Śmierć i muzyka w groteskowy sposób spotykały się w Auschwitz. Niektórym dawała nadzieję na przeżycie, by odprowadzać innych na przymusowe roboty. Wśród obozowych muzycznie uzdolnionych znalazła się zaś ona: urodzona we Wrocławiu Anita Lasker-Wallfisch.
„Ochotniczka” do Auschwitz
Nie od razu trafiła do Auschwitz. Najpierw była osadzona w więzieniu we Wrocławiu, nazywanym Graupe, przy Graupenstrasse. Wraz z towarzyszką przez pewien czas podawały się tam za Francuzki, by ostatecznie przyznać się, że są Żydówkami. Zostały wówczas przeniesione do przeznaczonej dla nich celi. W końcu stanęły przed sądem, m.in. pod zarzutem działalności na rzecz wroga – oczywiście wroga Niemiec. Proces miał charakter farsy; na rozprawie nie stawił się nawet jej obrońca. Wyrok mógł być tylko jeden.
Pewnej nocy wyczytano jej nazwisko i polecono przygotować się do drogi, zabierając wszystko, co posiadała. Tymczasowo trafiła do kolejnego miejsca osadzenia w Jauer, gdzie wprawdzie jedzenie było nieco lepsze, ale pracy przymusowej znacznie więcej. W końcu jednak nadszedł ten dzień: w grudniu 1943 roku podsunięto jej do podpisu dokument, na mocy którego kierowano ją do Auschwitz. Oświadczała w nim, że udaje się tam dobrowolnie. Kilka dni później została wywieziona.
Czytaj także: „Demon Śmierci” z Auschwitz
Pod niezwykle wymagającymi skrzydłami
Po przybyciu do obozu przez krótki czas przebywała w bloku kwarantanny. Pewnego dnia przyszedł po nią esesman i wywołał „wiolonczelistkę” – wcześniej w rozmowie ujawniła swoje umiejętności muzyczne. Zaprowadzono ją do bloku muzycznego, gdzie znajdowały się już Alma Rosé oraz inne kobiety z instrumentami.
Alma Rosé, Austriaczka pochodzenia żydowskiego, kierowała kobiecą Lagerkapelle. Muzykę miała dosłownie w genach – jej matka była siostrą Gustava Mahlera, a ojciec Arnold Rosé skrzypkiem występującym w wiedeńskiej orkiestrze. Sama Alma również była skrzypaczką. Ciekawostką jest fakt, że bezpośrednio przed nią funkcję kapelmistrzyni pełniła Polka, późniejsza blokowa, znana jako pani Funia, naprawdę Zofia Czajkowska.
fot.Georg Fayer – ÖNB, Bildarchiv Austria, Inventarnummer Pb 580.555-F 463 / domena publicznaAlma Rosé
Pobyt Almy w Auschwitz rozpoczął się od traumatycznego doświadczenia w bloku eksperymentów medycznych, gdzie profesor Carl Clauberg – z wykształcenia ginekolog – prowadził pseudobadania nad sterylizacją kobiet. Kiedy wyszło na jaw, że Alma jest uzdolniona muzycznie, została „zrekrutowana” do orkiestry.
Była osobą niezwykle wymagającą i nie wahała się stosować surowych kar. Anita Lasker‑Wallfisch wspominała sytuację, gdy niedługo po ciężkim przejściu tyfusu ćwiczyła grę po powrocie z Revieru. Osłabiona zaczęła fałszować, za co Alma nakazała jej przez tydzień na kolanach myć podłogę w całym bloku. Sama Alma zmarła w kwietniu 1944 roku w niejasnych okolicznościach. Jej następczynią z nominacji SS została Rosjanka Sonia, która jednak nie cieszyła się szacunkiem orkiestry.
Czytaj także: Selekcja na rampie w Auschwitz
Talent, który ocalił także siostrę
Gdy Anita trafiła do kobiecej orkiestry obozowej – w czasie wojny istniały również jej męskie odpowiedniki – Alma wręczyła jej wiolonczelę i poprosiła, by coś zagrała. Był to jej pierwszy kontakt z tym instrumentem od około dwóch lat. Została przyjęta bez obaw o odrzucenie, ponieważ do tej pory w orkiestrze nie było nikogo grającego na instrumentach basowych.
