „hermafrodytach” albo „obojnakach”. Współcześnie żadnego z tych słów nie używa się w odniesieniu do ludzi.
fot.Princeton University Art Museum / domena publicznaLudzie inter- i transpłciowi, a także o innej orientacji niż heteroseksualna, istnieli od zawsze
Grecki historyk Diodor Sycylijski pisał w I wieku p.n.e. o ludziach, których ciało jest połączeniem męskiego i kobiecego. Z prawnego punktu widzenia była to w Europie sytuacja dość kłopotliwa. Już w momencie narodzin pojawiały się pierwsze komplikacje. Jak określić płeć dziecka? Jakie wybrać imię? Czy za kilkanaście lat potrzebny będzie posag? W Polsce najprawdopodobniej czerpano w takim wypadku z przepisów prawa rzymskiego i kanonicznego, które nakazywały określenie „przeważającej płci”.
Śladów podobnych dylematów można szukać w księgach parafialnych. Mateusz Wyżga w książce „Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi” przytacza: Oto w chłopskiej rodzinie Bednarczyków z Dąbrówki w parafii Stryszów, kilka lat przed Pułaskim, przychodzi na świat dziecko mające zróżnicowane cechy płciowe i zostaje ochrzczone imionami Józef Marianna. Ksiądz użył w zapisce przestarzałego już dziś słowa „hermafrodyta”. W oczach duchownego lub osób z rodziny noworodka ostatecznie przeważył zestaw cech płciowych żeńskich, dlatego ksiądz nadał mu imię Marianna.
Coś, o czym lepiej nie mówić
Płeć przypisana. I co dalej? W tym miejscu pojawia się zdecydowanie więcej pytań niż odpowiedzi. Oprócz pojedynczych wzmianek w aktach chrztu możemy szukać śladów w pamiętnikach i źródłach kryminalnych. Jedne z nich są cennym, ale niezbyt obiektywnym materiałem, drugie natomiast pokazują ludzi jedynie w dość niecodziennych okolicznościach. Jeśli w kronikach, a później w prasie, pojawiały się na ten temat jakieś informacje, to najczęściej w związku z ówczesnym skandalem.
Nieheteronormatywność w szlacheckiej Polsce była pewnym tabu. Homoseksualny seks traktowano jak grzech i przestępstwo, za które formalnie groziła nawet kara śmierci. Podobnie jak w innych europejskich krajach. Przykładowo, w niemieckim akcie „Constitutio Criminalis Carolina” z 1532 roku pojawia się zapis: „Jeśli człowiek oddaje się rozpuście ze zwierzęciem, lub mężczyzna z mężczyzną lub kobieta z kobietą, to pozbawieni zostaną życia; według powszechnie przyjętego zwyczaju należy ukarać ich śmiercią przez spalenie”. Natomiast Bartłomiej Groicki, tłumacząc dokument z łaciny na polski, dokonał pewnej zmiany – usunął z tego fragmentu wzmiankę o kobietach.
Z drugiej strony, patrząc na zachowane polskie akta sądowe, trudno mówić o aktywnym ściganiu ze względu na orientację lub tożsamość. Nie oznacza to oczywiście całkowitego bezpieczeństwa. Gdy już dochodziło do procesu (często z powodu innych przewinień lub wskutek donosu przez „życzliwych” sąsiadów), „grzechy przeciw naturze” karano najczęściej grzywną albo chłostą. Czasem sąd wydawał wyrok więzienia lub wygnania.
Przeczytaj także: Transwestytyzm a prawo w XIV-wiecznym Londynie: przypadek Eleanory Rykener
Przypadek Wojciecha Skwarskiego
To właśnie z akt sądowych dowiadujemy się o przypadku Wojciecha Skwarskiego. W 1561 r. sąd w Kazimierzu wydał niezwykle surowy wyrok: spalenie na stosie. W księdze sądowej można znaleźć dopisek: „Szczególny spekulant – Hermafrodyt?” Osądzono go jako mężczyznę, jednak cała sprawa już wtedy była dość skomplikowana.
