Wyprawa Marka Antoniusza na Partów miała dać mu chwałę i bogactwo, lecz skończyła się klęską, śmiercią tysięcy i upadkiem jego potęgi.
Czy Marek Antoniusz w ogóle był gotowy na takie wyzwanie? W końcu, lata wcześniej klęskę w wojnie przeciwko Partom poniósł sam Krassus – i przypłacił to życiem. Największym dotąd sukcesem Antoniusza było zwycięstwo pod Filippi, gdzie jego zasługi oceniono wyżej niż Oktawiana Augusta. Nigdy jednak wcześniej nie dowodził tak odległą wyprawą wojenną. A i jego żołnierze nie mieli dość czasu na odpowiednie wyszkolenie.
Wyprawa Marka Antoniusza na Partów rusza z impetem
W 36 roku p.n.e. wyprawa ruszyła. Antoniusz spróbował połączyć negocjacje z demonstracją siły – zgromadził swoją armię w miejscu przeprawy przez Eufrat pod Zeugmą. Nie spodziewał się jednak, że władca Partów, Fraates IV, zrobi dokładnie to samo. Lata wcześniej wojska Krassusa przeszły rzekę bez przeszkód, zanim Partowie zdołali zorganizować obronę. Tym razem było inaczej.
W tej sytuacji Antoniusz skierował się wzdłuż gór w stronę Armenii. Po drodze zaatakował królestwo Medii Atropatene (na terenie dzisiejszego Azerbejdżanu) i obległ miasto Fraaspę, gdzie miał znajdować się królewski skarbiec. Nie znamy dziś jego dokładnej lokalizacji. Armia Antoniusza dysponowała aż 300 wozami ze sprzętem oblężniczym, w tym katapultami i 24-metrowym taranem.
fot.HistoryofIran / CC BY-SA 4.0Królestwo Partów za panowania Mitrydatesa II (122–87 p.n.e.)
Niecierpliwy Antoniusz uznał jednak, że sprzęt porusza się zbyt wolno. Zostawił go więc w tyle z eskortą, licząc, że sama jego obecność pod murami Fraaspy wystarczy, by obrońcy się poddali. Jakże się pomylił! Wkrótce Fraates IV ruszył ze swoimi siłami, a połączone wojska partyjskie i medyjskie zaatakowały pozostawiony tabor. Dwa rzymskie legiony zostały wybite do nogi.
Przeczytaj także: Trajan i Partowie: jak Rzym próbował zdobyć Wschód (113–117 n.e.)
Klęska pod Fraaspą i utrata przewagi
Antoniusz stracił element zaskoczenia i cały ciężki sprzęt oblężniczy. Co robić? Odwołać oblężenie? To nie przystoi rzymskiemu wodzowi. Nakazał więc usypać szańce, z których kontynuował natarcie.
W międzyczasie fiaskiem zakończył się też wypad aprowizacyjny – choć Partowie zostali chwilowo odparci, obrońcy Fraaspy wykorzystali okazję i zniszczyli wiele rzymskich umocnień. Wściekły Antoniusz kazał zdziesiątkować kilka kohort – zadając tym samym swoim żołnierzom większe straty, niż uczynili to Partowie. W końcu jednak musiał schować dumę do kieszeni i przyjąć ofertę Fraatesa IV: swobodny odwrót przez Armenię.
fot.Autor nieznany / domena publicznaMarek Antoniusz
Z przekory albo z braku zaufania Antoniusz wybrał inną trasę. Partowie i Medowie nie przepuścili takiej okazji – zaczęli go nękać ciągłymi atakami. Jeden z dowódców Antoniusza, kierując się ambicją, postanowił ruszyć w pościg za wycofującymi się Partami. Coraz bardziej oddalał się od głównych sił, aż w końcu został otoczony i rozbity. Zginęło 3000 Rzymian, a 5000 zostało rannych.
Reszta armii Antoniusza zdołała się wycofać, ale morale legło w gruzach. Partowie, zachęceni sukcesami, kontynuowali ataki. Tym razem jednak Rzymianie nauczyli się reagować – formowali testudo („żółwia”), osłaniając się tarczami. Partowie wzięli to za oznakę strachu i przypuścili zuchwały atak, który skończył się ich porażką.W trakcie odwrotu Rzymian można powiedzieć, że trwała mobilna sytuacja patowa. Partom nie udawało się zadać najeźdźcom poważniejszych strat, natomiast Rzymianie usilnie próbowali „przekonać” swoich przeciwników do stoczenia walnej bitwy, czego Partowie wciąż odmawiali zręcznie się wycofując.
Sytuacja armii Antoniusza była jednak dramatyczna. W wyniku wcześniejszych strat brakowało zapasów, a kolejne napady spowalniały marsz. Jak opisuje Adrian Goldsworthy w książce „Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania”:
„Zwierzęta juczne zabijano na mięso lub używano do niesienia rannych – kosztem ich ładunku. Choć było jeszcze trochę pszenicy, brakowało młynków do mielenia. Niektórzy z głodu jedli szkodliwe rośliny i umierali. Większość żołnierzy była niedożywiona, a przez to podatna na choroby. W rzymskich obozach, nawet w najlepszych warunkach, panował tłok – epidemie szerzyły się błyskawicznie. Śmierć zbierała żniwo.”
fot.I, PHGCOM / CC BY-SA 3.0
Fraates IV
Fraates IV ponownie zaproponował negocjacje, obiecując zaprzestanie ataków, jeśli Antoniusz ruszy inną drogą. Rzymianie potraktowali to z podejrzliwością – z ich obozu dotarła bowiem wiadomość, że na owej trasie czeka zasadzka.
Przeczytaj także: Nieśmiertelni, katafraktowie i partyjski strzał. Tak rodziła się potęga imperium Persów
Wyprawa Marka Antoniusza na Partów. Głód, choroby i upadek ducha
Rzymianie ruszyli więc dalej, wciąż nękani przez Partów. Po 30 milach skończyły się zapasy wody. Pili z przypadkowego strumienia, co doprowadziło do chorób. W nocy w obozie wybuchł chaos – żołnierze plądrowali zapasy w poszukiwaniu jedzenia. Antoniusz, przekonany, że to atak Partów, rozważał samobójstwo.
fot.Grafika poglądowa stworzona przez AIGdy Rzymianie opuszczali partyjskie ziemie, łucznicy Fraatesa zdjęli cięciwy z łuków – gest oznaczający koniec walki.
Udało się jednak przywrócić porządek. Antoniusz zebrał resztki armii i ruszył dalej. Gdy Rzymianie opuszczali partyjskie ziemie, łucznicy Fraatesa zdjęli cięciwy z łuków – gest oznaczający koniec walki. W drodze powrotnej Rzymian spotkała jeszcze zima w górach Armenii, a śnieg i choroby zebrały kolejne żniwo.
Straty Rzymian szacuje się nawet na 32 000 zabitych lub zmarłych. Wyprawa Marka Antoniusza na Partów zakończyła się całkowitą klęską – nie osiągnął żadnego celu, a w Rzymie skompromitował się jeszcze bardziej, wysyłając wcześniej przesadnie optymistyczne raporty. Jak zauważa Goldsworthy:
„Stało się jasne, że nie był to żaden wielki triumf ani podbój. Kariera Antoniusza nigdy już właściwie nie wróciła na poprzednie tory – i bardzo możliwe, że to samo stało się z jego pewnością siebie.”
Przeczytaj także: Egipska gra o tron. Jak Kleopatra VII wstąpiła na tron

KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.