W skład zespołu wchodziły skrzypce, mandoliny, gitary, akordeony, flety i inne instrumenty, które najpewniej trafiły do obozu w wyniku konfiskat mienia więźniów. Orkiestra była niezwykle wielonarodowa – reprezentowane były m.in. Francja, Belgia, Grecja i Polska, a w połowie 1944 roku wraz z nowymi transportami pojawiły się także Węgierki. Wspólnie żyły tam Żydówki i więźniarki innych narodowości.
fot.Autor nieznany / domena publicznaMaria Mandl lub też Mandel
Anita przeniosła się do bloku muzycznego i zaprzyjaźniła z kilkoma członkiniami orkiestry. Jak później pisała we wspomnieniach, bycie jedyną wiolonczelistką dawało jej poczucie zachowania tożsamości – nie była anonimową częścią obozowej masy. Ta wyjątkowość miała też wymiar praktyczny. W obozie odnalazła swoją siostrę Renate, która utknęła w bloku przejściowym i ciężko zachorowała na tyfus. Anita odważyła się porozmawiać o niej z Marią Mandl, kierującą kobiecym obozem, dla której orkiestra była „oczkiem w głowie”. Mandl zgodziła się, by Renate została gońcem, co oznaczało nieco lepsze warunki bytowe i wyżywienie.
Muzyka jako narzędzie przymusu
Orkiestra stała się dla wielu więźniarek jedną z nielicznych szans na przetrwanie i względną poprawę losu. Wystarczało nawet bardzo podstawowe pojęcie o grze na instrumencie. Potrzebne były także osoby przepisujące i opracowujące nuty – Notenschreiberinnen – ponieważ wiele utworów należało dostosować do nietypowego składu instrumentalnego. Często esesmani dostarczali jedynie zapis fortepianowy, który należało rozbudować na potrzeby orkiestry.
Sam dzień „Lagenkapelle” zaczynał się tak naprawdę jeszcze przed wschodem słońca. Na godzinę przed. Część muzyków wysyłana była „nach Vorne”, czyli pod bramę obozu. Po ich powrocie strażnicy urządzali zbiórkę. Tutaj uwidaczniała się przy okazji lepsza sytuacja członkiń orkiestry w odniesieniu do większości więźniów obozu, ponieważ zimą apele te odbywały się w środku budynku. Ustawiano ich w rzędach po 5 osób i liczono. Następnie podawano im coś ciepłego do picia, aczkolwiek trudno było jednoznacznie określić ten napitek. Potem następował wymarsz, również w rzędach po 5, pod bramę obozu. Później zaś zajmowali się próbami przed kolejnymi koncertami.
Podstawowym zadaniem orkiestry było granie marszów, gdy więźniowie wychodzili do pracy przymusowej i gdy z niej wracali, m.in. z zakładów I.G. Farben. Nie miała znaczenia pogoda ani temperatura, orkiestra musiała grać zawsze, w nieodpowiednich ubraniach, często będąc świadkiem brutalnych scen. Anita wspominała przypadek kobiety zmuszonej przez strażników do zjedzenia całej paczki papierosów.
Czytaj także: Ilu Żydów naprawdę zginęło w Auschwitz?
Od grania dla oprawców do fałszującego obrazu filmu
Jeszcze bardziej upokarzające były występy dla esesmanów. Oprócz koncertów w Revierze lub między blokami A i B, odbywających się zwykle w niedziele, orkiestra musiała być stale w gotowości. Zmęczony czy rozdrażniony esesman mógł w każdej chwili zażądać koncertu. W takich okolicznościach Robert Schumann i jego Träumerei zabrzmiały m.in. dla doktora Mengelego.
Droga Anity Lasker‑Wallfisch z orkiestrą zakończyła się w październiku 1944 roku, gdy jej członkinie rozdzielono na Żydówki i Aryjki. Zamiast do komory gazowej trafiła do Bergen‑Belsen. Warto dodać, że Arthur Miller napisał scenariusz do filmu Playing for Time (1980), opartego na wspomnieniach Fanii Fénelon. Z jego wydźwiękiem nie zgadzała się jednak Anita Lasker‑Wallfisch oraz wiele innych byłych więźniarek orkiestry. Tym bardziej potrzebne są dokumenty i relacje, które pozwalają oddać prawdziwy obraz ich doświadczeń.
Bibliografia
- Hołd ofiarom Trzeciej Rzeszy, „Kronika Sejmowa”, nr 54/2018.
- A. Lasker-Wallfisch, Inherit the Truth, St. Martin’s Press, New York 2000.
- Orkiestry w obozie Auschwitz, https://www.auschwitz.org/edukacja/e-learning/podcasty/orkiestry-w-obozie-auschwitz/,
- Smith, Forgotten Voices of the Holocaust, Eburry Press, London 2005.
- Wójcik, Muzyka w piekle Auschwitz, https://www.newsweek.pl/historia/muzyka-w-piekle-auschwitz/98ye7vz, dostęp: 12.01.2026.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.