Wojciech urodził się najpewniej w Poznaniu, przez pewien czas był mnichem w klasztorze Świętego Michała. Wiadomo też, że jako mnich nie stronił od cielesnych uciech z przynajmniej dwiema kobietami. Jedna z nich była wówczas zamężna. Wojciecha wkrótce usunięto z klasztoru, jednak nie ze względu na romanse, a „niewyraźną płeć”. Została wówczas powiadomiona rada miasta w Poznaniu; Wojciecha rozebrano do naga i uznano, że jest kobietą. Przez kolejne lata chodzi w sukniach, uczy się hafciarstwa, trzykrotnie wychodzi za mąż (choć cały czas ma przy tym kochanki). Kilka razy zmieniał pracę i miejsce zamieszkania. Ostatecznie, 10 lat później znów trafił przed sąd, tym razem w Kazimierzu. Tu znów padł nakaz rozebrania. Tym razem władze uznały oskarżonego za mężczyznę.
fot.Hartmann Schedel / domena publicznaWojciecha rozebrano do naga i uznano, że jest kobietą
Zarzutów uzbierało się sporo, gdyż przez cały ten czas Wojciech miał problemy z prawem. Ukradł matce cenne łyżki. Pierwszego męża podczas kłótni uderzył w głowę cegłówką, a ten zmarł. Trzeciego męża poślubił, gdy wciąż był związany z drugim. Do tego inne kradzieże, oszustwa i sutenerstwo.
Nierówny status
Przypadek Wojciecha Skwarskiego był nietypowy pod każdym względem – liczne problemy z prawem, „niewyraźna płeć”, szczegółowe zeznania w sądzie i najsurowsza możliwa kara. Stąd też wiemy dość dokładnie, jak wyglądało jego życie. Zazwyczaj osoby niemieszczące się w obyczajowej normie pozostawały w cieniu, gubiąc się przez to w źródłach historycznych. Nieco inaczej sprawa wyglądała w przypadku bogatszej i lepiej urodzonej części społeczeństwa. Jak pisze Piotr Oczko: „W dawnej Polsce pomówienie o skłonności homoseksualne (prawdziwe lub wyimaginowane) było orężem przeciwko ideologicznym bądź politycznym wrogom, niekoniecznie żyjącym. Oręż ten miał na celu głównie degradację i ośmieszenie.” Czasem majątek i status pozwalały na większą swobodę, nie chroniły jednak przed plotkami.
fot.Jacob van Maerlant / domena publiczna„Jeśli człowiek oddaje się rozpuście ze zwierzęciem, lub mężczyzna z mężczyzną lub kobieta z kobietą, to pozbawieni zostaną życia; według powszechnie przyjętego zwyczaju należy ukarać ich śmiercią przez spalenie”
Kazimierza Chylińskiego, wywodzącego się z niezbyt zamożnej rodziny szlacheckiej, nazwisko nie uchroniło nawet przed więzieniem. Mężczyzna w latach 1746–48 był kochankiem magnata Janusza Aleksandra Sanguszki. Ambitny Chyliński próbował wykorzystać romans, by budować sieć kontaktów i zwiększać swój majątek. Przeszkodził mu w tym… ojciec partnera. Ten oskarżył mężczyznę o malwersacje finansowe.
Chyliński spędził w więzieniu około dwóch lat, był w tym czasie bity i maltretowany. Napisał wówczas list do kochanka, w którym wyznał mu uczucia. Niestety, gdy wyszedł na wolność, powrót do dawnej miłości okazał się niemożliwy. Sanguszka miał już innego partnera, Karola Szydłowskiego. Homoseksualnością magnata nikt się za bardzo nie przejął, a Szydłowskiemu bez wątpienia opłacił się ten związek – w 1753 roku otrzymał w prezencie 17 wsi i jedno miasto.
Bibliografia:
- Jakubowski T., Inność poprzez wieki – historia transpłciowości, [w:] E. Bogdanowska-Jakubowska (red.), „Inność/różnorodność w języku i kulturze”, Katowice 2015.
- Oczko P., Dlaczego nie chcę pisać o staropolskich samcołożnikach? Przyczynek do „archeologii” gay studies w Polsce, [w:] „Teksty Drugie” 2008 (5).
- QueerMuzeum Warszawa. Przewodnik po osi czasu, queermuzeum.pl [dostęp online: 10.02.2026].
- Wyżga M., Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi, Kraków 2025.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.